sobota, 27 marca 2021 09:34

Z cyklu "Z pamiętnika inspektora", relacjonuje inspektor Adam

Autor Artykuł partnera
Z cyklu "Z pamiętnika inspektora", relacjonuje inspektor Adam

Dzisiejsza interwencja to koszmar, który pewnie będzie nam się śnił w złe noce.Zgłoszenie mówi o wychudzonych psach: jednym na łańcuchu i drugim - uwiązanym gdzieś do ściany stodoły. Wydawało się, że będzie to – niewesoły, oczywiście – standard pracy inspektorskiej, że pojedziemy, sprawdzimy, wskażemy, co trzeba poprawić, podpiszemy zobowiązanie, jeśli się nie da inaczej – odbierzemy zwierzaki…
No zwyczajnie: zrobimy porządną inspektorską robotę
i pomożemy zwierzętom.

Niesłychanie chudy ludojad

Podjeżdżamy i widzimy psa przywiązanego do ściany stodoły sznurkiem takiej długości, że pies może zrobić może dwa kroki przed siebie. Dwa kroki w przód, dwa kroki w tył. Dwa kroki w prawo, dwa kroki w lewo. Cały świat tego stworzenia to ten obszar, półkole o promieniu dwóch – psich! – kroków. Ani odrobiny więcej. Nieco dalej stoi kojec, a w nim – na łańcuchu, a jakże! – szaleje pies. Robi wrażenie agresywnego zwierzęcia, próbuje wspiąć się na ogrodzenie kojca, sprawia wrażenie ludojada. Niesłychanie chudego ludojada.

Pierwsze starcie

Podchodzimy do domu, gdy nagle wyskakuje z niego niewielka postać, która napastliwie domaga się, żebyśmy powiedzieli po co przyszliśmy. To dziecko, prosimy więc o zawołanie kogoś dorosłego. Nasze życzenie spełnia się w mgnieniu oka – z domu wyskakuje druga niewielka, acz głośna postać. Tym razem - dorosła. Grzecznie próbujemy wyjaśnić, że przyjechaliśmy w sprawie psów, przedstawiamy się, pokazujemy legitymacje – wszystko na nic, Postać, drąc się niemiłosiernie – czort wie dlaczego – przekazuje nam, że psy mają się dobrze, my zaś powinniśmy umykać chyżo z jej posesji, najlepiej w podskokach.

Raz jeszcze próbujemy tej dorosłej - wydawałoby się - osobie wytłumaczyć,
że uwieź psa pod szopą jest stanowczo za krótka a pies w kojcu jest bardzo wychudzony. Wszystko na nic - słyszymy, że przy szopie jest suka („taka jak ty!” – rzuca miła pani do koleżanki inspektorki), dziecko zostaje odesłane do domu po broń (dzięki niebiosom - nie jesteśmy w Teksasie, młody wraca z gazem, a nie
z rewolwerem). Robi się coraz bardziej nieprzyjemnie, gaz już przyniesiony,
a w naszą stronę lecą obietnice popryskania nim po oczach, jeśli nadal będziemy się ociągać z umykaniem chyżo. Postanawiamy to udokumentować, nagrywamy.

Odwrót i obserwacja

Wracamy do samochodu i dzwonimy prosząc o asystę policji. Czekając na policjantów oglądamy nasze nagranie - widać na nim, jak dziecko wyciąga w naszym kierunku środkowy palec a potem odwraca się tyłem i ściąga gatki wypinając w naszym kierunku zadek – prawdopodobnie chcąc nam w ten sposób okazać swoje lekceważenie wobec nas i jakichkolwiek interwencji. Nie dzieje się dobrze w tym domu.

Czekamy na policję obserwując posesję. W pewnym momencie pojawia się mamusia, żeby odpiąć psa z tej krótkiej uwięzi i kiedy schyla się do psiej szyi dziecko klepie ją w tyłek w taki sposób, że już prawie mamy pewność, że coś jest mocno nie tak w tej relacji rodzinnej. Kobieta ostatecznie nożem odcina sznurek, którym przywiązany jest pies i zamyka zwierzę w stodole. Dziecko zaś, wlazłszy na stertę płyt chodnikowych,dotrzymuje nam towarzystwa pokazując rozmaite obsceniczne gesty i próbując nas przestraszyć tekstami typu: „ Co wy myślicie, że ja nie mam kolegów?”…Nie ma w tym nic śmiesznego, jest smutno i tragicznie, wiemy, że musimy o tym zawiadomić policję i opiekę społeczną.

Wsparcie

Pojawiają się policjantki – nie tylko prozwierzęce, ale też stanowcze i nieugięte– pod koniec interwencji bardzo im dziękujemy za ogromną pomoc.

Panie idą do domu naszej przemiłej gospodyni – ta jednak, wychylając się z okna na piętrze, stwierdza, że ona nie zejdzie, a tak w ogóle to będzie rozmawiać z policją, my zaś mamy jej zniknąć z oczu. Spełniamy to życzenie postanawiając dalej obserwować gospodarstwo.

W pewnym momencie policjantki znikają z naszego pola widzenia, pojawia się za to mamusia, która – nie wiedzieć czemu - idzie za stodołę, a po chwili wraca. Koleżanka wypatruje za stodołą jakąś budę. Psa tam raczej nie widzimy, ale eskapada mamusi jest intrygująca.

Niedługo po tym podchodzą do nas panie policjantki w towarzystwie rozbrykanego szczeniaka. Dowiadujemy się, że w domu jest jeszcze jeden pies – bardzo chudy. Psie dziecko natychmiast zgarniamy do samochodu i ustalamy, że w tym domu nie zostawimy żadnego żywego zwierzęcia.

Dziwne zachowanie gospodyni

Wspominamy też policjantkom o budzie za stodołą – z odległości kilkunastu metrów wygląda na pustą, ale…. ktoś w niej kiedyś pewnie mieszkał. Podchodzimy bliżej i już wiemy, że buda miała kiedyś lokatora, albo przynajmniej sąsiada – jego zwłoki leżą metr od budy, przypięte łańcuchem do słupka płotu. Łańcuch ma długość 30 cm. Tak - trzydzieści centymetrów. Pies nie żyje już od pewnego czasu, ale nadal widać, że był bardzo chudy. Widać też, że w mroźny czas nie miał szans schronić się w tej byle jakiej budzie – była poza jego zasięgiem. Był jej sąsiadem, ale nie lokatorem. Patrzymy na małe, czarne, biedne ciałko z obróżką na szyi, które „sprytna” mamusia usiłowała przykryć kawałkiem jakiejś szmaty, żeby nam ani policji nie wpadł w oczy kolejny pies….

Na miejsce zostają wezwani również technicy policyjni – sporządzają dokumentację zdjęciową i mają też zabezpieczyć zwłoki w celu stwierdzenia, co było przyczyną śmierci.
My podejrzewamy „tylko” wycieńczenie, zagłodzenie i zamarznięcie.

Legenda Skotnik. Opowieść o psie, który wyprowadził w pole niejednego Inspektora KTOZ-u
Z cyklu “Z pamiętnika inspektora”, relacjonuje inspektor Filip. W końcu, po 3 ponad latach i wielu próbach, udało się. Mamy go!!! Jest bezpieczny w schronisku! Opowiem Wam dzisiaj historię psa, który dla naszych pracowników stał się legendą. Wszystko zaczęło się, kiedy rozpocząłem pracę w KTOZ. U…

"Wsparcie" nr 2

W pewnym momencie na posesji pojawiają się panie z… opieki społecznej.
Ha, czyli ta rodzina jest już objęta ich kuratelą! Chwila rozmowy jednak rozwiewa nasze złudzenia – owszem, rodzina miała kiedyś kuratora, ale było to jakieś pół roku temu. Wcześniej odebrano właścicielce posesji ósemkę dzieci. W domu mieszka jeszcze schorowana matka gospodyni i dwie dorosłe osoby. Ogólnie - zdaniem pań z opieki – sytuacja w tym domu zmierza ku dobremu, dlatego kurator stwierdził, że nie ma tu już nic do roboty. Panie są z siebie niezwykle zadowolone, ponieważ opieka zleciła również remont domostwa i prace właśnie trwają.

Gdyby nie skrajnie wulgarne zachowania dziecka i jego matki, gdyby nie stan zwierząt i znalezione za stodołą zwłoki – uleglibyśmy pewnie tej baśniowej wizji, którą panie z opieki roztoczyły przed nami chyba po to, żeby zagłuszyć własne sumienia i odfajkować sprawę jako pomyślnie zakończoną.

Czekamy jeszcze tylko na możliwość zabezpieczenia wszystkich psów – okazało się bowiem, że wychudzony piesek z domku jest spełnieniem marzeń dziecka, które oświadcza, że jeśli zabierzemy mu psa to on się… powiesi.

Cezar członek pewnej rodziny...
Inspektorzy otrzymują zgłoszenie: na posesji w miejscowości w gminie Wolbrom, przebywają dwa psy. Jeden z nich - starszy, ma stare złamanie łapy i jest w złym stanie ogólnym. Zgłoszenie Na miejscu inspektorzy zastają dwa psy na łańcuchach. Jeden duży, w dobrej kondycji, łańcuch odpowiedniej długoś…

Ostatecznie za namową pań z opieki mamusia otwiera zamknięte do tej pory na kłódkę wrota stodoły i wchodzimy po psa – tym razem jest przywiązany do belki, tradycyjnie sznurkiem o długości pozwalającej na zrobienie dwóch kroków w prawo, dwóch kroków w lewo. Dwóch kroków w przód, dwóch kroków w tył. Więcej wszak psu nie potrzeba, nieprawdaż? Prawdziwa zgroza jeszcze przed nami – okazuje się, że pies nie ma obroży (na co komu takie fanaberie), ma na szyi zawiązany cienki, plastikowy sznurek. Tak ciasno, że nie da się wsunąć pod niego palca. Tak ciasno, ze przecinał skórę, a na psiej szyi była krwawa, ropiejąca rana. Tak ciasno, ze pyszczek psa był cały opuchnięty. Suczka ma potwornie nabrzmiały brzuch i – jak wszystkie tutejsze zwierzęta – sterczące pod skórą kości. Pani policjantka przecina sznurek, a my nie jesteśmy w stanie powstrzymać przekleństw.

Chwilę potem dziecko wynosi z domu swoje „spełnienie marzeń” – pies jest nie tylko wychudzony ale i mocno przestraszony. A to jeszcze młodziak, który powinien – z definicji – być rozbrykany i radosny. I pewnie kiedyś taki był, ale pobyt w tym domu zmienił go w przerażoną kupkę nieszczęścia.

Ujarzmienie Ludojada

Na końcu postanawiamy zabezpieczyć agresora, tego przypiętego łańcuchem w kojcu, tego, który – gdy przyjechaliśmy – obiecywał nam rozszarpanie na strzępy. Przystawiamy do kojca klatkę kenelową i szykujemy sprzęt do zachowania dystansu, wolelibyśmy uniknąć pogryzienia, a pies, jak na razie, pokazywał nam tylko agresję.

Okazuje się jednak, że psisko na widok smaczków momentalnie zmienia zdanie na nasz temat, już nie jesteśmy intruzami, już jesteśmy fajni, mamy wszak jedzenie! Ten szalejący, rozszczekany chudzielec jest już naszym kumplem, pójdzie z nami chętnie za siódmą górę i siódmą rzekę, co tam – nawet wsiądzie do auta! Chyba się cieszy, że go stąd zabieramy…

No to mamy już wszystkie psy w aucie i składamy zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, gdy z auta dobiega jakiś niepokojący hałas - okazało się, że to Były Agresor A Obecny Najlepszy Kumpel zlokalizował sobie na pokładzie woreczek karmy, przyciągnął go chudą łapą, otworzył i rozpoczął konsumpcję. Biedaczysko już miało nadzieję, że – po raz pierwszy w życiu – naje się do syta. Niestety – musieliśmy mu odebrać zdobycz, bo przy takim stopniu wychudzenia nagłe obżarstwo byłoby niebezpieczne. Ale obiecaliśmy mu, że już nigdy nie będzie bardzo głodny, ze w schronisku dobrze karmią. No i że gdzieś czeka na niego prawdziwy dom: z pełną miską, posłankiem, fajnymi ludźmi, spacerami, zabawami – no wiecie. Zacznijcie się już rozglądać, to się musi spełnić!

Powrót

Jedziemy do schroniska i zastanawiamy się, jak to możliwe, że opieka społeczna uznała, że w tej rodzinie wszystko jest już dobrze. Nie daje nam spokoju zniszczone dzieciństwo chłopaka, jego zachowania wyraźnie wskazujące na to, że w tym domu dzieje się źle. Nie rozumiemy też – jakim cudem opieka społeczna nie zauważyła straszliwego zaniedbania psów.
Te pytania szybko nas nie opuszczą.
Oprócz sprawy o znęcanie się nad zwierzętami mamy zamiar powiadomić również odpowiednie instancje o tym biednym dziecku, bo w tym miejscu opieka społeczna nawaliła w całości.
Ponieważ psy są z poza gminy, są całkowicie na naszym utrzymaniu.
Dlatego prosimy o Waszą pomoc.

Wpłaty można dokonać na nasze konto
Bank BGŻ 83 2030 0045 1110 0000 0390 3540
numer do wpłat zagranicznych
PPABPLPKXXX 83 2030 0045 1110 0000 0390 3540
lub za pomocą przycisku wpłać datek.

Jeśli widzisz zwierzę w potrzebie – reaguj !!!

Interwencje najlepiej zgłaszać telefonicznie do Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami: tel. 12 421 77 72 lub 12 421 26 85

lub do Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Krakowie:

tel. 12 429 74 72 lub 12 429 92 41

Simek czeka na adopcje.
Pewnego dnia, pewna pani zgłosiła pieska leżącego przy drodze. Inspektorzy Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami znaleźli go we wskazanym miejscu. Na ich widok zwierzę - pomimo widocznych obrażeń - zaczęło uciekać. W ten sposób doprowadziło ich do posesji - jak się okazało - do posesji wła…

Ekologia - najnowsze informacje