Kto wejdzie do drugiej tury wyborów prezydenckich w Krakowie? Czy Łukasz Gibała rzeczywiście jest faworytem? Czy kandydatka KO i PSL Monika Piątkowska ma powody do niepokoju? Najnowszy sondaż IBRiS, przygotowany na zlecenie Nowej Lewicy, mocno ożywił polityczne dyskusje w mieście. Szczególnie zadowolona może być Daria Gosek-Popiołek, która po publikacji badania wprost zapowiedziała walkę o drugą turę.
Kto zmierzy się w drugiej turze przedterminowych wyborów prezydenckich w Krakowie? Czy będzie to powtórka z poprzednich kampanii z Łukaszem Gibałą w roli jednego z głównych graczy? A może do ścisłej rozgrywki wejdzie kandydatka Lewicy, która według najnowszego sondażu znalazła się bardzo blisko drugiego miejsca? Czy faktycznie główną faworytką będzie promowana przez KO Monika Piątkowska? Jak oceniane są szanse Bartosza Bocheńczaka i czy Konfederacja może przewrócić stoliki w Krakowie?

Gibała pierwszy, duża grupa niezdecydowanych
Przedterminowe wybory prezydenta Krakowa formalnie jeszcze się nie rozpoczęły, ale polityczna gra o miasto trwa już od kilku tygodni. Po referendum z 24 maja, w którym mieszkańcy odwołali Aleksandra Miszalskiego, kolejne komitety i środowiska polityczne ogłaszają swoich kandydatów albo szykują się do startu. W tym kontekście szczególne emocje wzbudził sondaż IBRiS przygotowany na zlecenie Nowej Lewicy.
Badanie przeprowadzono w dniach 10–14 czerwca 2026 roku na grupie 1000 pełnoletnich mieszkańców Krakowa. Zrealizowano je metodą mieszaną, przez internet i telefonicznie. Deklarowany błąd oszacowania wynosi 3 punkty procentowe przy poziomie ufności 0,95.
Według badania największe poparcie ma obecnie Łukasz Gibała. Wskazało go 17,2 proc. ankietowanych mieszkańców Krakowa. To wynik dający mu pierwsze miejsce, choć sam Gibała nie ogłosił jeszcze oficjalnie, czy wystartuje w przedterminowych wyborach.
Drugie miejsce zajęła posłanka Lewicy Daria Gosek-Popiołek z wynikiem 13,5 proc., a trzecie radny PiS Michał Drewnicki, którego wskazało 13,2 proc. badanych. Dopiero na czwartej pozycji znalazła się wspólna kandydatka Koalicji Obywatelskiej i PSL Monika Piątkowska z poparciem 12 proc.
Choć sondaż jest korzystny dla Gibały, różnice w czołówce są niewielkie. Między pierwszym miejscem a czwartą pozycją jest nieco ponad 5 punktów procentowych, podczas gdy 3 punkty to błąd precentowy. Trudno więc zakładać, że taki podział utrzyma sie do wyborów, zwłaszcza że właściwa kampania dopiero się rozkręca, a część kandydatów dopiero buduje rozpoznawalność.
W dalszej części zestawienia znaleźli się m.in. Bartosz Bocheńczak z Konfederacji z wynikiem 5,9 proc., Michał Klimek z Konfederacji Korony Polskiej z poparciem 5 proc., Aleksandra Owca z Razem z wynikiem 3,8 proc. oraz Jan Hoffman, którego wskazało 2,1 proc. badanych. Marian Banaś oraz „inny kandydat” uzyskali po 1,4 proc.
Warto zauważyć, że aż 20,6 proc. ankietowanych odpowiedziało „nie wiem, trudno powiedzieć”, a kolejne 3,9 proc. odmówiło odpowiedzi. Pokazuje to, że blisko jedna czwarta Krakowian nie ma jeszcze swojego kandydata, nie wie o wyborach lub nie interesuje się nimi. Kandydaci mają więc pole do działania.
Piątkowska poza podium
Jednym z najmocniej komentowanych elementów sondażu jest miejsce Moniki Piątkowskiej, która znalazła się poza podium, bez szans na walkę w drugiej turze. Kandydatka KO i PSL choć przedstawiona wspólnie przez Donalda Tuska i Władysława Kosiniaka-Kamysza, została zaprezentowana w Warszawie, co okazało się wizerunkową klapą. Konkurenci nie zostawili na KO suchej nitki.
Drugi problem jest taki, że Piatkowska buduje przekaz na krytyce tego, co działo się w Krakowie w ostatnich miesiącach. Wskazuje na finanse miasta, spółki miejskie i styl zarządzania. Jej konkurenci szybko jednak zaczęli odpowiadać, że trudno oddzielić ją od politycznego zaplecza, które współtworzyło obóz władzy po wyborach samorządowych.
Najostrzej ujął to Bartosz Bocheńczak z Konfederacji. „Złodziej krzyczy łapać złodzieja” — napisał, zarzucając Piątkowskiej, że dopiero po referendum „odkryła” problemy miasta. W swoim wpisie przypomniał, że jest ona członkinią Koalicji Obywatelskiej, a więc formacji, z której wywodził się odwołany prezydent Aleksander Miszalski. „To m.in. człowiek z Pani partii doprowadził miasto do tej sytuacji. To Pani partyjni koledzy obsiedli zarządy i RN miejskich spółek i instytucji. Krakowianie nie zapomną Wam tego” — stwierdził Bocheńczak.
Dodatkowo pozycję KO komplikuje protest referendalny złożony przez Edwarda Nowaka. Przeciwnicy Koalicji Obywatelskiej przedstawiają go jako próbę gry na czas i przesuwania terminu wyborów. W ich narracji KO zamiast szybko uznać decyzję mieszkańców, szuka sposobu na odzyskanie inicjatywy.
Nie oznacza to jednak, że wynik Piątkowskiej jest przesądzony. Kampania dopiero się rozkręca, a Koalicja Obywatelska w Krakowie wielokrotnie pokazywała, że potrafi mobilizować wyborców. W drugiej turze wyborów prezydenckich Rafał Trzaskowski zdobył w Krakowie 62,16 proc. głosów, zdecydowanie pokonując Karola Nawrockiego. To znak, że elektorat KO jest w mieście nadal jest bardzo silny.
Lewica mówi o drugiej turze. Gosek-Popiołek liczy na wygraną
Sondaż szybko stał się elementem politycznej gry. Lewica opublikowała grafikę z hasłem „Druga tura dla Darii!”, pokazując wyniki po przeliczeniu na wyborców zdecydowanych. W takim ujęciu Łukasz Gibała ma 22,8 proc. poparcia, Daria Gosek-Popiołek 17,9 proc., a Michał Drewnicki 17,5 proc.
To nie zmienia zasadniczo kolejności z podstawowych wyników badania, w których Gibała również prowadzi, Gosek-Popiołek jest druga, a Drewnicki trzeci. Różnica między kandydatką Lewicy a kandydatem PiS jest bardzo mała w obu wariantach — odpowiednio 0,3 pkt proc. wśród wszystkich badanych i 0,4 pkt proc. po odjęciu niezdecydowanych.
Przeliczenie na wyborców zdecydowanych ma jednak znaczenie polityczne. Pokazuje, jak wyglądałby rozkład poparcia, gdyby osoby niezdecydowane albo odmawiające odpowiedzi nie poszły do urn. Wtedy procenty kandydatów byłyby wyższe, a Daria Gosek-Popiołek mogłaby być przedstawiana jako realna uczestniczka walki o drugą turę.
Trzeba jednak dodać ważne zastrzeżenie. Takie proste odjęcie niezdecydowanych nie jest pełną prognozą wyborczą. Sondażownie różnie traktują tę grupę: czasem pokazują ją osobno, czasem próbują oszacować, jak może zagłosować, a część niezdecydowanych podejmuje decyzję dopiero pod koniec kampanii. Dlatego grafika Lewicy dobrze pokazuje potencjał kandydatki, ale nie przesądza o tym, kto faktycznie znajdzie się w drugiej turze.
Sama Gosek-Popiołek nie ukrywa jednak, że traktuje badanie jako mocny sygnał. „Dziękuję za zaufanie! Moim celem jest druga tura, zwycięstwo i ciężka praca dla Krakowa. Nie będę przenosić ogólnopolskiej polityki do naszego miasta, a mój program będzie efektem rozmów z mieszkankami i mieszkańcami” — napisała kandydatka Lewicy.
Kto z kim w drugiej turze?
Najciekawsze pytanie dotyczy jednak nie samej kolejności w pierwszym sondażu, ale możliwych przepływów przed drugą turą. Jeśli do finału weszliby Łukasz Gibała i Daria Gosek-Popiołek, kampania mogłaby przeciąć dotychczasowe podziały. Gibała mógłby liczyć na część wyborców prawicy, Konfederacji i środowisk referendalnych, a Gosek-Popiołek próbowałaby przyciągnąć elektorat Aleksandry Owcy oraz część wyborców KO.
Inaczej wyglądałby pojedynek Gibały z Moniką Piątkowską, jeśli kandydatka KO i PSL zdołałaby przeskoczyć konkurentów. W takim scenariuszu Piątkowska musiałaby przede wszystkim zmobilizować liberalny i sympatyzujący z Koalicją Obywatelską elektorat, który w Krakowie nadal jest bardzo silny, ale po porażce Miszalskiego może być rozbity i zniechęcony. Z kolei Gibała mógłby próbować pokazać się jako kandydat zmiany, stojący ponad partyjnym sporem.
Jeszcze inny układ dałaby druga tura Gibała–Drewnicki. Wtedy kluczowe byłoby pytanie, jak zachowaliby się wyborcy KO, Lewicy, Razem i Konfederacji. Czy część z nich potraktowałaby Gibałę jako „mniejsze zło”? Czy wyborcy prawicy w całości przeszliby do Drewnickiego? A może część elektoratu zostałaby w domu? Pytań jest wiele, a wyborcza rozgrywka zapowiada się wyjątkowo ciekawie.
Na razie odpowiedzi nie ma. Elektoraty nie są własnością kandydatów, a przedterminowe wybory po referendum mogą rządzić się inną logiką niż zwykła kampania samorządowa. Pewne jest jedno: jeśli sondaż miał wstrząsnąć dotychczasowymi przewidywaniami i uruchomić serię politycznych kalkulacji, to właśnie to zrobił. Pokazał też, że po referendum w Krakowie nikt nie może być pewny swojego miejsca w drugiej turze.



















