Prezydent skazany na 3 lata więzienia Wyróżniony

poniedziałek, 27 listopad 2017 15:52

Były wieloletni prezydent Tarnowa Ryszard Ścigała został przed sądem okręgowym skazany na 3 lata więzienia za m. in. przyjęcie 70 000 zł łapówki. Jest to wyrok nieco łagodniejszy od wyroku 5 lat więzienia, jaki wydał sąd I instancji.

Ścigała walczył o uniewinnienie. Można więc mówić o dotkliwej porażce jego obrony, choć w pełni zadowolony nie może być także oskarżyciel, który żądał podtrzymania wcześniejszego orzeczenia. Wyrok jest prawomocny. Oprócz łapówki były prezydent został skazany za przekroczenie uprawnień w sprawie budowy paru tarnowskich ulic.

Wcześniej przed sądem rejonowym Ścigała został skazany na 5 lat więzienia, a także zakaz zajmowania stanowisk kierowniczych w jednostkach samorządu terytorialnego oraz innych podmiotach dysponujących mieniem publicznych na okres 10 lat. Sędzia orzekła wtedy także karę grzywny w wysokości 160 tysięcy złotych.

Ścigała po raz pierwszy prezydentem Tarnowa został w 2006 r., startując jako kandydat bezpartyjny (popierany jednak przez Platformę Obywatelską, która była zblokowana z jego komitetem „Tarnowianie”). Wygrał już w pierwszej turze uzyskując 19 334 głosów (50,87% poparcia), a kilka lokalnych gazet i organizacji okrzyknęło go człowiekiem roku.

W 2010 r. udało mu się powtórzyć wcześniejszy sukces – ponownie wygrał wybory i został prezydentem miasta. Tym razem otrzymał aż 24,5 tys. głosów (ponad 60% poparcia). Wszystko wskazywało na to, że będzie on jednym z tych włodarzy, którzy miastami rządzą przez długie, długie lata…

Afera korupcyjna w której dzisiaj zapadł wyrok złamała jednak jego świetnie wyglądającą karierę samorządową (co prawda startował jeszcze w wyborach w 2014 r., tyle, że nie na prezydenta miasta, a jedynie radnego. Mandat uzyskał).

Ścigała został zatrzymany we wrześniu 2013 r. i tymczasowo aresztowany. W marcu 2014 r. wyszedł „zza krat” i zastosowano wobec niego tzw. wolnościowe środki zapobiegawcze (ograniczenie swobody poruszania się) w związku z interwencją m. in. Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, którą zaniepokoiła długość stosowania aresztu. W czerwcu prokuratura ogłosiła zakończenie śledztwa w sprawie prezydenta i przedstawiła mu zarzut przyjęcia łapówki w wysokości 70 tys. zł od przedsiębiorstwa Strabag. W lipcu 2016 Sąd Rejonowy w Brzesku w pierwszej instancji uznał go za winnego i skazał na 5 lat pozbawienia wolności.

Podczas procesu apelacyjnego Ścigała opierał swoją linię obrony oparł na wskazywaniu na przetargi, które Strabag przegrała, co przecież nie powinno się stać gdyby rzeczywiście przyjął łapówkę. Wskazywał też na – jego zdaniem liczne – błędy prokuratorskie: – Firma [Strabag] przegrała wszystkie [konkursy przetargowe], a to miało stanowić o tym korupcyjnym charakterze. Zostałem skazany w zamian za przychylność umożliwiającą w konsekwencji wygrywanie przetargów. Nie było żadnych nieformalnych relacji z mojej strony z dyrektorami ze Starbaga. Wykazałem szereg uchybień, które zostały popełnione przez sąd pierwszej instancji – oświadczył.

Obrońcy Ścigały podważali wiarygodność zeznań głównego świadka oskarżenia – Bogdana G. Wskazując na to, że podczas procesu dopuścił się szeregu kłamstw i nie można jego słowom wierzyć. Obrońca grzmiał, że to świadek powinien zostać pociągnięty do odpowiedzialności za składanie fałszywych zeznań. Mecenas Michał Rams wskazywał: – Gdyby nawet założyć, że [Bogdan G.] wręczył pieniądze prezydentowi, to nie wiadomo ile, tak to zorganizował (…). Chcąc przypisać komuś odpowiedzialność za przyjęcie korzyści majątkowej, trzeba wykazać kwotę – zauważał prawnik.

Prokurator odpowiedział repliką: – Mnożenie wątpliwości jest dla mnie zrozumiałe, ale do momentu, kiedy nie prowadzi ono do nieuprawnionego manipulowania materiałem dowodowym. Nie da się wszystkiego sprowadzić do relacji skompromitowany świadek i Ryszard Ścigała. Teza obrony jest taka, że prokurator wraz ze stadem upadłych świadków i niekompetentnych biegłych – wszyscy się sprzysięgli przeciwko Ryszardowi Ścigale, najlepiej jeszcze na polityczne zamówienie – zauważył oskarżyciel, Seweryn Borek. W jego mniemaniu zeznania świadka – pracownika Strabag, który stwierdził, że prezydent podziękował mu za pieniądze pochodzące z łapówki potwierdziły winę Ścigały.

Z punktu widzenia obrony Bogdan G. sam, na własną rękę, zwrócił się do władz firmy Strabag o łapówkę, przedstawiając się im jako szef kampanii wyborczej ówczesnego prezydenta. Szefowie przedsiębiorstwa, przekonani o tym, że nie mogą odmówić, bo nie mieliby już szans w kolejnych przetargach zgodzili się na zapłacenie łapówki. Ścigała miał nic nie wiedzieć o całej sprawie. Prokurator jednak nie uwierzył w to, że Bogdan G. mógł rzeczywiście działać na własną rękę, w ocenie oskarżyciela nie wskazywały na to ani okoliczności, ani zeznania Bogdana G. Podobnego zdania okazał się zarówno sędzia sądu rejonowego, jak i sędzia sąd apelacyjnego.

Ścigała od początku sprawy twierdził, że ma ona polityczne tło i chodziło w niej przede wszystkim o to, by usunąć go z samorządowej sceny: – Nie chcę być sądzony jako polityk, bo wówczas musiałbym sobie zadawać pytanie dlaczego nic się nie działo od czerwca 2012 do września 2013, czyli od momentu kiedy pan prokurator posiadł wiedzę iż panowie ze Strabaga finansowali kampanię wyborczą. Dlaczego nic się nie działo ? Po drugie, dlaczego zostałem zatrzymany tak późno, ale przed zebraniem kluczowych dowodów? – pytał. Nie przekonało to jednak sądu i drzwi kariery politycznej, które przed Ścigała zdały się stać szerokim otworem pozostaną dla niego zamknięte jeszcze na bardzo długo.

(red)

(red)

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Skomentuj

Pozostałe artykuły

  1. Więcej na GŁOS24
  2. EDUKACJA
  3. FINANSE I GOSPODARKA
  4. KULTURA
  5. MOTORYZACJA
  6. POLITYKA
  7. SPORT
  8. STYL ŻYCIA
  9. TURYSTYKA
  10. ZDROWIE I URODA