poniedziałek, 06 maj 2019 12:15

Nieznośna lekkość grillowania

Napisał

Majówka równoznaczna jest z rozpoczęciem pełną parą, a raczej pełnym dymem, sezonu grillowania. Już niebawem nasze łąki i inne treny trawiaste, znajdujące się w pobliżu popularnych miejsc wypoczynkowych, zapełnią się przenośnym sprzętem grzewczym opalanym węglem drzewnym.

Nie dziwią nas już ci, którzy postanowili urządzić sobie małe barbecue na balkonie czy osiedlowym trawniku. Nie dziwią worki węgla drzewnego ustawione w marketach na wejściu i wyjściu. Nie dziwi asortyment mięs i wyrobów przeznaczonych do wrzucenia na ruszt. Nie dziwi popiół rozsiany na przyrzecznych bulwarach, nie dziwią leżący i objedzeni rodacy. Nikogo nie zaskakuje widok grillującej młodzieży, a nawet dzieci, podobnie, jak nie zaskakuje widok leciwych amatorów narodowego weekendowego sporu, próbujących swoich sił w przydomowym ogródku.

Nie dziwi nas to, ponieważ wiemy doskonale, że grillowanie mamy we krwi. To nasz cecha narodowa, o której pisał sławny pisarz Jerzy w swojej książce „Pod Mocnym Grillem”:

„Grilluję, bo grilluję. Grilluję, bo lubię. Grilluję, bo się (nie) boję. Grilluję, bo jestem obciążony genetycznie. Wszyscy moi przodkowie grillowali. Grillowali moi pradziadowie i dziadowie, grillował mój ojciec i grillowała moja matka. Nie mam ani sióstr, ani braci, ale jestem pewien: gdyby byli na świecie, wszystkie moje siostry by grillowały i wszyscy moi bracia również by grillowali. Grilluje, bo mam słaby charakter. Grilluje, bo coś mi się przestawiło w głowie. Grilluje, bo jestem zbyt spokojny i chcę się ożywić. Grilluję, bo jestem nerwowy i chcę ukoić nerwy. Grilluje, bo jestem smutny i chcę rozweselić duszę. Grilluję, kiedy jestem szczęśliwie zakochany. Grilluję, bo daremnie szukam miłości. Grilluję, bo jestem zbyt normalny i potrzebuję odrobiny szaleństwa. Grilluję, gdy coś mnie boli i chcę ukoić ból. Grilluję z tęsknoty za kimś. I grilluję z nadmiaru spełnienia, kiedy ktoś przy mnie jest. Grilluję, kiedy słucham Mozarta i kiedy czytam Leibniza. Grilluję z powodu cielesnego uniesienia i grilluję z powodu seksualnego głodu. Grilluję, kiedy wypijam pierwszy kieliszek, i grilluję, kiedy zjadam ostatnią kiełbaskę, wtedy grilluję tym bardziej, ponieważ ostatniej kiełbaski nie zjadłem nigdy.”

Cieszmy się zatem z rozpoczętego sezonu i sami sięgnijmy po większy lub mniejszy kawałek smażonych przysmaków.

Mirosław Haładyj

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Najnowsze wiadomości z małopolski