niedziela, 23 czerwiec 2019 12:00

„Czarna Niedziela” w Myślenicach. Historia we wspomnieniach

Zdjęcia archiwalne – „Przekrój” 1945, nr 5 Zdjęcia archiwalne – „Przekrój” 1945, nr 5

Mija kolejna rocznica rozstrzelania Myśleniczan w Forcie Krzesławice. W niedzielę 23 czerwca 1940 roku Niemcy aresztowali „kwiat inteligencji myślenickiej”, po czym wywieźli do więzienia Montelupich w Krakowie. Kilka dni później, 29 czerwca – rozstrzelali ich w forcie w Krzesławicach.

O tym jak wyglądał moment aresztowania, opowiadają córka i siostrzenica dwóch aresztowanych podczas „Czarnej niedzieli”: Stanisława Hołuja i Andrzeja Miętusa.

 

Marta Hołuj-Korowajczyk

Jest niedziela, 23 czerwiec 1940 roku. Moja mama wychodzi z ojcem do kościoła. Są młodym małżeństwem, z siedmioletnim dopiero stażem. Mój brat miał wtedy cztery latka, a ja dwa miesiące. Ojciec pierwszy raz wkłada wtedy nowy garnitur. Wychodzą z domu.

Pod drzwi podjeżdża wtedy gestapo i w bardzo elegancki sposób pytają, czy tu mieszka pan Stanisław Hołuj. Zabrali go... Mama nigdy by się nie spodziewała, że będzie taki tragiczny finał tej historii...

Ojciec przed wybuchem wojny miał wyjechać na ogólnoświatową wystawę do Nowego Jorku, ale nie pojechał. Został w domu z rodziną. Gdy po wybuchu wojny mama prosiła go, żeby uciekł do partyzantki, on nie chciał. Miał wtedy odpowiedzieć, że nic mu przecież nie grozi... Był pewny siebie. Pochodził z bogatej rodziny, która w tamtych czasach miała największe przedsiębiorstwo w powiecie myślenickim.

Po tym jak gestapo wzięło go spod domu, wszyscy zakładnicy zostali ustawieni pod pocztą w Myślenicach, a następnie samochody ciężarowe wywiozły ich na Montelupich do Krakowa. Zabrano wtedy, jak mówiono, „kwiat inteligencji myślenickiej”. Byli to ludzie znani – ksiądz, nauczyciele, farmaceuci, studenci. Wśród nich też mój ojciec, przedsiębiorca i sportowiec.

Na Montelupich trzymano ich tydzień. Podobno mój ojciec, jak mówił jego współwięzień, był bardzo spokojny w więzieniu. Cały czas był przekonany, że skoro jego rodzina ma wpływy, to uda się im go uwolnić.

Mama dowiedziała się, że można u sekretarki generała Franka na Wawelu załatwić uwolnienie więźniów. Zebrała więc rodzinną biżuterię i poszła. Została przez sekretarkę przyjęta. Ta sprawdziła, czy ojciec żyje i... nie przyjęła biżuterii. Już nie żył...

Nikt z Myśleniczan się nie spodziewał, że tak szybko zakładnicy zostaną zamordowani. Wszyscy myśleli, że po przesłuchaniach ich wypuszczą.

29 czerwca ich rozstrzelano. Całą tę zbrodnię widział pasterz, który pasł wtedy rano krowy. On był chyba jedynym świadkiem. Widział, że więźniowie sami wykopali sobie grób, widział jak im Niemcy zawiązali oczy przepaskami, a potem strzelali w tył głowy…

Potem powiadomiono rodziny, że zmarli... Moja mama w to jednak nie wierzyła. Cały czas żyła z myślą, ze ojca wzięli na roboty przymusowe do Niemiec i że wróci. Kazała mi nawet uczyć się grać na pianinie, żebym ojcu zagrała, jak przyjedzie...

 

Anna Prokopeczko

21 czerwca 1940 roku dziesięciu obywateli Myślenic dostało zawiadomienie z Urzędu Miasta, że wyznaczono ich na zakładników, celem „odparcia aktów sabotażu”. Przez dwa tygodnie od 22 czerwca do 5 lipca mieli się meldować codziennie u burmistrza.

22 czerwca, w sobotę o godzinie 23:30 w budynku poczty doszło do wybuchy granatu lub petardy. Sprawców nie można było ustalić.

W niedzielę nad ranem Niemcy przyszli po zakładników. Ściągali ich z łóżek i wywozili do aresztu. Wśród tych dziesięciu zakładników, którzy dostali zawiadomienia z Urzędu Miasta był brat mojej mamy, Andrzej Miętus, student Wydziału Biologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Nikt nie spodziewał się, jaki będzie finał.

W ciągu dnia hitlerowcy zaczęli jednak aresztowania większej ilości osób. Dziesięciu zakładników wydało im się chyba za mało. Na koniec wszystkich ustawili pod pocztą i sfotografowali. Ten Niemiec, który zrobił zdjęcia, przyszedł je następnie wywołać u Mieczysława Gorączko. Oczywiście zagroził mu, by ten nie ważył się ich ukraść. Tak się jednak złożyło, że Niemiec nie pilnował go, zostawił mu zdjęcia do wywołania i przyszedł po nie dopiero później. Mieczysław Gorączko szybko zrobił więc odbitki, po czym ukrył je w ziemi. Zostały potem opublikowane po wojnie w „Przekroju” (1945, nr 5).

Po sfotografowaniu zakładnicy zostali wywiezieni na Montelupich. Tam powiedziano im, że jak się nie znajdzie sprawca zamachu na pocztę z 22 czerwca, to wszyscy zostaną rozstrzelani.

28 czerwca z celi nr 87 wywieziono grupy aresztowanych do Krzesławic, gdzie sami kopali dla siebie grób. Myśleniczan umieszczono natomiast w drugiej celi śmierci, nr 94. Pierwsi na śmierć poszli Myśleniczanie…

29 czerwca 1940 roku rankiem wywieziono ich i rozstrzelano w austriackim forcie w Krzesławicach. Rozstrzelano 32 Myśleniczan.

Następny dzień, sobota, był to dzień przyjmowania paczek. Dla Myśleniczan paczek już jednak wtedy nie przyjęto. Zawiadomiono tylko rodziny, że ich już w więzieniu nie ma, że zmarli... Jako przyczynę zgonu podano zawał serca lub zapalenie płuc. Nie podano jednak miejsca, gdzie znajdują się zwłoki.

Pomordowanym w Krzesławicach postawiono pomnik, bez nazwisk. Było to za czasów komuny, w 1957 roku, dlatego o żadnym krzyżu nie mogło być mowy. Dopiero gdy nastała Solidarność, krzyż postawiono, jednak polegli nadal leżą bezimienni. Mimo, że ich nazwiska są znane, nikt do tej pory nie umieścił tam żadnej tablicy...


Anna Piątkowska-Borek

Zdjęcia archiwalne – „Przekrój” 1945, nr 5

Anna Piątkowska-Borek

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.