poniedziałek, 23 grudnia 2019 14:57

Dębica: Pamiętajmy o...(38) :77. rocznica pierwszej deportacji Polaków na Sybir

Autor Piotr Sosin
Dębica: Pamiętajmy o...(38) :77. rocznica pierwszej deportacji Polaków na Sybir

Zesłanie jako forma kary istniało w Rosji od początków XVI wieku, choć docelowym miejscem ówczesnych zsyłek nie była Syberia w dzisiejszym rozumieniu geograficznym. Należy bowiem rozróżniać zsyłki, deportacje i wysiedlenia na Syberię i „na Sybir”. W przypadku historycznego pojęcia „Sybir” mamy do czynienia z zesłaniami praktycznie do wszystkich guberni i obwodów rosyjskiego i sowieckiego imperium, wliczając do wymienionych wcześniej krain Kaukaz, Zakaukazie, stepy Kazachstanu, Ural z obwodami swierdłowskim, czelabińskim i permskim oraz Republikę Baszkirii, Republikę Komi, obwód archangielski i Turkiestan.

W wyniku zbrojnego zajęcia blisko połowy terytorium przedwojennej Polski podczas kampanii wrześniowej 1939 roku, oraz zawartego z III Rzeszą paktu o granicach i przyjaźni niemiecko-sowieckiej (28 września 1939 roku), Związek Radziecki stanął przed problemem rozwiązania kwestii ludności polskiej - również tej, która zbiegła przed Niemcami na tereny zagarnięte przez Sowietów. Jeszcze w grudniu 1939 roku z rozkazu Ławrientija Berii NKWD przystąpiło do usuwania osób, które mogły potencjalnie nawoływać do sprzeciwu przeciwko sowieckiemu reżimowi. Następnie przeprowadzono spisy rodzin podlegających deportacji. Pierwsza wywózka miała miejsce w nocy 9/10 lutego 1940 roku - obok Polaków, którzy stanowili 70 procent wysiedlonych, wysiedlenia dotknęły również Białorusinów i Ukraińców. Sowieci w pierwszej kolejności postanowili wywieźć polskich osadników wojskowych, pracowników leśnych, pracowników PKP czy niższych urzędników państwowych. Jak wyglądały wywózki? Opisanie dramatu setek tysięcy wysiedlanych jest niemożliwe. Przeprowadzane w brutalny sposób deportacje w większości przypadków miały miejsce w nocy. Oficerowie NKWD przeszukiwali mieszkanie wywożonych osób, którym nakazywano zabrać jedynie najpotrzebniejsze rzeczy, na co rodziny miały zazwyczaj kilkanaście minut. Później deportowanych przewożono na dworce kolejowe, gdzie na mrozie musieli czekać nawet kilka godzin. To nie był jednak koniec dramatu. Podróżowano wagonami bydlęcymi rzekomo przystosowanymi do przewozu osób. "Przystosowanie" polegało na umieszczeniu wewnątrz zimnego, ciemnego i brudnego wagonu kubła do załatwiania potrzeb fizjologicznych i tzw. kozy, czyli piecyka, który i tak - ze względu na brak opału - nie ogrzewał. Ze względu na mróz, brak pożywienia i dramatyczne warunki higieniczne, śmiertelność była bardzo wysoko. Dodatkowo, deportowanym zakazywano zbliżania się do okna (próbujących zaczerpnąć świeżego powietrza odpędzano bagnetami), a postoje odbywały się co kilka dni. Podczas przerwy w podróży z wagonów wynoszono ciała zmarłych - w większości dzieci i starców. Po zakończeniu podróży, tych którzy zdołali przeżyć, czekał kolejny rozdział dramatu. Zesłani, umieszczeni w budynkach przypominających obozowe baraki, w ekstremalnych warunkach pogodowych pracowali przy wyrębie lasów. Mieli świadomość, że szanse na powrót do domu i dawnego życia są bliskie zeru. Tutaj również śmiertelność była wysoka. Jak twierdzą polscy historycy, wynosiła nawet ponad 10 procent.

Do czerwca 1941 roku miały miejsce cztery deportacje. Łącznie Sowieci przeprowadzili cztery deportacje – drugą z 12/13 kwietnia 1940 r., trzecią z 28/29 czerwca 1940 r., a czwartą – w maju 1941 r.]w wyniku których zesłano około miliona Polaków. Z tego 150 tysięcy osób miało stracić życie.

W 1989 roku w Dębicy  powstało Koło Związku Sybiraków grupujące osoby, których los i pochodzenie związały z ziemią dębicką. Dębiccy Sybiracy mocno zaakcentowali swoją obecność wśród lokalnej społeczności. Z jednej strony był to udział w uroczystościach państwowych i patriotycznych pod własnym, ufundowanym przez siebie sztandarem,  z drugiej zaś odsłonięcie i poświęcenie tablicy pamiątkowej w kościele pw. św. Jadwigi w Dębicy upamiętniającej polskich zesłańców na Sybir w latach 1940-1946. Na Cmentarzu Wojskowym w Dębicy członkowie Koła zbudowali symboliczny Grób Sybiraka. Plac na przeciwko dworca PKP w 1998 roku otrzymał nazwę Placu Sybiraków, zaś osiem lat później rondo wraz z pamiątkowym obeliskiem na tymże placu nazwano imieniem Sybiraków. „Dębiccy Sybiracy – historia kamerą zapisana” to znakomity projekt dokumentujący wspomnienia ofiar Sybiru. Jego pomysłodawcą i spiritus movens jest pan Jerzy Godzisz, syn pierwszego prezesa [1989-2003], pana Zbigniewa Godzisza. Obecnym prezesem jest pani Maria Aktyl [od 2003]. Do tej pory powstały trzy średniometrażowe dokumenty.

Pragnąc zachować pamięć o tych tragicznych  chwilach Muzeum Regionalne w Dębicy wydało w roku 2009 książkę będącą zapisem wspomnień uczestników wywózek. Są w niej losy Zbigniewa Godzisza, Heleny Niemiry, Genowefy i Bronisława Lorenców, Janiny Mędrek, Zygmunta Batorskiego i Jerzego Godyckiego-Ćwirko. Książka ta licząca 430 stron jest istną kopalnią wiedzy na ten temat. Pozycja jest jeszcze do nabycia w Muzeum  Regionalnym w Dębicy. Zapraszamy do ciekawej i pouczającej lektury.

Opr. Jacek Dymitrowski

Historia - najnowsze informacje