Zamkną szpitale i poradnie? Wyróżniony

Przedstawiciele ministerstwa mówią jedno, lekarze – zupełnie co innego. Mamy do czynienia z głębokim kryzysem w służbie zdrowia, czy go nie ma? Czy w najbliższych tygodniach, miesiącach zastaniemy zamknięte drzwi wielu poradni i szpitali?

Zwykłemu człowiekowi w obecnej sytuacji trudno się połapać. Jeżeli chodzi o przekazy medialne można dostać istnej schizofrenii – pro-rządowe media twierdzą, że wszystko jest OK, opozycja i lekarze-rezydenci całą sytuację sztucznie rozdmuchali, nic złego się nie dzieje. Druga strona obwieszcza, że tuż za rogiem czeka nas istna katastrofa. Gdzie leży prawda?

Aby sprawę rzetelnie naświetlić i zobaczyć jak wygląda ona na naszej ziemi postanowiliśmy się skontaktować z zarządzającym obecnie brzeskim szpitalem dyrektorem Adamem Smołuchą. Następnie dodatkowo porozmawialiśmy jeszcze z reprezentującym lekarzy prezesem Porozumienia Zielonogórskiego – Jackiem Krajewskim.

– W związku z sytuacją, która jest w kraju, czyli wypowiadaniem klauzul opt-out (zgodę na pracę powyżej 48-miu godzin) większego problemu u nas nie ma, bo te klauzule zostały wypowiedziane u nas przez 4-ech lekarzy. To nie jest duża liczba. Ale generalnie od dłuższego czasu borykamy się z brakami w kadrze medycznej i właściwie funkcjonujemy w sytuacji permanentnego niedoboru. Nawet te kilkadziesiąt godzin, których nam teraz brakuje przez wypowiedzenia klauzul opt-out jest sporym utrudnieniem, ponieważ te godziny muszą być przejęte przez innych lekarzy. To nie jest tak, że możemy zrezygnować z tych kilkudziesięciu godzin, ktoś przecież wtedy musi być w szpitalu. Ponadto wszyscy lekarze starają się aby godzin nocnych, które trzeba spędzić w szpitalu było jak najmniej i nikt nie jest zadowolony z takiej sytuacji, że jeszcze musi wziąć dodatkowe godziny – wyjaśnia.

– Na pewno jesteśmy w lepszej sytuacji niż niektóre inne szpitale, gdzie wypowiadanie klauzul opt-out powoduje odwoływanie zabiegów, zamykanie oddziałów. U nas na razie takiej sytuacji nie mamy. Przypuszczam, ze w najbliższym do przewidzenia czasie nic się nie zmieni, nie będziemy musieli zamykać żadnych oddziałów. Na razie nie ma przesłanek, które by wskazywały, ze taka sytuacja nastąpi. Ale generalnie liczymy na to, że problemy w ochronie zdrowia zostaną rozwiązane systemowo, ponieważ szpitale same nie są w stanie rozwiązać tego problemu. Ja też nie będę w stanie rozwiązać wszystkich takich kadrowych problemów, bo jeżeli brakuje lekarzy w całym kraju, to tym bardziej będzie ich brakowało w takim małym szpitalu, jakim my jesteśmy. Chociaż teraz akurat jest tak, że to duże szpitale mają problem [dlatego, że w nich jest najwięcej rezydentów z klauzulami opt-out – dop. red.] – podsumowuje.

To, o czym opowiedział nam dyrektor Smołucha współgra z wypowiedzią prezesa skupiającego wielu lekarzy Porozumienia Zielonogórskiego – dra Jacka Krajewskiego. Odniósł się on do ostatnich zapewnień przedstawicieli ministerstwa, że nic złego się nie dzieje: – Jeżeli Ministerstwo Zdrowia twierdzi, że wszystko jest pod kontrolą, to można przypuszczać, że prawdopodobnie ma na tyle danych i informacji z podlegających mu służb, że można zachować spokój. Jednak z informacji, które mamy my ze środowiska wygląda na to, że być może to jest taka kula śnieżna, która dopiero nabiera rozpędu. Sytuacja, w której wypowiadane są klauzule opt-out może pokazywać dopiero czubek góry lodowej. Te historie mogą narastać. Ta sytuacja nie skończy się na oświadczeniu, że kryzysu nie ma. Jest prawdopodobne, że problem będzie coraz większy. W kolejnych miesiącach – lutym, marcu, w moim odczuciu, ten problem może dalej narastać, bo nie wszyscy w jednym czasie składali/będą składać wypowiedzenia. Na dzień dzisiejszy może nie można mówić o krytycznej sytuacji, ale już można na pewno to nazwać kryzysem – wyjaśnia.

Zapytaliśmy prezesa Krajewskiego wprost o to, czy ludzie mogą się obawiać, że za miesiąc, dwa, trzy zastaną drzwi oddziałów szpitalnych i innych placówek zamknięte: – Tak. Myślę, że tak. Mogą się tego obawiać, jak również tego, że lekarze konsekwentnie będą wypowiadać klauzule opt-out, dlatego, że problem w związku z którym akcja ich wypowiadania została podjęta nie został rozwiązany. Być może, że minister podejmie rozmowy ze środowiskiem lekarskim i sprawa zostanie rozwiązana i poważnego kryzysu nie będzie, ale na dzisiaj problem jest i należy się go obawiać – ostrzega.

Zapytaliśmy na końcu prezesa Porozumienia Zielonogórskiego jakie widzi wyjście z obecnej sytuacji: – Wydaje się, że odpowiedź jest prosta: nie jest problemem to, w jakim kierunku zmierzają zmiany w systemie. Problemem jest natomiast tempo w jakim jest to wykonywane. Zmiany jakie w krótkim czasie mają być przeprowadzone – wprowadzenie sieci szpitali, ustawa o POZ, zmiany związane z funkcjonowaniem systemu, prowadzą do tego, że przy niedoborze finansów i kadr może to być wysiłek, który przekracza możliwości tego systemu, a zwłaszcza ludzi, którzy mają wykonywać świadczenia. W związku z tym jeżeli mówimy o wprowadzeniu zmian – one muszą być wprowadzone wolniej. Natomiast dopływ środków do systemu i zwiększenie kadry medycznej – te rzeczy muszą być przyspieszone. Na pewno trzeba by było usiąść do stołu rozmów i ustalić czy istnieje możliwość dokonania tych korekt, wypracowania kompromisu – podsumowuje.

Manuel Langer

Foto: archiwum SPZOZ w Brzesku

Manuel Langer

Manuel Langer

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Skomentuj

Pozostałe artykuły

  1. Więcej na GŁOS24
  2. EDUKACJA
  3. FINANSE I GOSPODARKA
  4. KULTURA
  5. MOTORYZACJA
  6. POLITYKA
  7. SPORT
  8. STYL ŻYCIA
  9. TURYSTYKA
  10. ZDROWIE I URODA