czwartek, 30 maj 2019 17:05

Historia pewnego zegara. Rozdział III. Odcinek 14

W tym miejscu w dużym skróceniu napiszę po co był w gminie potrzebny referent skupu i co do niego należało.

 W tym czasie w naszym kraju rolnicy musieli świadczyć tzw. obowiązkowe dostawy. Chociaż potocznie tak się mówiło, to nie należało dosłownie tak tych obowiązkowych dostaw rozumieć. Każdy rolnik był zobowiązany odpowiednią ilość płodów rolnych dostarczyć, ale nie za darmo. Inaczej należało powiedzieć sprzedać państwu, bo za to dostawali zapłatę. Były to dużo niższe ceny jak ceny rynkowe, ale prawnie była to sprzedaż, tyle, że obowiązkowa. Już po osiemdziesiątym dziewiątym roku w nowej teraźniejszości spotkałem się z pewnym panem ze Skorczowa. Był to dobry rolnik, nigdy nie zalegał w podatkach, ani też w obowiązkowych dostawach, ale zawsze o tamtym ustroju miał swoje zdanie. Dlatego zmianę jaka zaszła w Polsce przyjął z zadowoleniem i chodził dumny, że stało się to o czym myślał. Ze swoimi poglądami nie krył się, otwarcie je wypowiadał, dlatego teraz mogę o tym napisać. Rozmawialiśmy o różnych sprawach, między innymi o sprzedaży płodów rolnych przez rolników. Był czas, a i nawet do tej pory, że bardzo ciężko jest rolnikom sprzedać to co wyprodukowali, a jeśli już, to po bardzo niskich cenach. Otóż ten pan w rozmowie ze mną ku mojemu zdumieniu powiedział: Zdzichu żeby chociaż skupowali po takich cenach jak obowiązkowe dostawy, a nawet niech by one wróciły, to byłbym pewny, że odpowiednią ilość na pewno sprzedam i za to dostanę (gdyby liczyć nawet po cenach obowiązkowych dostaw) więcej jak płacą teraz i to by mi się opłaciło. Zesłupiałem, że taki wróg obowiązkowych dostaw to mówi. Ale taka jest rzeczywistość.

foto nr.1. Zbiór zboża kombajnem, fotografia współczesna.

Tymczasem wrócę do tematu, który zacząłem, po co w gminie był potrzebny i co robił referent skupu? Do zadań referenta skupu należało wymierzanie i nadzorowanie skupu obowiązkowych dostaw zboża, ziemniaków i żywca. Wymierzanie to znaczy wyliczanie każdemu rolnikowi ile i w jakim terminie część swoich wyprodukowanych płodów rolnych ma sprzedać. Wymiaru dokonywano na podstawie rejestru gruntów nie tylko własnych, ale też dzierżawionych lub innych otrzymanych np. w spadku, a których jeszcze własność nie była prawnie uregulowana. Aby było sprawiedliwie, to wymiaru dokonywano nie na podstawie hektarów fizycznych, tylko hektarów przeliczeniowych. A zatem co to jest hektar przeliczeniowy? Jeden hektar fizyczny w klasie pierwszej, równał się jeden hektar osiemdziesiąt arów przeliczeniowych. Aby te przeliczniki wyglądały bardziej przejrzyście przedstawię je  w kształcie uproszczonej tabelki:

Jeden hektar fizyczny w klasie I równa się jeden osiemdziesiąt ha przeliczeniowych

Jeden hektar fizyczny w klasie II równa się  jeden  sześćdziesiąt ha przeliczeniowych           

Jeden hektar fizyczny w klasie   III równa się     jeden  czterdzieści ha przeliczeniowych 

  Jeden hektar fizyczny w klasie  IV równa się   jeden dwadzieścia ha przeliczeniowych           

  Jeden hektar fizyczny w klasie V równa się też jeden hektar przeliczeniowych

  Jeden hektar fizyczny w klasie  VI równa się  osiemdziesiąt arów  przeliczeniowych          

Powyższe wskaźniki przeliczeniowe występowały w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Jakie są teraz nie wiem i czy w ogóle są. Pomimo iż obowiązkowe dostawy zostały dawno zlikwidowanie, to może do czegoś są przydatne. Zapewne można je znaleźć w danych Urzędu Statystycznego, albo innych przepisach o gruntach rolnych, ale nie widzę potrzeby przytaczać ich w tym miejscu. Wymierzając wysokość obowiązkowych dostaw na podstawie hektarów przeliczeniowych można było ujednolicić mniej więcej ilościowo wysokość dostaw przez poszczególnych rolników.

Jest rzeczą jasną, że na gruncie w klasie pierwszej przy jednakowym nawożeniu urośnie więcej niż na gruncie w klasie czwartej, piątej, czy szóstej. Dlatego dokonując wymiaru na podstawie hektarów przeliczeniowych, rolnikom posiadającym grunty w pierwszej klasie wymierzało się więcej, niż rolnikom posiadającym grunty w klasie piątej lub szóstej, którym wymierzało się mniej. Była jeszcze druga ciekawostka przy wymierzaniu obowiązkowych dostaw. Otóż wysokość odstawianych obowiązkowych dostaw rosła progresywnie w stosunku do wysokości gospodarstwa rolnego. Rolnicy posiadający duże gospodarstwa rolne odstawiali dużo więcej, niż ci którzy posiadali małe gospodarstwa. Nie tylko ze względu na sam fakt posiadania dużego gospodarstwa, ale dla nich stosowało się inne przeliczniki. Myśląc logicznie wydawałoby się, że pięciu rolników posiadających gospodarstwa o powierzchni 2,ha powinni odstawić tyle co jeden rolnik mający gospodarstwo o powierzchni 10,ha. Ale tak nie było. Po zsumowaniu ilości gruntów pięciu małych gospodarstw, było w tym przykładzie 10 ha tyle ile jeden duży gospodarz, ale ilość wymierzonych dostaw tym małym pięciu gospodarstwom i zsumowanych nie dała takiej ilości co u tego jednego gospodarza o dziesięcio - hektarowym gospodarstwie. Oni wszyscy razem odstawiali może zaledwie 60 procent tego co ten z dużego gospodarstwa. Na tym polegał wymiar progresywny. Dlatego bardzo rozpowszechnione w tym czasie było tzw. rozbijanie gospodarstw, czyli dzielenie na małe, gdyż było to korzystne dla rolnika przy odstawie obowiązkowych dostaw. Polegało to na tym, że w jednym domu było nawet trzy oddzielne gospodarstwa. Jedno na męża, drugie na żonę, trzecie na teścia, a czwarte może jeszcze na jakiegoś stryja itd. Trzymano to w wielkiej tajemnicy, a nowy pracownik zanim to wszystko poznał upłynęło parę lat, a kiedy się wtajemniczył awansował i odszedł z pracy w Gromadzkiej Radzie lub machnął ręką na to wszystko i pomyślał: tak zastałem, to niech tak zostanie. Pracując na tym stanowisku często chodziło się na narady, zebrania, szkolenia do Wydziału Skupu Powiatowej Rady w Kazimierzy Wielkiej, który mieścił się w podworskim czworaku, dokładnie w tym miejscu gdzie obecnie jest dom towarowy w niewielkiej odległości od maleńkiego ronda zwanego rondem farbą malowanym.

foto nr.2. Na miejscu, gdzie obecnie jest Dom Towarowy stał poddworski czworak, a w nim powiatowy Wydział Skupu.

Brali w nich udział wszyscy referenci skupu Gromadzkich Rad Narodowych z całego powiatu kazimierskiego, a było ich w tym czasie dwadzieścia sześć. Była tam jedna większa sala, która z powodzeniem  mieściła wszystkich zebranych, a mogłaby pomieścić nawet więcej. Narady lub szkolenia były prowadzone przez kierownika wydziału skupu i pracowników tegoż wydziału. Na jednej z tych narad było takie oto zdarzenie: po pewnym czasie od rozpoczęcia było wyraźnie słychać chrapanie śpiącego człowieka.

 Ciąg dalszy nastąpi       

 ROLNIKA  LOS

 Pługami przez konie ciągnione

Pod zasiew zaorane zagony.

Te czarne skiby nawozem użyźnione

Dawały obfite plony.

 

Zboża kłosy tak dorodne miały,

Że gięły się pod ich ciężarem.

Pochylone, ziemi się kłaniały

Spieczonej przedżniwnym żarem.

 

Rolnik  z kosą na ramieniu

Szedł kosić te zboża łany.

I kosił ku swemu zadowoleniu

Ciężkimi od pracy rękami.

 

Wiedział, że nadejdzie zapłata

W postaci mąki jak śnieg białej,

Której wystarczy do drugiego lata

Na chleb dla rodziny całej.

 

Nadwyżkę zboża mógł sprzedać.

W Spółdzielni za opłacalną cenę.

Pieniądze na obrządek wydać,

Lub na środki nawożące ziemię.

 

Potem snopowiązałki nastały,

Które rolnikowi ulżyły.

Traktory pola orały

Oszczędzając ludzkiej siły.

 

Teraz zboże kombajny zbierają.

Omłócone ziarno zwożąc do domu,

Którym gryzonie się dokarmiają,

Bo sprzedać nie ma komu.

 

Zdzisław Kuliś

Donosy, kwiecień 2013 rok

 Zdjęcia ze zbiorów Zdzisława Kulisia

Piotr Sosin

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.