wtorek, 13 sierpień 2019 09:34

Dębica: Pamiętajmy o...(21) :Bitwa Gorlicka 1915 – wschodnie Verdun cz1

W tym roku mijają sto cztery lata od bitwy gorlickiej, największej i najkrwawszej ze stoczonych podczas I wojny światowej [zwanej wówczas Wielką Wojną] na froncie wschodnim. Walki nie ominęły Dębicy i okolicznych terenów. Pamiątką po nich jest 27 cmentarzy wojennych z tamtych czasów na terenach powiatu dębickiego. Wspomnieniem była wystawa w Muzeum Regionalnym w Dębicy, której wernisaż miał miejsce 8 maja 2015 roku. Dzisiaj prezentuję prolog do tych wydarzeń sprzed 104 laty.

[cz. 1] Prolog do Wielkiej Wojny

Dzień 5 października 1908 roku był dniem szczególnym dla przyszłych dziejów Europy. Wówczas to rząd Austro-Węgier, bez żadnej konsultacji dyplomatycznej ogłosił aneksję Bośni i Hercegowiny, czyli terytorium, którym do tej pory, od czasu pamiętnego kongresu berlińskiego w 1878 roku, jedynie administrował na podstawie 30. letniego mandatu. Tak więc stan rzeczywisty został uznany za stan prawny. To wydarzenie, ekscytujące przez kilka miesięcy opinię publiczną, postawiło ówczesną Europę na krawędzi wojny. Było ono w jawnej sprzeczności ze stanowiskami: Rosji, Turcji, Czarnogóry i oczywiście Serbii. Niemniej jednak państwa te w marcu 1909 roku uznały ten fakt za dokonany. Z jednej strony trzeba patrzeć na to, jako sukces austro-węgierskiej „real politik”, z drugiej zaś na zafundowanie sobie groźnej, trudnej do rozbrojenia miny, zarówno pod względem etnicznym i religijnym [przeważająca część mieszkańców to: muzułmańscy Bośniacy, katoliccy Chorwaci i prawosławni Serbowie], jak i społeczno-ekonomicznym [najsłabiej wykształceni i najbiedniejsi poddani Franciszka Józefa I]. Cesarsko-Królewskie Austro-Węgry chcąc grać rolę hegemona na Bałkanach w miejsce „chorego człowieka Europy”, jak o Turcji ze wzgardą wyraził się ongiś car Aleksander II, musiały z niepokojem patrzeć na rosnącą w siłę Serbię. I wojna bałkańska, która wybuchła w październiku 1912 roku, kiedy to koalicja: Czarnogóry, Bułgarii, Serbii i Grecji wypowiedziała wojnę Turcji, doprowadziła do klęski Turcji. Na „szczęście” dla monarchii Habsburgów zwycięska koalicja rozleciała się. Bułgarzy, którzy uważali się za rzeczywistych zwycięzców tej wojny nie chcieli dzielić się łupami z sojusznikami. W nocy z 29 na 30 czerwca 1913 roku zaatakowali Serbów i Greków. Wówczas przeciw Bułgarii wystąpiły Rumunia i Turcja. W ten sposób wybuchła II wojna bałkańska zakończona 13 sierpnia tegoż samego roku podpisaniem pokoju w Bukareszcie. Serbia była jednym z największych beneficjentów tych dwóch wojen. Na dodatek zaczęła wysuwać pretensje w sprawie dostępu do Morza Adriatyckiego, które Austro-Węgry i Włochy uważały niemalże za swój wewnętrzny akwen. Dlatego też dyplomacja wiedeńska zaczęła jeszcze intensywniej pracować na rzecz rozbicia królestwa serbskiego. „Kocioł bałkański”, podobnie jak wulkan,  już wrzał pod przykryciem i zbliżał się moment jego erupcji. Potrzebny był tylko dodatkowy wstrząs.

Następca tronu Austro-Węgier arcyksiążę Franciszek Ferdynand Habsburg d’Este zaplanował w marcu 1914 roku, że pod koniec czerwca odwiedzi stolicę Bośni i Hercegowiny – Sarajewo – oraz weźmie udział w manewrach wojskowych XV i XVI korpusu jako Generalny Inspektor Sił Zbrojnych Austro-Węgier. Wiadomość ta została upubliczniona przez media. W zdecydowanej opozycji do austriackiego okupanta działała nieformalna organizacja patriotyczna Mlada Bosna [Młoda Bośnia] powiązana z organizacją konspiracyjną Crna Ruka [Czarna Ręka] założona przez serbski wywiad wojskowy. Twórcy tej ostatniej, założonej w 1911 roku wcześniej 10 czerwca 1903 roku doprowadzili do udanego zamachu na serbskiego króla Aleksandra Obrenovica reprezentującego opcję proaustriacką i przyczynili się do wyniesienia na tron nowego króla Piotra Karadziordziewica, który był związany z opcją prorosyjską. Dzień wizyty pary arcyksiążęcej w Sarajewie , Franciszek Ferdynand przybył bowiem wraz z żoną – Zofią hr. Chotek księżną Hohenberg – został wyznaczony na 28 czerwca.

Co prawda policja zabezpieczyła trasę przejazdu, ale nie była w stanie zapobiec zamachowi, zwłaszcza, że zamachowców było przynajmniej trzech. Jako pierwszy o godzinie 10.10 bombę rzucił Nedejlko Czabrinovic, ale przytomność umysłu i błyskawiczna reakcja arcyksięcia zapobiegły tragedii. Granat odbił się od karoserii i wybuchł pod następnym samochodem. Został wówczas ranny jeden z oficerów ochrony, którego natychmiast przewieziono do szpitala. Para arcyksiążęca wpierw udała się do ratusza, a następnie postanowiła odwiedzić rannego. Podczas drogi do szpitala kolumna samochodów zatrzymała się na moment na skrzyżowaniu ulicy Franciszka Józefa z Nadbrzeżem Appela. Była godzina 11.00. Nagle z tłumu z bliskiej odległości w kierunku samochodu padły dwa strzały rewolwerowe. Oddał je kolejny z konspiratorów - Gavrilo Princip.

Obydwa celne i obydwa śmiertelne. Obaj zamachowcy natychmiast zostali ujęci. Okazali się nie tylko Bośniakami narodowości serbskiej i obywatelami austriackimi, ale także członkami konspiracyjnej organizacji „Czarna Ręka” realizującymi jej sztandarowe hasło Zjednoczenie albo Śmierć. Byli wyznawcami programu głoszącego zjednoczenie pod berłem Karadziordziewiców wszystkich Serbów, także tych będących pod panowaniem austriackim i tureckim. Śledztwo dowiodło, że nie był to spontaniczny zamach, ale dobrze zorganizowany. Ślady wiodły do Belgradu. Wiedeń postanowił to wykorzystać. Z jednej strony pogrzeb zamordowanych odbył się bez właściwego ceremoniału, na dodatek pochowano ich nie w kryptach Habsburgów w Kapuzinerkirche na wiedeńskim Neuer Markt i nie w ich rezydencji w Konopiszcie, tylko na zamku w Arstetten nad Dunajem [zgodnie zresztą ze wcześniejszą ich wolą].

Na wypadek wojny rosyjski Sztab Generalny opracował taki plan przyszłej kampanii, który zakładał ostateczny wybór kierunku działań zbrojnych w zależności od niemieckich posunięć. Jeśli miałyby rzucić swe główne siły przeciwko Francji, to Rosja skierowałaby cztery armie na Austrię, zaś dwie przeciwko Niemcom. Jednocześnie „plan Schlieffena” zakładał, że Rosja nie zaatakuje Prus Wschodnich, ponieważ będzie zmuszona do utrzymywania dużych sił zbrojnych na Dalekim Wschodzie, by dać odpór Japonii. Tymczasem 5 lipca 1914 Niemcy zapewniły swego sojusznika Austro-Węgry, że podobnie jak przy aneksji Bośni i Hercegowiny w 1908 roku mogą one liczyć na zdecydowaną pomoc, jeśliby w skutek działania Serbii doszło do konfliktu z Rosją. To stanowisko kajzera usztywniło politykę władz austriackich. 23 lipca wysłały one do Serbii ultimatum, zaś w trzy dni później odrzuciły odpowiedź Belgradu, chociaż nawet Wilhelm II uznawał ją za bardzo rozsądną. Zapomniano przy tym w Wiedniu, że Rosja częściowo już podźwignęła się po klęsce w wojnie z Japonią i zawierusze rewolucyjnej. Na dodatek Rosja, zgodnie z modną wówczas ideą panslawizmu, nie mogła dłużej narażać swego prestiżu wobec pozostałych narodów słowiańskich. Nieśmiały car Mikołaj II został zmuszony do pokazania światu oblicza samodzierżawcy. W ten sposób zarówno Rosja, jak i cały świat stanął wówczas na krawędzi wojny.

Jacek Dymitrowski

Dyrektor Muzeum Regionalnego w Dębicy

Piotr Sosin

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.