wtorek, 15 październik 2019 10:55

Pamiętajmy o żołnierzach niezłomnych (33) : Mieczysław Pieronek

Mieczysław Pieronek, lat 87, harcerz,  maturzysta,  w 1950 r. za przynależność do nielegalnej organizacji Związek Młodzieży Patriotycznej – Nowe Wyzwolenie, aresztowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa (UB) w LO w Żywcu, skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie na karę 5 lat więzienia, pozbawienie praw publicznych i honorowych,  w latach 1950-1953 więziony w więzieniach w: Krakowie przy ul.  Montelupich, Wronkach, Rawiczu, Jaworznie – obecnie sekretarz Związku Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego (ZWPOS) w Krakowie.

 O Mieczysławie Pieronku pisałam w numerze 3 „Głosu Wielickiego“ z 2016 r. W 2018 r. ukazał się książka  Szymona J. Wróbla pt. „Ojciec, czyli o Pieronku“ poświęcona księdzu biskupowi Tadeuszowi Pieronkowi  i jego ojcu Władysławowi (1896-1974), w której znajduje się także wywiad autora z Mieczysławem Pieronkiem, starszym bratem Tadeusza.

Mieczysław Pieronek urodził się w 1932 r. w Radziechowach na Żywiecczyźnie jako syn Pauliny i Władysława. W 1940 r. Niemcy wysiedlili z tej miejscowości na Podlasie ok. 1000 mieszkańców a wsród nich rodziców Mieczysława i jego rodzeństwo.  Mieczysław z bratem Tadeuszem przed wysiedleniem wyjechał do Kęt, do wuja, brata mamy, który był proboszczem. W Kętach był świadkiem aresztowania przez Niemców  księdza Władysława Grohsa, później w l. 1964-1977 proboszcza w parafii sw. Klemensa w Wieliczce. W maju 1945 r. rodzina Pieronków wróciła do Radziechów. Mieczysław został uczniem  gimnazjum ogólnokształcącego w Żywcu. W Radziechowych wstąpił do Związku Harcerstwa Polskiego, w którym doszedł do funkcji drużynowego i stopnia harcerza orlego. W 1949 r. ukończył gimnazjum świadectwem małej matury. W tym czasie władze PRL-u likwiadowały harcerstwo. W 1949 r. w Żywcu  wstąpił do nielegalnej organizacji Związku Młodzieży Patriotycznej - Nowe Wyzwolenie, założonej wspólnie przez  kolegów z harcerstwa.

Pan Mieczysław - po latach, na kartach książki Szymona J.Wróbla, -  wspomina: „12. 04.1950 r. w pierwszym dniu nauki po Wielkanocy, kiedy to po ukończeniu lekcji graliśmy jeszcze w koszykówkę, przyszli do dyrekcji dwaj cywile, po ucznia klasy Xa Mieczysława Pieronka. Zawiadomił mnie nauczyciel WF i szeptem powiedział: „to chyba UB”. Szedłem po schodach do sekretariatu, podeszło do mnie dwóch cywilów z pytaniem o nazwisko, potwierdziłem. Zabrali mnie ze sobą. Po wyjściu z budynku dołączyło jeszcze kilku, wsadzili mnie do jeepa i zawieźli do Urzędu Bezpieczeństwa w Żywcu. Tutaj trzymano mnie około czterech i pół miesiąca, na śledztwie. Byłem przesłuchiwany po 30 razy o różnych porach dnia i w nocy, nękany psychicznie i fizycznie. W sierpniu z Żywca zostałem przewieziony do Krakowa, do więzienia na Montelupich. Dnia 27 września 1950 roku Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie, pod przewodnictwem kpt. Tadeusza Makowskiego, skazał  mnie z art. 86 par.: 2 Kodeksu Karnego Wojska Polskiego na karę 5 lat więzienia: „za przynależność do nielegalnej organizacji, mającej na celu obalenie siłą ustroju państwa polskiego”. Na rozprawie była obecna moja siostra Marysia. Władze zezwalały na taki udział, wręcz starały się o upublicznienie przestępstwa, ku przestrodze…Z Montelupich przetransportowano mnie do Centralnego Więzienia we Wronkach, gdzie przebywałem od 20 marca do początku listopada 1951 roku. Z Wronek, wraz z innymi, zostałem skierowany do więzienia w Rawiczu, tam miałem okazję odwiedzić” dwa słynne pawilony, „biały” i „czerwony”. W Jaworznie przebywałem do końca marca 1953 roku. Tutaj warunki bytowe były nieporównywalne do poprzednich. Więźniowie przebywali w blokach mieszkalnych, względnie dużych celach z piętrowymi łózkami. Sanitariaty i łaźnie były w oddzielnych pomieszczeniach, co stanowiło niewspółmierny kontrast do tego, jak żyłem wcześniej! Na przykład na Montelupich przetrzymywany byłem z około czterdziestoma współwięźniami w celi z obudowanym kiblem i stosem sienników pod ścianą. Słoma w siennikach była zmielona na pył. We Wronkach przeważnie było nas czterech w jednoosobowej celi z betonową podłogą i siennikami jak na Montelupich. Dodam, że od aresztowania w Żywcu nie wychodziłem na zewnątrz, nie było tzw. spacerów. W Jaworznie początkowo pracowałem przy transporcie węgla do kotłowni. Po ogłoszeniu naboru do więziennego Technikum Mechanicznego natychmiast skorzystałem z możliwości nauki. Po zdaniu egzaminu wstępnego zostałem przyjęty do II klasy, która ukończyłem ze świadectwem Technikum Mechanicznego nr 2 w Krakowie. Klasę III rozpocząłem w Jaworznie, ale kontynuowałem, już na wolności, w Technikum Mechaniczno-Elektrycznym w Bielsku, aż po ukończenie szkoły i maturę w 1954 roku. Szesnastego marca 1953 roku Wojskowa Prokuratura Rejonowa w Krakowie postanowiła zastosować w stosunku do mnie amnestię, łagodząc karę o połowę. Powinienem był być zwolniony w październiku 1952, tymczasem wyszedłem na wolność dopiero 20 marca 1953 roku. (…)

Wspomina „… w czasie pobytu we Wronkach zdołałem opowiedzieć moim współtowarzyszom więziennym parę książek, między innymi Krzyżaków, „Trylogię” i „Quo Vadis” Sienkiewicza oraz „Stara Baśń” Kraszewskiego. Także tutaj opracowaliśmy metodę gry w „Owce i wilki”. Na blacie stolika, który był w celi, „Wyżłobiliśmy” delikatnie planszę do gry, a wilki i owce sporządzaliśmy ze „szczapek” z zapałki. Pewnego razu ogromnie zakłopotaliśmy „Klawisza”, który sprawdzając nas przez wizjer, zauważył, ze coś robimy na stoliku. Raptownie wpadł do celi, tymczasem my zdążyliśmy zdmuchnąć pionki na podłogę i zgodnie z nakazem natychmiast stanąć na baczność pod światłem okna. Niczego nie znalazł i nie znalazł wyżłobionej na blacie planszy.

Z kategorii „więzienne menu” pamiętam z Wronek grochówkę, zawiesistą i smaczną, ale z pływającymi w niej czarnymi żuczkami (żerowały w grochu).  Wyrzucaliśmy je i zajadaliśmy resztę. Do Wronek przybyliśmy w Wielkim Tygodniu, w Wielki Piątek podano nam gęsta zupę z ziemniakami i kawałkami mięsa. Przebywający z nami w celi ksiądz Andrzej Mistat, kapelan kardynała Adama Sapiehy, polecił nam, mimo ścisłego postu, zjedzenie zupy, jednak 70-letniego więźnia, chłopa z Racławic, nie dało się nakłonić. Pamiętam jak opowiadał, że uwięziono go za pytanie, które postawił budowniczym bramy powitalnej na przyjazd na dożynki jakiegoś ważnego gościa: -  „Cóz to? Chłopów będziecie wiesać?. Jeśli pamiętam, dostał za to trzy lata.

We Wronkach, w jednoosobowej celi, przez jakiś czas siedziałem z Zenkiem od „Młota”, członkiem „Orląt” z Niska, Stefanem z UPA. Przewinęli się także akowcy z powstania warszawskiego. We wszystkich więzieniach, niemal wyłącznie, przebywałem z więźniami politycznymi.(…)

Wspomina: „Mam pełną świadomość tego, jak wielkim  doświadczeniem było to wszystko dla moich rodziców i rodzeństwa. Byłem powodem ich ciężkich zmartwień. W październiku 1950 roku rodzina wniosła do Wojskowego Sądu Najwyższego w Warszawie o uchylenie wyroku. W odpowiedzi sąd utrzymał w mocy uchylony wyrok. Mój brat zwracał się dwukrotnie do prezydenta PRL Bolesława Bieruta z prośbą o prawo łaski dla mnie. Pisał także do marszałka Wojska Polskiego Konstantego Rokossowskiego. W odpowiedziach oznajmiono, że sprawa może być rozpatrzona po sześciu miesiącach od uprawomocnienia się wyroku, zaś prośbę o warunkowe zwolnienie można wnosić po odbyciu połowy kary orzeczonej wyrokiem. Ojciec pisał także prośby o dostarczenie mi podręczników z algebry, fizyki, chemii, tablic logarytmicznych, papieru do pisania, ołówka, tabliczek i rysików do pisania, ciepłej bielizny i odzieży. Nie wszystko dostarczono, na przykład w Żywcu nie otrzymałem pacek z żywnością jak inni aresztowani, a po interwencji prokuratury UB odpisał, że paczki otrzymuję. Ojciec po moim aresztowaniu wysłał liczne pisma do różnych urzędów w Żywcu, także do UB. Mam tego kopię z IPN, które zachowały się w dokumentach sądowych i w aktach paszportowych, inne dokumenty zostały zniszczone. Brat, po zdaniu matury, w lipcu 1951 roku odwiedził mnie we Wronkach. Wtedy na widzeniu, dowiedziałem się o jego decyzji pójścia do seminarium duchownego. Wprawdzie powiedział mi to mniej więcej w stylu, że wybiera się na „geologię-teologie”. Nie byłem pewny, czy dobrze zrozumiałem, ale pojąłem, że mówi „szyfrem”, bo wszystkie widzenia były w obecności strażników. Nie zdziwiłem się jego decyzji, ale jak przyjęli ją rodzice –nie wiem.”…  Zachęcam czytelników „Głosu…” do nabycia książki Szymona J. Wróbla pt. „Ojciec, czyli o Pieronku”..

Mieczysław Pieronek i jego żona Barbara 1 grudnia 2018 r. gościli u siebie w Raciborsku biskupa Tadeusza z okazji imienin Barbary. Otrzymali wówczas od niego  ww. książkę Szymona J. Wróbla z dedykacją.  Poraz ostatni byli u niego z życzeniami przed Świętami Bożego Narodzenia - zmarł 27.12.2018 r.

 O książce Sz.Wróbla  powiedzieli mi Zdzisława i Tadeusz Hankusowie, gdy wracaliśmy ze spotkania opłatkowego ZWPOS w Krakowie.- kupiłam ją.  Wspomnę, że  Tadeusz Hankus z Jankówki, lat 88,   żołnierz niezłomny, kapitan Marynarki Wojennej, o którym też pisałam na łamach „Głosu Wielickiego“, pełni funkcję prezesa ZWPOS w Krakowie. M. Pieronek i T. Hankus prezentowali swoje przeżycia z okresu stalinowskiego uczniom m.in. Gimnazjum w Koźmicach Wielkich,   LO i Prywatnemu LO Ojców Franciszkanów w Wieliczce. Pisałam także w „Głosie…“ o ww.  niezłomnym księdzu Andrzeju Mistacie (1919-1999), wieliczaninie.

Piotr Sosin

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.