Czadowa różnorodność Wyróżniony

Czadowa różnorodność

Za nami piąta edycja Czad Festiwalu. Z okazji tego małego jubileuszu mogliśmy bawić się w Straszęcinie przy świetnej muzyce przez pięć dni, a koncerty odbywały się na aż pięciu scenach. Organizatorzy znów połączyli różne gatunki muzyczne, więc każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Wystąpiły zespoły metalowe, rockowe, reagge, ale również dance.

Imprezę otworzył na małej scenie Acid Drinkers, a zaraz po nich zagrał Nocny Kochanek. Zespół pojawił się na polskiej scenie muzycznej stosunkowo niedawno, ale już zdobył oddaną rzeszę fanów. Być może to zasługa lekko ironicznych tekstów i dystansu do klasycznego heavy metalowego wizerunku. Pierwszym headlinerem tego dnia było Bastille – brytyjski zespół rockowy, który powstał w 2010 roku. Jeszcze przed wydaniem swojego debiutanckiego albumu Bad Blood wyprzedali swoją pierwszą trasę po Wielkiej Brytanii, a singiel Pompeii stał się hymnem muzyki alternatywnej. Wieczorny koncert Billy Talent zgromadził niemniej fanów. Ten Kanadyjski zespół z punkowymi korzeniami, mimo przerwy w koncertowaniu dał świetny występ. Dzień zakończył Anti-Flag i Hunter.

Czwartek rozpoczął Czesław Mozill. Później mogliśmy zobaczyć Polskiego klasyka – Lady Pank. Publiczność świetnie znała teksty wszystkich piosenek i z przyjemnością śpiewała z zespołem. Mimo, że czasu do kolejnego koncertu było sporo, nikt nie odchodził spod sceny, na której miał wystąpić rockowy zespół z Japonii – One Ok Rock. Publiczność świetnie się bawiła dzięki ich niepowtarzalnej energii. Chwilę później na Monster Stage swój koncert rozpoczęła Agnieszka Chylińska. Bardzo dobrze rozumiała się z fanami, a poczucie humoru i dystans do siebie sprawiały, że podczas występu tylko ich przybywało. Mimo wszystko ta noc należała do DJ-ów. KSHMR i Steve Aoki zgromadzili tego dnia największą publiczność. Zdania co do tego, który z występów był lepszy są oczywiście podzielone, ale co do jednego wszyscy byli zgodni – zabawa była świetna. Był ogień, konfetti, fajerwerki, a u Steva tradycyjne rzucanie tortem. No i oczywiście świetna muzyka.

Trzeciego dnia festiwalu słuchaliśmy m.in. Łydki Grubasa czy De Łindows. Jednak koncertem, na który wiele osób czekało była Epica. Mimo wczesnej pory zgromadzili niemałą publiczność. Ten holenderski zespół grający metal symfoniczny dał niesamowity popis na scenie. Oprócz wokalistki Simone Simons, o pięknym wysokim głosie, i gitarzysty Marka Jansena, którego niski głos dawał niepowtarzalny kontrast, uwagę na scenie przyciągał Coen Janssen. Klawiszowiec stworzył niepowtarzalne show i myślę, że nikt nie zapomni momentu kiedy grał niesiony na fali. Headlinerem tego wieczoru było The Offspring. Na ten koncert czekało wiele osób, zwłaszcza po lekkim rozczarowaniu ich występem dwa lata temu. Niestety, niektórzy po koncercie odeszli zawiedzeni. Na początku wokalista nie mógł zgrać się z zespołem i ciężko stwierdzić czy to wina Dextera Hollanda czy dźwiękowca, ale nie brzmiało to dobrze. Odgrywali kolejne numery właściwie nie rozmawiając z fanami co sprawiało, że ludzie zdecydowanie gorzej się bawili.

Sobotnie koncerty to power metal, rock i reagge. Blu’ska, Totentanz i Trzynasta w samo południe pokazały, że nasze polskie zespoły nie odstają od zagranicznych. Koncerty na dużej scenie rozpoczęła Sonata Arctica – power metalowcy z Finlandii. Nie zamykają się jednak w jednym gatunku i każdej swojej płycie nadają niepowtarzalne brzmienie. W połączeniu z wyjątkowym głosem Tonyego Kakko otrzymujemy grupę, którą spokojnie można wymieniać obok najbardziej znanych zespołów tego gatunku. Głównym artystą tego dnia był Alestorm – szkocki zespół łączący różne gatunki metalu z muzyką folkową. Jednak ich najbardziej charakterystyczną cechą są motywy pirackie. Do swoich piosenek wplatają szantowe melodie i pirackie historie. Wszystko to w humorystycznej i absurdalnej formie, co podkreślają ich sceniczne stroje. Na ich koncertach można zobaczyć publiczność przebraną za piratów albo siedzących na ziemi „wiosłujących ludzi”. Czwarty dzień festiwalu został zamknięty przez polski zespół reagge – Vavamuffin.

W niedzielę teren festiwalu trochę opustoszał, ale Ci, którzy zostali, na pewno nie żałowali. Tego dnia zagrały takie zespoły jak Ky-mani Marley, Kensington, Power of Trynity czy Bassjackers. Ostatni koncert festiwalu dali Eastwest Rockers.

Ale Czad to nie tylko świetna muzyka. Jak zwykle koncertom towarzyszyło wiele atrakcji. W strefie Monstera mogliśmy przefarbować się na zielono, a w strefie relaksu usiąść na bujanych ławkach. Dla bardziej aktywnych zorganizowano boisko do siatkówki plażowej. Food trucki jak zwykle zapewniały pyszne jedzenie – od tradycyjnie polskiej kuchni po pizzę i hamburgery. Tak jak w ubiegłym roku mogliśmy bawić się na Silent Disco, które miało wielu amatorów.

To wszystko robiło wspaniałą oprawę dla najważniejszej rzeczy na całym festiwalu – ludzi. Jak co roku przyjechali tłumnie, żeby tworzyć niezapomnianą atmosferę. Każdy mógł być sobą i pokazać to, co dla niego w życiu jest najważniejsze. Wszystko to co się działo – działo się dzięki wam! Do zobaczenia za rok!

Fotorelację z Czad Festiwalu można obejrzeć tutaj.

Ostatnio zmieniany piątek, 01 wrzesień 2017 16:08

Galeria

Powrót na górę
  1. Więcej na GŁOS24
  2. EDUKACJA
  3. FINANSE I GOSPODARKA
  4. KULTURA
  5. MOTORYZACJA
  6. POLITYKA
  7. SPORT
  8. STYL ŻYCIA
  9. TURYSTYKA
  10. ZDROWIE I URODA