poniedziałek, 27 stycznia 2020 14:04

Czy Bochni grozi śmieciowy paraliż?

Autor Mirosław Haładyj
Czy Bochni grozi śmieciowy paraliż?

Wzrost cen za wywóz śmieci jest tematem, który zdominował polskie media w ostaniem czasie. Nie inaczej jest w Bochni, zwłaszcza, że jedynie kwestią czasu pozostaje to, kiedy fala podwyżek zostanie przegłosowana na radzie Miasta. A trzeba zaznaczyć, że różnice w opłatach nie będą symboliczne.

Nowe ceny zabolą. Dotychczasowa opłata za odbiór segregowanych śmieci wynosi 14 zł i 20 zł za niesegregowane. Nowa, zaproponowana przez urzędników stawka, to 24 zł. Warto dodać, że jeszcze więcej płacić będą ci, którzy zechcą się uchylać od segregowania odpadów. Obecnie bowiem obowiązek segregowania śmieci dotyczy już wszystkich, bez wyjątku, a osoby nie stosujące się do tego przepisu będą karane finansowo. Wysokość sankcja ma wynosić dwukrotność nowej opłaty śmieciowej, czyli 48 zł. Tym samym wszystko wskazuje na to, że w nowym roku to nie wydatki na prąd, wodę, czy gaz będą stanowiły największą płatności w domowych rachunkach za media.

Dyskusja na grudniowej Sesji Rady Miasta dowodzi, że temat śmieci wzbudza wiele kontrowersji. Wysoka podwyżka i jeszcze wyższe kary sprawiły, że termin miejskiej uchwały nie został przegłosowany i ostatecznie został przesunięty na 30 stycznia, czyli kolejną Sesję Rady Miasta. Okazuje się jednak, że zwłoka, która wiąże się z uchwaleniem nowych przepisów, wcale nie jest dla miasta korzystna. Przede wszystkim zmiany w opatach są nieodwołalne, ponieważ zostały zapisane w ustawie śmieciowej, która jest prawem ogólnopolskim i poszczególne gminy tak, czy inaczej, będą się musiały do niej zastosować. A czym może grozić odkładanie w czasie głosowanie nowych opłat? Jakie są powody tak wysokich podwyżek cen za wywóz śmieci? Jak powinna być prowadzona segregacja? W rozmowie panią Aldoną Janik,  Naczelnik Wydziału Wydział Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska, odpowiadamy na te pytania.

Pani Naczelnik, temat podwyżek śmieci, jest tematem którym w Polsce żyje się od dawna.

– Problem jest ogólnopolski. To nie jest tylko nasz problem, a jest on związany ze zmianą przepisów.

W Bochni podczas grudniowych obrad Rady Miasta nie doszło do przegłosowania nowych stawek za utylizację śmieci. Chciałbym zapytać, co się stanie, jeżeli w styczniu podwyżki również nie zostaną ustalone? Czy to znaczy, że mieszkańcy mogą spać spokojnie, bo, przynajmniej na razie, nie będzie wzrostu opłat?

– Podwyżki są nieuniknione i tutaj, niestety brak podwyżek, brak przegłosowania tego przez Radę Miasta w najbliższym czasie może skutkować wypowiedzeniem umowy na odbiór odpadów przez konsorcjum a wtedy będziemy mieć duży problem.

Istnieje zagrożenie śmieciowym paraliżem?

– Oczywiście, że jest, ponieważ mamy potwierdzenia z RIPOK-ów jakie są stawki i ta stawka może wzrosnąć z każdym dniem, a firma, która odbiera odpady ma stratę. Rośnie nam odpadów wytwarzanych przez mieszańców, rośnie stawka na RIPOK-u i łatwo przeliczyć, że rosną firmie koszty. Jeżeli przewyższają one przysługujące wynagrodzenie i są to koszty nieprzewidziane przez wykonawcę, który stanął do przetargu, to trudno się dziwić, że firma może domagać się dopłaty. A tego Gmina robić nie może. Musi podwyższyć stawkę za odbiór odpadów od mieszkańców.

Czyli z punku widzenia mieszkańców najlepszym rozwiązaniem byłoby jak najszybsze podniesienie opłat?

– Mieszkańcy nigdy łatwo nie zaakceptują podwyżek, każdy z nas nim jest, każdy z nas będzie musiał płacić więcej i dla każdego z nas jest to dużo. Nie da się ukryć, że to nie są małe kwoty. Kilkuosobowa rodzina z pewnością z tego powodu jakąś stratę poniesie, ale niestety, nie ma innej możliwości.

Zadałem to pytanie, ponieważ wspomniała pani o tym, że konsorcjum może wypowiedzieć umowę, a wtedy śmieci będą zalegać w mieście.

– W takim przypadku zorganizowany zostałby jakiś odbiór awaryjny, ale z pewnością kosztowałby on bardzo dużo. Mówiłam już o tym na sesji. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, ponieważ skądś pieniądze w budżecie trzeba będzie znaleźć, a to jest kolejny problem i pytanie stąd te środki przesunąć.

Pani Naczelnik przejdźmy do sprawy kosztów. Co jest główną przyczyną ich podwyżek?

– U nas ich główną przyczyną jest wzrost cen na instalacjach komunalnych, czyli dawnych RIPOK-ach. Mamy nawet swoje ulotki, które tworzymy dla mieszańców a które będą jeszcze przed sesją rozdawane i udostępniane. Podajemy w nich ceny, które były w tamtym roku. Na wiosnę było 370 zł za tonę odpadów, teraz jest to 590 zł. To jest naprawdę drastyczny wzrost zagospodarowania tony odpadów. Ponad 200 zł różnicy. I to jest główna przyczyna podwyżek. Do tego dochodzi wzrost opłaty marszałkowskiej. Nie przeprowadzaliśmy jeszcze przetargu, ale trzeba też wziąć pod uwagę jeszcze inne czynniki, co widzimy patrząc na doświadczenia gmin ościennych, które takie podwyżki i przetargi przeprowadziły. Stawki zostały podniesione także dlatego, że wzrosły koszty firm, które odbierają odpady a które przez nowelizację ustawy muszą spełnić dodatkowe wymogi BDO – Bazy Danych Odpadowych. Obecnie w myśl nowych przepisów każda firma musi mieć specjalne urządzenia do monitoringu śmieciarek, do ważenia odpadów i musi spełniać jeszcze szereg obowiązków wynikających z ustawy, które muszą być spełnione. Dostosowanie się do nich, zakup odpowiedniego sprzętu przez firmy, są kolejnym czynnikiem wpływającym na koszty. Stąd ceny w przetargach zaproponowane przez potencjalnych oferentów będą z pewnością wyższe.

Słysząc to wszystko trudno nie odnieść wrażenia, że twórcy nowelizacji ustawy śmieciowej zepchnęły na samorządy wszystkie jej konsekwencje. Wprowadzenie pewnych zapisów przez władze centralne sprawiły, że władze lokalne zostały postawione pod ścianą i nie za bardzo mają pole manewru.

– Bo tak jest. Tylko mieszkańcowi danej gminy, który płaci podatki, płaci szereg różnych opłat a chciałby w zamian normalnie i spokojnie żyć. Trudno mi te przyczyny wytłumaczyć. Niestety, ktoś, kto nie jest blisko tego całego systemu, nie zdaje sobie sprawy, że na pewne rzeczy nie mamy wpływu.

Pani Naczelnik, co takiego zatem zostało zapisane w ustawie, że ceny odbioru śmieci poszybowały w górę?

– We wrześniu, zmiana ustawy wprowadziła tzw. wolny rynek. Wcześniej obwiązywała rejonizacja RIPOK-ów. To znaczy: śmieci z terenu Gminy Bochnia mogły być wywożone przykładowo tylko do Tarnowa, albo innego miejsca na terenie województwa. Obecnie RIPOK-i zostaną one zlikwidowane. Zniknęła rejonizacja i teraz śmieci z Bochni mogą być wywożone do Warszawy, Gdańska, Wrocławia, jeśli oczywiście się to opłaca. To sprawiło, że duże miasta, czy duże firmy, które na to stać zawierają umowy na odbiór śmieci z punktami na naszym terenie, bo dla nich jest taniej. To z kolei sprawia, że punkty odbioru odpadów podnoszą stawki, bo rośnie popyt. Im nie zależy na odbiorze śmieci z naszego rejonu, bo inne miasta potrafią zapłacić więcej. No i stawka rośnie, bo te firmy wiedzą, że znajdzie się ktoś, dla kogo będzie to atrakcyjna cena. W skrócie tak to można wytłumaczyć.

Czyli doszło do pewnego absurdu. Na terenie Małopolski bardziej opłaca się odbierać śmieci dajmy na to z Warszawy, niż Bochni.

– Tak. Jeżeli koszt transportu i koszt oddania śmieci w punkcie jest sumarycznie niższy, niż w lokalnym punkcie to z ich punku widzenia jest to oszczędność. W świetle ustawy jest to obecnie dopuszczalne.

A więc zadziała mechanizm popytu i podaży. Kolejnym problemem jest segregacja. Obecnie wszyscy musza ją przeprowadzać. Podczas ostatniej Sesji Rady Miasta wyrazili zaniepokojenie opłatami, które będą pobierane w ramach kary za zaniechanie tego obowiązku.

– Miasto nie stoi na stanowisku, żeby od pierwszego odbioru odpadów naliczać kary za nieprzestrzeganie przepisów. Z pewnością będzie jakiś okres karencyjny, żeby w tej segregacji pomagać. Uczymy się jej już sześć lat i jeszcze to nie funkcjonuje, tak jak powinno.

Warto powiedzieć, że w świetle nowych ustaleń mieszkańcy nie mają już wyboru i nie mogą deklarować śmieci niesegregowanych. To nie jest tak, że stawka za śmieci segregowane jest dwa razy niższa od niesegregowanych. Obecnie odbiór takich śmieci obłożony jest karą.

– Tak, tak to zostało ujęte w ustawie.

Pani Naczelnik na koniec ostatnia kwestia. Sporo wątpliwości radnych podczas grudniowych obrad Rady Miasta wzbudził sposób oceny tego, czy śmieci są segregowane, czy nie. Była obawa, że jedna szklana butelka w innym kontenerze, niż ten przeznaczony na szkło, może sprawić, że zostanie naliczona kara za złą segregację.

– Nie, to nie w tym rzecz. Jeśli wczytamy się w ustawę, to nie jest tak, że dostaniemy karę, bo się pomylimy i wrzucimy szklaną butelkę do plastiku. To nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby w śmieciach zmieszanych nie było tej butelki, żeby w odpadach w odpadach pozostałych po segregacji nie było frakcji selektywnych. Tak jak powiedziałam, jeżeli coś sobie pomylimy i np.  wrzucimy papier w niewielkich ilościach do plastiku, to można to później łatwo oddzielić. A w śmieciach pozostałych po segregacji, jeżeli wrzucimy do nich odpady, które powinny znaleźć się w pojemniku na papier, czy plastik, to mogą ulec np. zamoczeniu, czy zabrudzeniu i nie będą się już nadawać do odzysku.

Czyli ocenie prawidłowego sortowania będą poddawane śmieci zmieszane i to, czy nie znajduje się w nich za dużo odnawialnych surowców.

– Dokładnie. Firma, która odbiera odpady, te frakcje, które są frakcjami materiałowymi jeszcze raz segreguje, co wynika z przepisów i technologii materiałów. Dlatego, w razie pomyłki, jest stosunkowo łatwo oddzielić obcy surowiec. W śmiechach zmieszanych już takiej możliwości nie ma. Stąd nacisk, na to, żeby w odpadach pozostałych po segregacji nie było frakcji selektywnych.

Bochnia - najnowsze informacje