Miasto, które woli nie stracić, niż zyskać z większym ryzykiem Wyróżniony

Miasto, które woli nie stracić, niż zyskać z większym ryzykiem

Co z metrem oraz kiedy wreszcie przestaniemy stać w korkach, a zaczniemy oddychać bezsmogowym powietrzem, czyli Kraków okiem Przewodniczącego Rady Miasta.

W rozmowie z „Głosem Krakowskim” Bogusław Kośmider zdradza, czy ostania edycja budżetu obywatelskiego faktycznie okazała się klapą i czy marzy mu się prezydencki fotel.

Redakcja „Głos Krakowski”: Chciałby pan zostać prezydentem Krakowa?

Bogusław Kośmider, Przewodniczący Rady Miasta Krakowa: – (Śmiech) Wybory są dopiero w 2018 roku, a my na dziś nie znamy kilku najbardziej zasadniczych zmiennych, które będą je warunkowały - jaka będzie ordynacja, czy będzie startował prezydent Majchrowski i jak w ogóle będzie wyglądało życie polityczne. W związku z tym to jest wróżenie z fusów.

Natomiast ostatnie wydarzenia, które działy się w Polsce, a także w Krakowie wskazują na to, że odbędzie się poważna wojna o samorządy. Nie wiem jak ona do końca będzie wyglądać, bo przed wojną nigdy się tego nie wie, ale myślę, że będzie ona potężna, bo w końcu samorządy są czymś, co wymyka się spod kontroli władzy centralnej. Owszem, ma punkty styczne z tym, co się dzieje w skali ogólnopolskiej, ale to są przede wszystkim sprawy lokalne.

Kraków jest miastem konserwatywnym, miastem, które woli nie stracić, niż zyskać z większym ryzykiem i ja czuję, że będzie tak jak zawsze - z jednej strony będzie bardzo dużo nowego, czyli nowi ludzie i nowe pomysły, a z drugiej strony będzie też sporo tych starych rzeczy i sprawdzonych ludzi.

Nie odpowiedział pan na pytanie…

– Każdy nosi buławę w plecaku, trzeba też sobie zdawać sprawę ze swoich ograniczeń. Ja jestem w samorządzie już szóstą kadencję. Przeszedłem wszystkie stanowiska jeśli chodzi o Radę Miasta, więc pewne doświadczenie mam, ale myślę, że nadchodzi czas na młodszych. W Krakowie wygrają ci, którzy „zmiksują” młodość i energię z doświadczeniem oraz z roztropnością. Ci, którzy wskażą perspektywę miasta, w której zmieszczą się zarówno seniorzy, jaki i osoby, które dopiero wchodzą w życie. Kraków wszedł w najlepszy w swojej historii etap i musi temu sprostać ….

„Totalna klapa”, „Krakowianie mają go gdzieś” - tak media komentowały ostatnią edycję Budżetu Obywatelskiego Krakowa. Zgadza się Pan z takimi określeniami?

– Fakty są takie, że w tym roku faktycznie obserwujemy spadek frekwencji, ale ja zawsze powtarzałem, że budżet obywatelski nie jest ani wyścigiem szczurów, ani walką o frekwencję. To jest przede wszystkim edukacja i z tego punktu widzenia, BO coraz bardziej spełnia swoje zadanie.

Oczywiście, jak ktoś chce patrzeć tylko na ilość głosujących, która rzeczywiście w tym roku jest znacznie mniejsza, to może zadać pytanie, czy dla 31 tysięcy mieszkańców Krakowa warto jest coś takiego robić? Moim zdaniem warto. To właśnie dzięki temu krakowianie poznają, co miasto może, a czego nie może robić oraz wskazują rzeczy, na których najbardziej im zależy.

Jeśli chodzi o malejącą frekwencję, to pod tym względem Kraków jest z jednej strony typowy, bo w wielu polskich miastach tak się dzieje, ale jest on też w pewien sposób nietypowy – patrzenie na budżet obywatelski jest tu bowiem dużo bardziej krytyczne i takie doszukujące się negatywnych rzeczy.

Na promocję i obsługę tej edycji BO przeznaczyliście państwo dużo więcej pieniędzy, niż we wcześniejszych latach. Dlaczego to nie pomogło?

– Z opinią na ten temat chcę poczekać do tak zwanej ewaluacji. Wprawdzie mam swoje hipotezy, które opieram również na zdaniu osób, z którymi spotykałem się w sprawie BO, ale to są tylko hipotezy. Tak samo dziennikarze, czy osoby krytykujące różne rozwiązania mają swoje przypuszczenia, ale dopóki nie znamy wyników badań, które w poprzednich edycjach dosyć dokładnie wykazały błędy i problemy związane z budżetem obywatelskim, to trudno to komentować. Taka ocena jest raczej wyciąganiem wniosków z niepewnych przesłanek.

Jednak o komentarz aż prosi się to, że dzielnica XVI – Bieńczyce, jako jedyna z krakowskich dzielnic, zrezygnowała z udziału w BO…

– To jest ich oczywiste i święte prawo, jednak żałuję, że tak się stało. Myślę, że po proteście, który odbył się w związku z tym wyłączeniem się Bieńczyc z budżetu obywatelskiego, radni z tej dzielnicy głęboko się zastanowią, czy jeszcze raz coś takiego zrobić.

Mieszkańcy, którzy zagłosowali, spośród projektów ogólnomiejskich wybrali te, ściśle związane z zielenią i rekreacją. Myśli Pan, że to dowód na to, że w Krakowie wciąż brakuje terenów zielonych?

– Nie, to dowód na to, że sprawy zieleni najbardziej interesują ludzi. Samorząd przez ostatnie kilkadziesiąt lat musiał nadrobić zaległości. Były w Krakowie miejsca, w których brakowało kanalizacji, czy wodociągów, dlatego w pierwszej kolejności musieliśmy się tym zająć. Dodatkowo oczywiście drogi - tak jak w większości miast w Polsce, są one już w miarę przyzwoitym stanie, choć oczywiście dużo jest jeszcze do zrobienia.

Uporaliśmy się z infrastrukturą, wodociągami i kanalizacją, a teraz nadszedł czas na takie małe, lokalne sprawy. Ja sam głosując w BO - a zawsze głosuję w swojej IX dzielnicy - często wybieram tego typu zadania. Uczestniczę w życiu lokalnym, chodzę, biegam z kijkami w swojej okolicy, dlatego dostrzegam, że są w niej potrzebne parki, ławeczki, czy ścieżki rowerowe.

A co z ostatnią głośną sprawą dotyczącą Lasu Borkowskiego?

– Ja mieszkam tuż obok Lasu Borkowskiego i bardzo często przez niego przechodzę. Uważam, że zostanie on uratowany, ale nie przez to, że miasto go wykupi. Z tego, co słyszę jest duży rozrzut pomiędzy wyceną właścicieli, a wyceną magistratu. Gdyby miasto zdecydowało się na wykup Lasu Borkowskiego za kwotę dużo wyższą, niż ta zawarta w wycenie, to zostałoby oskarżone o niegospodarne działanie.

Tereny, na których znajduje się Las Borkowski w studium i w miejscowym planie, są terenami zielonymi i leśnymi. Ostatnio miasto dopełniło również formalności geodezyjnych, wpisując je do dokumentów jako las. Kroki te zostały oprotestowywane przez właścicieli, ale obroniły się w sądzie. Jedyne, co nam teraz grozi to, że właściciele „wyrąbią” ten las działając sprzecznie z prawem. Myślę jednak, że przestrzeń ta będzie zachowana na dziesiątki lat jako teren zielony leśny, zwłaszcza, że jest ona stosunkowo mało atrakcyjna inwestycyjnie. Z jednej strony znajduje się ulica Żywiecka, natomiast z drugiej cmentarz. Wprawdzie wokół niego roztacza się tak zwana strefa ochronna, ale kto chciałby mieszkać zaraz przy cmentarzu?

Czy z perspektywy nie przewodniczącego, ale właśnie okolicznego mieszkańca nie lepszym rozwiązaniem byłoby jednak wykupienie tego terenu przez miasto?

– To dyskusyjne, ponieważ nasza pula środków na wykup terenów zielonych jest mocno ograniczona. Zawsze potrzeb jest o wiele więcej niż możliwości. W pierwszej kolejności musimy wykupywać te obszary, które nie są ochraniane miejscowymi planami i studium, a takich miejsc jest sporo w Krakowie.

Sam miałem udział w uratowaniu tzw. Parku Duchackiego. Nie można było uwzględnić tego terenu w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego, ponieważ jego powierzchnia wynosiła jedynie 2 ha. Ale np. Drwinka, czyli tereny tzw. Parku Rzecznego Drwinka są chronione właśnie przede wszystkim miejscowymi planami, które zostały tam podjęte dzięki inicjatywie lokalnej. Oczywiście, że lepiej byłoby gdyby Las Borkowski był terenem zielonym i żebyśmy mogli nim zarządzać, ale nie możemy działać niegospodarnie i wykupywać coś, co jest warte 10 mln zł za 16, czy 18 mln zł. Właściciel musi wreszcie zrozumieć, że my jesteśmy władzą publiczną i nie możemy się licytować, tylko mając wycenę - albo ją uznać, albo zrezygnować. Myślę, że w jakiejś perspektywie Las Borkowski zostanie wykupiony, ale nastąpi to po tym, jak uporamy się ze sporą ilością małych skrawków zieleni w mieście, które musimy ochronić głównie w trybie wykupu.

Największą zmorą mieszkańców i przyjezdnych są korki w Krakowie. Były różne pomysły na rozwiązanie tej sytuacji - myto na rogatkach miasta, całkowite wyprowadzenie ruchu z centrum, czy poszerzenie strefy płatnego parkowania. Na dzień dzisiejszy jak miasto planuje poradzić sobie z tym problemem?

– Trzeba to jasno powiedzieć - korki są problemem większości dużych oraz średnich miast i do końca nikt sobie z nimi nie poradził. Ci, którzy sobie z nimi mniej lub bardziej radzą, stosują dosyć oczywiste narzędzia.

Po pierwsze strefa płatnego parkowania. My ją mamy, a ostatnio została jeszcze bardziej rozszerzona. Być może w przyszłości odbędzie się kolejna dyskusja na temat jej dalszego powiększenia oraz wprowadzenia, zróżnicowanych ze względu na lokalizację, opłat za parkowanie.

Kolejne rozwiązania, które powoli są już wdrażane w naszym mieście, to budowa Park & Ride –ów na peryferiach Krakowa oraz Szybkiej Kolei Aglomeracyjnej z częścią miejską. Sądzę, że przynajmniej znaczna część z tych 150 tysięcy samochodów, które codziennie wjeżdżają z różnych stron do miasta, zostanie dzięki temu na obrzeżach i nie będzie blokować centrum.

Kluczową sprawą jest również transport publiczny. Do tej pory, wszędzie tam, gdzie udało się jako tako uporać z korkami pomógł właśnie on. W Krakowie są wprowadzone zdecydowane preferencje dla transportu publicznego - tramwaj, autobus musi wjeżdżać prawie wszędzie, w przeciwieństwie do samochodów.

Z czasem ludzie będą sobie zdawali sprawę z tego, że do centrum po prostu nie opłaca się dojeżdżać autami. Raz, że się ciężko jeździ, a dwa, że nie ma i w najbliższej przyszłości nie będzie gdzie zaparkować. Nawet gdybyśmy zrobili kilkanaście dużych parkingów podziemnych (chociaż brakuje miejsc, żeby je zrobić), to ze względu na rosnącą liczbę samochodów i tak byłoby ich zbyt mało. Jeśli chodzi o myto, czy też ograniczenia dotyczące wjazdu do Krakowa, to żeby je wprowadzić muszą zostać zmienione przepisy prawa. Lepiej więc nie filozofować, tylko korzystać z narzędzi, które są.

Podoba się Panu eksperyment, jaki został wprowadzony ostatnio na Placu Nowym? Pomalowanie jezdni na zielono, wycofanie ruchu samochodowego i ustawienie ławek?

– Ja tego do końca nie widziałem. Przejechałem tamtędy, ponieważ dzwoniło do mnie wielu mieszkańców z tamtego regionu z protestem, że nikt ich nie zapytał, czy im takie rozwiązanie odpowiada.

Popełniono podstawowy, kardynalny błąd - jeżeli coś się robi w przestrzeni publicznej, to nie tylko po to, żeby to zrobić ładnie, ale przede wszystkim z pożytkiem dla ludzi z tego korzystających. Na Placu Nowym nie skonsultowano tej sprawy z mieszkańcami, co spowodowało, że nie czują się oni teraz dobrze w miejscu, w którym mieszkają. To jest dowód na to, że ludzi trzeba zawsze uprzedzać o planowanych realizacjach.
Wracając do eksperymentu z Placu Nowego, to mnie osobiści o wiele bardziej podobają się miejsca, w których można wyciągnąć leżak, usiąść, czy poczytać książkę. Malowanie asfaltu na zielono jest natomiast ekstrawaganckie i tak to skomentuję.

Krakusy nie lubią zmian, ale co z tym metrem w Krakowie?

– Metro w najlepszym wypadku kosztowałoby naście mld zł, natomiast budżet miasta wynosi 4,5 mld zł, z czego 500, 600 mln zł stanowią środki, którymi możemy dysponować. Oznacza to, że przez 20 lat nic innego byśmy nie robili, tylko budowalibyśmy to metro, a wszystkie inne inwestycje musiałyby zostać wstrzymane.

Dlatego do sprawy trzeba podejść o wiele bardziej rozsądnie i nie na zasadzie - bo nam się tak wydaje. Bardzo dobrze, że miastu udało się znaleźć środki na studium wykonalności metra i w ogóle transportu publicznego w Krakowie.

Teraz należy sobie zadać pytanie - co dalej? Dużo jeżdżę po świecie i oglądam różne miasta podobne ze względu na wielkość oraz specyfikę do Krakowa, jak np. Sewilla, Porto, czy Monachium. Znaczna ich część dysponuje czymś, co można nazwać pre-metrem, ale tak naprawdę jest to kolejka, która w centrum wjeżdża pod ziemię, natomiast poza nim jeździ ponad powierzchnią po normalnych kolejowych, czy też tramwajowo – kolejowych torach. Według mnie zastosowanie takiego rozwiązania w Krakowie jest dużo lepsze od metra. Wejście transportu szynowego w centrum pod ziemię, jest w naszym mieście możliwe zarówno technologicznie, jak i ekonomicznie możliwe, choć może spowodować „rozoranie” wszystkich historycznie i archeologicznie ważnych krakowskich miejsc.

Kolejne pytanie, jakie trzeba sobie zadać przed rozpoczęciem budowy metra w Krakowie to, czy miasta w przyszłości będą się rozwijać tak jak współcześnie i czy będą potrzebować tego typu komunikacji, jakim jest metro?

A konkretniej?

– Czy mając tramwaje, autobusy, które częściowo zostaną wpuszczone pod ziemię, będzie nam potrzeba coś więcej? Czy to nie będzie tak, że za 10, 15 lat ludzie dużo mniej będą korzystali z samochodów? Bardzo trudno jest określić, jak świat i te duże miasta będą wyglądać za te naście lat, ale wydaje mi się, że powoli będzie odchodzić się od takiej bardzo intensywnej eksploatacji.

To zresztą już widać w części europejskich miast, które zaczynają szukać innych rozwiązań - większej przyjazności oraz mniejszej intensywności funkcjonowania. Moim zdaniem Kraków również będzie szedł w tym kierunku - liczba samochodów będzie się zmniejszać. Podobnie jak zresztą potrzeba jeżdżenia po mieście, bo więcej rzeczy będziemy robić w domu, na spokojnie. Myślę, że po prostu nasze życie będzie wyglądało inaczej. Warto zrobić sobie taką projekcję i zastanowić się, co tak naprawdę za te 10, 15 lat będzie nam potrzebne.

Co za te 10, 15 lat będzie ze smogiem?

– Kraków należy do jednego z niewielu miast w Małopolsce, które bardzo odważnie „wzięło na klatę” ten cały problem smogowy. Nie uciekaliśmy przed nim i nie udawaliśmy, że jest dobrze, kiedy tak nie było. Spowodowaliśmy, że województwo małopolskie dwukrotnie się nim zajęło - po pierwsze przyjęło uchwałę antysmogową, a po drugie spowodowało zmiany w ustawie o ochronie środowiska właśnie w zakresie spraw smogowych, która nastąpiła dzięki naszej inicjatywie. Zorganizowaliśmy ogromną akcję, dzięki której już ponad 10 tysięcy (więcej niż połowa) szkodliwych palenisk w Krakowie zostało zlikwidowanych.

Obecnie, wchodzimy w ten najtrudniejszy etap, ponieważ te pierwsze likwidacje były stosunkowo proste - żyjący w miarę dostatnie, świadomi problemu ludzie, z którymi łatwo można było rozmawiać. W tej chwili ci, którzy zostali ( około 10 tysięcy palenisk) są to osoby, które znajdują się w trudniejszej sytuacji materialnej i które nie stać na nawet te, minimalne wydatki związane ze zmianą sposobu ogrzewania oraz późniejsze ogrzewanie gazem.

Miasto ma pomysł na to, jak takim mieszkańcom pomóc?

– Po prostu musimy się tymi ludźmi zaopiekować. Przeznaczać na to dużo więcej środków z budżetu oraz od początku do końca przeprowadzać nie tylko wymianę źródła ciepła i późniejsze dopłaty do eksploatacji, ale również pilnować, żeby ci ludzie na tym nie stracili. Jeżeli oni stracą, naturalnym jest, że będziemy musieli im to w jakiś sposób zrekompensować. Ciekawym rozwiązaniem, które w tej chwili opracowujemy są ekodoradcy, których zadaniem jest opieka na ludźmi z określonego rejonu przez cały czas trwania procesu wymiany pieca, jak również po jego zakończeniu. Zobaczymy jak to będzie się sprawdzało w praktyce.

Co z kopciuchami z sąsiednich gmin?

– Smog nie zna granic. Jak ktoś pali plastik w Ochojnie, to śmierdzi w Swoszowicach, jak ktoś pali plastik w Zielonkach, czy w Michałowicach, to śmierdzi na Prądniku. Naszym problemem jest znalezienie sposobu, żeby gminy wokół Krakowa bardzo poważanie potraktowały tę akcję antysmogową. Bo, o ile w Krakowie szczytowo było dwadzieścia parę tysięcy palenisk węglowych, a teraz jest poniżej dziesięciu tysięcy, o tyle w gminach sąsiadujących z naszym miastem, takich palenisk jest ponad czterdzieści tysięcy.

Oczywiście my nie chcemy i nie mamy na to zresztą materialnych możliwości, żeby ich mieszkańcy zlikwidowali węglowe paleniska. Wykonaliśmy natomiast już pierwszy krok do poprawy sytuacji, a jest nim ta nowa uchwał antysmogowa Sejmiku Województwa Małopolskiego o paliwach, która powoduje, że tylko w określonych jakościowo paleniskach można palić tylko określonej jakości węglem.

Gdyby nam się to udało i ludzie przestrzegaliby tych przepisów, to zanieczyszczenie, które do nas wpływa z tych ościennych gmin, znacząco by spadło. Warto podkreślić, że Kraków usytuowany jest w niecce, dlatego jego mieszkańcy są mocno narażeni na zanieczyszczenia.

Jakie inne narzędzia Kraków wykorzystuje w walce ze smogiem?

– Najważniejsza jest edukacja, pokazywanie, że smog naprawdę szkodzi i niszczy nasze zdrowie, nasze, naszych dzieci, sąsiadów, rodziny oraz znajomych. Edukacja pokazująca, że palenie lepszym paliwem w lepszych piecach jest nie tylko zdrowsze, ale i niewiele droższe. Edukacja pokazująca, że mieszkaniec decydujący się na proekologiczne zmiany nie zostanie zostawiony sam sobie. Edukacja to sprawa najważniejsza.

Druga kwestia to ekonomia – szukanie rozwiązań akceptowanych przez mieszkańców i samorządy. Mieliśmy świetny pomysł wdrożenia w Krakowie i okolicy ekologicznego Krakowskiego Związku Metropolitalnego, który dzięki połączonym wysiłkom miasta Krakowa i okolicznych samorządów dałby znaczne środki na likwidację smogu. Niestety zmieniły się przepisy i musimy poczekać. Nie od razu Kraków zbudowano, nie od razu smog z Krakowa wygonimy, ale to jest perspektywa paru lat. W Krakowie – dwóch, góra trzech lat, natomiast wokół Krakowa – trochę więcej.

Rozmawiała Karolina Stencel

Fot. źródło_prywatne archiwum Bogusława Kośmidera

 

 

 

 

 

 

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 07 sierpień 2017 16:38
Powrót na górę
  1. Więcej na GŁOS24
  2. EDUKACJA
  3. FINANSE I GOSPODARKA
  4. KULTURA
  5. MOTORYZACJA
  6. POLITYKA
  7. SPORT
  8. STYL ŻYCIA
  9. TURYSTYKA
  10. ZDROWIE I URODA

może Cię zainteresować

Głos Krakowski

Rynek nie dla dorożek

01 sierpień, 2017 | Wyświetleń:801

W związku z wydanym przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej alertem na temat zagrożenia trzeciego...

Głos Krakowski

Do Galerii Bronowice dojedziesz rowerem miejskim!

04 sierpień, 2017 | Wyświetleń:658

W piątek, 28 lipca, rowerowa mapa Krakowa poszerzyła się o kolejny punkt: stację zlokalizowaną przy...

Głos Żywiecki

Megitza Trio gościem specjalnym w Żywcu

01 sierpień, 2017 | Wyświetleń:623

Zakończenie piątkowych zmagań konkursowych, podczas jednego z największych festiwali folklorystycznych w kraju, czyli TKB, zapowiada...

Głos Myślenicki

Działamy w budynku, ale staramy się też wyjść na zewnątrz

07 sierpień, 2017 | Wyświetleń:436

Otwarte, kreatywne, partycypacyjne oraz interaktywne – takie ma być Muzeum Niepodległości w Myślenicach. O funkcjonowaniu...

Zdrowie i Uroda

Może przez chwilę zdejmuję z nich cząstkę ciężaru

26 lipiec, 2017 | Wyświetleń:386

– Osoby chore, a  szczególnie dzieci, są bezbronne. Kiedy widzę, że dzięki spotkaniu ze mną...

Głos Krakowski

Miasto, które woli nie stracić, niż zyskać z większym ryzykiem

10 sierpień, 2017 | Wyświetleń:362

Co z metrem oraz kiedy wreszcie przestaniemy stać w korkach, a zaczniemy oddychać bezsmogowym powietrzem...

Głos Myślenicki

Wiadukt w Myślenicach - otwarty!

28 lipiec, 2017 | Wyświetleń:357

Zakończyła się rozbudowa drogi krajowej nr 7 w ciągu ul. Sienkiewicza w Myślenicach.Efektem tych prac...

Głos Dębicki

Dożynki Gminne - Wiewiórka 20.08.2017 r.

11 sierpień, 2017 | Wyświetleń:312

Wójt Gminy Żyraków, Centrum Kultury i Promocji w Żyrakowie oraz Sołectwo Wiewiórka informują, że dnia...

Głos Wielicki

Skazani na busa

09 sierpień, 2017 | Wyświetleń:310

Mieszkańcy gminy Gdów mają już dosyć podróży w ciągłym ścisku i duchocie, ale na razie...

Głos Chrzanowski

Główna ulica Osiedla Kąty w Chrzanowie

31 lipiec, 2017 | Wyświetleń:306

Ulica Śląska w Chrzanowie znajduje się w ciągu drogi krajowej nr 79 i częściowo przebiega...

Głos Oświęcimski

Nieszczelny system i ludzka bezmyślność

11 sierpień, 2017 | Wyświetleń:295

Trzy dzikie wysypiska śmieci w ciągu jednego tygodnia powstały w gminie Kęty – dokładnie w...

Głos Żywiecki

Zamierzają podpatrywać pracę pszczół

13 sierpień, 2017 | Wyświetleń:276

W Parku Habsburgów w Żywcu, tuż przy Stajni Miejskiej i Mini Zoo, powstała pasieka. Na...

najnowsze na GŁOS24