wtorek, 14 sierpień 2018 18:45

„Liczy się cała droga” – Bartłomiej Chęć o Camino de Santiago

Napisał

Od 28 kwietnia do 12 sierpnia 2018 roku – tyle trwała pielgrzymka Bartka z Krakowa do Santiago de Compostela. Pieszo pokonał około 3500 kilometrów. Co czuł, gdy dotarł do celu?

To nie była wyprawa kilkudniowa, ale wiele tygodni i tysiące kilometrów. Jak się do niej Pan przygotowywał? Jak ją planował?

Bartłomiej Chęć:

– Nie planowałem dużo, raczej marzyłem o tej wyprawie. Przygotowywania to właściwie tylko zakup sprzętu, którego większość kupiłem dwa tygodnie przed startem.

Nie da się ukryć, że 3,5 tys. km piechotą to spory wysiłek dla organizmu. Czy przed wyruszeniem w trasę konieczne były treningi, wzmacnianie organizmu itd.?

– Nie trenowałem przed startem, nie licząc kilku spacerów po lokalnych szlakach i Ekstremalnej Drogi Krzyżowej.

Ile dni łącznie trwała wyprawa?

– Wyprawa wraz z powrotem trwała 109 dni. Na nogach przeszedłem około 3500 km.

Czy w drodze pojawiały się chwile zwątpienia, krytyczne momenty, gdy myślał Pan: „dalej już nie idę”?

– Najcięższym momentem była utrata telefonu i brak pieniędzy w Niemczech. Pokonałem ten problem dzięki pomocy kolegów, którzy podjechali po mnie ze Szwajcarii około 300 km.

A chwile gdy organizm odmawiał posłuszeństwa, zmęczenie dawało o sobie znać? Trzeba było zrobić dłuższy odpoczynek?

– Miałem kilka takich momentów, ale wystarczył sen, by móc rano iść dalej.

Czy wyprawa przebiegła zgodnie z założonym planem, czy zdarzały się zmiany?

– Niestety, przez rozwalony telefon wyprawa trochę się skróciła.

W którym kraju było najlepiej? Zarówno pod względem trudności trasy, pogody, Pańskiego samopoczucia itd.

– Najlepiej było w Niemczech, mimo wspomnianych problemów. Szlaki były dobrze oznaczone, było dużo fajnych miejsc do spania i było tanio.

Co Pana najbardziej zaskoczyło w czasie wyprawy?

– Zaskoczyła mnie masa turystów na ostatnich 100 km szlaku, przez to cała wyprawa tak jakby straciła sens.

A jaki cel przyświecał trudom Pańskiej podróży?

– Chciałem się sprawdzić i zmienić coś w swoim życiu.

Co czuł Pan, gdy osiągnął w końcu cel wyprawy? Jakie myśli towarzyszyły Panu w tym momencie?

– Na początku radość, ale gdy dotarłem przed katedrę, nie czułem nic. Siedziałem i patrzyłem, jak inni robią sobie selfie z katedrą.

Strasznie to przykre, ale pokazuje, jakie mamy czasy…

– Żeby otrzymać certyfikat ukończenia Camino, wystarczy mieć udokumentowane w paszporcie pielgrzyma przejście 100 km szlaku i masa turystów przechodzi właśnie tylko te sto kilometrów. Chodzą od hotelu do baru, są ładnie ubrani, wszystko czyste i nowe. Przechodzą 20 km dziennie spacerkiem, a na końcu robią sobie selfie przed katedrą. Ta końcówka szlaku rozczarowuje. I nie tylko ja miałem takie odczucia. Znajomi, którzy szli z Le Puy czy z Saint Jean, czuli to samo.

Nie ma mowy o skupieniu... Czy myśli Pan, że pielgrzymowanie do Santiago de Compostela przez to straciło sens?

– Myślę, że nie. Jeżeli idzie się np. z Saint Jean, czyli drogą francuską, można przeżyć coś wspaniałego, poznać nowych ludzi, zaprzyjaźnić się. To, co jest na końcu, nie jest tak ważne. Liczy się cała droga :)

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała
Anna Piątkowska-Borek

Relacja z wyprawy Bartka w artykule "107 dni, 3500 km – pieszo z Krakowa do Santiago de Compostela".


* Camino de Santiago, czyli Droga świętego Jakuba to szlak pielgrzymkowy do katedry Santiago de Compostela w północno-zachodniej Hiszpanii.

Anna Piątkowska-Borek

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.