środa, 10 czerwca 2026 08:04, aktualizacja 5 dni temu

Referendum nieważne? Reklamy Meta i miliony wyświetleń pod lupą sądu

💬Komentarze
Głosowanie
Głosowanie / Głos24

Czy cisza referendalna obowiązuje także w social mediach? To pytanie po krakowskim referendum trafiło do sądu. Autorzy protestu wskazują na milionowe zasięgi, płatne reklamy i działania profrekwencyjne prowadzone tuż przed głosowaniem. Wyrok może przesądzić o ważności głosowania.

W skrócie:

  • Edward E. Nowak opublikował „Raport ciszy” dotyczący aktywności w internecie podczas ciszy referendalnej.
  • Autorzy protestu wskazują m.in. na płatne reklamy Meta geotargetowane na Kraków.
  • Kluczowe będzie to, czy sąd uzna, że naruszenia mogły mieć istotny wpływ na wynik referendum.
  • Od rozstrzygnięcia protestów zależy także kalendarz przedterminowych wyborów prezydenta Krakowa.

Do Sądu Okręgowego w Krakowie trafił protest dotyczący referendum lokalnego z 24 maja, w którym mieszkańcy zdecydowali o odwołaniu prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Jednym z jego autorów jest Edward E. Nowak, mieszkaniec Krakowa, działacz opozycji demokratycznej w PRL, były poseł, były wiceprezydent Krakowa i były wiceminister.

Nowak opublikował w mediach społecznościowych wpis oznaczony hasłem "Raportciszy”. Przedstawia w nim skalę materiału, który — według autorów protestu — został zebrany po referendum i przekazany do oceny sądu. Chodzi przede wszystkim o aktywność w internecie w czasie ciszy referendalnej: wpisy, filmy, komentarze, publikacje w lokalnych grupach, a także płatne reklamy emitowane w systemie Meta.

Setki plików, miliony wyświetleń i reklamy kierowane na Kraków

Według informacji przedstawionych przez autorów protestu w ciągu siedmiu dni zabezpieczono 401 unikalnych plików dowodowych, 72 foldery i podfoldery, prawie 4 GB danych, 787 stron opisów dowodowych oraz 16 plików wideo o łącznej długości ponad dwóch godzin. Analiza miała objąć aktywność na X, Facebooku, Instagramie, TikToku, YouTube oraz w systemie reklamowym Meta.

Infografika przygotowana przez autorów Raportu ciszy
Infografika przygotowana przez autorów Raportu ciszy / mat. prasowe

Autorzy raportu podają, że w okresie ciszy referendalnej odnotowano m.in. ok. 3,8 mln wyświetleń treści referendalnych na X, ponad 429 tys. wyświetleń materiałów na YouTube oraz ponad 501 tys. kont objętych płatnymi reklamami Meta geotargetowanymi na Kraków. W materiale wskazano również na tysiące wzmianek na Facebooku, publikacje na TikToku i aktywność lokalnych portali.

Najpoważniejszy wątek dotyczy płatnych reklam. Według raportu w czasie ciszy referendalnej działało osiem kampanii reklamowych kierowanych do użytkowników z Krakowa. Wśród nich miały znaleźć się m.in. reklamy z hasłem „Idź na Referendum!” oraz materiały dotyczące Aleksandra Miszalskiego. Część reklam — według autorów raportu — miała zostać usunięta przez Meta z powodu naruszenia zasad dotyczących reklam politycznych.

To właśnie płatna promocja jest elementem, który odróżnia zwykłą aktywność użytkowników od zorganizowanego zwiększania zasięgu. Organiczny wpis może być spontaniczną reakcją internauty. Reklama wymaga natomiast decyzji o finansowaniu przekazu, ustawienia grupy odbiorców i emisji w konkretnym czasie.

„Jeżeli w czasie ciszy referendalnej kupowano zasięg dla treści dotyczących referendum, to nie mówimy już tylko o spontanicznych emocjach użytkowników internetu. Mówimy o finansowanym zwiększaniu zasięgu przekazu w czasie, gdy kampania powinna być zakończona” — napisał Edward E. Nowak.

„Chodzi o zasady”

W swoim wpisie Nowak podkreślił, że protest nie ma odbierać komukolwiek prawa do poglądów ani ograniczać debaty publicznej. Jak zaznaczył, sprawa dotyczy reguł prowadzenia kampanii i tego, czy obowiązują one również w internecie.

„Nie chodzi o odbieranie komukolwiek prawa do poglądów. Nie chodzi o zakaz krytyki władzy. Nie chodzi o to, żeby ograniczać debatę publiczną. Chodzi o zasady” — stwierdził.

Dalej dodał: „O to, czy w dniu głosowania obowiązuje cisza referendalna. O to, czy internet jest przestrzenią, w której prawo działa tak samo jak poza internetem”.

To istotne, bo krakowskie referendum było referendum odwoławczym. W takim przypadku frekwencja ma znaczenie rozstrzygające. Referendum w sprawie odwołania prezydenta było ważne, bo udział w nim wzięła wymagana liczba mieszkańców. Według oficjalnych danych frekwencja wyniosła 29,99 proc. W głosowaniu dotyczącym Rady Miasta Krakowa próg nie został osiągnięty — frekwencja wyniosła 29,97 proc., dlatego to referendum było nieważne.

W sprawie prezydenta próg został przekroczony o 17 673 głosujących. Autorzy protestu argumentują więc, że masowe działania profrekwencyjne prowadzone w czasie ciszy mogły mieć znaczenie dla ważności całego głosowania. To jednak nie jest przesądzone. O tym, czy naruszenia rzeczywiście miały charakter istotny dla wyniku, zdecyduje sąd.

Co wolno w czasie ciszy referendalnej, a czego nie?

Najważniejsza różnica między wyborami a referendum dotyczy samego zachęcania do udziału w głosowaniu. W klasycznych wyborach neutralne hasło profrekwencyjne, kierowane przez podmiot nieuczestniczący w wyborach i pozbawione elementów agitacji, nie musi być traktowane jako agitacja wyborcza. W referendum sytuacja jest inna, bo frekwencja decyduje o ważności głosowania.

W czasie ciszy referendalnej niedopuszczalne jest więc nie tylko namawianie do głosowania w określony sposób, ale także zachęcanie lub zniechęcanie do samego udziału w referendum, jeśli przekaz ma związek z konkretnym głosowaniem i może wpływać na jego wynik.

Nie oznacza to jednak, że każda informacja o referendum jest automatycznie złamaniem ciszy. Neutralny komunikat urzędowy o godzinach głosowania, lokalach referendalnych, obwodowych komisjach czy ułatwieniach dla osób z niepełnosprawnościami ma inny charakter niż hasło mobilizacyjne. Miasto i administracja wyborcza muszą informować mieszkańców o organizacyjnej stronie głosowania.

Podobnie wcześniejsze plakaty, banery, artykuły czy posty opublikowane przed rozpoczęciem ciszy nie muszą być usuwane. Kluczowe jest to, aby w czasie ciszy nie były zmieniane, aktualizowane, komentowane, ponownie udostępniane ani promowane. Materiał, który tylko „wisi” w przestrzeni publicznej lub w internecie, ma inną wagę niż materiał aktywnie rozpowszechniany w dniu głosowania.

Najtrudniejsza do obrony prawnej może być płatna promocja. Reklama emitowana w czasie ciszy nie jest biernym śladem wcześniejszej kampanii. To aktywne docieranie do odbiorców, często z wykorzystaniem algorytmów, targetowania i budżetu reklamowego. Jeżeli przekaz dotyczył referendum i zachęcał do udziału albo wzmacniał określony komunikat polityczny, sąd może ocenić go znacznie surowiej niż pojedynczy wpis internauty.

Podobnie niejednoznaczna może być kwestia transportu do lokali. Neutralna informacja o ustawowych ułatwieniach dla wyborców jest czym innym niż organizowanie akcji dowożenia do komisji w tonie mobilizującym i powiązanym z jedną stroną sporu. Tu znaczenie mają treść, autor, forma przekazu, skala i kontekst. Posty, o ułatwieniu dostępu do lokali opublikował m.in. Łukasz Gibała. W ich treści trudno jednak doszukać się treści promujących. "Dzisiaj w Krakowie jest referendum. Głosować można od 7:00 do 21:00, w tych lokalach, co zawsze. To, czy i jak zagłosujecie, to wyłącznie Wasza decyzja. Natomiast jeśli ktoś ma trudności z dojazdem do lokalu wyborczego, to oferujemy bezpłatny transport do komisji (...)" - napisał radny i prezes Krakowa dla Mieszkańców. Dodał też: "Pamiętajcie, że trwa cisza wyborcza, dlatego prośba, o to, żeby w komentarzach pod tym postem nie agitować ani w jedną, ani w drugą stronę".

Kara to jedno, ważność referendum — drugie

Ewentualne naruszenie ciszy referendalnej może mieć dwa rodzaje skutków. Pierwszy to odpowiedzialność osób, które prowadziły niedozwoloną kampanię. Takie sprawy mogą trafiać do organów ścigania i sądów. Drugi to protest przeciwko ważności referendum.

W przypadku protestu sąd nie bada wyłącznie tego, czy doszło do naruszenia. Musi ocenić także, czy wskazane naruszenia mogły mieć istotny wpływ na wynik referendum. W Krakowie ta ocena będzie szczególnie ważna, bo w referendum odwoławczym „wynikiem” jest nie tylko odpowiedź na pytanie referendalne, ale również osiągnięcie progu frekwencyjnego.

Jeśli sąd oddali protest, wynik referendum pozostanie w mocy, a procedura prowadząca do przedterminowych wyborów prezydenta Krakowa będzie mogła toczyć się dalej. Jeśli sąd uzna protest za zasadny, możliwe są dalej idące skutki, łącznie z koniecznością powtórzenia głosowania albo określonych czynności referendalnych. Na tym etapie nie można jednak przesądzać, jaki będzie finał sprawy.

Cztery protesty, dwa po terminie

Sprawa protestu Edwarda E. Nowaka nie jest jedyną, która trafiła do sądu po krakowskim referendum. Według informacji przekazanych przez Sąd Okręgowy w Krakowie wpłynęły łącznie cztery protesty. Trzy zostały wniesione przez osoby fizyczne, a czwarty przez prezesa jednej z fundacji.

Dwa protesty miały dotyczyć naruszenia ciszy referendalnej. Jeden odnosił się do braku opieczętowania kart w referendum dotyczącym odwołania Rady Miasta Krakowa. Kolejny dotyczył ogólnie ważności referendum w sprawie rady miasta.

Sąd przekazał też, że dwa protesty nie będą dalej procedowane, ponieważ zostały wniesione po terminie. Chodzi o protest złożony przez grupę 15 osób oraz protest wniesiony przez prezesa fundacji. Te rozstrzygnięcia nie są jednak prawomocne.

W sprawie protestu przygotowanego m.in. przez Edwarda E. Nowaka rozprawa została wyznaczona na 17 czerwca.

Precedens dla Krakowa i kampanii w sieci

Spór o krakowskie referendum ma znaczenie wykraczające poza sam wynik głosowania. To jeden z pierwszych tak głośnych przypadków, w których sąd będzie musiał ocenić skalę internetowej aktywności w czasie ciszy referendalnej: nie tylko pojedyncze wpisy, ale także reklamy, algorytmiczne zasięgi, lokalne grupy, filmy, memy i treści tworzone przy pomocy sztucznej inteligencji.

To pokazuje, że kampanie lokalne coraz mocniej przenoszą się do internetu. W praktyce granica między prywatną opinią, społeczną mobilizacją, działalnością polityczną i płatną kampanią staje się coraz mniej czytelna. Dla sądu kluczowe będzie więc nie samo to, że w internecie pojawiały się treści o referendum, ale ich charakter, skala, moment publikacji i możliwy wpływ na frekwencję.

Już teraz protesty wpłynęły na kalendarz polityczny w Krakowie. Premier Donald Tusk zapowiedział, że wybory prezydenckie mogą przesunąć się nawet na wrzesień, bo najpierw konieczne jest rozstrzygnięcie protestów dotyczących referendum.

Wyrok w tej sprawie będzie ważny nie tylko dla Krakowa. Może stać się punktem odniesienia dla kolejnych kampanii samorządowych i referendalnych w Polsce. Bo jeśli cisza referendalna ma obowiązywać także w czasach social mediów, trzeba odpowiedzieć na pytanie, gdzie kończy się informacja, a zaczyna aktywna kampania.

Obserwuj nas w Google News

Kraków - najnowsze informacje

Rozrywka