niedziela, 09 czerwiec 2019 12:00

Chrzanów: Każde miejsce ma swoją historię, choć czasem tragiczną...

 Fot. obecny budynek Nadleśnictwa Chrzanów Fot. obecny budynek Nadleśnictwa Chrzanów

Od czasów II wojny światowej Chrzanów zmienił się nie do poznania. Chociaż powstało wiele nowych budynków, sklepów, ulic, każda część tej ziemi ma swoją historię. Przy ulicy Oświęcimskiej jest piękny budynek Nadleśnictwa Chrzanów. Niestety miejsce, na którym powstał, już niewielu mieszkańcom Chrzanowa, którzy przeżyli II wojnę światową, będzie, kojarzyło się z osobistymi tragediami...

W 1940 roku był to zwykły, pusty plac, na którym niektórzy ówcześni mieszkańcy Chrzanowa, być może po raz ostatni, widzieli nasze miasto, być może ostatni raz widzieli swoje rodziny i bliskich. Trudno mi jest opisać dzisiaj, co mogli wtedy przeżywać ci, którzy byli wyciągani z domów przez okupanta w 1940 roku, gromadzeni na placu przy ulicy Oświęcimskiej i pod eskortą żołnierzy niemieckich prowadzeni na stację kolejową, a tam wsadzani do wagonów. Jedni jechali do Niemiec, inni do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu.

 

„Rok 1940 okazał się dla mnie jednym z najgorszych”

Wspomnienia pani Władysławy (ur. 1925), mieszkanki Osiedla Kąty w Chrzanowie:

„Mimo, że trwała wojna, mieszkańcy starali się żyć w miarę normalnie. Jednak tak, jak w całej Polsce, również na Kątach trwały aresztowania i wywożenie ludzi na roboty, czy do obozów.

Kiedy miałam czternaście lat, wybuchła druga wojna światowa. Po domach rozeszła się plotka, że Niemcy są bardzo okrutni. Większość mieszkańców Kątów wraz z całym dobytkiem, udała się w stronę Ojcowa, do miejscowości Skała. Tam pozostaliśmy dwa tygodnie, w oczekiwaniu na przejście frontu. Po tym czasie wróciliśmy do domów.

Chrzanów był już zajęty przez Niemców. Mimo to, staraliśmy się żyć jak dotychczas. Niestety, Niemcy interesowali się wszystkimi ludźmi, a tych, którzy czymś handlowali lub działali w organizacjach politycznych, więzili, mordowali lub wywozili do obozów.

Nadszedł rok 1940, który okazał się dla mnie jednym z najgorszych. Miałam wtedy piętnaście lat. W marcu dowiedziałam się, że Niemcy chodzą po domach i zabierają młodzież z mojego rocznika. Myślałam, że to nieprawda, a jednak przyszli i po mnie. Miałam trzy siostry i brata. Brat był najstarszy, uczęszczał do szkoły podoficerskiej i już w 1939 roku został zabrany do niewoli w Niemczech. Między nami siostrami, wiekowo, było po dwa lata różnicy. Ja byłam jako trzecia i to los tak chciał, że Niemcy przyszli po mnie. Schowałam się na strychu, ale to nic nie dało, gdyż mnie znaleźli. Zdążyłam pożegnać się tylko z mamą i na oczach sióstr, tak jak stałam, nie zabierając nic ze sobą, poszłam z nimi. Idąc ulicą Śląską pod eskortą dwóch uzbrojonych Niemców, czułam się jak przestępca.

Doszliśmy do budynku przy ulicy Oświęcimskiej, gdzie obecnie mieści się siedziba Nadleśnictwa w Chrzanowie. Tam była już zgromadzona młodzież z całej okolicy. Ustawiono nas parami i, pod eskortą żołnierzy z psami, zaprowadzono na stację kolejową w Chrzanowie. Tam wsadzono do wagonów bydlęcych i poinformowano, że jedziemy na roboty do Niemiec. Bardzo się bałam. Byłam pewna, że nie zobaczę już nigdy moich najbliższych ani rodzinnych stron. Wraz z zamknięciem drzwi wagonu, skończyło się moje dzieciństwo.

Zostałam wywieziona do Niemiec na przymusowe roboty, gdzie ciężko pracowałam w polu u bauerów, pomagałam im w pracach domowych i opiekowałam się dziećmi. Przeżyłam, a po pięciu latach wróciłam do rodzinnego domu. Już jako osoba dorosła...”

Roman Madejski