– Nie wyobrażam sobie głosowania na kandydatkę Donalda Tuska, na panią Monikę Piątkowską – mówi Michał Drewnicki przed drugą turą wyborów prezydenta Krakowa. Kandydat PiS nie wskazuje wprost, na kogo mają zagłosować jego wyborcy. Jednocześnie stanowczo zachęca ich do udziału w wyborach.
W skrócie:
- Michał Drewnicki nie wskazuje wprost, kogo poprzeć w II turze, ale jednoznacznie odrzuca Monikę Piątkowską.
- Apeluje do swoich wyborców, by 11 października poszli do urn, i wraca do referendum, w którym odwołano Aleksandra Miszalskiego.
- Jego stanowisko może mieć znaczenie przy wyrównanej rywalizacji. W 2024 roku o wyniku II tury zdecydowało zaledwie 5434 głosy.
- Pełne stanowisko Drewnickiego publikujemy pod artykułem.
Przed drugą turą wyborów w Krakowie jednym z najważniejszych pytań było to, co zrobi Michał Drewnicki. Kandydat Prawa i Sprawiedliwości zajął 27 września trzecie miejsce, zdobywając 44 772 głosy, czyli 17,5 proc. poparcia. Wyborcy Drewnickiego mogą mieć istotny wpływ na wynik głosowania 11 października.
Sam Drewnicki nie zamierza jednak mówić im wprost, komu mają oddać głos.
– Uważam, że każdy ma własne sumienie i rozum, ale po drugie, że nie da się nikomu po prostu przekazać tych głosów – podkreśla.
Kto głosuje ten decyduje
Drewnicki nie ogranicza się jednak do odrzucenia Moniki Piątkowskiej. Przede wszystkim apeluje do swoich wyborców, aby 11 października poszli do urn. Przypomina, że w pierwszej turze zagłosowało zaledwie 43,5 proc. Krakowian.
– Pierwsza rzecz i pierwsza moja prośba do Was: idźcie na wybory 11 października. (...) Kto zostaje w domu, też wybiera, ale decyduje się na to, że wybiorą za niego inni – podkreśla Drewnicki.
Przypomina przy tym, że w 2024 roku druga tura zakończyła się różnicą niespełna 5,5 tys. głosów, czyli – jak sam zauważa – liczbą porównywalną z mieszkańcami jednego osiedla.
Nie ma idealnego kandydata
Drewnicki jednocześnie zastrzega, że nie ma w drugiej turze kandydata, którego mógłby poprzeć bez zastrzeżeń.
– Nie wskazuję, na kogo głosować, bo w drugiej turze nie ma idealnego kandydata dla nas, którego ja mógłbym w 100 proc. poprzeć. Z pozostałymi kandydatami również różni nas wiele, także w sprawach poglądów – mówi.
Formalnego poparcia dla Łukasza Gibały więc nie udziela. Jednak przy jednoznacznym odrzuceniu Piątkowskiej i równoczesnym wezwaniu swoich wyborców do pójścia do urn jego stanowisko trudno uznać za politycznie neutralne.
Drewnicki o Piątkowskiej: „Czy ten człowiek jest stąd?”
Najostrzejsza część wystąpienia Drewnickiego dotyczy Moniki Piątkowskiej. Kandydat PiS podważa przede wszystkim jej związki z Krakowem i sposób prowadzenia kampanii.
– Czy ten człowiek, który ubiega się o urząd prezydenta Krakowa, jest po prostu stąd? Czy zna to miasto z takiego codziennego życia każdego z nas? Z przystanków, ze stania w korkach, z problemów osiedli, a nie tylko z broszur kampanijnych pisanych przez specjalistów? – pyta. i dodaje: – Ja jestem stąd (...) i też tego samego oczekuję od nowego prezydenta Krakowa. Żeby nie przyjeżdżał do nas tutaj na czas wyborów z Warszawy, spod Warszawy czy z jakiegokolwiek innego miejsca, a potem nie czekał na instrukcje z Warszawy. To jest dla mnie kluczowe kryterium.
Drewnicki wypomina jej również nieobecność na części debat i zarzuca, że nie zabiega o wyborców spoza własnego politycznego środowiska, choć jej komitet nowi nazwę "Ponad Podziałami".
– W mojej ocenie komunikat jest jasny: wyborcy o prawicowych, konserwatywnych poglądach po prostu nie są jej potrzebni. Kto jako kandydat omija część Krakowian, ten jako prezydent będzie ich omijał tym bardziej – ocenia.
Na końcu stawia sprawę już całkowicie jednoznacznie:
– Nie wyobrażam sobie głosowania na kandydatkę Donalda Tuska, na panią Monikę Piątkowską. To byłoby również zaprzeczenie wszystkiego, o co walczyłem przez 12 lat w Radzie Miasta i o co walczyłem przez 3,5 miesiąca bardzo trudnej, bardzo intensywnej kampanii wyborczej – mówi Drewnicki.
Podobne słowa już padły. Wtedy pod adresem Gibały
Co ciekawe, niemal identyczne słowa padły w Krakowie przed drugą turą wyborów w 2024 roku – wtedy pod adresem Łukasza Gibały. Po odpadnięciu w pierwszej turze Łukasza Kmity lokalne struktury PiS opowiedziały się przeciw kandydatowi KO Aleksandrowi Miszalskiemu, co w praktyce oznaczało wsparcie dla Gibały.
Z tej linii wyłamała się Małgorzata Wassermann, jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci PiS w Krakowie, ciesząca się dużym zaufaniem części prawicowych wyborców. Tuż przed ciszą wyborczą oświadczyła: „Nie wyobrażam sobie, abym mogła oddać swój głos na Łukasza Gibałę”.
Po minimalnym zwycięstwie Miszalskiego jej deklaracja wywołała duże emocje w małopolskim PiS. Część działaczy zarzucała jej, że mogła osłabić mobilizację prawicowych wyborców.
Dwa lata później Drewnicki wybiera inną formułę. Równie jasno mówi, na kogo sam nie zagłosuje, ale jednocześnie mocno zachęca swoich wyborców, by poszli do urn. Kończy przy tym swoje wystąpienie słowami, które można odczytać także jako wyraźną aluzję do przekazu Łukasza Gibały, startującego z komitetu Kraków dla Mieszkańców:
– Idźcie na wybory. Głosujcie zgodnie z własnym sumieniem, bo Kraków nie jest niczyim folwarkiem. Kraków jest nasz. Mieszkańców Krakowa.
Krakowianie chcą zmiany
Drewnicki przypomina także majowe referendum, po którym odwołano Aleksandra Miszalskiego. Jego zdaniem kandydatura Piątkowskiej oznacza próbę powrotu tego samego obozu politycznego do władzy w Krakowie.
– Krakowianie nie zostali w domu i ponad 171 tysięcy osób zagłosowało za odwołaniem prezydenta z Koalicji Obywatelskiej. Więc pierwsze takie ważne pytanie: czy ktoś wyciągnął z tego wnioski? Moim zdaniem nie. Ten festiwal buty, arogancji dalej jest niestety bardzo mocno widoczny. (...) Finalnie będziemy również odpowiadać na pytanie, czy chcemy przywrócić władzę, którą już sami raz w referendum odwołaliśmy – mówi Drewnicki.
Bez stanowiska w zamian za poparcie
Dla części obserwatorów może być zaskoczeniem, że Drewnicki, mimo bardzo ostrej krytyki Piątkowskiej, nie udziela wprost poparcia Łukaszowi Gibale. Zwłaszcza że wcześniej wokół jego stanowiska pojawiały się spekulacje sugerujące, że ewentualne poparcie dla Gibały miałoby być uzależnione od osobistych politycznych korzyści.
Jednym z rozpowszechnianych scenariuszy było objęcie przez Drewnickiego stanowiska wiceprezydenta Krakowa po ewentualnym zwycięstwie Gibały. Sam Drewnicki stanowczo temu zaprzeczył. Także Gibała, gdy mówił o osobach, z którymi chciałby współpracować po wyborach, nie wymieniał kandydata PiS w tym gronie.
Kandydatki lewicy nie przekazały głosów
Drewnicki nie jest pierwszym kandydatem z pierwszej tury, który nie chce „przekazywać” głosów swoich wyborców.
Takie podejscie odrzuciła wcześniej Aleksandra Owca z Razem. Jak podkreślała po pierwszej turze, wyborcy nie są elektoratem, którym kandydat może dowolnie dysponować.
Także Daria Gosek-Popiołek z Nowej Lewicy nie wskazała żadnego z uczestników II tury jako kandydata, którego oficjalnie popiera.
W pierwszej turze Łukasz Gibała zdobył 36,38 proc. głosów, a Monika Piątkowska 29,91 proc. Przy takiej różnicy stanowisko Drewnickiego może mieć istotne znaczenie. Pokazał to wynik wyborów w 2024 roku. O zwycięstwie Aleksandra Miszalskiego nad Łukaszem Gibałą zdecydowało zaledwie 5434 głosy.
Druga tura odbędzie się w niedzielę, 11 października.
Stanowisko Michała Drewnickiego
W najbliższą niedzielę druga tura wyborów na prezydenta Krakowa. Wiem, że wielu z Was zastanawia się, co zrobić. Czy iść głosować? A jeśli tak, to na kogo? Czy może zostać w domu i pozwolić, żeby zdecydowali inni? Dlatego sądzę, że jestem Wam winny, by przedstawić swoje stanowisko.
Natomiast zanim to zrobię i powiem, co myślę o tej drugiej turze wyborów, chcę Wam bardzo serdecznie podziękować, drodzy Państwo. 27 września zaufało mi prawie 45 tysięcy krakowian i prawie 45 tysięcy ludzi uwierzyło, że Kraków może być ambitny, że może być bliski ludziom i może być, co ważne, również uczciwy.
Dziękuję każdemu z Was. Dziękuję także wolontariuszom, mojemu sztabowi, mojemu środowisku, zwykłym mieszkańcom Krakowa, którzy w tej kampanii naprawdę oddali swoje wieczory, weekendy, swój czas. Dziękuję Wam.
Byliśmy we wszystkich dzielnicach i także tam, gdzie poprzednie władze nie zaglądały zbyt często. Może nie wygraliśmy, ale nie zniknęliśmy, bo przez 111 dni tej bardzo ciężkiej kampanii pokazaliśmy, że mamy program, że mamy energię i że mamy wolę do działania.
Mówię to od początku: ja jestem stąd. Nie przyjechałem na kampanię i nie wyjechałem zaraz po niej. Dotrzymuję po prostu słowa.
Ale po kolei. Dlaczego nie robię konferencji prasowej, prezentując swoje stanowisko? Bo po prostu nie chcę stać jak politycy innych formacji w wielu poprzednich wyborach, którzy po takich wyborach traktują cudze głosy, Wasze głosy, jako swoje. Uważam, że każdy ma własne sumienie i rozum, ale po drugie, że nie da się nikomu po prostu przekazać tych głosów.
Uważam też bardzo jasno, że macie prawo wiedzieć, co ja myślę. Dlatego tak jak w kampanii ten kontakt osobisty i bezpośredni był dla mnie najważniejszy, tak samo dzisiaj postanowiłem nagrać moje stanowisko dla nas.
Pierwsza rzecz i pierwsza moja prośba do Was: idźcie na wybory 11 października.
W pierwszej turze głosowało 43,5% mieszkańców Krakowa. Jest to mniej niż połowa. Natomiast, co jest ważne, dwa lata temu druga tura została rozstrzygnięta różnicą niespełna 5,5 tysiąca głosów. To jest bardzo mała liczba. To mniej więcej tyle, ile mieszka na jednym osiedlu.
Więc pytanie: czy Wy tym razem pójdziecie na te wybory? Bo kto zostaje w domu, też wybiera, ale decyduje się na to, że wybiorą za niego inni.
Mówię to, bo Kraków dla mnie zawsze był na pierwszym miejscu. Przed jakimiś rozgrywkami, przed karierą, przed wygodą. Tu się po prostu urodziłem, tu prowadzę działalność gospodarczą, tutaj wychowuję swoje córeczki i tak jak Wy będę również żył z decyzjami, ze skutkami różnych decyzji nowego prezydenta. Więc sądzę, że ważne jest, by iść i wziąć tę odpowiedzialność na siebie.
Natomiast druga rzecz: kandydatów oceniam przede wszystkim z perspektywy Krakowa. Takie pierwsze, sądzę, ważne pytanie, które można zadać, to: czy ten człowiek, który ubiega się o urząd prezydenta Krakowa, jest po prostu stąd? Czy zna to miasto z takiego codziennego życia każdego z nas? Z przystanków, ze stania w korkach, z problemów osiedli, a nie tylko z tych broszur kampanijnych pisanych przez specjalistów?
Ja jestem stąd, drodzy Państwo, i też tego samego oczekuję od nowego prezydenta Krakowa. Żeby nie przyjeżdżał do nas tutaj na czas wyborów z Warszawy, spod Warszawy czy z jakiegokolwiek innego miejsca, a potem nie czekał na instrukcje z Warszawy. To jest dla mnie kluczowe kryterium.
Natomiast sądzę, że też warto zawsze spojrzeć po owocach, to znaczy zobaczyć, jak władza, ta czy inna, traktuje ludzi, którzy nie są z jej obozu.
Ja sobie przypominam sytuację, kiedy zbieraliśmy podpisy pod referendum. Prezydent z Koalicji Obywatelskiej opowiadał, że jest to takie polityczne referendum nienawiści. Natomiast ze strony tej krakowskiej koterii słyszeliśmy też takie nieustanne: zostańcie w domu, nie idźcie na referendum.
Ale krakowianie nie zostali w domu i ponad 171 tysięcy osób zagłosowało za odwołaniem prezydenta z Koalicji Obywatelskiej. Więc pierwsze takie ważne pytanie dla nich: czy ktoś wyciągnął z tego wnioski? Moim zdaniem nie. Ten festiwal buty, arogancji dalej jest niestety bardzo mocno widoczny.
Kandydatkę na prezydenta Krakowa ogłosili w Warszawie, w ogrodach Kancelarii Premiera, obok Donalda Tuska. Nawet ich koalicjanci mówili wtedy, że było to niefortunne.
Pani kandydatka, co jest dla mnie bardzo obrazowe, zlekceważyła również liczne debaty, w tym taką bardzo ważną i uczciwą debatę w konserwatywnej telewizji wPolsce24. W tym czasie zorganizowała spotkanie z Donaldem Tuskiem.
Ja sam uczestniczyłem w różnych debatach, we wszystkich, które chyba były możliwe. W debacie na przykład w TVN-ie, bo uważam, że każdy powinien stanąć przed ludźmi, którzy mogą mieć nawet zupełnie inne poglądy niż ja czy inny kandydat, i odpowiedzieć na ważne dla nich pytania. Tego samego oczekuję od każdego, kto chce zostać prezydentem Krakowa.
Bo też z drugiej strony uważam, że jeśli ktoś raz zlekceważy wyborców o innych poglądach, to po prostu będzie to robił zawsze. To jest też właśnie mój problem z polityką Koalicji Obywatelskiej. Dużo słów o otwartości, tolerancji, natomiast zbyt mało gotowości do rozmowy poza własnym otoczeniem.
Ja też to, drodzy Państwo, znam z Rady Miasta Krakowa. Prezydent Miszalski przecież też zapowiadał otwartość, ale potem finalnie z nami współpracować zasadniczo nie chciał. Nasze zadania odrzucano po linii partyjnej. Właśnie nie dlatego, że były złe, tylko dlatego, że po prostu zgłaszali je radni bez znaczka Koalicji Obywatelskiej lub Lewicy.
Natomiast wracając do pani Moniki Piątkowskiej: jej komitet nazywa się tak ładnie „Ponad Podziałami”, natomiast kiedy trzeba było stanąć przed ludźmi z drugiej strony podziału, właśnie na tej debacie, jej nie było. Spotkanie z szefem partii — tak. Natomiast rozmowa z ludźmi czy też kierowanie komunikatów do ludzi, którzy myślą inaczej niż ona — nie.
W mojej ocenie komunikat jest jasny: wyborcy o prawicowych, konserwatywnych poglądach po prostu nie są jej potrzebni. Kto jako kandydat omija część krakowian, ten jako prezydent będzie ich omijał tym bardziej.
I trzecia bardzo ważna rzecz. Proszę, byście ją także wzięli pod uwagę. Krakowskie wybory nie dzieją się w próżni. Za rok czekają nas wybory do Sejmu, do Senatu, a wynik w Krakowie będzie oceniany również w całej Polsce. Skoro Donald Tusk osobiście zaangażował się w tę kampanię, zwycięstwo jego kandydatki będzie również jego politycznym sukcesem. Natomiast jej porażka będzie jego osobistą polityczną porażką.
Dlatego powiem Wam jasno: nie wyobrażam sobie głosowania na kandydatkę Donalda Tuska, na panią Monikę Piątkowską. To byłoby również zaprzeczenie wszystkiego, o co walczyłem przez 12 lat w Radzie Miasta i o co walczyłem przez 3,5 miesiąca bardzo trudnej, bardzo intensywnej kampanii wyborczej.
Natomiast jednocześnie nie wskazuję, na kogo głosować, bo w drugiej turze nie ma idealnego kandydata dla nas, którego ja mógłbym w 100% poprzeć. Z pozostałymi kandydatami również różni nas wiele, także w sprawach poglądów. Ale równocześnie wiem, że należy iść głosować, wziąć odpowiedzialność i podjąć decyzję, która z naszej perspektywy będzie lepsza dla Krakowa i dla Polski. O to, drodzy Państwo, bardzo serdecznie Was proszę.
Finalnie będziemy również odpowiadać na pytanie, czy chcemy przywrócić władzę, którą już sami raz w referendum odwołaliśmy.
Natomiast ja Wam chcę również jednoznacznie zadeklarować, że bez względu na to, kto wygra, będę dalej twardo realizował postulaty ważne dla Krakowa, dla jego mieszkańców. Bo ten bardzo dobry wynik, który uzyskałem dzięki Wam, daje większe możliwości ich realizacji w Radzie Miasta Krakowa.
Dlatego też, Szanowni Państwo, ja dalej bardzo twardo zabiegam o rozwój miasta. O to, by Kraków gospodarczo nie stał na jednej nodze, tylko na turystach, biurach i deweloperach. My potrzebujemy przemysłu przyszłości, nauki, dobrze płatnej pracy, a nie łatania tylko budżetu kolejnymi podwyżkami cen biletów, podatków i tak dalej, z kieszeni mieszkańców.
I następne rzeczy: inwestycje, kolej miejska, drogi zbiorcze, drogi międzydzielnicowe, parkingi Parkuj i Jedź. One muszą być budowane, a nie tylko gdzieś rysowane czy też zapisywane w dokumentach i chowane do szuflady. Ten transport jest rzeczą bardzo istotną.
Nie wolno też karać ludzi za to, że po pierwsze są biedniejsi albo że mieszkają na przykład tam, gdzie nie dojeżdża tramwaj. Wobec czego strefa czystego transportu w obecnym kształcie po prostu nie powinna istnieć.
I szacunek. Kraków jest miastem królów i świętych. To także Nowa Huta, która broniła krzyża. Ludzie wierzący, ludzie przywiązani do rodziny, do tradycji, do naszych największych świętości i wartości nie mogą być w tym mieście gośćmi. Są u siebie.
Więc będę wymagał od przyszłego prezydenta Krakowa, będę tego twardo bronił, by ludzie o takich przekonaniach patriotycznych, prawicowych, konserwatywnych również byli szanowani.
Drodzy Państwo, podsumowując: ja zostaję tutaj, gdzie byłem. Nie powiedziałem natomiast ostatniego słowa. To mogę jasno zadeklarować.
Będę patrzył na ręce każdemu, kto wygra 11 października. Nie po to, by przeszkadzać, natomiast po to, żeby Kraków był wreszcie ambitny i bliski ludziom.
Idźcie na wybory. Głosujcie zgodnie z własnym sumieniem, bo Kraków nie jest niczyim folwarkiem.
Kraków jest nasz. Mieszkańców Krakowa.
Michał Drewnicki


















