czwartek, 15 sierpień 2019 08:08

Historia pewnego zegara. Rozdział V. Odcinek 25 Cukrownia „Łubna”

O przygodzie jaka mogłaby spotkać tam wychodzącego napiszę raczej krótko. Otóż taki ktoś, wychodząc za potrzebą mógł czasami wrócić dopiero drugiego dnia.

Od podwórza, do budynku, w którym mieściła się gmina, było drugie wejście, służące właścicielowi. Miał on tam swoje dwa pokoje, wymalowane i umeblowane, ale w nich nie zamieszkiwał. Przyjeżdżał tylko od czasu do czasu ze swojego stałego miejsca zamieszkania, w swoich osobistych celach. Bywało, że ktoś go odwiedził, jakiś znajomy lub może kuzyn, to sobie dłużej posiedzieli, widząc oknem, kto na posesję od strony podwórka wchodził. Jeśli szła osoba dość znajoma, przyjaznego ustosunkowania, rozmowna, to czasami ją poprosili na herbatkę, aby trochę odpoczęła od tych żmudnych papierów i tego ciągłego pisania lub liczenia. Taki osobnik miękkiego usposobienia nie odmówił i  wstąpił na chwilę do znajomych. Ale jak to zwykle bywa w dobrym towarzystwie chwile szybko mijają, a tematów do rozmowy mnóstwo, więc zanim się obejrzał wybiła godzina piętnasta. Do biura już nie było po co iść, więc siedział nadal, dokąd tylko właściciel pozwolił, nie zważając na skutki tego siedzenia. Ostatecznie tę, bagatela, kilkugodzinną nieobecność da się jakoś wytłumaczyć. Ostatecznie takie zdarzenia były bardzo rzadko, a życie ma też przecież swoje prawa.

 Siedziba ta miała swoje plusy, ponieważ z jej okien był doskonały widok na kazimierskie ulice. Na cukrownię, na dworzec PKS, a nawet na ulicę w stronę kościoła. W tym miejscu nie mogę nie wspomnieć o cukrowni „Łubna” w Kazimierzy Wielkiej, która produkowała cukier od 1845 roku, w którym to  została wybudowana.

foto nr 1. Widok na obecny budynek cukrowni sprzed budynku przy rondzie w którym w początkach lat 70 - tych ubiegłego wieku mieściła się Gromadzka Rada Narodowa.

Zarys półtorawiecznych dziejów Cukrowni „Łubna” należy rozpocząć od próby udzielenia odpowiedzi  na pytania istotnie dotyczące merytorycznej strony: dlaczego Kazimierz hr. Łubieński zdecydował się na wybudowanie cukrowni i dlaczego właśnie w Kazimierzy Wielkiej? Treść tych pytań okaże się wcale nie banalna, zwłaszcza, gdy weźmiemy pod uwagę ówczesne uwarunkowania ekonomiczne, geograficzne, a także powiązania rodzinne Łubieńskich, a odpowiedź znajdziemy w książce pt. „Cukrownia Łubna” autorstwa Stanisława Przybyszewskiego i Henryka Oziębłowskiego wydanej z okazji 150-lecia tejże cukrowni.

Cukrownictwo na początku XIX stulecia było w Europie, w tym również na ziemiach polskich, pionierską gałęzią przemysłu. Władze rosyjskie nie hamowały inicjatyw gospodarczych w zakresie cukrownictwa, a wręcz przeciwnie, dawały właścicielom cukrowni wiele ulg i udogodnień, m.in. z działalności gospodarczej cukrowniczej nie naliczano w ogóle podatków, a na cukier importowany, głównie z Prus nałożone było stosunkowo wysokie cło. Pionierskie działania w rozwoju przemysłu cukrowniczego w Królestwie Polskim przypadają na lata trzydzieste XIX wieku. Od początku lat dwudziestych, ministrem finansów Królestwa Polskiego był ks. Franciszek Drucki-Lubecki, „Książątko” - jak go nazywano w kręgach towarzyskich. Do czasu objęcia przez niego tego stanowiska, skarb autonomicznego państwa pustoszony był przez nierozważne posunięcia poprzednich ministrów skarbu, a przede wszystkim przez ks. Konstantego, namiestnika carskiego w Królestwie. „Konstanty podwyższył budżet wojska z 20 milionów na 25, a na rok 1822- 31 milionów złotych polskich zażądał”.

Tymczasem brak było pieniędzy na wszystko, w tym nawet na wypłatę pensji. Ks. Drucki-Lubecki zastał kasę państwa prawie pustą, depozyty były naruszone, zaległości podatków sięgały kwoty 14 milionów. Pierwszym posunięciem nowego ministra było wydanie zarządzenia o bezwzględnym ściągnięciu podatków, nawet siłą. Z kolei zastosował antycypację, czyli ściąganie w roku 1821 podatków  przewidzianych na rok 1822. Zaciągnął dwumilionową pożyczkę u Żydów warszawskich i podjął się przeobrażenia podatków konsumpcyjnych.

Oszczędnością, rzetelnością i silnym naciskaniem śruby fiskalnej doprowadził do ustabilizowania sytuacji finansowej państwa. Pod koniec jego rządów dochody państwa sięgały 80 milionów, a wydatki 78 milionów, poza tym rezerwy gotówkowe i w papierach wartościowych liczyły 34 miliony. Rządy ks. Druckiego-Lubeckiego sprawiły, że państwa zaborcze, borykające się w tym czasie z ciągłym niedoborem finansowym, zazdrościły polityce fiskalnej Królestwa Polskiego, opierającej się na niskich, ale skutecznie egzekwowanych podatkach.

 Gospodarczy sukces ks. Druckiego- Lubeckiego polegał na tym, by przez uczciwą gospodarkę finansową, tanie i obfite kredyty, ożywienie handlu i przemysłu dać obywatelom inicjatywę gospodarczą i tym samym przeciwstawić się, a nawet wygrać z tendencjami panującymi w finansowych kołach Rosji. Celem tych rosyjskich kół było bowiem gospodarcze odizolowanie Królestwa Polskiego od własnych rynków zbytu i nie dopuszczenie do rozkwitu gospodarczego ziem polskich.

Po wielu zachodach udało się Lubeckiemu wymóc na carze Aleksandrze, że na lat 20 otworzył Królestwu granice cłowe Rosji, a wynik był taki, że gdy w roku 1820 wywóz wyrobów przemysłowych z Polski do Rosji miał wartość 2 milionów złp, to w 1826 już prawie 13 milionów.

 „Ks. Drucki-Lubecki, jak pisał prof. Aleksander Bruckner - miał dzielnych współpracowników: Henryka hr. Łubieńskiego w Banku Polskim, Ludwika Platera; miał też pełne zaufanie u Aleksandra i Mikołaja, którym prawdę bez ogródek mawiał, ale miał osobistą odwagę, inaczej niż Zajączek i ministrowie – koledzy”.

Co prawda działalność ks. Druckiego-Lubeckiego przerwał wybuch powstania listopadowego w 1830 roku, ale podwaliny i inicjatywa gospodarcza przedsiębiorczego ministra procentowały przez najbliższe dziesięciolecia.

Architekt industrializacji Królestwa Polskiego ks. Franciszek Drucki-Lubecki osobiście interesował się rozwojem cukrownictwa i bez wątpienia wspierał tych, którzy decydowali się na zakładanie fabryk cukru. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że w położonych w sąsiedztwie Kazimierzy Wielkiej Bejscach mieszkał i pracował w jeden z najbardziej  liczących się w hierarchii Królestwa – minister sprawiedliwości  hr. Marcin Badeni, bliski współpracownik księcia Druckiego- Lubeckiego.

foto nr 2.  Pałac Badenich w Bejscach, widok współczesny. Pałac ten posłużył jako wzór do budowy Belwederu w Warszawie.

I wreszcie to, co w tej sprawie jest najistotniejsze: kilku przedstawicieli rodu Łubieńskich należało do prekursorów cukrownictwa, a zwłaszcza należał do nich stryj założyciela „Łubnej” Henryk hr. Łubieński, którego kariera i koneksje dowodzą, że to on był głównym inicjatorem budowy cukrowni w Kazimierzy Wielkiej.  Już w 1826 roku powołany został przez ks. Druckiego- Lubeckiego na stanowisko  dyrektora Oddziału Handlowego Banku Polskiego , następnie został współorganizatorem  Dyrekcji Głównej Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego, był założycielem i właścicielem cukrowni  w Częstocicach i Guzowie, zakładów włókienniczych w Żyrardowie i wreszcie zakładów metalurgicznych w Ostrowcu Świętokrzyskim. Z racji pełnienia funkcji i stanowiska miał możliwość zaciągania wysokich kredytów na dogodnych warunkach i to on zbudował gospodarczą potęgę rodu Łubieńskich.

 SYRENA

 Codziennie o godzinie szóstej trzydzieści

Fabryczna syrena, która w cukrowni się mieści,

Oznajmiała, że żyje i dobrze się czuje

I pomimo podeszłego wieku, ciągle pracuje.

 

Tak było jeszcze dwa lata temu.

Dawała możliwość pracy każdemu,

Kto chciał pracować i czuł się zdrowo,

Jeśli nie na stałe, to sezonowo.

 

Syrena wrosła w krajobraz kazimierski

Nawołując do pracy lud miejski.

Kilka razy dnia rozlegało się jej wołanie

Dwa razy przed i dwa razy po każdej zmianie.

 

Według niej inne zakłady czas regulowały.

Na jej głos dzieci do szkoły wstawały.

Rolnicy do pracy w polu wychodzili.

Podróżni na autobus się nie spóźnili.

 

Była swoistym hejnałem dla Kazimierzy,

A skoro jej nie ma, coś w zamian zrobić należy,

Ponieważ miasteczku czegoś brakuje.

Może bez tej syreny taką pustkę czuje?

 

Jednak nasze władze i o to zadbały,

Na skomponowanie hejnału konkurs rozpisały

I po wyłonieniu utworu najlepszego,

Będziemy słuchać melodyjki jego.

 

Dwunastego lipca dwutysięcznego dziewiątego roku,

W oprawie wspaniałego widoku,

Z kazimierskiej baszty pierwszy hejnał popłynie

W tym pamiętnym dniu o dwunastej godzinie.

 

Odtąd w każdą niedzielę grany będzie,

A głos jego dotrze wszędzie.

Do najdalszego miasta zakątku,

Na każdą ulicę bez wyjątku.

 

Zdzisław Kuliś

Donosy, kwiecień 2009 r.

 Ciąg dalszy nastąpi  

 Zdjęcia ze zbiorów autora.

Piotr Sosin

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.