czwartek, 22 sierpień 2019 10:46

Iście amerykański bój opozycji o Senat

Napisane przez Jakub Sewehli, przew. Młodzi Nowocześni Wlkp

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że opozycji uda się osiągnąć porozumienie w kwestii wystawienia kandydatów do Senatu. Plan zakłada wysunięcie tylko jednego kandydata w jednym senackim okręgu, który stawi czoła kandydatowi zaprezentowanemu przez Prawo i Sprawiedliwość. Cel jest jeden - zdobyć większość senackich mandatów i starać się blokować te najbardziej wyniszczające przygotowane przez partię rządzącą ustawy.

Medialne doniesienia wskazują, że Koalicja Obywatelska wystawi około 80 kandydatów. Reszta miejsca przypadnie koalicjantom - Sojuszowi Lewicy Demokratycznej oraz Polskiemu Stronnictwu Ludowemu. Pierwszy raz w historii, bój o Senat może okazać się znacznie bardziej interesujący niż ten toczący się o izbę niższą polskiego parlamentu. Można zaryzykować stwierdzenie, że będzie to najgorętsza wyborcza walka w historii III Rzeczpospolitej. I to w prawdziwie amerykańskim stylu.

W przeciwieństwie do wyborów do Sejmu, elekcja senatorów charakteryzuje się tym, że są oni wybierani w systemie większościowym, czyli w jednomandatowych okręgach wyborczych. Co za tym idzie, na każdy okręg wyborczy przypadka tylko jeden mandat senatora. Przypomina to bardzo amerykański system wyborczy, w którym członkowie Senatu również wybierani w jednomandatowych okręgach wyborczych.

W 2015 roku, w Senacie znalazło się 61 reprezentantów PiS, 34 Platformy Obywatelskiej a jeden Polskiego Stronnictwa Ludowego. Cztery miejsca przypadły senatorom niezależnym. Jak widać, większościowy system wyborczy sprzyja tylko i wyłącznie dużym graczom. Swoich przedstawicieli do Senatu nie wprowadziłaby chociażby .Nowoczesna, czy Zjednoczona Lewica, mimo tego, że również wystawiły kandydatów. Co w tym wszystkim najważniejsze, gdyby opozycja wystawiła wtedy po jednym kandydacie w każdym z okręgu wyborczych (przy zsumowaniu głosów oddanych na przedstawicieli PO, .N, PSL i Zjednoczonej Lewicy), opozycja mogłaby liczyć na 59 mandatów, a PiS nie uzyskałby większości w izbie wyższej polskiego parlamentu.

Pakt senacki (bo taką nazwę przyjęła umowa pomiędzy partiami opozycyjnymi), ma właśnie do takiej sytuacji doprowadzić. Jeden kandydat opozycyjny ma szansę w większości okręgów pokonać kandydata wystawionego przez Prawo i Sprawiedliwość.

Jednakże walka o Senat ma znacznie więcej cech bojów wyborczych, które odbywają się w Stanach Zjednoczonych. Tam, tak samo, jak teraz w Polsce, wyniki w większości okręgów można bez większych problemów przewidzieć nawet jeszcze przed rozpoczęciem kampanii, a o końcowym rezultacie decydują wyłącznie okręgi niepewne, tak zwane „swing states”. W przypadku polskiej walki o Senat, na podstawie wyników niedawnych wyborów do Parlamentu Europejskiego, można założyć, że „pewnych” opozycyjnych okręgów jest 41. PiS ma ich trochę mniej, bo tylko 34.

Prawdziwa walka toczyć się zatem będzie zdecydowanie w okręgach niepewnych („swing states”, w których różnica poparcia jest mniejsza niż dziesięć punktów procentowych). Mamy ich równo 25. Największy bój odbędzie się na Śląsku. To właśnie tam znajdziemy najwięcej „swing states”. Można śmiało założyć, że ten, kto wyjdzie zwycięsko z walki o Śląsk, wygra również walkę o cały Senat.

O wygranej w niepewnych okręgach świadczyć będzie przede wszystkim siła i rozpoznawalność wystawionych kandydatów. Z tego powodu, jak najlepsze rozdysponowanie przedstawicieli przez opozycję jest kluczowym wyzwaniem, które może przynieść porażkę partii rządzącej. To właśnie dlatego, mając tę świadomość, partie opozycyjne stawiają na niezwykle mocne nazwiska, co wcześniej było niespotykane przy wyborach do Senatu. Swój start zadeklarował chociażby poseł Krzysztof Brejza, Kazimierz Ujazdowski czy niezwykle popularny prezydent Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz.

Co więcej, w przypadku wygranej opozycji w Senacie (i braku większości w Sejmie), to senatorowie staną się żywym symbolem walki z PiSem, a Marszałek Senatu zostanie naturalnym kandydatem na „stanowisko” lidera opozycji.

Czy opozycji uda się odbić Senat z rąk PiS? O tym przekonamy się już z całą pewnością 13 października. Niemniej jednak, w tych wyborach walka nie toczy się tylko i wyłącznie o liczbę mandatów. Prawdziwa walka toczy się o polską demokrację, praworządność i naszą całą przyszłość.

Jakub Sewehli, Przewodniczący Regionu Wielkopolskiego Młodych Nowoczesnych (młodzieżówka Nowoczesnej)

Niniejszy felieton prezentuje poglądy autora i może lecz nie musi być zbieżny z poglądami redakcji.

Foto: Wikimedia, Katarzyna Czerwińska

(https://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:I_posiedzenie_Senatu_IX_kadencji_01.JPG)