wtorek, 26 listopada 2019 14:30

Pamiętajmy o żołnierzach niezłomnych (38): Julian Hankus

Autor Piotr Sosin
Pamiętajmy o żołnierzach niezłomnych (38): Julian Hankus

JULIAN HANKUS w latach II wojny światowej, w 1944 r. więzień niemieckiego obozu pracy przymusowej w Płaszowie, po wojnie w organizacji antykomunistycznej „Obóz Zjednoczenia Młodej Polski,”  aresztowany 3.10.1952 r, skazany wyrokiem Sądu Wojsk Lotniczych w Warszawie na 8 lat więzienia, wieziony w Warszawie,  Krakowie, Wiśniczu. Zwolniony  22.08.1953 r.  W 1993 r.  wyrok z 1953 r.  został  unieważniony jako  bezzasadny.

Podporucznik Julian Hankus urodził się 10. 01. 1928 r. w Jankówce jako syn Marii z d. Hoduń i Jakuba Hankusów. Jego ojciec był inwalidą z I wojny światowej służąc w wojsku austriackim. Brał udział w walkach na froncie wschodnim. Pod Lwowem został ciężko ranny. We Lwowie leżał w szpitalu. Powrócił  do Krakowa, Jankówki jako inwalida wojenny ze 100% niezdolnością do pracy. Poruszał się przy pomocy kuli i laski. Po wojnie  ożenił się z Marią Hoduń z dworu w Jankówce. Na świat przyszły dzieci: Alina, Aleksandra, Julian, Tadeusz, Bolesław. W Jankówce rodzice Juliana prowadzili gospodarstwo rolne, a ojciec także sklep zwany trafiką.  W domu wszystkim znane było hasło: „Bóg-Honor-Ojczyzna demokratyczna”.  Julian uczęszczał do Szkoły Powszechnej 6-cioklasowej w Raciborsku. Pamięta, że miał napisać na zadanie domowe wypracowanie na temat „Co to jest Polska? Pomógł mu ojciec, który powiedział : „Polska to jest druga matka, którą trzeba szanować i bronić jej niepodległości”. W roku szkolnym 1939/1940 szkoła z powodu wybuchu wojny była zamknięta. Ukończył ją  w roku  1940/1941 r., w czasie okupacji niemieckiej. Szkołą kierował Tadeusz Duda, były legionista, który m.in. w 1920 r. walczył z bolszewikami  w Bitwie Warszawskiej.  Był to patriota, człowiek uczciwy i sprawiedliwy, oddany szkole i dzieciom, grał na skrzypcach i uczył uczniów piosenek wojskowych  - często odwiedzał jego ojca Jakuba.

Julian w 1.09.1939 r.,  w  dniu wybuchu II wojny światowej,  miał 11 lat i 7 miesięcy. W pierwszych dniach wojny do Jankówki przybyło ok. 40-tu uciekinierów z Krakowa, którzy opuścili miasto z obawy przed bombardowaniami. Były to rodziny mężczyzn, którzy zostali powołani do wojska w wyniku powszechnej mobilizacji.  W Jankówce mieszkali po domach oraz w stodole Jakuba Hankusa, który aby wyżywić przybyszy zabił jałówkę. Kobiety w kuchni u Marii Hankusowej gotowały posiłki. Mieszkańcy Jankówki, którzy mieli konie i wozy zapakowali to co najcenniejsze i zamierzali uciekać na wschód. Przybyli pod dom Hankusów, aby się poradzić co mają robić, uciekać czy zostać? Jakub Hankus miał radio i wiedział o agresji Niemiec na Polskę a z powodu inwalidztwa nie zamierzał uciekać. Prenumerował gazetę rolniczą pt. „Maciek” wydawaną w Poznaniu, w której znaleźć można było informacje o wydarzeniach politycznych w Polsce.  Pozostali w Jankówce.

Gdy do Jankówki na motorach, samochodami przyjechali żołnierze niemieccy,  Julian drogą prowadził krowy z pastwiska do domu. Chcąc przejechać drogą w kierunku Dziekanowic jeden z żołnierzy zszedł z motoru i pomógł mu przepędzić bydło.  Uciekinierom siedzącym przed domem nakazał aby się usunęli. W 4 godziny po tym wydarzeniu od strony Raciborska przyjechał  cały pułk czołgów niemieckich. Żołnierze zatrzymali się przed domem Hankusów – Jankówka nr  4,  przy studni, ponieważ mieli ją zaznaczoną na mapach. Ojciec rozmawiał z nimi.  Znał język niemiecki z  pobytu w  wojsku austriackim.. Niemcy nocowali koło studni oraz w kopie zboża, którą rozebrali.  Oddziały wojska niemieckiego poszły dalej na wschód. Do wioski wjechały polskie czołgi z dywizji pancernej, która stacjonowała w Krakowie na Dąbiu. Wujek Juliana posiadający konie i  wóz trzy razy jeździł do Krakowa, odwoził uciekinierów,  ponieważ nie było połączenia koleją. Tragicznym wydarzeniem września 1939 r.  było rozstrzelanie przez  Niemców w Pawlikowicach (w lasku koło Wilka)  32 zamożnych Żydów z Wieliczki.  W 1942 r., kiedy hitlerowcy zarządzili likwidację Żydów w Wieliczce,  do domu Jakuba Hankusa w Jankówce przyszedł malarz Żyd z Pawlikowic, który mu malował krzyż. (w miejscu jego domu stoi obecnie Dom Strażaka).  Parę dni się ukrywał. Musiał odejść, ponieważ dom był położony przy drodze  i ktoś mógł go wypatrzyć.  .W 1942 r. Julian Hankus z Jankówki wyjechał do Krakowa.

W latach 1942-1948 mieszkał u siostry Aleksandry w Podgórzu przy ul. Łagiewnickiej. Pracował w firmie Frez-Mont na Grzegórzkach, która zajmowała się naprawą samochodów. Po pracy uczęszczał do  trzyletniej Szkoły Zawodowej wieczorowej w Krakowie przy ul. J.  Dietla. Jego marzeniem było poznać budowę samochodu, silników spalinowych i zostać kierowcą.  Na niedziele przyjeżdżał do rodziny w Jankówce. 14.06.1944 r. w Krakowie podczas ulicznej łapanki został aresztowany przez hitlerowską policję i umieszczony w obozie pracy przymusowej w KL Plaszow (Płaszowie). Wspomina: „14.06.1944 r. gdy szedłem do pracy -  na Rynku Podgórskim Niemcy urządzili obławę na przechodniów. Powodem łapanki był  napad partyzantów z Armii Krajowej. na transport amunicji niemieckiej wiezionej na front wschodni, rozbicie wagonu i kradzież  niemieckiej broni. W odwecie za ten czyn Niemcy w Płaszowie na stacji kolejowej postawili 7 szubienicę i na nich powiesili 7 więźniów z obozu płaszowskiego - wisieli przez tydzień.  Po aresztowaniu  przewieziono mnie do więzienia przy ul. Montelupich. Tu była segregacja, część ludzi  zwolnili  a mężczyzn w wieku 15-30 lat przewieźli do  obozu w Płaszowie jako zakładników. Barak,  w którym przebywałem,  znajdował się koło grobów żydowskich i bożnicy. Mieszkało w nim 250 Polaków, w swoich ubraniach,  na piętrowo ułożonych drewnianych pryczach. Wszystkim dokuczały: głód,  bród, pchły od ukąszeń których nie dało się spać.  Każdy po dniu pracy ponad siły, kładąc się spać, nie wiedział czy dany mu będzie następny dzień i czy go przeżyje. W ciągu 5 miesięcy mojego pobytu w obozie z tego baraku Niemcy 4, 5 razy zabierali ludzi na samochody, wieźli  w nieznanym kierunku – do obozu  nie wrócili. Niemiecki kapo baraku chronił mnie, chował do kantorka, mówił że w moim wieku -17 lat - ma syna i córkę. Był skazany na obóz za działalność komunistyczną. Zdarzało się,  że wywoływano więźniów przed barak, gdzie mieli się ustawić w szeregu, po czym liczono do 10, 15-tu i ten wskazany miał wystąpić,- był  wybrany na rozstrzelanie. Raz dano nam miotły i mieliśmy zamiatać ulicę od Wielickiej po „Hojową Górkę” w obozie. Szedł komendant Gett z wilczurem. Ja nie wiedziałem, że mam ściągnąć czapkę i pokłonić mu się. On poszczuł mnie psem, który wyskoczył, popatrzył na pana  na mnie ale mnie nie poszarpał. Niemcy rozstrzeliwali więźniów na tzw. „Hojowej Górce”. Zastrzelonych składano na stosie, oblewano benzyną, palono. Dziś w tym miejscu stoi pomnik wyrwanych serc. Żeby zatrzeć ślady, to w tym miejscu zastrzelili 2000 Żydów, których pochowali w zbiorowych mogiłach przed obozem. Pod koniec lata 1944 r. rozkopywali te groby – był niesamowity smród, zwłoki przerzucali Żydzi pod nadzorem Niemców. Tam były bożnica i  wapiennik. W Krakowie za rzeźnia, między ulicami Rzeźniczą i Miodową był  cmentarz żydowski. W czasie okupacji przechodziłem do pracy koło tego cmentarza. Niemcy zniszczyli groby na cmentarzu a kamienne macewy wykorzystali  do budowy dróg.  Z końcem sierpnia 1944 r. Niemcy rozpoczęli likwidację obozu. Starych i dzieci „rozwalali” na „Hojowej Górce” a młodych wywozili do KL Auschwitz. Podczas mojego pobytu w obozie w Płaszowie codziennie słyszałem strzały i tam gdzie stoi pomnik palono zwłoki ludzi zamordowanych – tam stos palił się dzień i noc.”

Na skutek starań ojca,  niemieckiego kapitana, który miał nadzór nad firmą Frez-Mont i pisma z komendy SS w Krakowie do komendanta obozu w Płaszowie 10.11.1944 r Julian Hankus  został zwolniony z obozu, wrócił do pracy. W miesiąc po uwolnieniu, wracając z pracy trafił ponownie na łapankę przy ul. Miodowej. Niemcy  złapanych ludzi spakowali na dwa samochody i wywieźli  za Słomniki do Śreniawy. Około 100 osób mieszkało w budynkach starej cukrowni otoczonej drutem kolczastym. Skierowano ich do pracy przy budowie rowów przeciwczołgowych. Po dwóch tygodniach pracy Pan Julian zbiegł. Wrócił do domu i do pracy w firmie Frez-Mont. Niemcy nie szukali go. W czasie wojny jego dom rodzinny w Jankówce był punktem zbornym dla partyzantów z Batalionów Chłopskich, Armii Krajowej W AK byli jego dwaj wujkowie Hoduniowie, bracia mamy i siostra Aleksandra. Siostra przed wojną uczęszczała do Prywatnego Gimnazjum im. M. Konopnickiej w Wieliczce, a w czasie okupacji niemieckiej maturę zdobyła na tajnych kompletach. Po skończeniu kursu kreślarskiego pracowała w Zarządzie Miejskim Wodociągów w Krakowie. Julian był łącznikiem miedzy osobami konspiracji z Jankówki i Krakowa. Nie składał przysięgi akowskiej, miał wielu  świadków swojej pracy dla partyzantów. Cd w kolejnym numerze „Głosu Wielickiego”.

Opracowała Jadwiga Duda

Historia - najnowsze informacje