Kładki nie rozwiążą problemów Wyróżniony

Od kilku dni piesi mogą przechodzić przez „zakopiankę”, korzystając z dwóch nowych kładek – w Głogoczowie i Jaworniku. Czy jednak właśnie kładki były spełnieniem ich marzeń?

Kładki dla pieszych na drodze krajowej nr 7 w Głogoczowie i Jaworniku zostały przekazane do użytkowania w poniedziałek 30 października 2017 roku. Obie przystosowane zostały do potrzeb osób niepełnosprawnych. Oprócz schodów, zamontowano windy, dzięki którym osoby, mające problem z poruszaniem się, mogą wyjechać na górę, a po „przekroczeniu” ulicy zjechać po drugiej stronie.

Według założeń kładki mają poprawić bezpieczeństwo na DK7, na odcinku Myślenice-Kraków. Powstały w ramach Programu Likwidacji Miejsc Niebezpiecznych. Obecnie jest ich już pięć. Najstarsza jest kładka dla pieszych w Mogilanach, która została oddana do użytkowania 16 września 2009 roku. Później była kładka w Jaworniku (Jawornik I) – luty 2015, a w grudniu 2015 oddano do użytku kładkę w Gaju. Teraz przybyły dwie kolejne: Jawornik II i Głogoczów I. Jeśli pogoda dopisze, to do końca roku oddana zostanie jeszcze druga kładka w Głogoczowie, będąca w tym momencie w budowie.

Prawie 8 mln zł

Budowa kładki w Głogoczowie kosztowała 4 217 203 zł. Ma ona 71,25 m długości i 10,50 m szerokości, odległość między podporami wynosi natomiast 43,34 m. – Konstrukcję nośną stanowi tu łuk stalowy. Do łuku w dwóch miejscach, na wieszakach stalowych podwieszony jest pomost. Przyczółki posadowione są na 18 palach o średnicy 1,20 m i głębokości 11 m ze względu na słabe grunty – podaje Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Ponadto, w ramach projektu wykonano: budowę dojść do kładki wraz z poboczami, odwodnienie liniowe, umocnienie skarpy, barierę ochronną, kanalizację deszczową, sieci elektroenergetyczne, stację transformatorową i monitoring. Przebudowano też sieć teletechniczną.

Kładka w Jaworniku kosztowała natomiast 3 645 440 zł. Jej długość całkowita to 52,31 m, a szerokość – 10,12 m. Kładka ma konstrukcję belkową, a jej przyczółki posadowione są na 26 palach żelbetowych o średnicy 1 metr każdy i na 13 metrów wgłębi terenu. – Ustrój nośny obiektu stanowią dwie blachownice stalowe o wysokości 160 cm każda, a pomost płyta żelbetowa umieszczona jest pomiędzy tymi blachownicami. Istniejące w pobliżu przejście dla pieszych zostanie zlikwidowane – informuje GDDKiA. Podobnie jak w przypadku kładki dla pieszych w Głogoczowie, tak i tu wykonano prace dodatkowe, m.in. kanalizację deszczową, przebudowę sieci elektroenergetycznych itd.

– Od Głogoczowa do Myślenic, według Generalnego Pomiaru Ruchu z 2015 roku, porusza się drogą krajową nr 7 średnio ponad 30 tys. pojazdów na dobę. Zważywszy, że w 2010 roku, według analogicznego pomiaru było tych pojazdów ponad 27 tys., widać, że ruch na tym odcinku „Zakopianki” ma tendencję rosnącą i zwiększył się o 3 tys. pojazdów na dobę w ciągu 5 lat. Tereny położone na południe od Krakowa są nadal atrakcyjne lokalizacyjnie dla osób, które chcą zamieszkać pod miastem, w związku z tym gęstość zabudowy i ilość mieszkańców podkrakowskich miejscowości wzrasta z roku na rok. W konsekwencji wzrasta także codzienny ruch związany z dojazdami do pracy i szkół. By zapewnić bezpieczeństwo pieszych konieczna jest budowa bezpiecznych przejść przez tę ruchliwą drogę – informuje GDDKiA Oddział w Krakowie.

Niezupełnie tego oczekiwali

Czy jednak budowane na „zakopiance” kładki są spełnieniem marzeń mieszkańców? Co prawda, lepsze to niż nic, ale czy jednak nie lepiej było wykonać tunele pod DK7 zamiast kładek? W ten sposób można byłoby także ułatwić kierowcom wyjazd z centrum wsi na drogę krajową nr 7. W tym momencie, by włączyć się do ruchu, niejednokrotnie muszą czekać dobrych kilka minut.

– Nie jesteśmy zawiedzeni samymi kładkami. Są dobrze wykonane i na pewno ułatwiają pieszym przeprawę na drugą stronę jezdni, niemniej wszyscy marzyliśmy o tunelach... – mówi mieszkanka Głogoczowa. – Tunele rozwiązałyby problemy i zdecydowanie bardziej poprawiłyby bezpieczeństwo nie tylko samych pieszych, ale i kierowców. Gdy chcemy wyjechać z centrum Głogoczowa i włączyć się do ruchu w stronę Myślenic, to ten manewr graniczy z cudem! Poza tym w grę wchodzi kwestia bezpieczeństwa. Jeśli wtedy ktoś, jadąc od strony Krakowa, chce skręcić do centrum Głogoczowa, to zupełnie zasłania nam widoczność. Nic nie widać, nie wiadomo, czy coś jedzie czy nie, czy można bezpiecznie włączyć się do ruchu. Dobrze że kładki powstały, ale obawiamy się, że teraz to raczej nie możemy już liczyć na wybudowanie tunelu... – dodaje.

Podobne zdanie jak większość mieszkańców Głogoczowa ma także radna Agnieszka Węgrzyn. – Kładki nie rozwiązują wszystkich naszych problemów. Są połowicznym rozwiązaniem, które było dobre 10 lat temu, gdy ruch samochodowy nie był tak duży, a mieszkańcy nie mieli tylu aut co teraz – mówi.

– O ile jeszcze kładka koło „Chłopskiego Jadła” jest do przyjęcia, ponieważ niedaleko jest wiadukt, który daje możliwość zawracania w stronę Myślenic samochodom wyjeżdżającym z centrum wsi, właśnie przy „Chłopskim Jadle”, tak obecnie budowana kładka jest wyrzucaniem publicznych pieniędzy w błoto. W tym miejscu jest nam potrzebny bezpieczny przejazd wraz z przejściem, nie jest istotne to czy pod, czy nad drogą. Tylko taki przejazd, likwidujący lewoskręt w stronę Myślenic oraz uciąglenie dróg serwisowych, realnie poprawia bezpieczeństwo mieszkańców Głogoczowa – tłumaczy Agnieszka Węgrzyn. – Mieszkańcy objawiają się, że jak będą gotowe kładki to usłyszymy, że przecież poprawiono bezpieczeństwo, a poza tym odpowiedniego miejsca na przejazd już nie ma... – dodaje.

 

Anna Piątkowska-Borek

fot. GDDKiA

 

Anna Piątkowska-Borek

Anna Piątkowska-Borek

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Skomentuj

Pozostałe artykuły

  1. Więcej na GŁOS24
  2. EDUKACJA
  3. FINANSE I GOSPODARKA
  4. KULTURA
  5. MOTORYZACJA
  6. POLITYKA
  7. SPORT
  8. STYL ŻYCIA
  9. TURYSTYKA
  10. ZDROWIE I URODA