piątek, 08 luty 2019 15:36

Dębica: Helena pokazała nam niebo

Napisała

W czwartek 24 stycznia minęła druga rocznica tragicznej śmierci Heleny Kmieć. Młoda misjonarka z Libiąża została bestialsko zamordowana w Boliwii. 25 stycznia młodą misjonarkę wspominano również w Dębicy w kościele klasztornym Służebniczek Dębickich, organizatorek wolontariatu, w którym uczestniczyła Helenka.

O życiu Helenki powstał film dokumentalny, który wyemitowano w rocznicę jej śmierci.

Dokument, zatytułowany „Helenka”, został nakręcony w Polsce i w Boliwii. Reżyserka i autorka scenariusza, Julita Wołoszyńska-Matysek wykorzystała w nim również materiały archiwalne, pochodzące z prywatnych zbiorów państwa Kmieć, ukazujące dzieciństwo Helenki. Nie zabrakło też nagrań, zrealizowanych przez samą misjonarkę podczas pierwszych dni jej pobytu w Boliwii.

Widz towarzyszy Helenie przez całe jej życie. Widzi maleńką dziewczynkę, dzielącą pokój z siostrą, Teresą. Widzi ich wspólne zabawy i modlitwę. Następnie studentkę, działającą w duszpasterstwie akademickim i misjonarkę, poświęcającą się w pracy dla innych.
Zwykła, a jednocześnie niezwykła dziewczyna – taka była Helena Kmieć. Radosna, kochająca życie, zawsze chętna, by pomóc i pełna nowych pomysłów – taka była śp. Helena Kmieć. Taką zapamiętali ją najbliżsi. Potwierdzają to też wszyscy, którzy mieli z nią jakikolwiek kontakt. Każdego inspirowała.

Helena Kmieć urodziła się 9 lutego 1991 roku. Od 1998 roku uczęszczała do Szkoły Podstawowej, a następnie do Gimnazjum Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców w Libiążu. Tam rozpoczęła też naukę w Liceum Ogólnokształcącym, ale po pierwszej klasie wyjechała na dwuletnie stypendium do Wielkiej Brytanii, do Leweston School w Sherborne. W 2009 roku rozpoczęła studia na Politechnice Śląskiej na kierunku inżynieria i technologia chemiczna i w 2014 roku obroniła dyplom magistra inżyniera. Po studiach rozpoczęła pracę w liniach lotniczych jako stewardessa.

Była niezwykle utalentowana muzycznie – grała na gitarze, uczyła się śpiewu w Państwowej Szkole Muzycznej. Wielokrotnie występowała na różnych koncertach, ale też w kościele. Śpiewała w scholi Duszpasterstwa Akademickiego w Gliwicach.
Uwielbiała taniec i wszelkie imprezy. Jak wspominają jej znajomi, zawsze wychodziła ostatnia. Żyła aktywnie – kochała góry, górskie wędrówki i jazdę na rowerze.

Film ukazuje też piękną relację Heleny z rodzicami. – Byłyśmy przyjaciółkami. Miałyśmy podobne gusty […]. Nadawałyśmy na podobnych falach – podkreśla Barbara Zając-Kmieć, mama Helenki.



Ostatnia misja na ziemi


Helena Kmieć zginęła w Boliwii, 24 stycznia 2017 roku. Została zamordowana podczas napadu na ochronkę dla dzieci w Cochabambie, w której przebywała.

Pomysł, by pojechać na misje do Boliwii, zrodził się w 2016 roku. Helena już wcześniej była na misjach jako wolontariuszka Wolontariatu Misyjnego „Salvator”. Prowadziła półkolonie dla dzieci prz y salwatoriańskich parafiach na Węgrzech i w Rumunii. W 2013 roku wyjechała do Zambii, gdzie m.in. pracowała z dziećmi ulicy. Uczyła je pisać, czytać, liczyć. W Boliwii miała zajmować się dziećmi, służąc na placówce misyjnej sióstr służebniczek dębickich w Cochabambie. Pojechała tam z koleżanką, Anitą. W Boliwii miało być bezpieczniej niż w Zambii. – Jak dojechała, odetchnęliśmy z ulgą, że jest już na miejscu, że wszystko jest w porządku – wspomina w filmie Julity Wołoszyńskiej-Matysek, tata Heleny Kmieć. Mieli się zobaczyć za rok...

Dziewczęta były już w Boliwii 8 stycznia 2017 roku i wspólnie z siostrami zakonnymi rozpoczęły przygotowania. Malowały kwiaty na ścianach, tworząc „łąkę uwielbienia”, jak mówiła s. M. Teresa Golemo z boliwijskiej placówki. Helenka bała się trochę, że nie potrafi mówić po hiszpańsku. Kiedy jednak dowiedziała się, że będzie pracować głównie z najmłodszymi dziećmi, powiedziała: „To dobrze, będę je przytulać”. Gdy wszystko było już gotowe, Helena z Anitą wybrały się na spacer po ochronce, by sfilmować to miejsce i przesłać film najbliższym (fragmenty tego właśnie filmu wykorzystano w dokumencie „Helenka”). Było 25 stopni Celsjusza na zewnątrz. Uśmiechnięte, wesołe pokazały widok z okien, swoje skromne pokoiki, jak i miejsca, w których miały przebywać z dziećmi. Wieczorem przed tragiczną śmiercią Heleny Kmieć, Anita położyła się wcześniej, była zmęczona. Helenka miała jeszcze poczytać Pismo Święte. Tak dziewczęta się rozstały.

Noc 23/24 stycznia 2017 była ostatnią…

W filmie Julity Wołoszyńskiej-Matysek siostra Teresa Golemo wspomina, że obudził ją przeraźliwy krzyk. Wszystkie siostry zerwały się na równe nogi. Jedna z nich odebrała telefon od Anity…
Pobiegły do ochronki, gdzie nocowały dziewczyny. Na podłodze, cała we krwi leżała Helena. Miała dużą ranę pod sercem. Anita zakrywała ją rękami, ale gęsta, ciemna krew z poprzecinanych tętnic nie przestawała płynąć… Helenka miała łącznie 14 ran zadanych nożem.
Z relacji sióstr wynika, że morderca zaatakował ją po ciemku. Uderzał nożem, zadając jej potworne rany. Z uszkodzonego ramienia dziewczyny wystawał kawałek mięśnia... Materac był cały podziurawiony.

Policja przyjęła zgłoszenie o 2:30 w nocy. Funkcjonariusze okrążyli miejsce zbrodni. Jak się okazało, morderca wszedł na teren ochronki od strony przedszkola, przez kratę w bramie. Wdarł się tam w celach rabunkowych, wyniósł bowiem butlę z gazem i kilka innych przedmiotów. Sprawdzał kolejne pomieszczenia w poszukiwaniu cennych rzeczy. W jednym z nich natrafił na Helenę Kmieć… Pchnął ją nożem. Dziewczyna się broniła, jednak im bardziej się wyrywała, tym bardziej cierpiała…

Zabójca przyznał się do winy. Skazano go na 30 lat pozbawienia wolności. Przebywa w jednym z więzień o zaostrzonym rygorze.

To dopiero początek działalności Heleny Kmieć

Choć nie zwróci to Helenki jej najbliższym, to jednak jej postać nadal ma znaczący wpływ na wiele osób, zwłaszcza młodych, którzy tak jak niegdyś ona zaczynają działalność w Wolontariacie Misyjnym Salvator. Co więcej, wpływ Heleny na innych jest coraz większy.
Powołana została też Fundacja im. Heleny Kmieć, której celem jest jednoczenie wszystkich ludzi gotowych nieść pomoc potrzebującym i dawanie im nadziei na lepsze jutro. Fundacja wspiera placówki misyjne w różnych krajach w opiece nad dziećmi i młodzieżą, która zmaga się z wieloma problemami, takimi jak bieda, bezdomność, choroby czy brak edukacji.

Prezydent Polski Andrzej Duda odznaczył Helenę Kmieć pośmiertnie Złotym Krzyżem Zasługi. Pamięć misjonarki uczciła też Rada Miasta Libiąża, zmieniając nazwę ul. Kościelnej w Libiążu na ul. Heleny Kmieć.
Wszyscy modlą się o szybki proces beatyfikacyjny Heleny Kmieć.

Nabożeństwo również w Dębicy

W rodzinnej parafii Helenki w Libiążu – w kościele św. Barbary, jej pamięć uczczono w czwartek 24 stycznia 2019. Uroczystości obyły się również w innych kościołach w Polsce, m.in. w Bazylice Św. Krzyża w Warszawie, w sanktuarium św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy oraz w kościele klasztornym sióstr służebniczek w Dębicy.

W dębickiej świątyni Eucharystię celebrował duszpasterz Wolontariatu Misyjnego Salvator ks. Mirosław Stanek SDB. Podczas procesji z darami dzieci i młodzież z kółek misyjnych dziękowały za dar życia Heleny Kmieć oraz za innych misjonarzy. Po nabożeństwie o tragicznie zmarłej misjonarce opowiadała Marta Trawińska, odpowiedzialna za Fundację im. Heleny Kmieć. – To była jej misja: wskazywać na inną rzeczywistość – niebo – powiedziała podczas spotkania. – Chciałoby się powiedzieć, że wybrała się tam za szybko… Helenka przekazała nam misję – możemy ja głosić kochając, służąc i przebaczając. Niebo to nasza misja – dodała Marta Trawińska.

Wzruszające spotkanie zakończyła wspólna adoracja i modlitwa uwielbienia.

Anna Piątkowska-Borek, Marzena Gitler (na podstawie s. M. Kararzyna Szulc, www.bdnp.pl)
Fot. Fundacja im. Heleny Kmieć i Służebniczki Debickie Dębica

Ostatnio zmieniany piątek, 08 luty 2019 17:45
Marzena Gitler

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.