czwartek, 23 lipca 2026 15:26, aktualizacja godzinę temu

Kraków szykuje bilety zależne od długości trasy. Co na to Krakowianie?

💬Komentarze
Kraków szykuje bilety zależne od długości trasy. Co na to Krakowianie?
Autobus w Krakowie / Głos24

Miał wystarczyć bilet 15- lub 30-minutowy, ale autobus albo tramwaj utknął w korku. Bilet stracił ważność, a pasażer musiał kupić kolejny. Kraków chce to zmienić. Cena przejazdu ma zależeć od długości trasy, a nie od czasu spędzonego w pojeździe. Pomysł już jednak wywołuje sporo pytań i krytycznych komentarzy mieszkańców.

W skrócie:

  • Kraków ogłosił przetarg na system taryfy odległościowej.
  • Pasażer ma płacić za długość trasy, a nie za czas przejazdu.
  • Podróż trzeba będzie rozpocząć i zakończyć w aplikacji mKraków.
  • Nowa taryfa ma być dobrowolna i działać obok obecnych biletów.

Zarząd Transportu Publicznego w Krakowie ogłosił przetarg na przygotowanie i uruchomienie systemu, który pozwoli naliczać cenę biletu na podstawie długości podróży. Nowe rozwiązanie ma zacząć działać w styczniu 2027 roku.

Podstawowym narzędziem dla pasażerów będzie aplikacja mKraków. Przed wejściem do autobusu lub tramwaju użytkownik będzie musiał rozpocząć przejazd, a po dotarciu na miejsce go zakończyć. Na tej podstawie system obliczy należną opłatę. Docelowo ma również rozpoznawać podróże obejmujące przesiadki.

Taryfa odległościowa nie zastąpi obecnych biletów. Czasowe, jednoprzejazdowe i okresowe mają pozostać w sprzedaży. Pasażer sam zdecyduje więc, czy korzystniejsze będzie dla niego rozliczenie według czasu, czy według długości trasy.

Ile będzie kosztował przejazd?

Minimalna cena biletu normalnego za trasę do 3,5 kilometra ma wynieść 4 zł. Osoba uprawniona do ulgi zapłaci 2 zł. Po przekroczeniu tego dystansu za każde rozpoczęte 500 metrów system doliczy 50 gr w przypadku biletu normalnego lub 25 gr przy przejeździe ulgowym.

Maksymalna opłata za jedną podróż wyniesie 9 zł, a ulgowa – 4,50 zł. Miasto przewidziało również limit dzienny: 20 zł dla taryfy normalnej i 10 zł dla ulgowej. Po jego osiągnięciu kolejne przejazdy w ciągu 24 godzin od rozpoczęcia pierwszej podróży nie będą generowały dodatkowych kosztów.

Cena nie będzie zależeć od czasu spędzonego w pojeździe. Zgodnie z wyjaśnieniami ZTP odległość ma być obliczana między początkiem a końcem podróży. Korek wydłużający czas jazdy nie powinien więc podnosić opłaty.

Nie wszystkie szczegóły działania systemu zostały jednak przedstawione. Nadal nie wiadomo dokładnie, co stanie się, gdy pasażer zapomni zakończyć przejazd, rozładuje mu się telefon albo aplikacja przestanie działać.

Grafika ilustrująca zmiany w taryfie KMK
Grafika ilustrująca zmiany w taryfie KMK / ZTP

Najpierw miał być bilet przystankowy

Pomysł odejścia od biletów czasowych nie jest nowy. Jeden z najgłośniejszych projektów pojawił się na początku 2021 roku, po kolejnej podwyżce cen biletów. Klub radnych Kraków dla Mieszkańców zaproponował wtedy wprowadzenie tzw. biletu przystankowego. Jego cena miała zależeć od liczby przejechanych przystanków, a nie od czasu spędzonego w autobusie lub tramwaju.

Autorzy projektu przekonywali, że obecny system jest niesprawiedliwy dla pasażerów, którzy nie mają wpływu na korki i opóźnienia.

– Kupujesz 20-minutowy bilet, ale twój autobus stoi w korku, a zamiast zakładanej liczby przystanków niewiele posuwasz się do przodu. Tymczasem twój bilet czasowy traci ważność, a tobie – mimo że nie z twojej winy – grozi mandat – argumentował wówczas radny Łukasz Gibała.

Radni proponowali rozpoczęcie od pilotażu na wybranych liniach. Projekt trafił pod obrady Rady Miasta w lutym 2021 roku. W trakcie dyskusji klub Przyjazny Kraków, związany z ówczesnym prezydentem Jackiem Majchrowskim, zaproponował jednak szersze rozwiązanie. Zamiast pracować wyłącznie nad biletem przystankowym, miasto miało przygotować „dynamiczną taryfę”. Rada przyjęła uchwałę, pozostawiając władzom wybór sposobu naliczania opłat.

Bilet przystankowy ostatecznie nie został wprowadzony. ZTP tłumaczył, że liczba przystanków nie zawsze odpowiada rzeczywistej długości podróży. Na tej samej trasie pasażer może wybrać linię zwykłą, przyspieszoną albo połączenie z przesiadką. Za każdym razem minie inną liczbę przystanków, choć początek i cel przejazdu pozostaną te same. Dodatkowym problemem były przystanki na żądanie.

Miasto zaczęło więc pracować nad taryfą opartą na odległości. W grudniu 2023 roku uruchomiono testy aplikacji START–STOP. Użytkownik rozpoczynał w niej podróż, a po wyjściu z pojazdu ją kończył. System odtwarzał przebieg trasy, który pasażer mógł potwierdzić lub zgłosić błąd.

Był to jednak wyłącznie test technologii. Aplikacja nie sprzedawała biletów i nie zwalniała z obowiązku posiadania ważnego biletu KMK.

Prace przeciągały się przez kolejne lata. We wrześniu 2024 roku Łukasz Gibała ponownie pytał prezydenta o realizację uchwały. Wskazywał, że od jej przyjęcia minęły ponad trzy lata, a poza testami aplikacji mieszkańcy nadal niewiele wiedzą o terminie uruchomienia systemu, jego kosztach i docelowym sposobie naliczania opłat.

Obecny przetarg jest więc powrotem do pomysłu sprzed kilku lat, ale w zmienionej formie. Pasażer nie będzie płacił za czas przejazdu ani za liczbę mijanych przystanków, lecz za długość podróży.

Smartfon i GPS. Co z osobami bez aplikacji?

Zapowiedź wprowadzenia taryfy odległościowej wywołała dyskusję pod publikacjami krakowskich mediów. Jedna z najczęściej powtarzających się wątpliwości dotyczy konieczności korzystania ze smartfona i udostępniania lokalizacji.

– A jeśli mam minimalistyczny telefon bez aplikacji i GPS, to co mam zrobić? – pyta Adrian Gierczak.

Osoby bez smartfona nadal będą mogły korzystać z obecnych rodzajów biletów. Nie skorzystają jednak z taryfy odległościowej, jeżeli zostanie ona udostępniona wyłącznie w aplikacji mKraków – wyjaśniło ZTP.

Barbara Nowak zastanawia się z kolei, czy przejazd będzie można rozpocząć bez włączonej lokalizacji. Inni pytają, jak system poradzi sobie w miejscach, gdzie sygnał może być słabszy.

– Jak system planuje odczytywać pozycję na przystankach w tunelu? – pyta Grzegorz Łach.

Internauci zwracają uwagę także na osoby starsze i mniej sprawnie korzystające z nowych technologii. Przypominają problemy z kasownikami, automatami biletowymi i płatnościami bezgotówkowymi. Ich zdaniem kolejna aplikacja może stać się dodatkowym utrudnieniem, nawet jeżeli korzystanie z nowej taryfy będzie dobrowolne.

Jak system policzy objazd?

Wątpliwości budzi również sposób ustalania długości przejazdu.

– Czy naliczanie będzie według odległości punktów na mapie, czy według przebiegu autobusu? Jeśli ta druga opcja, to ciężko będzie określić realną odległość podróży w niektórych sytuacjach – zauważa Mateusz Laszczka.

ZTP wskazywał wcześniej, że znaczenie mają mieć początek i koniec podróży, a nie czas przejazdu. Oznaczałoby to, że korek nie podniesie ceny biletu. W najnowszym komunikacie nie opisano jednak dokładnie, jak system rozliczy objazd spowodowany wypadkiem, awarią lub remontem.

Komentujący pytają również, czy jeszcze przed wejściem do autobusu lub tramwaju będzie można łatwo sprawdzić przewidywaną cenę. Przy stawce rosnącej co 500 metrów nawet niewielka różnica w długości podróży może oznaczać naliczenie kolejnych 50 groszy.

Jeden z internautów ironizuje, że pasażer będzie musiał siedzieć przy oknie i obserwować w telefonie, czy autobus nie przekroczył już kolejnego progu cenowego. Inny pyta, czy przed wejściem do tramwaju trzeba będzie „wyciągać kalkulator i liczyć kilometry”.

„Ukryta podwyżka” i „taniej autem”

Wielu komentujących zaczęło przeliczać koszty dłuższych przejazdów. Najwięcej obaw mają osoby dojeżdżające z odległych dzielnic do centrum albo na drugi koniec miasta.

– Ukryta podwyżka cen biletów – ocenia Sebastian Bednarczyk.

Podobne głosy pojawiają się w odniesieniu do tras z Nowej Huty, Czyżyn czy Bieżanowa. Część internautów uważa, że przy maksymalnej stawce bardziej opłacalny może okazać się samochód.

– Taniej autem – podsumowuje Joanna Adamska.

W komentarzach nie brakuje ironii. Pojawiają się określenia „Bareja wiecznie żywy” i „cyrk na kołach”, a także porównania nowego sposobu naliczania opłat do skomplikowanych rachunków za energię.

Krytyka dotyczy również kosztów zaprojektowania i utrzymania całego systemu. Paweł Wąsik pyta, czy zamiast budować nową aplikację i infrastrukturę miasto nie powinno rozważyć znacznie prostszego rozwiązania.

– Ile będzie kosztować zaprojektowanie, wdrożenie i utrzymanie tego systemu? Czy nie taniej byłoby wprowadzić bezpłatną komunikację miejską dla mieszkańców płacących podatki w Krakowie? – zastanawia się komentujący.

Są też głosy poparcia

Nie wszyscy oceniają pomysł negatywnie. Część pasażerów uważa, że taryfa odległościowa może być korzystna na krótkich trasach, zwłaszcza gdy podróż wydłuża się z powodu korków.

– W sumie spoko, bo obecnie muszę płacić 6 lub 8 zł, bo są korki i jedzie się pięć razy tyle, co powinno według rozkładu, a odległość jest śmieszna – napisała Nat Kargula.

Marcin Jastrzębski pozytywnie ocenił sam powrót do prac nad biletem odcinkowym, przypominając, że podobne rozwiązanie było zgłaszane już wiele lat temu. Zastrzegł jednak, że ostateczna ocena będzie zależała od stawek i od tego, jak system sprawdzi się w praktyce.

Komentarze pod postami mediów nie są co prawda badaniem opinii wszystkich Krakowian, ale pokazują, co miasto powinno wyjaśnić przed uruchomieniem nowej taryfy. Chodzi przede wszystkim o działanie aplikacji i lokalizacji, rozliczanie objazdów, możliwość wcześniejszego sprawdzenia ceny oraz sytuacje, w których telefon się rozładuje albo pasażer zapomni zakończyć podróż.

Ostatecznie wszystko sprowadza się do jednego pytania: czy taryfa odległościowa rzeczywiście uprości podróżowanie i ochroni pasażerów przed skutkami korków, czy stanie się kolejnym systemem, przed którego użyciem trzeba będzie sprawdzić baterię, GPS i kalkulator.

Obserwuj nas w Google News

Kraków - najnowsze informacje

Rozrywka