Kilkanaście nazwisk, kilka politycznych obozów i jedno pytanie: kto naprawdę znajdzie się na karcie do głosowania? Lista chętnych do walki o fotel prezydenta Krakowa wydłuża się z dnia na dzień, ale zanim zacznie się właściwa kampania, kandydatów czeka pierwszy test — zebranie podpisów. Dla jednych to formalność, dla innych bariera, która może zakończyć wyborcze ambicje jeszcze przed startem.
W skrócie:
- Lista nazwisk wokół przedterminowych wyborów w Krakowie robi się coraz dłuższa, choć formalnej daty głosowania wciąż nie ma.
- Po prawej stronie sceny politycznej widać wyraźne rozdrobnienie: PiS, Konfederacja, Korona i kandydaci grający na antysystemowych emocjach walczą o podobnych wyborców.
- Wśród niezależnych najwięcej uwagi budzi Łukasz Gibała, który do tej pory oficjalnie nie zadeklarował startu.
- Ostatecznie o realnej liście kandydatów zdecydują podpisy, termin wyborów i rozstrzygnięcia sądowe dotyczące protestów po referendum.
Lista chętnych do walki o fotel prezydenta Krakowa rośnie szybciej niż pewność, kiedy i czy formalnie ruszy kampania. Część nazwisk jest już dobrze znana opinii publicznej. Inne dopiero pojawiają się w medialnych przeciekach, wypowiedziach polityków i spekulacjach. Jedno jest pewne: jeśli wybory zostaną zarządzone, Kraków może zobaczyć jedną z najbardziej rozdrobnionych kampanii ostatnich lat.
Warto dodać, że sprawa jeszcze nie jest ostatecznie przesądzona, choć sąd pierwszej instancji oddalił protest w sprawie referendum, którego autorem jest m.in Edward E. Nowak. Autorzy mają teraz 7 dni, aby złożyć apelację w tej sprawie.

Kto chce zająć miejsce odwołanego prezydenta Krakowa? Do tej pory pisaliśmy już m.in. o Monice Piątkowskiej, Michale Drewnickim, Bartoszu Bocheńczaku, Darii Gosek-Popiołek, Aleksandrze Owcy, Grażynie Zofii Świat, Janie Hoffmanie, Mariannie Schreiber i Łukaszu Wantuchu. Warto jednak przyjrzeć się także tym nazwiskom, które dotąd pozostawały w tle albo przy których wciąż więcej jest znaków zapytania niż oficjalnych deklaracji.
Kandydaci partyjni: prawica idzie szeroko, ale nie razem
Najbardziej czytelna kandydatura po stronie partyjnej to Michał Drewnicki, wskazany przez Prawo i Sprawiedliwość. Dla PiS to próba wystawienia polityka rozpoznawalnego lokalnie, związanego z krakowskim samorządem i Nową Hutą. Drewnicki ma być kandydatem twardego elektoratu partii, ale w tej kampanii prawicowy wyborca będzie miał więcej niż jedną opcję.
Swojego kandydata ma też Konfederacja. Bartosz Bocheńczak, już po ogłoszeniu startu, próbuje budować przekaz wokół sprzeciwu wobec obecnej polityki miasta, m.in. w sprawach komunikacyjnych, klimatycznych i dotyczących Strefy Czystego Transportu. Problem w tym, że podobny przekaz kierują do wyborców także inni kandydaci prawicy. W efekcie kilka osób może walczyć o ten sam elektorat.
Osobną kandydaturę wystawiło środowisko Grzegorza Brauna. Michał Klimek został ogłoszony kandydatem Konfederacji Korony Polskiej. To przedsiębiorca i architekt, mniej znany szerokiej opinii publicznej niż Bocheńczak czy Drewnicki, ale jego start może mieć znaczenie właśnie dlatego, że prawica nie idzie do tych wyborów jednym blokiem. Klimek zapowiada m.in. obronę wolności gospodarczej, niższe podatki i sprzeciw wobec polityki klimatycznej miasta. W praktyce może odbierać głosy nie tylko Konfederacji, ale też kandydatom antysystemowym.
Kandydaci poza głównymi szyldami
Osobnym kandydatem jest Marian Banaś. Były prezes Najwyższej Izby Kontroli ogłosił, że chce wystartować w wyborach na prezydenta Krakowa. To polityk z rozpoznawalnym nazwiskiem, ale też z bagażem. W przeszłości media szeroko opisywały sprawę krakowskiej kamienicy należącej do Banasia i tzw. pokoi na godziny.
W swoich zapowiedziach podkreślał, że Kraków potrzebuje „normalności” i „uczciwego zarządzania”. Mówił też m.in. o Strefie Czystego Transportu i strefie płatnego parkowania. Banaś deklaruje, że jego środowisko ma być „poza polityką”, ale jego start może przyciągać część wyborców rozczarowanych partiami i szukających znanego nazwiska spoza głównego układu partyjnego.
Lewica ma więcej niż jedną twarz
Na liście mniej oczywistych kandydatów jest również Sławomir Pietrzyk, wskazany przez Socjaldemokrację Polską. To mała partia lewicowa, która od lat nie odgrywa już dużej roli w krajowej polityce. W Krakowie wraca do lokalnej gry właśnie dzięki tej kandydaturze.
Pietrzyk to prawnik, nauczyciel, dziennikarz i były wieloletni radny miejski, kojarzony z dawnym zapleczem Jacka Majchrowskiego. Może próbować zagospodarować wyborców przywiązanych do starszego, samorządowego modelu zarządzania Krakowem. To raczej kandydatura rozpoznawalna wśród osób śledzących lokalną politykę od lat, niż nazwisko, które od razu zdominuje kampanię.
A co z dawną Trzecią Drogą?
Osobny wątek dotyczy środowisk dawnej Trzeciej Drogi. PSL nie wystawiło własnego kandydata, tylko poparło Monikę Piątkowską razem z Koalicją Obywatelską. Poparcia udzielił jej m.in. Władysław Kosiniak-Kamysz. To ciekawa decyzja, bo ludowcy mają w Krakowie także inne rozpoznawalne nazwiska.
Jednym z nich jest Ireneusz Raś, który w wyborach do Sejmu w 2023 roku startował z listy Trzeciej Drogi i zdobył 27 518 głosów. Jeszcze lepszy wynik na tej samej liście miał Rafał Komarewicz — 44 808 głosów. To pokazuje, że dawna Trzecia Droga miała w Krakowie realne zaplecze wyborcze. Dziś jednak ten układ nie idzie jednym frontem.
Polska 2050 nie poszła tą samą drogą co PSL. Media informowały, że ugrupowanie ma postawić na Pawła Śliza. Według tych ustaleń oficjalna prezentacja kandydata miała nastąpić w najbliższym czasie. Sam Śliz był już typowany jako możliwy kandydat, a w publicznych wypowiedziach mówił, że Kraków potrzebuje „Krakusa”. Co ciekawe, Śliz wszedł do Sejmu, ale nie z Krakowa. Startował z okręgu nr 12, obejmującego m.in. powiaty chrzanowski, myślenicki, oświęcimski, suski i wadowicki. Dlatego przy jego ewentualnym starcie pojawia się ważne pytanie: czy jest wystarczająco rozpoznawalny w Krakowie? Na razie trudno to ocenić, bo w stolicy Małopolski nie przeszedł jeszcze wyborczego egzaminu.
Jeszcze inaczej wygląda sytuacja Rafała Komarewicza. To były polityk Polski 2050, który wystąpił z partii i dziś związany jest z klubem Centrum. Jego nazwisko również pojawia się w kontekście przedterminowych wyborów. Onet podawał nieoficjalnie, że to on ma być kandydatem Centrum, ale sam Komarewicz pytany o to w Radiu Kraków nie potwierdził startu. Zwracał uwagę, że formalnie wyborów jeszcze nie ogłoszono, więc mamy raczej „kandydatów na kandydatów”.
Komarewicz nie jest jednak w Krakowie postacią nową. Przez lata działał w samorządzie, był związany ze środowiskiem Przyjaznego Krakowa Jacka Majchrowskiego, a przez część ostatniej kadencji pełnił funkcję przewodniczącego Rady Miasta Krakowa. To może działać w dwie strony. Z jednej strony daje mu doświadczenie i rozpoznawalność, z drugiej — rodzi pytanie, czy wyborcy będą widzieć w nim nową propozycję, czy raczej powrót ludzi kojarzonych z dawną ekipą prezydenta Majchrowskiego.
Komarewicz już wcześniej pokazywał polityczne ambicje wykraczające poza Radę Miasta. W 2019 roku startował do Senatu z własnego komitetu w jednym z krakowskich okręgów. Zdobył 27 904 głosy, czyli 12,39 proc., ale w starciu z kandydatami silniejszych obozów nie miał realnych szans. Wygrał Bogdan Klich z Koalicji Obywatelskiej, a drugi był Krzysztof Mazur z Prawa i Sprawiedliwości.
Później Komarewicz mocno pracował na swoją rozpoznawalność. W wyborach do Sejmu w 2023 roku startował z listy Trzeciej Drogi (był jedynką) i zdobył 44 808 głosów, czyli najlepszy wynik na tej liście w Krakowie. Często zabiera też głos w sprawach miasta. W ostatnim czasie mówił m.in. o potrzebie wprowadzenia opłaty turystycznej i ustawy metropolitalnej, które mogłyby pomóc finansowo zadłużonemu Krakowowi.
Jednocześnie Komarewicz mocno krytykował sposób działania Koalicji Obywatelskiej i mówił, że Kraków stał się „łupem politycznym”. To pokazuje, że nawet bez oficjalnej deklaracji już ustawia się wobec głównego sporu tej kampanii: czy miasto ma być zarządzane przez kandydata dużych partii, czy przez osobę próbującą odwołać się do bardziej lokalnego, samorządowego zaplecza.
Niezależni: dużo ambicji, ale podpisy będą pierwszym testem
Poza Marianem Banasiem, który stawia na hasła antysystemowego porządku i kontroli wydatków, po stronie kandydatów niezależnych pojawiają się także Jan Hoffman, Łukasz Wantuch i Marianna Schreiber. Każde z tych nazwisk niesie inny przekaz. Hoffman kojarzony jest ze środowiskiem referendalnym i ma mocne zaplecze "niebieskich kamizelek", czyli Krakowian, którzy agitowali za referendum. Wantuch to człowiek z doświadczeniem samorządowym i niestandardowymi pomysłami, a Schreiber startuje z ostrą, medialną kampanią.
W medialnych zestawieniach pojawia się także Małgorzata Jantos. To doświadczona była radna Krakowa, dr filozofii i była wykładowczyni Uniwersytetu Jagiellońskiego. Choć nie zasiada już w Radzie Miasta, nadal komentuje sprawy Krakowa i zabiera głos w dyskusjach o kierunku rozwoju miasta.
Jantos pozostaje też aktywna społecznie. Jest pomysłodawczynią projektu „Małgorzaty dla Małopolski” i zlotów Małgorzat organizowanych w Krakowie. To nazwisko dobrze znane osobom śledzącym lokalną politykę i życie społeczne miasta. Na razie jednak jej ewentualny start należy traktować jako element medialnych spekulacji, a nie oficjalnie potwierdzoną kandydaturę.
A co z Łukaszem Gibałą?
Najważniejszym nazwiskiem, które wciąż nie zostało oficjalnie dopisane do listy kandydatów, pozostaje Łukasz Gibała. Lider Krakowa dla Mieszkańców do tej pory nie zadeklarował startu, choć według komentatorów jest jednym z faworytów całego wyścigu i ma największe szanse wejść do drugiej tury. Pytany przez media o decyzję, odpowiadał wymijająco, co część obserwatorów odczytuje raczej jako polityczną taktykę niż realne wahanie.
Gibała od lat konsekwentnie buduje swoją pozycję w Krakowie. Startował już kilkukrotnie w wyborach prezydenckich, ma własne stowarzyszenie i klub w radzie miasta i mocno zaangażował się w kampanię referendalną, która doprowadziła do odwołania Aleksandra Miszalskiego. Wygrane referendum otworzyło mu drzwi do kolejnej próby walki o prezydenturę — tym razem w sytuacji, w której znów może być jednym z głównych faworytów.
Za Gibałą stoi także bardzo mocny wynik z 2024 roku. W pierwszej turze wyborów prezydenckich zdobył 79 580 głosów, czyli 26,79 proc. poparcia. Do drugiej tury wszedł z Aleksandrem Miszalskim. W decydującym starciu Gibała przegrał minimalnie: zdobył 128 269 głosów, czyli 48,96 proc., podczas gdy Miszalski otrzymał 133 703 głosy i 51,04 proc. Różnica wyniosła zaledwie 5434 głosy.
To właśnie ten wynik sprawia, że Gibała jest dziś traktowany inaczej niż pozostali potencjalni kandydaci. Ma rozpoznawalność, własne środowisko, doświadczenie kampanijne i elektorat, który już raz niemal doprowadził go do prezydentury. Dlatego jego formalna decyzja o starcie może znacząco zmienić układ sił w kampanii.
Już w blokach startowych, ale jeszcze bez wystrzału do startu
Choć formalnego terminu wyborów wciąż nie ma, prekampania w Krakowie już ruszyła. Partyjni kandydaci pojawiają się w różnych częściach miasta, nagrywają rolki w mediach społecznościowych, mówią o koniecznych zmianach i punktują poprzednią ekipę rządzącą miastem. W przekazie wielu z nich powtarza się podobny motyw: Kraków potrzebuje nowego otwarcia.
Problem w tym, że każdy przyszły prezydent będzie działał w trudniejszej sytuacji niż Aleksander Miszalski na początku swojej kadencji. Referendum odwołało prezydenta, ale nie odwołało Rady Miasta. To oznacza, że nowy gospodarz magistratu nie dostanie automatycznie mocnego zaplecza wśród radnych. Nawet najbardziej efektowne deklaracje programowe mogą więc szybko zderzyć się z polityczną arytmetyką.
To stawia ważne pytanie: ile z obecnych obietnic da się rzeczywiście wprowadzić w życie, a ile pozostanie hasłami z kampanii? Krakowska scena jest dziś rozdrobniona, a lista nazwisk może się jeszcze zmieniać. Do zgłoszenia kandydatury potrzebne będzie zebranie 3 tys. podpisów poparcia. Dla rozpoznawalnych polityków, kandydatów dużych partii i osób z mocnym zapleczem organizacyjnym to raczej formalność. Dla mniej znanych kandydatów, którzy dziś dobrze wyglądają w medialnych zestawieniach, może to być pierwszy poważny test.
Największa niewiadoma dopiero przed nami
Dlatego obecna lista chętnych nie musi być jeszcze listą tych, którzy faktycznie znajdą się na kartach do głosowania. Pierwszym testem będzie zebranie podpisów, a kolejnym — odpowiedź na pytanie, kto ma nie tylko rozpoznawalne nazwisko, ale też realne zaplecze i zdolność do budowania większości.
Prawica będzie musiała zmierzyć się z ryzykiem rozbicia głosów między kilku kandydatów. Kandydaci niezależni — udowodnić, że za ich nazwiskami stoi coś więcej niż medialna rozpoznawalność. Monika Piątkowska ma z kolei poparcie partii rządzącej, premiera i wicepremiera, ale to nie musi wystarczyć. Jeśli wejdzie do drugiej tury, może znaleźć się w sytuacji, w której większość pozostałych obozów zjednoczy się przeciwko niej — także dlatego, że dla wielu wyborców może być kojarzona jednocześnie z ekipą Jacka Majchrowskiego i z odwołanym w referendum Aleksandrem Miszalskim.
Na końcu pozostaje decyzja Łukasza Gibały. To na nią czeka dziś duża część krakowskiej sceny politycznej. Jeśli lider Krakowa dla Mieszkańców potwierdzi start, po raz kolejny może wejść do gry o wszystko — tym razem po referendum, które otworzyło drogę do przedterminowych wyborów.












![Tu liczyło się coś więcej niż frytki. 250 porcji dobra nad Zalewem Nowohuckim [WIDEO ZDJĘCIA]](https://cdn.glos24.pl/2026/07/2026-07-14-FZSK-Frytki---Krak--w---2026-006-2_w300.webp)


![Dramat w centrum Krakowa. Pędząc na hulajnodze uderzył w auto [WIDEO]](https://cdn.glos24.pl/2026/07/Dramat-w-centrum-Krakowa.-P--dz--c-na-hulajnodze-uderzy---w-auto--WIDEO-_w300.webp)



