piątek, 10 maj 2019 07:36

Maków Podhalański. Jest nowe miejsce na oczyszczalnię, ale jej budowa nie jest przesądzona

Napisał

Plan budowy oczyszczalni ścieków jest dla mieszkańców Makowa jednym z bardziej kontrowersyjnych pomysłów ostatnich lat. Idea posiadania własnego zakładu powstała w wyniku sporu z gminą Sucha Beskidzka. Dotyczył on sposobu naliczania i rozliczania opłat wynikających z przekazywania tamtejszej oczyszczalni gminnych nieczystości z Makowa Podhalańskiego. Sporna kwestia, która przetoczyła się przez sąd trzech instancji oraz UOKiK, została ostatecznie rozstrzygnięta na korzyść Makowa. Nie sprawiło to jednak, że problem zniknął, a makowska gmina zrezygnowała z projektu budowy.

W ostatnim czasie temat powrócił, za sprawą jednego z lokalnych portali, na którym ukazała się informacja, z której wynikało, że gmina przymierza się do budowy oczyszczalni ścieków w nowej lokalizacji. Teren, który został pod nią wyznaczony, został określony w artykule, jako leżący „niemalże w ścisłym centrum Makowa”. Chodzi o działki znajdujące się koło mostu grzechyńskiego, między rzeką Skawą a torami kolejowymi. O komentarz w tej sprawie, poprosiliśmy burmistrza Makowa Podhalańskiego, pana Pawła Salę. Z włodarzem miasta poruszyliśmy także inne, bardzo istotne kwestie, związane z problemem budowy oczyszczalni oraz gminną gospodarką komunalną.

Planowana oczyszczalnia ścieków w Makowie otrzymała nową lokalizację. Czy rzeczywiście znajduje się ona obecnie w lepszym miejscu? Jeden z lokalnych portali napisał, że oczyszczalnia będzie leżeć bardzo blisko centrum Makowa.

Może na wstępie wyjaśnię, żeby było jasne: nie są to okolice ścisłego centrum Makowa. Lokalizacja znajduje się poniżej mostu grzechyńskiego, w kierunku Dolnego Makowa, na terenie, który nie jest zamieszkały. Generalnie te obszary, to są nieużytki. Obecnie tereny o których mówimy są w planie miejscowej zabudowy zajęte częściowo pod budowę obwodnicy Makowa, częściowo stanowią obszar zalewowy. Znajdują się pomiędzy torami a rzeką i są tam tylko dzikie zagajniki i zarośla. Więc opowieści o tym, że mówimy o lokalizacji w pobliżu centrum miasta, jest sporym nadużyciem, to nie jest prawda. Przypomnę, że początkowo planowaliśmy usytuować oczyszczalnię w Dolnym Makowie, na samym końcu gminy. Zależało nam na tym, ponieważ naturalny spływ wód powodowałby, że wszystkie obiekty z gminy byłyby objęte oczyszczaniem. Ta lokalizacja wydawała się nam najlepsza, najbardziej logiczna. Natomiast kłopot pojawił się wtedy, kiedy chcieliśmy pozyskać grunty, ponieważ część właścicieli miała nieuregulowane stany prawne; część z nich nie żyła, były też osoby, które nie chciał sprzedać działek. W tamtej lokalizacji było duże rozdrobnienie parceli i z tego powodu, był spory kłopot z pozyskaniem gruntu. Doszliśmy do wniosku, że realnie nie jesteśmy w stanie tam budować. Szukaliśmy innych rozwiązań i nowa lokalizacja o której teraz mówimy, jest kompromisem pomiędzy tym, co można by było zrobić, a tym, co można zrobić. Chodzi o zminimalizowanie uciążliwości oczyszczalni dla mieszkańców. Zależy nam na tym, by oczyszczalnia była w pewnym oddaleniu od zabudowań. Zdajemy sobie sprawę, że to nie jest obiekt, który ludzie chcą mieć w sąsiedztwie. I w tym sensie chcielibyśmy, żeby był on wyizolowany, żeby nie był pierwszym budynkiem z którym się mieszkańcy spotykają. Ale jest dla nas ważny również drugi aspekt tej sprawy. Technologie, które dzisiaj się stosuje w tego typu obiektach, eliminują uciążliwości zapachowe. I to naprawdę nie jest tak, jak ludzie sobie wyobrażają, że oczyszczalnia powiązana z sortownią śmieci w Suchej Beskidzkiej, to jest rzeczywistość, do jakiej my dążymy. Tam jest po prostu smród. Zapach jest tak uciążliwy, że ja się nie dziwię, że jak ktoś sobie wyobrazi, że tak miałoby to wyglądało w Makowie, to rodzi się w nim niezgoda i protestuje lub ma chęć protestować. Dlatego od razu zapewniam, że mówimy o technologiach nowoczesnych, ze zredukowanymi do minimum uciążliwościami zapachowymi. Podejrzewam, że obawy rodzi też wielkości oczyszczalni, a ta będzie zdecydowanie mniejsza i z tej racji uciążliwość także będzie mniejsza. Będzie dużo lepiej w porównaniu z tym, z czym mamy do czynienia w Suchej, a nawet w porównaniu z nowocześniejszą oczyszczalnią ścieków w Żywcu. Specjalnie woziłem do Żywca radnych, żeby zobaczyli jak wygląda w miarę nowoczesna oczyszczalnia, gdzie te uciążliwości są zupełnie inne, niż w Suchej. Dodam, że nasza ma być około pięciu razy mniejsza od żywieckiej, więc uciążliwość będzie na dużo niższym poziomie.

Jednak, co jakiś czas, szerokim echem wśród lokalnej społeczności odbijają się kolejne doniesienia, tyczące się projektu budowania oczyszczalni. Wcześniejsze pytanie jest tego przykładem. Z pewnością, za tak dużym zainteresowaniem tą sprawą stoi strach przed nieprzyjemnymi zapachami.

Powstały już setki, jeśli nie tysiące oczyszczalni w polskich gminach i służą one ludziom. Rozmawiałem z ludźmi w Osielcu, którzy prowadzą działalność koło oczyszczalni ścieków. Oni nawet nie wiedzą, że tam jest zakład komunalny. Wygląda na to, że uciążliwości zapachowych po prostu tam nie ma. Część obaw jest wydumana. Są to sztucznie nakręcane problemy. Myślę, że ludzie, którzy bardzo krytycznie do tych inwestycji podchodzą, tak naprawdę nie wiedzą, o czym mówią. Bardzo często mają oni tylko jedno doświadczenie, wynikające z tego, że przejeżdżają obok suskiej oczyszczalni i czują bijący stamtąd smród. Też go czuję. Ale to nie jest ta technologia i to nie jest takie rozwiązanie, do którego dążymy. To nie ta bajka. Nasza oczyszczalnia to jest przeskok epokowy. Chcemy zastosować zupełnie inne metody. Widziałem już wiele różnych rozwiązań i takich uciążliwości, z którymi w Suchej mamy do czynienia, nigdzie nie mają miejsca. Zresztą, sam nie umiem ocenić, czy to bardziej sortowania, składowisko, czy oczyszczalnia daje ten przykry zapach, bo akurat jedne są obok drugiego.

Na jakim obecnie etapie znajduje się projekt budowy oczyszczalni ścieków? Póki co, wiemy, że została wyznaczona działka.

Niczym ruszymy z budową, musimy spełnić jeszcze sporo warunków. Teren w okolicach rzeki zawsze wymaga uzgodnień z Wodami Polskimi - Zarządem Gospodarki Wodnej. To jest pierwsza bariera, którą należy przejść. Druga bariera, to zgodność z planem miejscowym. Jesteśmy w trakcie opracowywania zmiany, ale to też jest wymóg, który należy spełnić i może się też okazać, że jest to warunek trudny do zrealizowania. Kolejny  warunek, to postępowanie środowiskowe. Musimy sprawdzić, czy na terenie na którym chcemy budować, nie ma czasami siedlisk zwierząt objętych ochroną, czy nie jest to obszar, który należało by ze względu na wyjątkowy charakter biologiczny objąć ochroną. I dopiero po spełnieniu tych warunków, zaczynamy mówić o budowie oczyszczalni – a więc musi powstać koncepcja, potem jest projektowanie, następnie pozyskanie środków. Chcielibyśmy częściowo budować w oparciu o zewnętrzne pieniądze. Mało tego. Dochodzi jeszcze współpraca z gminą Zawoja, bo chcielibyśmy, żeby to była oczyszczalnia, która służy dwóm gminom, ponieważ tworzymy jedną wspólną aglomerację. Tak więc, tych warunków jest na tyle dużo, że ja dzisiaj mówię raczej o pewnego rodzaju „chciejstwie”, czy pewnym planie i pomyśle na to, że chcielibyśmy takiej inwestycji, niż samym fakcie budowania.

Podsumowując, jeżeli chodzi o konkrety i stan faktyczny, to na chwilę obecną możemy stwierdzić jedynie, że jest wyznaczona działka, na której gmina chciałaby wybudować oczyszczalnię?

Tak, można tak powiedzieć.

A obecnie są prowadzone prace mające na celu wprowadzenie zmian w planie miejscowego zagospodarowania, tak?

Tak, jest prowadzona taka zmiana.

Czy możemy już mówić o jakiś decyzjach, które zapadły w kwestii budowy oczyszczalni?

Nie. Na razie jest wola z moje strony, którą wyraziłem wobec radnych i jest determinacja radnych, żeby ten proces inwestycyjny uruchomić. W tym celu została zmiana punktowa w planie miejscowym, natomiast o samej budowie i rozwiązaniach technicznych nie możemy jeszcze rozmawiać, póki nie mamy uzgodnień, o których już wcześniej wspominałem. O finansowaniu, czy konkretnych rozwiązaniach projektowych nie jestem w stanie nic powiedzieć.

Panie burmistrzu, czy budowa oczyszczalni jest nieunikniona?

Nie. Nie jest nieunikniona. Cały czas wierzę, choć wiem, że to naiwnie brzmi, że uda się nam dogadać z oczyszczalnią w Suchej Beskidzkiej. Rozwiązaniem najbardziej logicznym i najbardziej opłacalnym, byłoby stworzenie spółki dla wszystkich gmin zrzucających tam ścieki, czyli dla gminy Sucha Beskidzka, Stryszawa, Zawoja i Maków. Wtedy, mielibyśmy wydzielone koszty oczyszczalni i moglibyśmy nad tymi kosztami jakoś panować. Na dzień dzisiejszy mówimy o oczyszczalni w Suchej, jako zakładzie budżetowym, który obok oczyszczania ścieków, zajmuje się utrzymaniem suskiej sieci kanalizacyjnej i wodociągowej, ponosi koszty fakturowania mieszkańców miasta, utrzymania miejskiej zieleni i prowadzenia ewentualnych prac porządkowych i drobnych remontów. To wszystko jest w jednym worku, jest razem budżetowane. My, jako gmina nie mamy w ogóle dostępu do tych kosztów. Oceniamy, według przeliczeń biura analiz, że koszt oczyszczania kubika ścieków w przy takiej ilości, o jakiej my mówimy z Makowa i Zawoi, wynosi ok. 3 zł. Koszt samego oczyszczenia. Natomiast obecnie, za pośrednictwem spółki Eko-Skawa, płacimy 5,25 netto. Mało tego, nie płacimy tylko za ścieki, ale za wszystkie wody opadowe, ponieważ jesteśmy rozliczani na podstawie przepływomierza. A przez niego przepływa wszystko, co znajduje się w kolektorze, w tym wody infiltracyjne. Skutek jest taki, że mieszkaniec naszej gminy zrzuca, załóżmy, kubik ścieków, a później się okazuje że na przepływomierzu naliczane jest 1,3-1,5 kubika. Więc dużo więcej dociera do oczyszczalni w wyniku napływu tych wszystkich obcych wód. A my za wszystko płacimy, jak za ściek. Już dzisiaj jest to dla nas bardzo niekorzystny układ, ale moglibyśmy to skorygować, gdyby istniała spółka. W spółce nie dałoby się wrzucić innych kosztów, jak tylko koszty oczyszczania. Wtedy bardzo łatwo można by było powiedzieć, kto ile ścieków wrzuca i jaki jest ogólny koszt funkcjonowania oczyszczalni, a co za tym idzie wszystko byłoby przejrzyste i można by było łatwo się rozliczyć. Niestety, wcześniej było tak, że to suska Rada Miejska, w wyniku głosowania, uchwalała sobie taryfę. Obecnie, ponieważ zmieniło się prawo, taryfę ustala Państwowe Gospodarstwo Wodne, a my nie będziemy w stanie w ogóle na to reagować. Zależymy od woli podmiotów zewnętrznych. Nie jest to dla nas sytuacja korzystna, ale przede wszystkim, nie jest to dla nas sytuacja transparentna i policzalna. Ona jest takim trochę wróżeniem z fusów, jeśli chodzi o kalkulację kosztów.

Czyli podtrzymuje pan swoje zdanie na temat tego, że w obecnej sytuacji budowa oczyszczalni jest dla Makowa lepszym i bardziej opłacalnym przedsięwzięciem, niż zrzucanie ścieków do Suchej?

W obecnej sytuacji, przy obecnych stawkach, rzeczywiście zrzut nieczystości do Zakładu Komunalnego jest dla nas mniej korzystny od budowy własnej oczyszczalni. Biuro Analiz Środowiskowych zrobiło dla nas kalkulację kosztów i wyszło na to, że przy takiej, jak obecna, ilość zrzut nieczystości i kosztach budowy oczyszczalni na poziomie ok. 30 mln zł, koszt jednego kubika ścieków, z uwzględnię kosztów spłaty kredytów zaciągniętych na budowę, jest nieco poniżej 5 zł, a dokładniej 4,98 zł. Takie są prognozy. Na chwilę obecną płacimy 5,25 zł, więc już na podstawie tych prognoz, nawet przy założeniu, że mamy i spłacamy kredyty, bardziej opłaca się nam posiadać własną oczyszczalnię.

W jakie perspektywie czasowej zakreśliłby pan plany fizycznego wybudowania oczyszczalni?

Chcemy się zmieścić w perspektywie finansowej unijnych dopłat, więc tak naprawdę dajemy sobie na to ok. trzech lat. Tyle też dała nam Sucha Beskidzka, wyznaczając naszej gminie okres, w którym na obecnych zasadach proponują nam przyjmowanie ścieków, bez przyjmowania nowej uchwały o współpracy międzygminnej. Te trzy lata, to byłby kluczowy dla nas czas i chciałbym się w nim zmieścić. Jest jednak sporo warunków do spełnienia. Znam też rzeczywistość inwestycyjną. Niestety, czasem problemy związane z administracją i uzgodnieniami oraz późniejszym pozyskiwaniem środków i samym projektowaniem zabudowy, potrafią się przeciągać. Może się okazać, że to jest kwestia od trzech do pięciu lat. Taki okres czas wydaje mi się realny. Byleby zmieścić się w obecnej perspektywie finansowej, a ta jest na lata 2014-2020, z wydatkowaniem o dwa lata dłuższym, czyli do 2022 r. Stąd można by przyjąć, że realnie mamy trzy lata, jeśli chcemy skorzystać z pieniędzy unijnych.

Jak obecnie wygląda sytuacja z odprowadzaniem ścieków?

Wygląda to tak, że mieszkańcy dokonują zrzutu do naszego kolektora utrzymywanego przez Eko-Skawę, naszą spółkę gminną. Wszystko tym kolektorem biegnie do granic naszej gminy, tam przepływa przez przepływomierz i na podstawie jego odczytów Eko-Skawa rozlicza się z oczyszczalnią ścieków w Suchej Beskidzkiej. Od Suchej mamy jeden rachunek, na którym znajduje się ilość kubików odczytanych na przepływomierzu przemnożonych przez stawkę 5,25 zł netto (za jeden kubik). I to jest opłata, którą uiszczamy w Suchej. Kłopot polega na tym, że do tego kosztu Eko-Skawa musi doliczyć koszty utrzymania kolektora, ponieważ jest on po naszej stronie. Do tego dochodzi szereg kosztów związanych z funkcjonowaniem naszej gminnej sieci kanalizacji i spłatą kredytów, które się wiążą z inwestycjami realizowanymi w ostatnich latach. A są to spore koszty, bo na chwilę obecną mówimy o kwocie ok. 16 zł za kubik, z czego połowę, 8 zł płaci mieszkaniec, a połowę gmina w formie dopłaty. Nie przerzucamy tego kosztu w całości na mieszkańca, bo byłoby to dla niego nie do udźwignięcia.

Czyli możemy powiedzieć, że ta stawka 5,25 zł to tylko cześć realnych kosztów, które ponosi gmina?

Tak, ale proszę pamiętać, że mieszkaniec Suchej Beskidzkiej za tę stawkę - 5,25 zł, ma pełne świadczenie, czyli ma odebrane ścieki, odczytany licznik przez pracowników, wystawioną fakturę i pokryty koszt oczyszczenia tych ścieków. I to jest pełna opłata, mieszkaniec Suchej tyle płaci. A usługa ma zupełnie inny zakres, niż u nas, ponieważ całe utrzymanie sieci jest w tej opłacie. Innymi słowy mieszkańcy Makowa składają się na utrzymanie suskiej sieci. To jest w mojej ocenie niewłaściwe, bo w systemie powinny być wszystkie gminne sieci, albo nie powinno być żadnej. Przypomnę, że z tym problemem wystąpiliśmy do UOKiK-u. Trwało to kilka lat, zanim UOKiK jednoznacznie odpowiedział, i to jest już ostateczna decyzja, że Sucha Beskidzka w sposób niewłaściwy nalicza nam opłaty. Jednak to, że jest wyrok sądu, to jest jedno, a to, czy ktoś go respektuje i skorygował opłaty, to jest drugie. Na tym polu mamy akurat z Suchą Beskidzką szorstką współpracę i nie wszystko udaje się nam domówić. Zaznaczę, że odcinam się od jakichkolwiek sentymentów i tego, czy kogoś lubię, czy nie lubię. Po prostu liczymy pieniądze.

Podsumowując, ile na chwilę obecną gmina płaci za kubik wody?

Eko-Skawa wliczając do taryf wszystkie koszty jakie wynikają z oczyszczania ścieków. Wylicza to na 16 zł. Uchwałą Rady Miejskiej przyjmujemy dopłatę w wysokości ok. 8 zł. Mówię okrągłymi kwotami, ponieważ nie mam przy sobie cennika taryf. Mieszkaniec dostaje fakturę na gdzie koszt jest ok. 8 zł od kubika. Jest to drożej, niż w Suchej. Oceniam, że jest tam taniej, ponieważ my dopłacamy i niwelujemy koszty, które przy innym sposobie rozliczenia wyniknęłyby także dla nich. Mamy wyliczenia biura analiz, że koszt oczyszczania kubika wynosi 3 zł, a płacimy 5,25 zł. Dodatkowo, paradoks polega jeszcze na tym, że suszanin, jeżeli oddaje ścieki, to ma liczone do faktury ilość zużytej wody. Czyli, jeżeli zużył kubik  wody, to ma policzony kubik ścieków. Natomiast w Makowie, jeżeli mieszkaniec zużył kubik wody, to płaci za półtora kubika, ponieważ po drodze do kolektora, do sieci, dostała się woda z zewnątrz w postaci np. opadów. Pomijając już fakt, że w ramach jednej stawki są zawarte róże świadczenia, o czym wspominałem, to jeszcze dodatkowo są stosowane różne sposoby obliczania ilości ścieków, które działają jeszcze bardziej na naszą niekorzyść. Koszt oczyszczania suskich wód infiltracyjne biorą na siebie solidarnie pozostałe gminy. Do tego wszystkiego odniósł się już UOKiK, odniósł się sąd, ponieważ sprawa była rozpatrywana w trzech instancjach i to już jest jednoznacznie powiedziane, że sposób naliczania opłat przez Suchą jest niewłaściwy. Ten temat jest przez nas poruszany przez wiele lat. Chciałbym go zakończyć, dając dwie propozycje. Pierwszą jest usamodzielnienie i niezależność. Drugą jest spółka przy oczyszczalni w Suchej Beskidzkiej, na którą mamy wpływ, ponieważ jesteśmy w niej udziałowcem. Dodajmy, że przy takim założeniu spółka nie świadczyłaby żadnych innych usług, poza oczyszczaniem ścieków i tym samym nie generowałaby też żadnych innych kosztów.

Próbował pan rozmawiać z Suchą i negocjować w tej sprawie?

Przez dwie kadencje. Jest to kwestia, która przewija się w naszych rozmowach permanentnie. Jeżeli my gdzieś mamy spór merytoryczny, a zaznaczmy, że żadnych innych nie ma, to jest to ta kwestia, ona nas różni. Proponowałem różnych sposobów wyjścia z tego impasu, m. in. takie, jakie stosuje energetyka. Chodzi o opłatę zryczałtowaną na podstawie pewnych prognoz i wyrównanie kosztów za pomocą faktury korygującej na koniec okresu rozliczeniowego. Chciałem, żeby dzięki takiemu rozwiązaniu, jakieś jeszcze inne koszty nie były nam specjalnie naliczane. Okazuje się, że Sucha celowo do przeliczeń stosuje niższe ilości zrzutu, niż wynosi stan faktyczny, tylko po to, żeby wartość pojedynczego kubika była wyższa. W rezultacie osiągamy założony poziom zrzutu już we wrześniu, czy październiku i dajemy Suchej zarabiać pieniądze, które są ponad nasze środki, jakie budżetowo przeznaczyliśmy i zaplanowaliśmy na ten cel. I tak przepychamy się od wielu lat w kwestii rozliczeń. Zaznaczam, że nie chcę szukać tutaj żadnych innych aspektów, poza merytorycznymi, która miałyby rzutować na całą sprawę. To one są dla nas kluczowe. Po prostu liczymy pieniądze i doszliśmy do wniosku, że nie jesteśmy w stanie, nie pokazując realnej alternatywy w postaci budowy własnej oczyszczalni, wynegocjować czegokolwiek. Jeżeli na tym etapie, Sucha jest skłonna podjąć z nami negocjacje i skierować się w stronę spółki, no to jesteśmy w stanie przystąpić do rozmów. Jak nie, to mamy swój sposób na rozwiązanie tego problemu. Będziemy sami zajmować się swoimi ściekami.

Panie burmistrzu, a jakby pan określił stosunki, które obecnie łączą gminy Suchą Beskidzką i Maków Podhalański? Pytam o to, w kontekście sporu o pieniądze za oczyszczanie ścieków i tego, że współpracę na tym polu nazwał pan „szorstką”.

Myślę, że te stosunki są merytoryczne. Tutaj nie chodzi o to, żebyśmy wchodzili sobie w jakikolwiek sposób w drogę. Nie mam żadnych oczekiwań w stosunku do Suchej Beskidzkiej, że będziemy przez nich jakoś specjalnie traktowani. Nie. Jest podejście merytorycznie. My po prostu liczymy pieniądze. Ja rozumiem, że burmistrz Suchej Beskidzkiej również ma wyliczenia i że mu się pewne rozwiązania opłacają. Jesteśmy w pewnym sporze czysto kompetencyjnym. Nie oceniam tych stosunków jako złych i niewłaściwych, my po prostu próbujemy pilnować swoich interesów. Tak burmistrz Suchej, jak i ja. No, niestety tak to bywa, że czasem te interesy są rozbieżne. Ktoś jest kupującym, a ktoś jest sprzedającym. I tutaj ten kompromis musi zostać znaleziony. Jeżeli mówimy o sporze i jakieś trudnej przyjaźni, no to ona właśnie wynika tylko z liczenia pieniędzy. Innych aspektów tutaj bym się nie dopatrywał. Dla przykładu, wyłoniliśmy na drodze przetargu sortownię suską i odwozimy tam nasze śmieci. Dali lepsza ofertę niż Myślenice, to wozimy śmieci do nich. To jest czysta merytoryka. Nie interesuje nas, czy się bardziej, czy mniej lubimy, po prostu jest to wymiana handlowa. Poza tym, ja, jako burmistrz, nie mogę sobie pozwolić, żeby być w sporze z władzami Suchej Beskidzkiej, ponieważ interesy mieszkańców Makowa i Suchej tak mocno się przenikają i wzajemnie zazębiają, że my, jako przedstawiciele władzy, mamy się do tego dostosować. Stworzyć ludziom warunki do tego, żeby nie pozostawać w żadnym sporze, tak, aby stanowić trochę jeden organizm. W ten sposób staram się układać te relacje.

Czy chciałby Pan coś jeszcze przekazać mieszkańcom w temacie budowy oczyszczalni?

Bardzo bym chciał, żeby wszyscy mieszkańcy gminy patrzyli na naszą rzeczywistość w perspektywie długofalowej, bo my dzisiaj jesteśmy w stanie posłać ścieki do Suchej. Ale suską oczyszczalnię trzeba będzie remontować i ktoś ten koszt będzie musiał ponieść. Również nasze dzieci będą musiały tutaj żyć. Dobrze by było, żeby technologie zastosowane u nas były nowoczesne i wychodzące naprzeciw potrzebom mieszkańców. Mówiąc dziś o oczyszczalni, mówię o perspektywie, która będzie u nas koniecznością za 10-15 lat. Wprawdzie ta perspektywa, będzie dotyczyła już innych ludzi, ale nie możemy im zostawić byle czego. Musimy inwestować, rozwijać się i działać dla przyszłości. Myślę, że mieszkańcy, którzy patrzą prorozwojowo, są w stanie to zrozumieć.

Mirosław Haładyj

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.