czwartek, 17 październik 2019 20:22

Oświęcim: On „grzebie”, a ludzie płaczą

Napisał
fot. Archiwum Teatru KTO fot. Archiwum Teatru KTO

Zaprezentowany w Oświęcimiu spektakl „Peregrinus” wzbudził ogromne emocje. Na Scenie Alternatywnej MDSM nie zabrakło też niszowych dźwięków i Anty-Salonu Poezji.

Szesnasta już odsłona Sceny Alternatywnej MDSM za nami. Wydarzenie, jak co roku zorganizował Międzynarodowy Dom Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu.

Przystanek Teatr, Anty-Salon Poezji i Niszowe Studio Dźwięku – każdy z punktów programu na długo zostanie w pamięci.

– W Niszowym Studio Dźwięku wystąpił Babu Król & Smutne Piosenki w projekcie „Nowa fala polskiego dansingu”. Usłyszeliśmy autorskie adaptacje dancingowych szlagierów oraz alternatywne wersje coverowe hitów lat ’70 ’80 ’90 – wspomina oświęcimski MDSM.

Z kolei gościem Anty-Salonu Poezji był poeta Robert Król, który za swój poemat „Polka” otrzymał nominację do Nagrody im. Wisławy Szymborskiej.

– W Domu Spotkań autor zaprezentował swoje wiersze, fragmenty poematu oraz opowiedział o towarzyszących mu inspiracjach – przypomina MDSM w Oświęcimiu.

Najwięcej emocji wzbudził jednak plenerowy spektakl „Peregrinus”, zaprezentowany przez artystów Teatru KTO w ramach Przystanku Teatr. Przedstawia on codzienność Everymana, który dzieli czas między dom i pracę w korporacji. Jak trafnie ujął to Jerzy Zoń, reżyser, współzałożyciel i dyrektor Teatru KTO, jego sztuka „grzebie” w człowieku. Nie pada tu jednak ani jedno słowo. To spektakl ciała i obrazu.

Poniżej fragment wywiadu, którego kilka lat temu udzielił nam Jerzy Zoń.

Peregrinus: Jesteśmy sformatowani do nijakości

Pana autorskie przedstawienia, będące w repertuarze Teatru KTO, to spektakle ciała i obrazu. Dlaczego nie zawierają słów?

Jerzy Zoń:

– Stwierdziłem, że z jednej strony słowa to za mało, a z drugiej – mówią zbyt konkretnie. To tak, jak ze stwierdzeniem „Kocham Cię”. Gdy już padnie, to wszystko zostało powiedziane. Tymczasem gestem, wzrokiem można wyrazić miłość na wiele sposobów. W spojrzeniu może być ukryta nostalgia, tęsknota, ale i strach, przed utratą drugiej osoby.

Tekst porzuciłem w momencie, gdy zobaczyłem bardzo źle zagranego „Makbeta”. Pomyślałem wtedy, że sam bym tę sztukę dużo lepiej przeczytał w łóżku, przy lampce. Po co zatem męczyć ludzi słowami?

Obraz jest bardziej wieloznaczny i emocjonalny. Nie jest to jednak łatwy teatr, ale ciężka praca. Trzeba też mieć dobrych aktorów, z pełnymi ekspresji ciałami i poczuciem rytmu. Nasze spektakle są wyreżyserowane tak, jak skomponowana jest partytura muzyczna, wszystko jest wyliczone co do sekundy.

Wspomniał Pan kiedyś w jednym z wywiadów, że Teatr KTO „grzebie” w człowieku. Co to znaczy?

– Nigdy nie robię przedstawienia, jeśli coś mnie nie dotyka. Owszem, mogę zrobić spektakl na zamówienie, chociażby o moście – z okazji jego otwarcia. Generalnie jednak musi nas coś dotknąć, aby powstało przedstawienie.

„Peregrinus” zrodził się w momencie, kiedy z przerażeniem spostrzegłem, że jako ludzie w większości jesteśmy sformatowani, już się między sobą nie różnimy. Tak samo mówimy, stosując „kalki” językowe. Powtarzamy przecież to, co usłyszymy w telewizji, a z kolei nasi dziennikarze mówią na wzór prezenterów brytyjskich. Zauważyłem, że w Polsce nie mówi się już „społeczność lokalna”, tylko „lokalsi”, od angielskiego „locals”. Raz usłyszałem w telewizji, że para podróżników nie rozmawia już z lokalnymi mieszkańcami, ale właśnie z „lokalsami”.

Albo to absurdalne stosowanie słowa „tak”. „Jestem głodna, tak”, „Idę do sklepu, tak” itd. To jest format. Jesteśmy sformatowani do malutkiego człowieczka. Ja nie, nie dam się sformatować. Tylko klnę w sposób nowoczesny.

Jesteśmy sformatowani do nijakości. Tak samo wszyscy patrzymy w smartfony, oglądamy te same seriale, mówimy tym samym językiem, tak samo zakładamy nogi na ławkę.

I dlatego właśnie powstał spektakl „Peregrinus”. Nie mamy już twarzy. Mamy te same maski i te same bagaże. Idziemy do prawie, takiej samej pracy, kopulujemy tak samo, jemy to samo, śpimy tak samo, na drugi dzień idziemy znowu do tej samej pracy.

Przerażające...

– Podczas grania spektaklu mieliśmy już przykłady ludzi płaczących na widowni. Na początku czwartej sceny, gdy grupa się ubiera przed wyjściem do pracy, każdy wyciąga taki sam krawat (jest dziewięć krawatów, różnią się tylko kolorami), ktoś z publiczności nagle zaczyna płakać. Zapytany, czemu jest taki poruszony, odpowiada: „Robię to samo codziennie od 15 lat”.

Dopiero podczas oglądania spektaklu ludzie uświadamiają sobie, jak wygląda ich życie... W pewnym momencie uśmiech publiczności zamiera…

Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że taki będzie odbiór tego spektaklu. Po ogromnym plenerowym widowisku, jakim są „Ślepcy”, pomyślałem, że warto byłoby teraz zrobić coś małego, mobilnego, by móc przemieszczać się ulicami miasta. I tak powstał „Peregrinus”. Wymyśliłem wszystko od zera. Nie ma dekoracji, jest tylko walizka. Walizka waży 23 kg. W walizce jest maska. W masce jest kostium. Wszystko to bez problemu mieści się w samolocie. Spektakl gramy w różnych zakątkach świata.

Rozmawiała
Anna Piątkowska-Borek

fot. Archiwum Teatru KTO

Anna Piątkowska-Borek

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.