„Nie może być słabych punktów” Wyróżniony

Dla jednych to zabawa, dla drugich – sposób na życie, ale są i tacy, którzy żartobliwie mówią o dożywociu. O czym mowa? A właściwie o kim? O miłośnikach wczesnośredniowiecznej historii i Bielskiej Drużynie Najemnej Svantevit. Jak szkolą się wojownicy? Kto wykonuje stroje i uzbrojenie? I dlaczego Ragnar walczy u boku Mieszka? Na te i inne pytania odpowiada Radosław Mrowiec z BDN Svantevit.

Bielska Drużyna Najemna Svantevit powstała w 2002 roku. Czy wcześniej jej członkowie byli w jakiś inny sposób związani z historią, militariami i rzemieślnictwem? Trzeba było mieć doświadczenie wojownika lub rzemieślnika, by zaciągnąć się do drużyny? :)

Radosław Mrowiec:

– Gdy w naszych głowach powstała myśl o stworzeniu drużyny, mieliśmy po 20 lat i nikt nie miał do czynienia ze wspomnianymi dziedzinami. Większość z nas studiowała, część była jeszcze w szkole średniej. To, co nas połączyło, to zainteresowanie historią i chęć stworzenia czegoś, co umożliwi nam zgłębianie wiedzy oraz da możliwość spędzenia wolnego czasu w niecodzienny sposób. Nie trzeba było mieć żadnego doświadczenia. Wystarczył zapał i chęć poszerzania horyzontów.

 

Szesnaście lat działalności to sporo. Rozumiem, że ta niecodzienna pasja nigdy się nie znudzi? :)

– Tak, to kawał czasu. Gdy zaczynaliśmy, to niektórzy nasi drużynnicy dopiero wybierali się do przedszkola :) Pasja to nie jest coś, co się znudzi. Oczywiście są ludzie, którzy przychodzą do nas i znikają po roku czy dwóch. Ale dla wielu jest to sposób na odreagowanie stresów związanych z pracą, życiem codziennym itp. Dla niektórych to zabawa, dla innych sposób na życie. Po 16 latach bycia w drużynie mogę powiedzieć, że dla mnie to już dożywocie :)

 

Drużyna skupia miłośników historii wczesnośredniowiecznej Europy. Imiona wojowników sugerują różne zakątki Europy. Jest wśród Was: Ragnar, Mścibor, Bjorn, Mieszko, Zbigniew, Wojtek itd.

– Ograniczenie się tylko do jednego regionu uniemożliwiłoby stworzenie tak licznej grupy, ponieważ nie wszyscy chcą robić rekonstrukcję Wikingów czy też Słowian.

Uznaliśmy, że będziemy się trzymali jednego okresu historycznego. Najważniejsze jest to, żeby nasze stroje i wyposażenie były zgodne z realiami odtwarzanej epoki. Na festiwalach historycznych, w których bierzemy udział, pojawiają się ludzie z całego świata, którzy odtwarzają różne kultury, więc zróżnicowanie w naszych szeregach nie ma wpływu na charakter imprezy i nie ma takiej sytuacji, że ktoś nie pasuje.

 

Skoro jesteśmy przy ubiorze i ekwipunku – czy stroje i uzbrojenie wytwarzacie sami? A może zdarza się też zdobyczny oręż z różnych wypraw?

– W naszych szeregach mamy bardzo uzdolnionych rzemieślników, którzy doskonalili swój warsztat przez lata i są teraz w „czołówce” rzemieślników rekonstrukcyjnych.

Teoretycznie jesteśmy w stanie wykonać każdy niezbędny element stroju, uzbrojenia czy też wyposażenia obozowego. Ale ze względów praktycznych niektóre elementy, takie jak miecze, hełmy czy kolczugi kupujemy u innych rzemieślników.

Nasi wojownicy reprezentują bardzo wysoki poziom i dość często przywożą trofea z turniejów. Oczywiście nagrody pozostają własnością osoby, która je zdobyła.

 

Jak wyglądają treningi wojowników? Czy musi być też odpowiednia dieta, nawiązująca do tej z czasów wczesnego średniowiecza?

– Każdy trening rozpoczyna się rozgrzewką. Należy się porozciągać przed przystąpieniem do walki. Następnie, głównie dla osób, które dopiero zaczynają, jest część związana z zadawaniem oraz blokowaniem ciosów. Kolejnym elementem jest musztra. Ćwiczymy, jak się poruszać w formacji, jak trzymać linię. Grupa wojowników, aby była skuteczna musi działać jak jeden organizm, nie może być słabych punktów, bo inaczej przegramy w bitwie. Po chwili przerwy przystępujemy do pojedynków „1 na 1”, „5 na 5” oraz dzielimy się na dwie grupy i urządzamy mini bitwę.

Co do diety to na co dzień każdy stosuje dietę współczesną. Jedynie podczas wyjazdów na festiwale historyczne nasz kucharz dba, żebyśmy jedli potrawy jak 1000 lat temu.

 

Na różne wyprawy wybieracie się regularnie. Z kim i gdzie przyszło Wam się już spotkać na różnych festiwalach historycznych?

– W naszym kalendarzu mamy kilka żelaznych punktów, które są obowiązkowe. Nie wyobrażamy sobie sezonu, w którym moglibyśmy pominąć te festiwale. Do naszych ulubionych należą: Festiwal Słowian i Wikingów na wyspie Wolin – chyba największa impreza wczesnośredniowieczna na świecie, Najazd Barbarzyńców na zamek w Ogrodzieńcu, Utgard – fantastyczna impreza organizowana przez naszych przyjaciół ze Słowacji, festiwal Dwa Oblicza w skansenie w Trzcinicy koło Jasła. Jest też festiwal w Niemczech (Neustadt-Glewe), gdzie wojownicy mogą się sprawdzić podczas naprawdę wymagających, długich bitew. Oczywiście jest jeszcze sporo innych miejsc, które odwiedzamy.

Jeżeli ktoś jest zainteresowany, gdzie można nas zobaczyć, to na naszej stronie internetowej www.svantevit.eu w zakładce „wyprawy” publikujemy informacje, gdzie się pojawimy.

Jeżeli chodzi o osoby, które spotkaliśmy na swojej drodze, to lista jest bardzo długa. Chyba zbyt długa, żeby wymieniać :)

 

W 2011 roku dodaliście słowo „Svantevit” w nazwie drużyny. Dlaczego? Czy coś się zmieniło?

– Wcześniej funkcjonowaliśmy jako Bielska Drużyna Najemna. Dla kogoś, kto nie wiedział, czym się zajmujemy, mogło to brzmieć, że jest w Bielsku jakaś drużyna, którą można wynająć. Ale tak naprawdę ta nazwa niezbyt wiele mogła mówić. Postanowiliśmy dodać element, który sugerowałby, że nasza działalność ma coś wspólnego z historią. Zdecydowaliśmy się na Słowiańskiego Boga Świętowita, w głównej mierze dlatego, że spora grupa ludzi w naszej drużynie sympatyzuje lub jest aktywnie związana z wierzeniami przedchrześcijańskimi.

 

Czy przyjmujecie nowe osoby do drużyny? Jeśli tak, to jakie warunki trzeba spełnić?

– Aktualnie nabór do drużyny jest otwarty dla osób pełnoletnich. Trzeba wykazać się wiedzą historyczną, dotyczącą odtwarzanego przez nas okresu i chęcią do pracy. Bycie w drużynie to nie tylko wyjazdy i miłe spędzanie czasu, ale też ciężka praca. W drużynie każdy ma jakieś zadanie, np. walka albo rzemiosło. Dla kandydatów w okresie początkowym do dodatkowych zadań należy pomoc w kuchni podczas wyjazdów i prace obozowe. Osobom zainteresowanym dołączeniem udzielamy szczegółowych informacji podczas spotkania na żywo.

 

Jak wygląda szkolenie nowych członków drużyny?

– Przede wszystkim jesteśmy grupą przyjaciół, a nie organizacją, która coś musi. W związku z tym nie przyjmujemy każdego, kto tylko wyrazi taką chęć. Przede wszystkim musimy się poznać, sprawdzić, czy się będziemy dobrze czuć w swoim towarzystwie, czy poczucie humoru obu stron pasuje do siebie itd. itp. Po zaakceptowaniu nowej osoby, kandydat dostaje czas na przygotowanie stroju, w którym będzie brać udział w wyjazdach. Oczywiście z naszej strony zapewniamy pomoc w zakupie, czy też samodzielnym wykonaniu każdego elementu stroju. Kandydat bierze również udział w treningach lub warsztatach rzemieślników. I oczywiście zobowiązany jest do integracji z pozostałymi członkami drużyny :)

 

Zbliża się jesień, zima. Dla Was to czas przygotowań do wiosennych wypraw? Czy może jesteście aktywni przez cały rok?

– Sezon wyjazdowy to głównie kwiecień-wrzesień. Ale żeby być w formie, należy trenować cały czas. W związku z tym okres jesienno-zimowy to głównie treningi dla walczących. Rzemieślnicy również cały rok pracują, wytwarzając produkty, które mogą sprzedać podczas sezonu. Oczywiście odbywają się również regularne spotkania integracyjne. Drużyna to nie tylko instytucja zrzeszająca fascynatów historii, ale również grupa przyjaciół, gdzie każdy może liczyć na pomoc i wsparcie w razie potrzeby.

 

Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów! :)

 

Rozmawiała
Anna Piątkowska-Borek

fot. Michał Zalewski

 

Anna Piątkowska-Borek

Anna Piątkowska-Borek

Aktualizacja: środa, 19 wrzesień 2018 19:20
Oceń ten artykuł
(1 głos)

Skomentuj

Pozostałe artykuły

  1. Więcej na GŁOS24
  2. EDUKACJA
  3. FINANSE I GOSPODARKA
  4. KULTURA
  5. MOTORYZACJA
  6. POLITYKA
  7. SPORT
  8. STYL ŻYCIA
  9. TURYSTYKA
  10. ZDROWIE I URODA