Sojusznicy czy wrogowie? Wyróżniony

Legendy i krążące od wieków mity bardzo skrzywdziły wilka, czyniąc z niego groźnego „zabójcę”, zagrażającego nawet człowiekowi. Tymczasem prawda jest zupełnie inna, o czym przekonuje Stowarzyszenie dla Natury „Wilk” z Twardorzeczki na Żywiecczyźnie. Jego członkowie nie tylko od lat walczą z negatywnym wizerunkiem wilka, ale też pomagają mu przetrwać w zdominowanym przez ludzi świecie. Pojadą nawet na drugi koniec Polski, by uratować ranne zwierzę. O pomocy chronionym drapieżnikom mówi dr Sabina Pierużek-Nowak, prezes stowarzyszenia.

Kilka tygodni temu jechaliście na ratunek wilkowi, potrąconemu przez samochód na drodze koło Ciechocinka. Jakie były szanse na uratowanie zwierzęcia?

Dr Sabina Pierużek-Nowak:

– Szans nie znaliśmy, dlatego podjęliśmy się tego zadania. Nasze doświadczenia sprzed kilku miesięcy pokazały, że udanie się na miejsce wypadku, to jest najlepsze rozwiązanie. W listopadzie próbowaliśmy znaleźć kogoś, kto pomógłby wilkowi, który utknął we wnykach pod granicą z Kaliningradem i dwa dni czekał na pomoc. Prosiliśmy wówczas kilku weterynarzy, działających na tamtym terenie, ale żaden nie chciał się podjąć zadania. To nam uzmysłowiło, że nawet jeśli będziemy jechać kilkaset kilometrów, tak jak w tym przypadku z Twardorzeczki, przez Bielsko-Białą do Ciechocinka, to i tak zwierzę szybciej uzyska pomoc, niż gdybyśmy próbowali kogoś namówić do działania. Tutaj mamy dobry i zgrany zespół, w tym lekarkę weterynarii, która zawsze nam pomaga. Gdy dowiedziała się, że wilk jest ranny, natychmiast odpowiedziała, że jedzie z nami. Pięć godzin zajęło nam dotarcie na miejsce.

Dlaczego nie każdy lekarz weterynarii chce podjąć się leczenia wilka?

– Z jednej strony chodzi o same procedury. Do leczenia trzeba mieć odpowiednie warunki, woliera musi być należycie zabezpieczona, by zwierzę nie uciekło. Dochodzi też kwestia samej opieki weterynaryjnej, podawania środków znieczulających, robienia zastrzyków, karmienia. Dzikie zwierzę trudno namówić do współpracy.

W momencie, gdy wilk zostanie uderzony przez samochód lub tkwi we wnyku, jest bardzo osłabiony. Wówczas procedury są identyczne, jak podczas ratowania psów. Należy ocenić wagowo zwierzę, zaaplikować mu odpowiednie środki i delikatnie przenieść je w odpowiednie miejsce.
Niestety, kłopotem jest też to, że lekarze weterynarii boją się często dzikich zwierząt, zwłaszcza wilków. Być może dlatego, że nie mają odpowiedniej wiedzy na ten temat. Boją się również odpowiedzialności, że jeśli coś pójdzie nie tak, będą odpowiedzialni za szkodę na gatunku chronionym.

Zawsze więc, kiedy dzwonię do lekarza weterynarii, który do tej pory nie miał do czynienia z wilkiem, muszę mu solennie obiecywać, że zwierzę nie zrobi mu krzywdy.

Skąd taki strach przed wilkami? Myśli Pani, że również bajki dla dzieci skrzywdziły w pewnym sensie te zwierzęta?

– Być może zaczyna się to już w dzieciństwie. Poza tym, niestety, media często używają dość dramatycznego języka, widzimy nagłówki typu „wilki grasują” czy „watahy wilków zaatakowały” lub nawet „zamordowały” – to nie pomaga w budowaniu prawdziwego wizerunku wilka, który jest stałym elementem lasu i robi po prostu to, do czego przysposobiła go ewolucja. Żywi się zwierzętami kopytnymi, które z kolei żywią się lasem. Tak działa cały ten precyzyjny system – wilk ogranicza populację zwierząt, które w nadmiarze czynią szkodę drzewom i innym leśnym roślinom.

Gdyby w ten sposób przedstawiać obraz wilka i pokazywać, że w wielu miejscach w Polsce, m.in. w lasach wschodniej Polski czy całych Karpatach wilki są powszechne i nikt tam nie jest przez nie zjadany, gdy wybierze się na grzyby, byłoby znacznie lepiej. Nie należy straszyć, że wilki atakują ludzi, bo to nieprawda.

Takie mity krążą zwłaszcza w zachodniej części Polski.

– Wilki dopiero rekolonizują tereny na zachodzie Polski, dlatego tamtejsi mieszkańcy niekoniecznie znają ich zwyczaje. Niemniej wystarczy zapytać któregokolwiek mieszkańca Podbeskidzia, czy kiedyś spotkał wilka. Naprawdę niewiele osób będzie mogło opowiedzieć o takim doświadczeniu, a przecież wilki są tutaj stałymi mieszkańcami lasu. Na Żywiecczyźnie drapieżniki te żyją od wieków i nie atakują ludzi.

Ataki wilków na człowieka to tylko mity. Jak można je obalić?

– Im większy jest rozwój nauki, tym bardziej skrupulatnie sprawdza się wszystkie zdarzenia. Nie można dziś powiedzieć, że pogryzł nas wilk i nikt tego nie sprawdzi. Prowadzimy różne badania, m.in. genetyczne, dzięki którym dokładnie możemy stwierdzić, jakie zwierzę, a nawet który osobnik, kogoś pogryzł. Im bardziej skrupulatne są te procedury, tym mniej jest informacji o pogryzieniach ludzi przez wilki.

W minionych wiekach, przykładowo XVII, XVIII czy nawet XIX, często obarczano wilka odpowiedzialnością za pogryzienia ludzi. Nikt tego nie badał. Zapisywano więc w różnych kronikach czy księgach parafialnych niesprawdzone informacje o atakach wilków. Zdarzało się, że sprawcami były wilki chore na wściekliznę, jednak obecnie choroba ta jest skutecznie zwalczana. Często jednak sprawcami „zabójstw”, przypisywanych drapieżnikom, byli ludzie, a wilki wygodnym alibi… Niemniej zła sława tych zwierząt ciągnie się od wieków.

Teraz na szczęście wszystko wymaga sprawdzenia. Nawet jeśli ktoś powie, że został pogryziony przez wilka, to szybko można to zweryfikować. Pobiera się materiał genetyczny z rany i szybko można poznać sprawcę. Niestety, media nagłaśniają często tylko tę pierwszą informację, że o pogryzienie podejrzewa się wilka, a nie piszą już później wyjaśnienia, jaka była prawda.

A ataki na zwierzęta hodowlane?

– Wszędzie tam, gdzie bytują duże drapieżniki pojawia się niestety zagrożenie atakami na zwierzęta gospodarskie, to hodowcy doświadczają najboleśniej sąsiedztwa z tymi zwierzętami.

Dlaczego do tego dochodzi? Skąd wilki tak blisko terenów zajętych przez człowieka?

– Generalnie to nie wilki podchodzą blisko miejsc bytowania ludzi, ale człowiek podchodzi blisko miejsc życia zwierząt. Nasz kraj ma dość sporą liczebność, 38 mln mieszkańców. Nie ma już takich miejsc w lesie, gdzie nie byłoby ludzi. Zwierzęta nie mają właściwie możliwości, by całkowicie unikać człowieka. Można powiedzieć, że las dla dzikich zwierząt się kurczy.

Do tego dochodzi rozwleczona zabudowa wsi, ciągnąca się wzdłuż dróg i rzek. Nie ma u nas tradycji koncentrowania miejscowości na zwartym terenie. Zwierzęta, które polują na inne zwierzęta, mają ogromne wymagania przestrzenne, zajmują wielkie leśne areały. Wilki przykładowo są gatunkiem socjalnym, żyją w grupach rodzinnych, a rodzina potrzebuje dużego terenu, żeby polować, regularnie musi się przedostać się z jednego łowiska, do drugiego. Stąd też czasem wilki muszą przejść koło zabudowań, nie ma innej możliwości, by przedostać się z jednego lasu do drugiego. A jeśli w pobliżu pasą się zwierzęta gospodarskie, to jest to niewątpliwie dla wilków wielka pokusa. Tak jak dla nas chociażby szwedzki stół na przyjęciu, który kusi smakołykami.

U wilków jest też tak, że dorastające potomstwo, które chce się usamodzielnić i znaleźć partnerkę/partnera, odłącza się od rodziny i wędruje przez różne tereny, jedząc co popadnie. Nasze badania genetyczne pokazują, że takie młode wilki, chętnie korzystają z okazji, jaką są słabo chronione i łatwo dostępne zwierzęta gospodarskie. Jeśli pasących się owiec czy bydła nie pilnuje pies stróżujący np. owczarek podhalański, nie ma tam odpowiedniego ogrodzenia z dobrze działającym elektrycznym „pastuchem”, mogą stać się łatwym kąskiem dla będącego w podróży wilka, który chętnie skorzysta z „przydrożnego jedzenia”.

Na szczęście wielu hodowców ma tego świadomość i starają się zabezpieczać pastwiska. Jest kilka metod, które szczegółowo opisaliśmy na naszej stronie internetowej. Wydrukowaliśmy też specjalne poradniki dla hodowców, które rozdajemy.

Niemniej szkody w inwentarzu się zdarzają i co roku około 600 tys. zł jest wypłacane hodowcom jako rekompensata za poniesione straty – stanowi to 4% z całej puli przeznaczonej na odszkodowania. W tym czasie jednak za szkody wyrządzone przez bobry płaci się 17-20 mln zł. Bobry są głównym „konsumentem” tych środków. Liczebność tego gatunku jest na szczęście zmniejszana przez wilki.

Wilki to zatem sojusznicy czy wrogowie człowieka?

– O szkodach w inwentarzu nie można zapominać, jednak trzeba też pamiętać o istnieniu „ecosystem service”, czyli o usługach ekosystemowych. Różne gatunki dostarczają różnych usług, które można nawet przeliczać na pieniądze.

Dzięki pszczołom i trzmielom mamy owoce, nietoperze zjadają komary, wilk natomiast poluje na zwierzęta, które powodują szkody czy to w uprawach leśnych czy w rolnictwie. Jednym z elementów jego diety są właśnie wspomniane bobry. Populacja bobrów w Polsce bardzo się w ostatnim czasie rozrosła, dlatego coraz więcej pieniędzy przeznacza się dla rolników na odszkodowania za straty, jakie przez te zwierzęta ponieśli. Gdyby nie wilki, tych szkód byłoby znacznie więcej. Wilki jedzą głównie zwierzęta kopytne, jak jelenie i sarny, które z kolei obgryzają młode drzewa, zaburzając przez to odnawianie się lasu. Wilki intensywnie polują również na dziki, dzięki czemu w pewnym stopniu ograniczają rozprzestrzenianie się afrykańskiego pomoru świń, eliminując zwierzęta, będące nosicielami wirusa.

Kolejny powód, dla którego wilk jest sojusznikiem człowieka, dotyczy rozwoju różnych form ekoturystyki. Ludzie, najczęściej z dużych miast, całymi rodzinami uczestniczą w specjalnych wyprawach z przewodnikami i jeżdżą do lasów, by poczuć atmosferę dzikiej przyrody, zobaczyć tropy zwierząt, poznać miejsca, w których żyją. Wiele takich wypraw poświęconych tropieniu dużych drapieżników jest organizowanych w różnych zakątkach kraju i cieszą się sporym zainteresowaniem.

Wróćmy jeszcze na chwilę do opieki nad rannym wilkiem. Jakie są szanse, że po leczeniu i rehabilitacji powróci on do natury? Czy inne wilki go przyjmą? Czy nie zostanie uznany za wroga, skoro spędził kilka tygodni z ludźmi?

– Dorosły wilk, wychowany w lesie w wilczej grupie rodzinnej, boi się ludzi. Miesiąc, a nawet trzy miesiące rehabilitacji, szczerze mówiąc nie wpływają na to, jak bardzo ten wilk będzie bał się człowieka. Za każdym razem będzie uciekał, kiedy zobaczy ludzi, będzie obserwował ich z daleka. Takim osobnikom rehabilitacja nie szkodzi. Wracają bez problemu do środowiska – oczywiście pod warunkiem, że były odpowiednio rehabilitowane, czyli z ograniczonym kontaktem z ludźmi, który sprowadza się tylko do podania lekarstw, wody i jedzenia w postaci mięsa dzikich zwierząt. Najczęściej podaje się wilkom ofiary wypadków drogowych, np. dziki lub sarny.

Wilk Kampinos z Kampinoskiego Parku Narodowego, który został potrącony przez samochód wiosną 2017 roku, po wypuszczeniu na wolność po zakończonej rehabilitacji, dosłownie w ciągu kilku godzin był razem ze swoja grupą rodzinną. Odbyła się tam nawet celebracja, było słychać wspólne radosne wycie wszystkich wilków. Później, po paru miesiącach Kampinos opuścił rodzinę, ale dlatego, że po prostu dojrzał do decyzji, by zacząć życie „na własną łapę”. Teraz wędruje po różnych miejscach w Polsce zachodniej, obserwujemy go dzięki specjalnej obroży z nadajnikiem GPS/GSM, którą mu założyliśmy. Wiemy, gdzie jest i co robi.

Czy taka obroża nie jest „podejrzana” dla innych zwierząt?

– Wbrew pozorom, dla wielu zwierząt bardziej istotny jest zapach niż wygląd. My jesteśmy wzrokowcami, podobnie jak ptaki, stąd przykładamy dużą wagę do wyglądu. Tymczasem w przypadku drapieżników, w tym wilków, najważniejszy jest zapach. Wilki przy wyborze partnera kierują się właśnie zapachem.

Nie liczy się wygląd, tylko zapach :)

– Dokładnie. Chociaż badania naukowe potwierdzają, że u ludzi zapach też odgrywa ogromną rolę przy doborze partnera, z czego nie do końca zdajemy sobie sprawę. Substancje, za produkcję których odpowiedzialne są poszczególne geny, wydzielają zapach. I miks tych zapachów informuje nas – choć oczywiście tego nie jesteśmy świadomi – czy ten partner ma korzystny dla nas, np. uzupełniający zestaw genów dla tego, który my posiadamy.

Ciekawe :) Myślę, że to temat na kolejny artykuł. Bardzo dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiała
Anna Piątkowska-Borek

fot. Stowarzyszenie dla Natury „Wilk”

Anna Piątkowska-Borek

Anna Piątkowska-Borek

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Skomentuj

Pozostałe artykuły

  1. Więcej na GŁOS24
  2. EDUKACJA
  3. FINANSE I GOSPODARKA
  4. KULTURA
  5. MOTORYZACJA
  6. POLITYKA
  7. SPORT
  8. STYL ŻYCIA
  9. TURYSTYKA
  10. ZDROWIE I URODA