Józef Kosowski pochodził z Zagórza k. Chrzanowa. Po założeniu rodziny mieszkał w Pogorzycach. Prawie całe swoje zawodowe życie był związany z Kopalnią „Janina”. Zaczynał od robotnika niewykwalifikowanego, a przeszedł na emeryturę ze stanowiska nadsztygara górniczego. W Kopalni „Janina” w latach 15.VII.1913-1917 był wozakiem, 1917-1923 - górnikiem, 1923-1928 - dozorcą górniczym, 1929-1932 - młodszym sztygarem, 1933-1938 - sztygarem oddziałowym. W 1939 r. po ukończeniu kursów dokształcających został mianowany sztygarem objazdowym. Po wybuchu wojny, z powodu odmowy podpisania volkslisty, został zdegradowany do sztygara oddziałowego. Od zakończenia wojny do końca 1950 r. pracował w charakterze nadsztygara.

Złe warunki sanitarne - brak łaźni, zmuszały pracowników do chodzenia do i z pracy w ubraniach roboczych. Często przemoczony, brnąc na piechotę przez „góry” w śniegu, wracał do domu do Pogorzyc. To zmusiło go do podjęcia decyzji o przeprowadzce do Libiąża. Najpierw wraz z rodziną zamieszkał na koloni Leśniowa. Następnie rozpoczął budowę domu na Pniakach. Był lubianym i cenionym pracownikiem przez właściciela kopalni, to też udzielał mu pożyczek na ten cel, gdyż praca w kopalni była jedynym miejscem pozyskiwania środków do życia dla 6-osobowej rodziny. W większość materiałów do budowy zaopatrywał się w firmach żydowskich, które również ze zrozumieniem sprzedawały materiały na dogodny kredyt. Jedna z tych firm wykładała całą klatkę schodową (tzw. sień) lastrykiem, gdzie w jej centralnym miejscu, za zgodą właściciela tj. Józefa Kosowskiego, umieściła rok zakończenia budowy domu 1936 oraz dużą Gwiazdę Dawida. Symbole te przetrwały do dziś mimo wojny i dwóch gruntownych przebudowań domu. Dom miał nr administracyjny Libiąż Mały 528.    

 

Józef Kosowski w czasie wojny, podobnie jak wielu innych pracowników kopalni, udzielał pomocy zatrudnionym tam więźniom. Również w niedalekim sąsiedztwie domu, podczas okupacji ukrywali się Żydzi. Ponieważ ukrywanie ich było zbyt wielkim obciążeniem dla jednej rodziny, sąsiedzi też angażowali się w to. Ukrywający się, starali się jak mogli, by być jak najmniej uciążliwymi. Chętnie włączali się w różne prace.

 Julian Kosowski pomógł zdobyć dokumenty jednemu z ukrywających  się  Żydów. Niestety gdy mimo posiadanych dokumentów Niemcy go złapali, wskazał, że dokumenty te załatwił mu Julian Kosowski. Od tej pory zaczęła się rodzinna gehenna. Ciągłe rewizje niemieckiej policji, gestapo. Gdy raz nie zastali nikogo w domu, a drzwi były pozamykane, to wszystkie powyłamywali. Kosowski Julian musiał się ukrywać do końca wojny. Nawet pięknego, zadbanego psa - owczarka alzackiego zabrali do pilnowania młyna w Żarkach.

Dział: Historia

Była sobota, posiedział do następnego dnia i w niedzielę pojechał do domu, oczywiście autobusem, bo o kupnie samochodu w tamtym czasie nie było mowy. Te ulotki, które przywiózł oczywiście zostawił, a ja porozdawałem je wśród znajomych i tak prawdę mówiąc nawet się z tym bardzo nie kryłem i chociaż zdawałem sobie sprawę jakie konsekwencję mogę ponieść za publikowanie tych ulotek, to jednak jakoś mnie to nie przerażało.

Dział: Historia

Fundacja Nomina Rosae to ludzie, dzięki którym można doświadczyć piękna przeszłości. Tworzą wystawy, filmy, spektakle teatralne przenoszące widzów w czasy przedwojenne, a nawet w epokę Jagiellonów. Ciągle mają nowe pomysły. O fundacji, której działalność coraz częściej doceniana jest nie tylko w Nowym Sączu, ale w całej Małopolsce, rozmawiamy z dr Marią Molendą - prezes Fundacji Nomina Rosae.

Dział: Nowy Sącz
Strona 3 z 213