czwartek, 18 kwiecień 2019 18:46

Lekarz podał środek znieczulający i… odjechał!

Napisał
fot. „Mysikrólik” fot. „Mysikrólik”

Na trasie szybkiego ruchu został policjant z rannym zwierzęciem! Lekarz podał lek i zostawił sarnę.

Kilka dni temu na trasie S-1, w granicach Wilkowic, doszło do bulwersującego zdarzenia. Samochód potrącił kozła (samiec sarny) i odjechał. Ranne zwierzę znajdowało się na lewym pasie ruchu w stronę Bielska-Białej, utrudniając ruch i zagrażając innym kierowcom. Długo jednak żaden z nich się nie zatrzymał i nie wezwał pomocy! Jak poinformował portal Bielskie Drogi, koziołkowi postanowił pomóc jeden z mężczyzn, który akurat jechał do pracy. Zatrzymała się także przypadkowa kobieta i wspólnie przenieśli zwierzę na pobocze. Gdy na ich wezwanie przyjechała policja, zabezpieczono potrąconego kozła.

O rannym zwierzęciu jako jeden z pierwszych dowiedział się Ośrodek Rehabilitacji „Mysikrólik” Na Pomoc Dzikim Zwierzętom z Bielska-Białej. Nie ma on jednak podpisanej umowy z gminą Wilkowice na interwencję w takich przypadkach. Na miejsce przyjechał więc lekarz, który ma zawarte z samorządem porozumienie.

– Jak się później okazało, lekarz przybył na miejsce zdarzenia, podał potrąconemu koziołkowi środek znieczulający/obezwładniający i odjechał, mówiąc (rzekomo), że „z niego i tak nic nie będzie”. Na środku drogi szybkiego ruchu został policjant i znieczulony kozioł! I co dalej??? – poinformował po zdarzeniu „Mysikrólik”.

Gdy lekarz zostawił zwierzę bez kontroli po podaniu leku, policja po raz kolejny zadzwoniła po pomoc do „Mysikrólika”. Ten niezwłocznie udał się na miejsce, by pomóc rannej sarnie.

– Przykre to, ale nie ma naszego przyzwolenia, kiedy gminy podpisują porozumienia z osobami/służbami, które często mało profesjonalnie podchodzą do pomocy zwierzętom – podaje „Mysikrólik”.

Jak dodaje, to nie pierwsza taka sytuacja w Wilkowicach.

 

Co dalej z rannym koziołkiem z S-1?

Koziołkiem zaopiekował się Ośrodek Rehabilitacji „Mysikrólik” Na Pomoc Dzikim Zwierzętom i ranne zwierzę na szczęście dochodzi do siebie.

– Koziołek S-1 powoli, powoli odzyskuje siły – podaje „Mysikrólik”. – Koziołek miał sporo szczęścia i to co najmniej dwa razy. Po raz pierwszy, że w ogóle przeżył wypadek. Podczas kolizji z samochodem został dość mocno poturbowany. Miał obrzęk głowy ale na szczęście kości były całe. Po raz drugi, że nie został zbyt pochopnie uśpiony przez weterynarza (co się często zdarza). Na miejscu zdarzenia na 100% nie stwierdzimy uszkodzenia kręgosłupa! Dlatego każde zwierzę po wypadku powinno mieć zrobione tyle zdjęć RTG, ile jest konieczne do postawienia diagnozy. Wówczas możemy ocenić, czy zwierzę można uratować!!! – dodaje „Mysikrólik”.

 

Kwalifikacje są, ale co z chęcią pomocy…?

Sprawę skomentowała gmina Wilkowice.

– W związku z publikacjami pojawiającymi się na temat zdarzenia drogowego, które miało miejsce na terenie gminy Wilkowice: trasa S-1, gdzie w wyniku kolizji z pojazdem ucierpiała sarna, wyjaśnić należy, że Gmina powierzyła czynności związane z zabezpieczeniem zwierząt, które ucierpiały w wyniku tego rodzaju incydentów, podmiotowi posiadającemu w tym zakresie odpowiednie kwalifikacje. Podjęto również działania zmierzające do zagwarantowania w takich przypadkach bardziej kompleksowej opieki dla zwierząt poszkodowanych w wyniku zdarzeń losowych, poprzez zawarcie umowy z placówką umożliwiającą transport chorych czy też kontuzjowanych zwierząt oraz ich rehabilitację – wyjaśnia Urząd Gminy Wilkowice.

Urzędnicy postanowili także wyjaśnić kwestie związane z obowiązkiem gmin dotyczącym opieki nad zwierzętami innymi niż zwierzęta bezdomne.

– W tym zakresie wobec pojawiających się komentarzy w mediach społecznościowych, zasadnym jest przedstawienie stanowisk: Ministerstwa Środowiska oraz Regionalnej Izby Obrachunkowej w Katowicach, które w sposób niebudzący wątpliwości eliminują możliwość wydatkowania przez Gminy środków publicznych, na koszty związane z leczeniem dzikich zwierząt – podaje UG Wilkowice.

Jak dodają urzędnicy, wcześniej gmina współpracowała z Ośrodkiem „Mysikrólik”, przekazując środki na opiekę nad dzikimi zwierzętami. W 2015 roku – 400 zł (lis), w 2016 – 400 zł (kuna) i 700 zł (borsuk), w 2017 – 700 zł (sarna), w 2018 roku – na leczenie trzech saren (3 x 800 zł).

– Pomijając aspekt finansowy oraz prawny, niewątpliwą trudnością w kontynuacji tego rodzaju relacji jest w zasadzie brak możliwości identyfikacji zwierząt pod kątem ich pochodzenia, które w przypadku zwierząt żyjących na wolności, niepodobna przyporządkować do określonego terenu – twierdzą urzędnicy.

 

Naszym zdaniem

Podsumowując. Idąc w ślad za przepisami – skoro nie wiemy, gdzie jest „zameldowane” ranne zwierzę, to zostawmy je na pastwę losu (!!!). A gdzie współczucie, chęć pomocy naszym braciom mniejszym?

Ranne dzikie zwierzęta mają szansę na leczenie właściwie tylko dzięki takim organizacjom jak „Mysikrólik”. Te jednak, jeśli nie mają zagwarantowanych np. przez jednostki samorządu funduszy, opiekę sprawują wyłącznie na własny koszt. I dlatego w tym miejscu gorąco zachęcamy do wsparcia Fundacji „Mysikrólik”.

Szczegółowe informacje na temat ich działalności znajdują się na stronie www.mysikrolik.org/pl oraz w naszych artykułach: "Trudne decyzje – dać szansę czy skrócić cierpienie?" i „Mysikrólik” się zbroi. Potrzebny karabinek!"

Anna Piątkowska-Borek

Anna Piątkowska-Borek

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.