poniedziałek, 24 stycznia 2022 13:30

Bochnia. “Karetki będą czekały, aż któryś chory umrze, zanim szpital przyjmie kolejnego pacjenta"

Autor Katarzyna Jamróz
Bochnia. “Karetki będą czekały, aż któryś chory umrze, zanim szpital przyjmie kolejnego pacjenta"

Sytuacja w bocheńskim szpitalu nie wygląda najlepiej. Inflacja uderzyła również w placówkę, w której personel medyczny toczy walkę o ludzkie życie. Szpital zmaga się nie tylko z brakiem personelu, ale również z ogromnymi podwyżkami za media.

W związku z brakiem wzrostu finansowania świadczeń zdrowotnych ze strony NFZ na rok 2022, wzrost cen gazu musi wpłynąć na funkcjonowanie szpitala. Poza tym rosną również inne koszty działalności placówki, jak choćby opłaty za inne media (energia), ceny wyrobów medycznych, leków czy wynagrodzeń.

– Z pewnością będziemy musieli ograniczyć pewne działania inwestycyjne i zakupowe. Mamy jednak nadzieję, że nie wpłynie to na utratę płynności finansowej szpitala, a tym samym na ograniczenia w zakresie leczenia pacjentów

– mówi Sabina Kierepka z Wydziału Oświaty, Promocji i Aktywności Społecznej bocheńskiego starostwa.  

Jak mówi Sabina Kierepka można się spodziewać, że tak jak w każdym roku wzrośnie wynagrodzenie personelu szpitala.

– Obligują nas do tego w dużej części również przepisy ustawy o minimalnym wynagrodzeniu pracowników ochrony zdrowia. Nie zmienia to faktu, że personelu medycznego cały czas brakuje, jest przemęczony pracą na dyżurach i w nadgodzinach. Wzrost wynagrodzeń nie rozwiązuje niestety problemu braku personelu, ale wręcz go pogłębia. Lekarz, który zarobi więcej ogranicza liczbę godzin pracy...

– komentuje Kierepka.

Trudna sytuacja ekonomiczna, to nie jedyny kłopot szpitala. Ze względu na sytuację epidemiologiczną związaną z koronawirusem, w bocheńskiej placówce, już dwa miesiące temu odwołano planowane zabiegi. A lepiej na pewno nie będzie. W sobotę (22 stycznia) padł rekord zakażeń w Polsce od początku pandemii. Ministerstwo Zdrowia poinformowało o wykryciu 40 876 nowych i potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem. Z kolei szef resortu zdrowia Adam Niedzielski poinformował o prognozach, które przewidują od 100-140 tys. pozytywnych przypadków dziennie.

Piąta fala epidemii stała się faktem i nabiera gwałtownego tempa. Jak na jej początku radzą sobie małopolskie szpitale? Nerwową atmosferę wokół małopolskich placówek służby zdrowia, próbują rozładować władze województwa. W czwartek (20 stycznia) wicemarszałek Łukasz Smółka wziął udział w spotkaniu online z dyrektorami szpitali w województwie. Głównym tematem spotkania było przygotowanie małopolskich placówek służby zdrowia do walki z Covid-19.

– Małopolska razem działa silniej, zespołowo. Szpitale wojewódzkie pracują na jak najwyższych obrotach, są przygotowane do piątej fali zachorowań i jej szczytu. Przygotowany jest też personel i sprzęt

– mówił wicemarszałek Łukasz Smółka.

Czy rzeczywiście można być spokojnym? Jak w dobie inflacji wygląda to w bocheńskim szpitalu? O aktualnej sytuacji w Szpitalu Powiatowym im. Marty Wieckiej w Bochni rozmawiamy z wicedyrektorem placówki, lek. med. Jarosławem Gucwą. Wicedyrektora szpitala, zapytaliśmy jak wygląda sprawa podwyższonych opłat za gaz. Dowiedzieliśmy się, że szpital do tej pory płacił około 600 tys. złotych. Później otrzymał ofertę na 2 miliony 300 tys., a potem na 5 milionów 400 tys. Jest to podwyżka o około 800% w porównaniu z wcześniejszymi rachunkami za gaz.

Czy podwyżki w jakiś sposób zagrażają funkcjonowaniu szpitala?

–  Nie spodziewam się by NFZ nam jakoś zdecydowanie podniósł wyceny świadczeń. W poprzednich latach udawało nam się bilansować na niewielkim plusie. Nagły wzrost obciążeń na 5 milionów złotych, plus jeszcze presja na wzrost płac, bo taka w związku z inflacją na pewno będzie... Jest to dla nas potencjalnie te 5 milionów w plecy, czyli 5 milionów na stracie.

Czy wzrosty wydatków są uwzględnione w budżecie na ten rok? Chodzi o budżet szpitala.

–  Zostaliśmy zaskoczeni teraz, w styczniu, a przecież budżet planuje się dużo wcześniej. Jeśli istnieje jakiekolwiek planowanie, to teraz jest to po prostu fikcja.

Mówimy o podwyżce mediów, a co z podwyżkami dla personelu? Czy da się zauważyć to, że środowisko lekarzy i pielęgniarek jednak chce podwyżek? Czy nie obawiają się Państwo rezygnacji?

– Ponieważ życie jest droższe, to realia są takie, że ludzie przyjdą, żeby im na to życie dołożyć pieniędzy. Rynek pielęgniarski jest bardzo płytki. My cały czas zmagamy się z brakiem personelu, a nie z nadmiarem. Podobnie jest z lekarzami, niestety do tej pory są braki w kadrze. Takie żądania na pewno będą. W pewnym momencie będziemy musieli się zastanowić czy jesteśmy w stanie dalej funkcjonować, czy też będziemy musieli się ograniczyć. My funkcjonujemy w takich realiach, że nie wiemy jaki będzie kontrakt, nie wiemy jaka będzie wycena świadczeń. Teraz się przebąkuje, że NFZ będzie się pochylał nad sytuacją oddziałów ratunkowych i proponował jakieś rozwiązanie. To są na tyle dziwne czasy, że do planowania trzeba mieć twarde dane, a my takich danych nie posiadamy. Jednak oczywiście, obawiamy się o utratę personelu.

Obserwujemy kolejny, gwałtowny wzrost zakażeń. Czy szpital będzie miał miejsce dla pacjentów, którzy są chorzy na Covid-19? Czy szpital posiada rezerwy na ewentualne pogorszenie sytuacji epidemicznej?

– Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. My praktycznie rzecz biorąc cały szpital, tam gdzie była taka możliwość mamy przekształcony na łóżka covidowe. W planach wojewody, który zakłada zwiększenie o 700 czy prawie 800 łóżek, nas już nie ma, bo nie ma z czego tego powiększyć. Czy będziemy w stanie wszystkich przyjąć? Też ciężko mi na to odpowiedzieć, ponieważ cały czas jedziemy praktycznie na rezerwie. Jeżeli zachorowania będą narastać w takim tempie, jak narastają... i przełoży się to na hospitalizacje, bo to do końca nie jest pewne, no to sytuacja z poprzednich fal się powtórzy. Karetki będą jeździły między szpitalami i czekały na to, aż gdzieś któryś chory umrze, zanim przyjmie się następnego pacjenta.

Co w przypadku zabiegów planowych? Czy można się spodziewać, że szpital będzie zmuszony je odwołać?

– My wszystkie zabiegi odwołaliśmy dwa miesiące temu. Szczerze mówiąc nie wiadomo kiedy wróci jakaś normalność, kiedy będziemy mogli te zabiegi wznowić. Zakładamy, że ta fala może skończy się do marca i wtedy będzie można zacząć leczyć ludzi, którym to leczenie się należy, ale, którzy z powodów takiej, a nie innej sytuacji epidemiologicznej tego leczenia nie są w stanie uzyskać.

Fot.1: archiwum prywatne

Fot.2: Starostwo Powiatowe w Bochni

Bochnia

Bochnia - najnowsze informacje