środa, 17 kwiecień 2019 15:42

Historia kpt. Tadeusza Paolone - patrona tymbarskich Strzelców cz.2

Tadeusz został gimnazjalistą, a jego matka wraz z pozostałymi dziećmi wyjechała w roku 1929 do męża w Argentynie.

fot : Wyjazd emigrantów z Gdyni załadunek samochodu

Po ukończeniu szkoły ludowej dalszą naukę chłopcy kontynuowali w szkole powszechnej w Tymbarku, gdzie często odwiedzali pp. Kapturkiewiczów, jako że p. Maria Kapturkiewicz była siostrą ich matki (Julianny Homa). Po pewnym czasie wytworzyła się bardzo serdeczna więź między Tadeuszem, a ciotką, która traktowała go jak własnego syna. Była to prawdziwa więź rodzinna, która dotrwała do ostatnich dni jego pobytu w Tymbarku, w sercach zaś na pewno do końca życia obojga. W każdym razie widać wyraźny wpływ cioci (tak zawsze zwracał się do p. Marii.) na Tadeusza. To ona zachęcała go – chociaż on również tego pragnął – do kontynuowania nauki. Ona też zapewne miała duży wpływ na jego patriotyczne ukształtowanie, jako Polaka.

Nie wiemy co było powodem, że rodzina Tadeusza postanowiła opuścić Polskę i wyjechać do Argentyny. Możemy tylko domyślać się, że była to chęć poprawy sytuacji materialnej, gdyż w dawnej Galicji, a szczególnie w powiecie limanowskim panowała wówczas ogromna bieda. Pisze o niej Orkan, który tak doskonale znał warunki życia mieszkańców tego regionu. Piszą i inni, np. opisujący działalność inż. Marka na tym terenie.

fot : Emigranci-schodza_ze-statku

Nie wchodząc w szczegóły stwierdzamy tylko, że w roku 1926 wyjeżdża najpierw sam Franciszek Paulone, pozostawiając w kraju resztę rodziny – do czasu znalezienia w Argentynie pracy i przygotowania mieszkania. Dowiadujemy się tego z „Karty wezwania” Wydziału Konsularnego w Argentynie, dotyczącej sprowadzenia tam żony Julii wraz z dziećmi. Z „Karty” tej dowiadujemy się również, że Franciszek Paulone zamieszkał w miejscowości Florencja w prowincji Santa Fe, gdzie zatrudniony był jako murarz, zarabiając dziennie 8 dolarów, co dawało mu miesięczny dochód 200 dolarów.

fot :  polscy emigranci w Peru 

Wtedy też prawdopodobnie nastąpiła decyzja Tadeusza o pozostaniu w Polsce. W „Karcie Wezwania” zapisane jest, że Franciszek pragnie sprowadzić „Żonę y pięcioro dzieci: Tadeusz, Zdzisław, Jan, Edmund i Emilja, zam. w Polsce”. Później nastąpiła jednak zmiana i na „Karcie” dokonano poprawki, skreślając z niej Tadeusza.

Zachodzi pytanie – dlaczego Tadeusz nie pojechał do Argentyny wraz z resztą rodziny? Odpowiedź otrzymujemy od p. Marii Pulit, córki Marii Kapturkiewicz – ciotki Tadeusza. Kiedy nadszedł decydujący moment wyjazdu do Argentyny, Tadeusz ze łzami w oczach prosił: „Ciociu, ja jestem Polakiem i chcę żyć w Polsce. Będę Ci pomagał i wszystko robił dla Ciebie, tylko pozwól mi pozostać . Nie będę dla was ciężarem”. Na takie prośby ciocia nie pozostaje obojętna. Godzi się i przyjmuje go do swego domu, jak własnego syna. Mimo, że matka z rodzeństwem jeszcze nie wyjechała, Tadeusz już zamieszkał w Tymbarku, gdzie czuł się doskonale.

Ciotka, pragnąc by chłopiec dalej się kształcił, po ukończeniu szkoły powszechnej zapisuje go do renomowanego II Gimnazjum im. Króla Bolesława Chrobrego w Nowym Sączu. Było to w roku 1927. Na czas nauki Tadeusz zamieszkał, jak wielu innych gimnazjalistów z prowincji, na prywatnej stancji. Dojazd wprawdzie był możliwy, gdyż kursował pociąg relacji Chabówka – Nowy Sącz, jednakże zabierał zbyt dużo czasu. Tak więc korzystniejszym było mieszkać na stancji – mimo iż wiązało się to z dość dużymi kosztami. Ciotka chętnie łożyła na kształcenie chłopca, mimo iż państwo Kapturkiewiczowie nie należeli do bogatych. Często też – aby zaoszczędzić na kosztach przejazdu – pieszo wędrowała z Tymbarku do Nowego Sącza, by zanieść Tadeuszowi „coś do jedzenia”. Potwierdzeniem, że było to praktykowane jest opis ks. Władysława Pachowicza z Zarąbek k/ Tymbarku, zamieszczony w książeczce pt. „Matka” (Tarnów 1993) na str. 12/13.

fot : Nowy Sącz Ratusz

Wcześniej jednak sprzedano gospodarstwo sąsiadom, Aleksandrowi i Józefowi Smoter oraz Bubuli.

fot : Dom rodzinny p. Paolone (fot pochodzi ze zbiorów autora)

Szczególnie – podobno – interesował się historią, z której „wybierał” swych ulubionych bohaterów (z którymi się identyfikował), zwłaszcza walczących o dobro Ojczyzny i pokonujących jej wrogów.

Dyrektorem II Gimnazjum im. Króla Bolesława Chrobrego był wówczas Stanisław Serafin, cieszący się dużym autorytetem. To dzięki jego kierownictwu poziom nauczania w tej szkole był wysoki. Sam, jako nauczyciel i kierownik tej placówki, był wymagający, ale sprawiedliwy. Cieszył się więc powszechnym szacunkiem w sądeckim środowisku.

Opracowanie: Stanisław Wcisło c.d.n.

fot: „Materiał pochodzi z serwisu www.audiovis.nac.gov.pl ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego”.

Piotr Sosin

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.