niedziela, 5 września 2021 13:04

To było to pierwsze takie wejście w historii. "W połowie drogi prawie wszyscy mieli dosyć"

Autor Edyta Sowa
To było to pierwsze takie wejście w historii. "W połowie drogi prawie wszyscy mieli dosyć"

Podjęli ryzykowną decyzję wejścia na najwyższy szczyt Tatr, ale ryzyko wpisane jest  ich codzienność. Wyruszyli o poranku w pełnym rynsztunku, po to żeby pokazać innym, że można wszystko, że wystarczy tylko chcieć!

Prawdopodobnie było to pierwsze takie wejście w historii. 23 strażaków w mundurach pod koniec sierpnia wdrapało się na Rysy. Po co? Cel był szczytny. Promując akcję krwiodawstwa w ramach DKMS pokazali, że pomaganie nie boli, wymaga jednak trochę wysiłku. Akcję zorganizował "Strażak na szlaku", autor bloga, który zachęcił innych druhów. – O godz. 6:00 z parkingu Palenica Białczańska rozpocznę lub inaczej będę podejmował próbę wejścia na najwyższy szczyt w Polsce - RYSY oczywiście w mundurze bojowym wraz w pełnym oporządzeniu – napisał. – Kto tylko może ubiera mundur i ODO lub PSP R1 lub bez. Zróbmy to razem, pokażmy, że jest nas wielu, ludzi dobrego serca.

Kto kryje się pod awatarem "Strażak na szlaku"? To naczelnik OSP Łukowice Brzeskie, Sławomir Kowalczyk. Opowiedział nam, dlaczego zorganizował tę akcję, kogo zabrał ze sobą i jak przebiegała wyprawa.

To, co zrobiliście to wielki wyczyn, gratuluję!

— Dziękuję (śmiech)

Wasze wyjście na Rysy wzbudziło duże zainteresowanie wśród internautów, może za wami pójdą następni? Jak Pan wpadł na taki pomysł i co chciał pokazać?

— W 2019 roku, kiedy zostałem sam faktycznym dawcą komórek macierzystych, rozpocząłem wspinanie od wejścia na Sky Tower we Wrocławiu podczas Mistrzostw Polski Strażaków - w biegu po schodach. Góry to był pomysł żony. Powiedziała: skoro wszedłeś na budynek, chodźmy w góry, i poszliśmy, najpierw takie nieduże czyli Ślęża pod Wrocławiem, Karkonosze i coraz wyżej i wyżej,. Później był Śnieżnik, Śnieżka (też w stroju strażackim). Znajomy z portalu Czerwone Samochody stwierdził: "wszędzie byłeś, spróbuj wyjść na Rysy". Wtedy ten pomysł zaświtał mi w głowie, ale pomyślałem, że samemu to będzie nie za bardzo, lepiej mieć kogoś do pomocy. Rzuciłem więc rzuciłem na moim blogu “Strażak na szlaku” – że potrzebuję ochotników strażaków do wspólnego wyjścia na Rysy i zaczęło się!

Odzew był naprawdę wielki, aż musiałem w pewnym momencie zatrzymać listę, bo byłoby nas nawet około setki. Cała akcja ma charakter informacyjny, ludzie widzą i zaczynają się interesować, po drodze czasem pytają nas jak oddać szpik. Chciałem zwrócić uwagę na Dawców Komórek Macierzystych i Szpiku fundacji DKMS.

To dlaczego stanęło na tej magicznej liczbie 23?

— Przy 20-23 osobach właśnie, można jeszcze zapanować nad tym wejściem, przy 100 byłoby już trudniej.

Jako strażacy macie dobrą formę, ale uczestnikami byli ludzie którzy mieli doświadczenie w chodzeniu po górach, czy niekoniecznie?

— Niekoniecznie. Były jednak osoby, które w góry już miały jakieś wyjścia, była np. druhna z OSP Kęty, która tam już wchodziła kilka razy, oczywiście w stroju prywatnym, a nie służbowym. To ona tak naprawdę przecierała nam szlaki i mówiła co i jak, nadawała też tempo, więc tak, mieliśmy osobę doświadczoną.

No właśnie, ile było z wami Pań?

— Były z nami 4 kobiety.

Ile czasu zajęła cała wyprawa?

— Zbiórka była o 4 rano na Palenicy Białczańskiej, później start z Morskiego Oka ok. 5.30, a na Rysach już 10.30 - 11, tam posiedzieliśmy chwilę, były zdjęcia, uzupełniliśmy płyny, zjedliśmy i potem na dół, gdzie byliśmy ok. 17.30

To dosyć szybko.

— Tempo było naprawdę duże (śmiech)!

Wy strażacy na co dzień ratujecie życie i zdrowie ludzkie. Tym razem musieliście zapanować nad swoim własnym, czy ktoś miał chwile załamania, zwątpił?

— Nie, nie. Ale przyznam się, że w połowie drogi prawie wszyscy mieli dosyć, bo każdy kilogram tego noszaka [element wyposażenia strażaka na którym niesie  np. aparat oddechowy - przyp. red] z butlą dawał się we znaki, a mundur strażacki nie jest przecież do chodzenia po górach tylko ma nas chronić przed ogniem, więc dał nam popalić.

Proszę coś więcej opowiedzieć o stroju.

— Szliśmy w pełnym wyposażeniu to ok. 20kg; hełmy, butle z noszakami, mundury, kominiarki, rękawice techniczne, jedynie buty mieliśmy typowe w góry a nie nasze do akcji, a jako dodatkowe obciążenie każdy miał ze sobą dużo wody, ja sam wypiłem po drodze 3 litry wody, a to ważne!

W tych chwilach zwątpienia musieliście się wspierać, żeby wyjść i zjeść w takim składzie, w jakim zaczęliście wyprawę?

— Tak, jeden pilnował drugiego, czekał. Na początku nie mieliśmy dużo przerw, bo tej mocy było w nas trochę, ale wiadomo im wyżej to jej brakowało i musieliśmy się zatrzymywać częściej.

To jak tam w górze jest, jak się szło?

— W wyższych partiach kończy się zabawa, trzeba uważać na każdy jeden krok, łańcuchy, strome podejścia, zapadliny. Byłem zaskoczony, bo filmy i mapy które przeglądałem przed wyprawą, nie oddają tego do końca. Musisz sam wyjść i zobaczyć.

Widok był imponujący?

— Niestety pogoda zrobiła nam psikusa, bo im wyżej to zaczęły nachodzić chmury i choć było ciepło i niemal bezwietrznie była słaba widoczność, ale samo podejście, nie powiem, widoki przepiękne! Warte wyjścia i zmęczenia. Trudno, przełknęliśmy tę gorycz, bo zdobyliśmy górę, najwyższy szczyt w Polsce. Polecam, jednak trzeba być przygotowanym, bo ludzie czasem wchodzą bez przygotowania i to jest skrajna nieodpowiedzialność. Wracając, mieliśmy też przypadek pana ok. 60 lat który wybrał się na Rysy z wnukiem, zsunął się ok. 2 m. ze stromej skarpy Na szczęście zatrzymał się w rozpadlinie, inaczej źle by się to skończyło. Udzieliliśmy mu oczywiście podstawowej pomocy, był nieco poobijany, przemyliśmy rany, założyli opatrunki. Byliśmy samowystarczalni, jeden z nas został z nim i pomógł schodzić.

A więc wszystko się dzieje  po coś. Jeszcze raz gratuluje i dziękuję za rozmowę.

— Dziękuję bardzo.

Naczelnik Sławomir Kowalczyk został nominowany do nagrody Strażak Roku 2021.


Podhale

Podhale - najnowsze informacje