20 grudnia br. pod gmachem krakowskiej prokuratury, w proteście, zebrali się pracownicy administracyjni domagający się podwyżki /jak mówią/ głodowych płac. Protestowi towarzyszyła syrena alarmowa i transparenty: "Jesteśmy wkurzeni", "Pracuję za 2100 zł brutto", "Kraj podobno w rozkwicie, nam nie starcza na życie","Ojczyźnie służba, w zamian jałmużna", "Prestiżem rachunków nie zapłacę".
Strajkujący żądają od 2019 roku podwyżek płac w wysokości 1000 zł, w kolejnym roku następne 500. W przypadku gdy rząd nie zrealizuje ich postulatów rozpoczną strajk chorobowy /jak policja i oświata/. Zakładając taki scenariusz praca prokuratury zostanie sparaliżowana. To bowiem najgorszy z możliwych czas na strajk, gdy administracja zamyka cały rok pracy prokuratury.
Na pytanie, czy ich żądania płacowe nie są zbyt wygórowane odpowiedziała nam strajkująca, pracująca w prokuraturze od kilkudziesięciu lat: - z takim stażem i doświadczeniem zarabiam najniższą krajową. Tłumaczono nam przez lata, że nasza praca jest zaszczytem, że to służba Polsce. Trudno jednak zaprzeczyć, że też wielka odpowiedzialność i za nią należy się nam godne wynagrodzenie, podczas gdy nasze zarobki nie rosną od kilkunastu lat".
Przedstawiciel Związków Zawodowych również nie miał dla nas dobrych wiadomości. Jak powiedział "rząd nie zrobił wystarczająco dużo, by poprawić sytuację finansową tej grupy zawodowej". Związki zrobiły wszystko co mogły, jednak od 2015 roku, gdy "odmrożono" 8-letnie wstrzymanie podwyżek, udało się jedynie wywalczyć jednorazowe nagrody w wysokości 900 zł /niedawno zatwierdone do wypłaty/.
Protest uświadomił przepaść płacową urzędników działających w imieniu Państwa. Trudno bowiem uwierzyć, że średnie wynagrodzenie w 357. polskich prokuraturach rejonowych wynosi 1870 zł netto, a w 45. prokuraturach okręgowych 2280 zł. Że ponad 2500 pracowników /spośród 8500. zatrudnionych/ otrzymuje wynagrodzenia na poziomie niższym niż 1800 zł netto. Wstyd!
Natalia Mądry


















