środa, 11 wrzesień 2019 08:10

Moda na nijakość

Napisał

Robisz coś, bo lubisz, czy dlatego że jest modne?

Moda. Co myślimy, słysząc to słowo? Pierwszym skojarzeniem, jakie przychodzi nam do głowy – i całkiem słusznie – jest oczywiście kwestia wyglądu. Modny strój, fryzura itd. Redaktorzy kolorowych pism, których pełno na półkach w Empiku, przybliżają najnowsze trendy, pokazują, co modne jest w danym sezonie, wyliczają, co koniecznie musimy mieć w szafie i prezentują stylizacje celebrytów. Ale nie o tym będzie ten tekst.

 

Moda zaczyna wkraczać na tereny, które dotąd mało kto z nią łączył

Weźmy na przykład książki. Nigdy wcześniej nie przyszłoby mi do głowy, że ktoś może czytać książkę tylko dlatego, że jest „modna”. Tymczasem tekst, który usłyszałam ostatnio – „Może coś przeczytam. Książki Remigiusza Mroza są teraz modne” – mało kogo dziś już zdziwi. Nie mówię, że nie warto przeczytać książek Mroza, niemniej sama motywacja mnie przeraża.

Nieistotne jest, że książka jest ciekawa, zajmująca, porusza istotny temat. Liczy się to, że jest modna i że można pochwalić się później w towarzystwie, że już się ją czytało. W Internecie pojawiają się nawet zestawienia tytułów, które warto znać w danym sezonie (widzicie analogię np. do kurtek modnych w tym sezonie?). I dla wielu osób nieważny jest temat, nieważny jest gatunek. Czytają, bo ktoś powiedział, że jakaś książka jest modna, więc trzeba ją znać.

Podobnie jest teraz z filmami. Niektórzy twierdzą, że „musisz znać” filmy Patryka Vegi. Koniecznie „masz kupić” bilet na jego nowy film „Polityka”, bo to przecież – jak już gdzieś ktoś powiedział – „najbardziej wyczekiwany film roku”. To nic, że – jak się szybko okazuje – to najzwyklejszy chłam, ale „modny” i – teraz drugie nadużywane współcześnie słowo – „kontrowersyjny”.

Idźmy dalej. Moda nie dotyczy tylko kultury. Nawet dieta potrafi być „modna”. Dobrze jest być dziś na jakiejś diecie – czy to bezglutenowej, wegetariańskiej czy niskotłuszczowej. I nie chodzi oczywiście o dietę, którą ktoś musi stosować ze względu na problemy zdrowotne. Nie mówię o osobach chorych na celiakię, dla których odstawienie glutenu jest jedyną drogą do wyzdrowienia, nie mówię o diabetykach czy zawałowcach. Chodzi o tych, którzy bez żadnych logicznych przyczyn odstawiają jakiś składnik.

Przykładowo ostatnio coraz więcej osób przechodzi na dietę bez glutenu. Twierdzą, że niby gluten im szkodzi, jednak żadnych badań w tym kierunku nie wykonali. Po prostu – dieta bezglutenowa jest modna, więc trzeba na nią przejść. Tak to działa.

Tymczasem lekarze i dietetycy biją na alarm. Gdy wyłączymy z menu gluten, nie konsultując tego wcześniej z lekarzem, możemy sobie jedynie zaszkodzić. Każda tego typu dieta eliminacyjna może prowadzić do niedożywienia i poważnych problemów zdrowotnych. W skrócie – jeśli gluten odstawiają osoby zdrowe, może to w ich przypadku przynieść więcej szkody niż pożytku.

Wydaje mi się, że coraz częściej mamy też do czynienia z modą na bycie vege. Owszem, w wielu przypadkach rezygnacja z jedzenia mięsa to świadomy wybór, umotywowany troską o planetę itd. Niemniej często to po prostu najzwyklejsza moda. Po co? Żeby powiedzieć z wyższością: „nie jem mięsa” i sprawić, żeby ci, którzy nie wykluczyli go z diety, poczuli się gorsi.

W efekcie zdarza się, że gdy zamawiasz kaloryczną i pełną glutenu pizzę z szynką, zaraz niektórzy wbijają w Ciebie pogardliwy wzrok. Osobiście mam to głęboko w poważaniu, niemniej wielu jest takich, którzy się przejmą i poczują źle, po czym – ot tak, po prostu – wykluczą z diety gluten i produkty odzwierzęce.

Dziś nawet aktywność sportowa staje się swego rodzaju modą. A czy sportu nie powinno się uprawiać dla zdrowia i dobrego samopoczucia, a nie przez chwilową modę?

Tak właśnie jest chociażby z bieganiem. Jego rosnąca popularność sprawia, że biegaczy widzimy praktycznie na każdym kroku. Czy jednak biegają z uwagi na zdrowie? Niekoniecznie. Często tylko z uwagi na „modę” i chęć pokazania innym, jak niby dbają o siebie. Jak bowiem inaczej wyjaśnić fakt, że zamiast po parkach i ścieżkach prowadzących przez las, biegają tuż przy obwodnicy miasta, wdychając spaliny? Między drzewami nikt przecież by ich nie zauważył, a przy drodze – już zyskują +10 do respektu wśród osób podobnych sobie.

To samo dotyczy „bycia eko”. Lansuje się dziś zachowania, które tak naprawdę z ekologią mają niewiele wspólnego, ale jakiś marny celebryta powiedział, że są „eko”, więc tak „róbmy”. W ogóle dlaczego słucha się w tych sprawach celebrytów? Kim oni właściwie są, że roszczą sobie prawa do tego, by mówić ludziom, jak mają żyć? Mają może doktoraty z ekologii i ochrony środowiska?

Ale wróćmy do mody. Moim zdaniem to, że wkracza ona dziś na coraz to nowe rewiry, jest zrozumiałe, niemniej zupełnie nie potrafię zrozumieć, dlaczego ludzie ślepo za nią podążają. Dlaczego pozwalają, by lansowane trendy kierowały ich na taką, a nie inną drogę? Zauważyliście, że dziś mało już kto powie, że robi coś dlatego, że to lubi? Znacznie częściej motywacja jest taka: „bo to jest modne”. Ludzie, gdzie się podziało Wasze zdanie? Boicie się wychylić z bezbarwnego i jednolitego jak papka tłumu?

Anna Piątkowska-Borek

 

Felietony

1. Prawdziwa muzyka nie ma daty ważności

2. W średniowieczu spaliliby mnie na stosie?

3. Wtórny analfabetyzm, czyli lenistwo i ignorancja w czystej postaci!

4. Jazda autostradą – sztuka dla wielu niepojęta 

5. Schwarzenegger elektrycznym Hummerem „popyla”, za to polskie kolumny rządowe… 

6. Święta na drogach. Niektórych to przerasta...

7. Brak czasu, wykrętne odpowiedzi i wąskie specjalizacje, czyli… o urzędnikach

8. Kobietom z brodą wstęp wzbroniony!

9. Ewie Kopacz i jej dinozaurom to nawet Ryszard Petru nie dorówna!

10. Zwierzęta nie znają przepisów drogowych

11. Gdzie się podziała indywidualność?

 

Anna Piątkowska-Borek

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.