czwartek, 28 maja 2026 08:21, aktualizacja godzinę temu

Zespół ds. S7: krok wstecz, który może uratować dialog

💬Komentarze
Protest przeciwko S7 i BDI na Zakopiance
Prostest w sprawie S7 i BDI na Zakopiance / Paweł Zając

Spór o S7 Kraków–Myślenice nie dotyczy już wyłącznie tego, którędy ma pobiec nowa droga. Coraz wyraźniej staje się sporem o zaufanie do procesu, jakość danych i realny wpływ mieszkańców na decyzje, które mogą zmienić życie całych miejscowości.

„Brak udziału jest również wyraźnym sposobem zabrania głosu” — te słowa wojewody małopolskiego Krzysztofa Jana Klęczara dobrze oddają moment, w którym znalazła się sprawa S7 Kraków–Myślenice. Strona społeczna i samorządowa nie odrzuca dialogu, ale domaga się, by był on realny, transparentny i oparty na rzetelnych danych.

Nie tylko asfalt. Dziś chodzi o zaufanie

Zjednoczona strona społeczna i samorządowa powiedziała „dość”. Nie zrezygnowała jednak z dialogu — wręcz przeciwnie — postuluje, aby powołany przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad Zespół rzeczywiście prowadził rozmowę opartą na transparentności i rzetelnych danych.

Dziś bowiem spór o S7 to już nie tylko walka o to, którędy pobiegnie asfalt. To fundamentalny spór o wiarygodność, transparentność oraz o to, czy państwowe instytucje mogą — za miliardy złotych z pieniędzy podatników — projektować rzeczywistość na podstawie błędnych lub niezweryfikowanych danych.

Nowe otwarcie czy tylko alibi?

Kiedy po tąpnięciu z 3 listopada ubiegłego roku zaczęły wychodzić na jaw rażące błędy i braki metodologiczne w materiałach GDDKiA, powołanie Zespołu ds. S7 miało być nowym otwarciem. Czy tak się jednak stało?

„Po jednej stronie stołu siedzą urzędnicy GDDKiA — dysponujący pełnymi, choć często błędnymi danymi, kontrolujący projektor, mikrofon, tempo spotkań i harmonogram. Po drugiej stronie — zwykli ludzie, którzy po godzinach pracy, społecznie próbują weryfikować dokumenty, do których dostęp jest im systematycznie utrudniany” — ocenia prace powołanego Zespołu mieszkanka Świątnik Górnych.

„Mam przeświadczenie, że udział w takim Zespole to jedynie dostarczanie urzędnikom alibi. GDDKiA potrzebuje obecności społeczników tylko po to, by na końcu móc odhaczyć w dokumentach unijnych: «odbyto konsultacje społeczne». Nie możemy dać się w to wciągnąć. Ślepe podpisywanie list obecności i potakiwanie urzędnikom to nie kompromis — to parafowanie własnym podpisem późniejszych decyzji” — podkreśla społecznik z Myślenic.

Z wypowiedzi tych wybrzmiewa jeden wspólny wniosek: głęboki kryzys zaufania do instytucji państwowej, jaką jest Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Pytanie brzmi dziś nie tylko, czy uda się to zaufanie odbudować, ale również, czy cała sytuacja nie stanie się dla Ministerstwa Infrastruktury „bombą z opóźnionym zapłonem”.

Coś jednak drgnęło

Ostatnie spotkania Zespołu przyniosły fragmentaryczne zmiany. Część postulatów strony społecznej została uwzględniona lub skierowana do dalszych prac.

Poszerzono obszar analiz o węzeł Morawica. Doprecyzowano rolę Zespołu. Wykluczono głosowanie. Rozpoczęto korektę podejścia do obszarów bezwzględnego ominięcia. Postępują również prace inwentaryzacyjne.

Warto również odnotować rolę wojewody małopolskiego Krzysztofa Jana Klęczara oraz wicewojewody Ryszarda Śmiałka. Ich zaangażowanie pomogło utworzyć przestrzeń do ewentualnego dialogu.

Ale właśnie dlatego obecny moment jest tak istotny. Gdy proces zaczyna się odblokowywać i zmierzać w bardziej konstruktywnym kierunku, najłatwiej zniszczyć go pośpiechem.

GDDKiA stoi dziś przed decyzją, która może przesądzić nie tylko o dalszych losach tej inwestycji, ale również o nastrojach społecznych wśród tysięcy mieszkańców Małopolski. Może potraktować obecne napięcie jako przeszkodę i dalej narzucać tempo prac. Może jednak wykorzystać ten moment do odbudowy zaufania: przygotować pełne dane, odpowiedzieć na zaległe pytania, dopuścić ekspertów do realnej weryfikacji i wrócić do rozmowy z materiałem, który wytrzyma merytoryczną kontrolę.

To drugie rozwiązanie wymaga czasu. Ale czas w tej sprawie nie jest problemem. Problemem byłoby uznanie, że harmonogram i agenda są ważniejsze niż rzetelność.

„Gra w portfele”. Czy strona społeczna wie, co wybiera?

Proponowany przez GDDKiA proces ustalania wag kryteriów dla S7 Kraków–Myślenice w praktyce uniemożliwia stronie społecznej dokonanie świadomego wyboru kategorii, podkategorii oraz ich wag.

Spośród wszystkich elementów każdego modelu Wielokryterialnej Analizy Porównawczej (WAP) stronie społecznej pozostawiono jedynie możliwość wypowiedzenia się na temat wag głównych kategorii oraz zaproponowania podkategorii wraz z ich wagami, przy czym ostateczny wybór tych podkategorii należy już do GDDKiA. Oprócz tych elementów na ostateczny wynik oceny WAP wpływają takie czynniki jak: grupowanie podkategorii, normalizacja danych oryginalnych, sposób sumowania ocen punktowych odcinków decyzyjnych, koszty budowy dróg, tuneli, estakad i infrastruktury towarzyszącej, koszty wykupów i wyburzeń, wskaźniki kosztowe, liczba kolizji z zabudową, rzekami, osuwiskami i infrastrukturą, wielkość robót ziemnych, długości odcinków, zasady podziału drogi na odcinki decyzyjne oraz szereg innych parametrów i zależności.

Jak widać, wpływ elementów poddanych pod ocenę Zespołu na wynik końcowy może zostać całkowicie zmieniony przez pozostałe parametry ustalane przez GDDKiA i będące poza kontrolą strony społecznej.

„Można to porównać do sytuacji, w której cztery główne kategorie WAP nie są ocenami punktowymi, ale czterema zamkniętymi portfelami z pieniędzmi. Strona społeczna ma zdecydować, jak ustawić zestaw tych portfeli, aby otrzymać najwyższą kwotę. Jednocześnie GDDKiA pozwala jej określać jedynie cechy samych portfeli: ich kolor, wielkość, materiał wykonania czy miejsce przechowywania. Nie ujawnia jednak, ile pieniędzy znajduje się w środku. W takiej sytuacji nawet najbardziej dociekliwy analityk nie jest w stanie świadomie podjąć decyzji prowadzącej do optymalnego wyniku” — wskazuje Piotr, mieszkaniec Krakowa.

W praktyce oznacza to, że „gra” proponowana obecnie stronie społecznej może prowadzić do pozornego współdecydowania bez realnej kontroli nad końcowym wynikiem analizy. Sam udział w procesie może stworzyć jedynie pozór współdecydowania, nie gwarantując jednocześnie, że końcowy wybór wariantu S7 będzie rzeczywiście optymalny i transparentny.

„Czy tak wygląda proces projektowania dróg w naszym państwie?” — pyta mieszkanka Włosani. „Ten proces przypomina raczej grę w kasynie, gdzie kasyno zawsze wygrywa. Oczekuje się od nas i samorządowców brania odpowiedzialności za kilka wybranych elementów, podczas gdy de facto nie wiemy, jak wpłyną one na całość analizy. Nie mamy ani wiedzy, ani narzędzi, by podejmować tak wiążące dla naszych miejscowości decyzje” — dodaje.

Potrzeba niezależnych ekspertów i pełnych danych

Jednym z najważniejszych postulatów członków Zespołu pozostaje udział niezależnych ekspertów, których rola nie może ograniczać się wyłącznie do formalnej obecności przy stole.

Eksperci powinni mieć pełny dostęp do danych, możliwość zadawania trudnych pytań, podważania błędnych założeń, zgłaszania uwag w sposób otwarty oraz realny wpływ na dalszy kierunek prac.

Bez tego każde kolejne spotkanie będzie obciążone tym samym problemem: uczestnicy nadal będą dyskutować o podstawowych założeniach merytorycznych, których poprawności i rzetelności nie udało się zweryfikować.

A po wydarzeniach z 3 listopada ubiegłego roku sama deklaracja rzetelności to za mało.

Dialog bez dekoracji

Lista spraw wymagających uzupełnienia pozostaje bardzo długa. Brakuje: pełnej analizy poszerzonego obszaru, poprawionych map, jasnej metodologii wyznaczania obszarów wykluczonych, raportu podsumowującego tysiące uwag mieszkańców, odpowiedzi na zgłoszone błędy, nowych prognoz ruchu opartych na aktualnych danych GPR.

W tym kontekście próba przygotowania tak obszernego materiału w ciągu trzech tygodni brzmi bardziej jak zaproszenie do kolejnego konfliktu niż realny plan naprawczy.

Apel strony społecznej o przesunięcie kolejnego spotkania na 11 września ma charakter strategiczny. Nie chodzi o blokowanie procesu, ale o próbę odbudowy zaufania do Generalnej Dyrekcji i stworzenie realnych warunków do prowadzenia dialogu.

Wstrzymanie udziału w pracach Zespołu przez ponad 20 stowarzyszeń i komitetów społecznych stanowi silny sygnał ostrzegawczy. Kolejna runda rozmów będzie wymagała zupełnie innej jakości procesu. Bez wprowadzenia zmian spór ponownie ugrzęźnie w tym samym miejscu: między prezentacją a protestem, między harmonogramem a brakiem zaufania.

Po ostatnim spotkaniu pojawiła się szansa. Niewielka, ale realna.

Najważniejsze pytanie brzmi dziś: czy ktokolwiek potraktuje ją poważnie?

Obserwuj nas w Google News

Małopolska - najnowsze informacje

Rozrywka