piątek, 08 listopad 2019 16:16

Chrzanów : Historia we wspomnieniach cz.24:Kopalnia Janina, cz. IX

Fot: Obrazek narysowany przez Żydowskiego więźnia – ze zbiorów Władysławy Wróbel Fot: Obrazek narysowany przez Żydowskiego więźnia – ze zbiorów Władysławy Wróbel

W oryginalnej historii Kopalni Janina napisanej przez Namysłowskiego i Ziajkę, a także w innych latach przez lokalnego historyka, Kazimierza Pawelę (ur. 1898 r. a zm.1972 r.) byłego sztygara (te zapiski historii o kopalni się potwierdzają), można dowiedzieć się o różnych wydarzeniach kopalnianych, między innymi o ilości ton corocznego wydobycia węgla w latach 1912-1961, o systemie wydobywania, o zastosowaniu różnych maszyn i przenośników, o wypadkach przedwojennych, z czasów niemieckiej okupacji i PRL-u, w których zginęło wielu górników. Wydobycie węgla w tych latach wyniosło 14.292.611 ton.

Wszystkiego nie przedstawię czytelnikom „Głosu Chrzanowskiego”, gdyż musiało by być ze 40 odcinków. W 10 odcinku zakończę ten temat, aby dalej pisać o innych lokalnych historiach, których poszukuję, bo jest to meritum mojego życia.

„ O olbrzymim zmasowaniu załogi w czasie okupacji świadczy fakt, że ilość górników i więźniów wzrosła prawie trzykrotnie, zaś wydajność węgla zmalała do 475 kg na roboczodniówkę. Przyczyną tego były sabotaże powodujące różne awarie urządzeń górniczych i maszyn wyciągowych.Nic też dziwnego, że górnicy z Libiąża chlubnie zapisywali się w historii w tamtym niezwykle ciężkim okresie. W dzień wielu górników pracowało w kopalni, zaś nocą jako partyzanci brali udział w walce z najeźdźcą. Niszczyli transporty wojskowe, wysadzali słupy wysokiego napięcia...W walce tej oprócz górników brały udział ich żony, a nawet matki, synowie i córki. Tu w Libiążu, w pobliskich lasach znajdował się główny punkt oporu walki podziemnej z okupantem niemieckim. Wielu górników zginęło w tych warunkach, a wielu zostało schwytanych w łaźni i wywiezionych do obozu w Oświęcimiu. Byli to m.in. Antoni Hagno, Józef Słowik, St. Norys, Adam Fortuna, Józef Rozmus, Józef Piwowarczyk, Al. Wojnarowski.

Też wspomagali więźniów jedzeniem i w ucieczce. Wielu więźniów idąc do pracy lub z pracy prowadzonych przez wachmanów obozowych, a byli to słowiańskojęzyczni Chorwaci, Ukraińcy, Polacy ze Śląska, a kiedy już niektórzy z nich byli słabi, bo ledwo szli lub coś im z pod bluzy więziennej wyleciało (jakiś obrazek, rzeźba), to na miejscu, przy kamiennym murze bloku mieszkalnego na Obieżowy ich rozstrzeliwali (do tego czasu na trzech kamiennych ścianach są ślady od kul). Wiele informacji o męczeństwie więźniów przekazał mi też mój ojciec Józef, który pracował na dole w kopalni i w tajemnicy dokarmiał więźniów. Moja najstarsza siostra Stanisława wspominała, że niejednokrotnie widziała, jak nasza mama wkładała do papierowej torebki w łupinach ugotowane drobne ziemniaki, które nasz tata – o czym często po wojnie opowiadał – przed wyjściem do pracy wkładał do kieszeni marynarki; tam na dole w kopalni dawał je więźniom z nim pracującym. Każdym górnikiem targała litość, patrząc na niewyobrażalnie chudych z niedożywienia, słabych i chorych z ranami niezagojonymi od bicia więźniów żydowskich. Przecież oni nie mieli sił nawet ustać czy trzymać w rękach pustej wielkiej łopaty górniczej, a co tu mówić o „folowaniu” nią węgla do kopalnianych wózków.

 Fot:nr 1. –Biały talerz, to talerz wachmana, metalowy talerz więźnia, manierka sztygar niemieckiego. Eksponaty ze zbiorów prywatnych

Po wojnie obóz był czynny do lutego 1956 r. Trzymano w nim więźniów, przeważnie politycznych, których też na wzór niemiecki w pasiakach prowadzono na kopalnię do pracy - relacje: Al. Bolka - więźnia i Mariana Bąka - strażnika).

 „Pewnego ciepłego dnia, lipcem roku 1997, los zrządził, że jechałem samochodem z małżeństwem Klimczyków przez Obieżowę i były obóz zagłady (wieźliśmy obrazy na wystawę). Przy obelisku upamiętniającym męczeństwo więźniów dostrzegłem dwóch mężczyzn; coś mi mówiło, aby z nimi nawiązać rozmowę. Zatem rzekłem do szwagra Władysława, by zatrzymał samochód, a ja bez słowa poszedłem w stronę dwóch nieznanych mężczyzn.

– Dzień dobry– pozdrowiłem ich.

 – Dzień dobry – odpowiedział starszy z nich i zaraz oznajmił – ja nazywam się Abram Mor; byłem więźniem tego lagru...Przyjechałem tu z Hajfy ze swym synem Etianem, aby z bólem opowiedzieć o gehennie, jaką tu przeszedłem; – szwagier i siostra domyślili się, kto to może być. Wyjęli z samochodu olejny obraz 50x70 cm „Nieudana ucieczka” i doszli do nas wręczając go Abramowi. Abram spojrzał na obraz i oczom swym nie wierzył...

– To przecież oryginał...Tak było naprawdę! Za to tylu więźniów wachmani powiesili – głośno rzekł Abram.

– Niech to będzie prezent dla pana z okazji naszego poznania się.

 – Ależ dziękuję! – powiedział radośnie Mor – ten podkop robiono w tamtym miejscu – i wskazał ręką – Zgadza się, ja wszystko pamiętam...

 – Kto tak precyzyjnie utrwalił na płótnie to wydarzenie?

 – To brat, Wiesław – rzekła moja siostra Stanisława i wskazała na mnie.

 – Ten obraz namalowałem na podstawie przekazu mojego ojca– dopowiedziałem Abramowi.

– O, cudownie! Jeszcze raz dziękuję za prezent...Jestem tak bardzo mile zaskoczony tym obrazem. Już teraz wiem, że znajdzie się on w Instytucie Pamięci Yad Vashem – mówił z drżeniem w głosie, a w jego oczach iskrzyły się łzy. Następnie po hebrajsku wszystkie szczegóły na obrazie wyjaśnił swemu synowi Etianowi. Gdy skończył objaśniać, rzekł:

– Proponuję, abyśmy wszyscy troje zrobili sobie pamiątkowe zdjęcie z dziełem artystycznym zatytułowanym „Nieudana ucieczka”– zaraz obraz wystawił przed siebie, a moją siostrę radośnie objął ramieniem; ja i jej mąż Władysław stanęliśmy obok nich. Etian zrobił nam zdjęcie na tle kamiennego obelisku stojącego w pewnej odległości od nas. Potem Mor zapytał:

– Czy żyje wasz szlachetny ojciec? To zapewne on na dole w kopalni nas dokarmiał...

 – O, niestety nie...Zmarł niedawno, ale wszystko o męczeństwie więźniów w tym lagrze nam przekazał. Ja to chyba kiedyś wszystko opiszę w mojej następnej książce – powiedziałem do Abrama.

Abram Morgentaler, literat, po tylu latach przyjechał tu z przygnębieniem, by opłakać tysiące tych, co tu w torturach zginęli...Nagle obraz radośnie go ożywił, bo to dowód, który na wieki zostanie dla potomnych.I zaczęła sie nasza gorąca korespondencja, która trwa po dzień dzisiejszy”.*

Wiesław Koneczny

* Wiesław Koneczny, Opowieści z okręgu górniczego, Lotos, 2006

 

                                                                                              

            

           

 

Piotr Sosin

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.