Konfederacja straciła kandydata. Gdzie pójdą jej wyborcy?

Głosowanie
Głosowanie / Głos24

Do wyborów prezydenta Krakowa zostało niewiele ponad tydzień, a dwa ostatnie duże sondaże pokazują zaskakująco różny obraz miasta. Jest jednak coś ciekawszego niż sam ranking kandydatów. Kto naprawdę pójdzie do urn? Czy wrócą wyborcy, którzy świadomie nie uczestniczyli w referendum? I co zrobi elektorat Konfederacji, skoro jej kandydat nie znalazł się na karcie wyborczej? Najnowsze badanie daje kilka interesujących odpowiedzi.

W skrócie:

  • Opinia24 daje Łukaszowi Gibale wyraźną przewagę, podczas gdy wcześniejszy IBRiS pokazywał niemal remis z Moniką Piątkowską.
  • 54,3 proc. badanych zdecydowanie deklaruje udział w wyborach – znacznie więcej niż uczestniczyło w majowym referendum.
  • Część wyborców popierających Aleksandra Miszalskiego świadomie nie głosowała w referendum. 27 września mechanizm jest odwrotny: aby wpłynąć na wynik, trzeba przyjść do urn.
  • Wyborcy Konfederacji po odpadnięciu Bartosza Bocheńczaka nie przechodzą do jednego kandydata. Ich głosy wyraźnie się rozpraszają.

Dwa sondaże i dwa różne obrazy Krakowa

Najnowsze badanie Opinia24 dla Radia Kraków daje Łukaszowi Gibale 34,8 proc. wskazań, a Monice Piątkowskiej 20,9 proc. Dalej znajdują się Daria Gosek-Popiołek, Michał Drewnicki i Aleksandra Owca – wszyscy z wynikami poniżej 10 proc.

Badanie przeprowadzono między 9 a 14 września na reprezentatywnej próbie 1000 dorosłych mieszkańców Krakowa, ale preferencje kandydatów prezentowane są dla 543 osób deklarujących udział w wyborach.

To ostatnie zastrzeżenie jest bardzo ważne. Kilka dni wcześniej IBRiS, badając 1000 mieszkańców Krakowa, pokazywał praktycznie remis: 17,6 proc. dla Gibały i 17,1 proc. dla Piątkowskiej. Aż 20,1 proc. respondentów nie wiedziało jeszcze, na kogo zagłosuje, a 2,6 proc. zapowiadało pozostanie w domu.

Dlatego nie można powiedzieć, że w ciągu kilku dni poparcie dla Gibały „wzrosło” z 17,6 do 34,8 proc. Badania inaczej definiują grupę, dla której prezentowane są wyniki. Jedno obejmuje także dużą grupę niezdecydowanych i osoby deklarujące absencję, drugie koncentruje się na wyborcach deklarujących udział.

W kampanii pojawiały się również sondaże wewnętrzne lub zamawiane przez sztaby, których wyniki wyraźnie odstawały od późniejszych publicznych pomiarów. Na początku kampanii dotyczyło to m.in. badań pokazujących Darię Gosek-Popiołek bardzo blisko walki o drugą turę.

Sam fakt, że badanie ma zleceniodawcę, nie przesądza oczywiście o jego jakości. Znacznie ważniejsze jest to, czy znamy pracownię, wielkość i sposób doboru próby, metodę oraz pełne wyniki. Dlatego sondaży sztabowych, których pełnej metodologii nie ujawniono, nie traktujemy tutaj jako równorzędnych punktów do wyznaczania trendu.

54 proc. chce głosować. A w referendum było tylko 30 proc.

Jeszcze ciekawsza od samego poparcia dla kandydatów jest deklarowana frekwencja. W badaniu Opinia24 54,3 proc. krakowian zdecydowanie deklaruje, że weźmie udział w wyborach.

Dla porównania w pierwszej turze wyborów samorządowych w 2024 roku frekwencja w Krakowie wyniosła 51,79 proc., a w drugiej – 45,50 proc.

W majowym referendum, które doprowadziło do odwołania Aleksandra Miszalskiego, było to natomiast tylko 29,99 proc. Oficjalne wyniki mówią o 171 581 głosach za odwołaniem prezydenta i 3631 przeciw.

I właśnie tutaj pojawia się pytanie, którego nie da się pominąć: ilu wyborców, którzy nie poszli na referendum, zrobiło to świadomie, aby obniżyć frekwencję, a teraz pojawi się przy urnach?

Przed referendum Aleksander Miszalski otwarcie zachęcał swoich zwolenników, aby w przypadku poparcia dla dalszego sprawowania przez niego urzędu pozostali w domu. Strategia była czytelna: niska frekwencja mogła spowodować, że referendum nie będzie wiążące.

Dlatego 29,99 proc. z referendum nie powinno być traktowane jako miara zainteresowania krakowian polityką lokalną ani jako prosty punkt odniesienia dla wyborów 27 września. Tym razem mechanizm jest dokładnie odwrotny. Żeby wpłynąć na wynik, trzeba pójść głosować.

Czy do urn wrócą wyborcy KO?

To kolejne pytanie: ilu spośród deklarujących dziś udział to wyborcy, którzy w referendum zostali w domu, a teraz zagłosują? I na kogo?

Tego sondaż nie pozwala policzyć. Pokazuje jednak kierunek.

Wśród osób, które deklarują wcześniejsze głosowanie na Koalicję Obywatelską, blisko 60 proc. wskazuje obecnie Monikę Piątkowską. Jednak Łukasza Gibałę wybiera 22 proc., a 8,6 proc. Darię Gosek-Popiołek.

Nie możemy więc założyć, że każdy wyborca Miszalskiego z 2024 roku czy każdy zwolennik KO, który nie poszedł na referendum, automatycznie zagłosuje na Piątkowską. Dane pokazują jednak, że jest ona zdecydowanie pierwszym wyborem w tej grupie.

Młodzi za Gibałą, starsi częściej za Piątkowską

Opinia24 pokazuje również wyraźną różnicę pokoleniową.

W najmłodszej grupie, od 18 do 29 lat, Gibałę wskazuje ponad połowa respondentów. Piątkowska zdecydowanie lepiej wypada natomiast wśród starszych mieszkańców – w grupie 50–59 lat uzyskuje ponad 40 proc. wskazań i prowadzi także wśród najstarszych badanych.

To kolejny powód, dla którego o ostatecznym wyniku może zdecydować nie tylko ogólny poziom poparcia, ale też mobilizacja konkretnych grup wiekowych.

A gdzie pójdą wyborcy Konfederacji?

37,9 proc. wyborców Konfederacji chce zagłosować na Michała Klimka z Konfederacji Korony Polskiej. To najczęściej wskazywany kandydat w tej grupie po tym, gdy Konfederacja straciła swojego kandydata na liście. Bartosz Bocheńczak nie został zarejestrowany z powodu niewystarczającej liczby prawidłowych podpisów.

Co ciekawe, 24,1 proc. wyborców Konfederacji chce zagłosować na Łukasza Gibałę, 17,2 wskazuje Jana Hoffmana, a Michała Drewnickiego z PiS – tylko 10,3 proc.

To jeden z ciekawszych wyników badania Opinia24. Pokazuje, że po odpadnięciu Bocheńczaka głosy jego potencjalnego elektoratu rozkładają się między kilku kandydatów.

Ciekawie wygląda również sytuacja wśród wyborców PiS. Według Opinia24 wbrew pozorom aż 50 proc. z nich wskazuje Łukasza Gibałę, a Michała Drewnickiego zaledwie 36 proc.

W obu przypadkach widać więc, że partyjne sympatie nie przekładają się automatycznie na wybór kandydata na prezydenta Krakowa. I dobrze, bo to wybory samorządowe, a nie parlamentarne.

Dwa tygodnie na mobilizację

Choć sondaże pokazuję nam dane liczbowe, trzeba jednak pamiętać, że są to wyniki dla podgrupy badanych, a więc obarczone większą niepewnością niż wynik całej próby. Pokazują przede wszystkim kierunek, w którym rozchodzą się głosy po odpadnięciu kandydata Konfederacji i jak wygląda obecnie poparcie dla kandydatów w danym momencie wśród respondentów.

Na nieco ponad tydzień przed wyborami równie ważne jak same deklaracje poparcia będzie jednak to, kto rzeczywiście przyjdzie do lokalu wyborczego.

Czy wrócą wyborcy, którzy celowo nie uczestniczyli w referendum? Jak mocno zmobilizuje się elektorat KO? Ilu wyborców prawicy wybierze kandydata spoza swojego politycznego obozu? I czy młodsi krakowianie, wśród których Gibała ma bardzo wysokie wskazania, rzeczywiście pójdą zagłosować?

Odpowiedzi poznamy 27 września.

W przedterminowych wyborach na prezydenta Krakowa na karcie znajdzie się ośmioro kandydatów: Michał Drewnicki, Łukasz Gibała, Daria Gosek-Popiołek, Jan Hoffman, Michał Klimek, Aleksandra Owca, Monika Piątkowska i Sławomir Pietrzyk.

Miejska Komisja Wyborcza odmówiła rejestracji Mariana Banasia, Bartosza Bocheńczaka, Stanisława Kułacha i Marty Ratuszyńskiej.

Jeżeli 27 września żaden z kandydatów nie otrzyma ponad połowy ważnie oddanych głosów, druga tura odbędzie się 11 października.

Wybory w Krakowie 2026 - najnowsze informacje

Rozrywka