niedziela, 08 wrzesień 2019 15:04

Historia we wspomnieniach: "Należałyśmy do TOPL"

W Chrzanowie, na kopalni „Matylda”, podobnie jak w innych zakładach pracy, instytucjach i urzędach, działał TOPL (Terenowa Obrona Przeciwlotnicza). Regularnie przeprowadzane były ćwiczenia drużyn.

W 1951 roku Sejm Rzeczpospolitej Polskiej uchwalił ustawę o powołaniu Terenowej Obrony Przeciwlotniczej. Zobowiązywała ona wszystkie organy władzy, instytucje, zakłady pracy, urzędy i organizacje społeczne do przygotowania terenowej obrony przeciwlotniczej. Był to jeden z efektów tzw. „zimnej wojny” (1947-1991), czyli stanu napięcia oraz rywalizacji ideologicznej, politycznej i militarnej pomiędzy ZSRR, państwami skupionymi w Układzie Warszawskim, państwami pozaeuropejskimi sprzymierzonymi z ZSRR, a państwami niekomunistycznymi skupionymi między innymi w NATO.

Powołana na mocy ustawy Terenowa Obrona Przeciwlotnicza (TOPL) działała również na kopalni „Matylda” w Chrzanowie – Kątach. Pani Leokadia Rozmus, mieszkanka Kątów wspomina:

– […] Skończyłam szkołę i zaczęłam pracę na kopalni „Matylda”. Pracowałam w księgowości zarobkowej. Z początku budynek rachuby mieścił się w tym budynku, gdzie teraz znajduje się targ. Biuro mieliśmy też w hotelu robotniczym (obecnie jest to budynek Zakładu Opiekuńczego). Miałam maszynę do liczenia, którą nazywałam ,,kombajnem” ze względu na duże rozmiary. Były to czasy „zimnej wojny”, gdzie każdy pracownik musiał spełniać obowiązek patriotyczny. My pracownice kopalni należałyśmy do TOPL […].

W początkowym okresie wszystkie przedsięwzięcia TOPL zostały podporządkowane ochronie ludności i ważnych obiektów przed skutkami bombardowań lotniczych i napadu gazowego, a w latach następnych – przed rażącym działaniem broni jądrowej.

Zgodnie z zarządzeniem dyrekcji kopalni „Matylda”, co jakiś czas były przeprowadzone ćwiczenia. Pani Leokadia wspomina dalej:

– […] Było pięć drużyn. Ja byłam w drużynie medycznej. Byłam drużynową. Zostały mi fotografie, wspomnienia. Patrząc na zdjęcia z tamtych lat, wspominam moje koleżanki: Danusię, Czesię, Krysię, Kazię, Stasię, Irenkę. One wszystkie mieszkały na Kątach. Niestety, większość z nich już nie żyje... Pozostają natomiast we wspomnieniach [...].

Mam nadzieje, że również ten artykuł utrwali ich imiona na kartach historii naszego osiedla. Będą żyć dzięki pani Leokadii, która podzieliła się ze mną swoimi zdjęciami i wspomnieniami.

Roman Madejski