Pieniędzy coraz więcej, psom coraz gorzej Wyróżniony

Sytuacja jest absurdalna. Gminy z roku na rok przeznaczają na bezdomne zwierzęta, zwłaszcza psy, coraz więcej pieniędzy. Tymczasem bezpańskich „milusińskich” jest coraz więcej. Dlaczego tak się dzieje i co jest nie tak?

Pieniądze jakie gminy wydają na ten cel idą w przysłowiowe błoto. Urzędnicy po przekazaniu ich odpowiednim instytucjom nie interesują się już tym jak są one wydawane, na co są rozdysponowane. Hulaj duszo, Boga nie ma! Niestety dla wielu ludzi bezdomne zwierzęta stały się intratnym źródłem dochodów. Historie o tym, że Burek złapany w jednej gminie został wypuszczony w innej są na porządku dziennym (a potem proceder powtarza się w kółko).

Jak zauważa NIK tylko w 1/3 gmin rzeczywiście zwierzęta poddawano obowiązkowej ich kastracji i sterylizacji. W obecnym ustawodawstwie jest wiele furtek na to pozwalających. A niewysterylizowany pies może wszak urodzić kilka innych, które trzeba będzie odłapać – dla hycli dodatkowa kasa. Kwiatkowski stwierdził wprost: – Jeżeli nie zapanujemy nad niechcianym rozrodem zwierząt, to ilość bezdomnych zwierząt zawsze będzie większa niż tych, którzy mogliby być nowymi, kochającymi właścicielami – zauważył.

Do tego dochodzi jeszcze skrajne okrucieństwo i bezduszność, w postaci uśmiercania zwierząt – nie zawsze tylko tych mocno schorowanych i bez nadziei. Martwego zwierzaka nie trzeba wyżywić, a kasa za niego przecież płynie, jeśli się jego uśmiercenie zatai. Dobrze jest! Prawda?

Zwróciliśmy się do Pawła Geberta z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt „Animals”, które m. in. prowadzi schronisko w Tarnowie, aby nam naświetlił sytuację: – Samorządy terytorialne prowadza działania w bardzo zróżnicowany sposób, przepisy są zbyt ogólne. Brakuje np. minimalnych stawek na wyżywienie zwierzęcia, przez co jedne gminy przeznaczają kilka tysięcy zł rocznie – co jest absurdem, inne – fundusze znacznie wyższe. Wiadomo też generalnie, że gminy chciałyby wydawać na tego typu rzeczy jak najmniej – co jest zrozumiałe. W zdecydowanej większości wypadków przeznacza się więc za małe pieniądze. My musimy np. nie tylko do naszego tarnowskiego schroniska, ale i do innych dokładać nawet 30, 40 % do tego, co daje nam gmina, pomimo że tego typu schroniska, są często jednostkami należącymi pod miasto. Żeby zapewnić zwierzętom odpowiednią opiekę to stawka powinna wynosić ok. 10 zł na dzień. Zwykle tak nie jest. Najgorsze schroniska w Polsce przeznaczają na psa 3, 4 zł dziennie, są to najczęściej schroniska z bardzo dużą śmiertelnością zwierząt – stwierdza.

– Problem jest też w tym, że schroniska prowadza często firmy prywatne, nastawione na zysk, a nie na pomaganie zwierzętom. Z drugiej strony jeśli schroniska są prowadzone stricte przez urzędników, to ci także myślą przede wszystkim o ograniczaniu kosztów i wtedy się oszczędza, na karmie, na liczbie pracowników, na warunkach, czystości. Rozwiązanie jest jedno: zmiana przepisów, zmiana przepisów, zmiana przepisów – podsumowuje Gebert.

Udało nam się także porozmawiać z dziewczyną, która jeszcze niedawno pracowała jako wolontariuszka w jednym ze schronisk dla zwierząt. Magda opowiedziała nam jak taka praca wygląda od środka, jakie warunki mają zapewnione zwierzęta i jak się zachowują ludzie decydujący się na adopcję.

– Zacznijmy od tego, że będąc wolontariuszką miałam dużo lżej niż zwykły pracownik. Wolontariusz skupia się na tym, by wyprowadzić psa, wyczesać, pogłaskać, porozmawiać z ludźmi, którzy chcą zwierzę adoptować. Natomiast praca „normalnego” pracownika już taka sympatyczna nie jest. Wchodzisz do boksów nie po to by je głaskać, tylko im czyścisz klatki, miski, czasem musisz też interweniować gdy psy się pogryzą i je rozłączać. Nie jest to też zbyt dobrze płatne zajęcie. A przy tym schroniska są prawie zawsze przepełnione. Szczególnie w wakacje i w okresie większych świąt – wiadomo prezenty… a potem ludzie się pozbywają niechcianych „prezentów” – psów, kotów. Dlatego też zwierzęta często się między sobą gryzą. Raz, że jest ich w boksach za dużo (powinny być w boksie 2, 3 przy, a idealnie to jeden, a nieraz jest tam ich 10) dwa – jest to walka o jedzenie. Często też zwierzę trafia do schroniska w wyniku spadku. Babcia, dziadek w rodzinie umierają, krewni przejmują majątek, ale zwierzęcia już nie chcą.  No i dostaje się taki psiak czy kociak do schroniska…  – zauważa ze smutkiem.

– Większość ludzi wybierając zwierzę do adopcji dość mocno wybrzydza. Najczęściej mają wzięcie oczywiście szczeniaki lub jakieś rasowe. Kiedyś mieliśmy huskiego – o niego to była walka. Natomiast starszym psom oczywiście dużo trudniej jest znaleźć dom. Choć czasem zdarzają się ludzie, którzy przychodzą i mówią, że właśnie chcą najstarszego, czy takiego, który najdłużej już siedzi. Niestety niewiele jest takich osób, a dużo jest takich psów, na które wystarczy popatrzeć i już się wie, że mają bardzo małe szanse, że ktoś je weźmie. Chodzi nie tylko o te, które nie są najładniejsze, ale też takie, które się niczym nie wyróżniają – typowe burki – kończy wolontariuszka.

Manuel Langer

Manuel Langer

Manuel Langer

Aktualizacja: czwartek, 08 luty 2018 10:15
Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Skomentuj

  1. Więcej na GŁOS24
  2. BIZNES
  3. STYL ŻYCIA
  4. ZDROWIE I URODA
  5. MOTORYZACJA
  6. KULTURA
  7. SPORT
  8. TURYSTYKA
  9. EDUKACJA
  10. POLITYKA