Niszczone znaki, protesty i 2,5 mln zysków dla miasta - to bilans pierwszego tygodnia obowiązywania SCT w Krakowie. Co grozi za zniszczenie znaków, ile wręczono mandatów i spraw zgłoszono na Policję wyjaśnia Straż Miejska Miasta Krakowa i rzecznik ZDMK Krzysztof Wojdowski.
Reakcje na wprowadzenie SCT są coraz bardziej napięte i przybierają dwie równoległe formy: zapowiadane protesty w przestrzeni miasta oraz rosnącą mobilizację w mediach społecznościowych. Protesty zapowiada kilka organizacji i inicjatyw – od środowisk o ostrym, politycznym języku, po grupy deklarujące oddolny, bezpartyjny charakter.
Dwie akcje tego samego dnia
Pierwszy protest ma być wydarzeniem ogólnopolskim i odbędzie się w sobotę 10 stycznia 2026 r. w godz. 10:00–12:00 przed siedzibą Zarządu Dróg Miasta Krakowa przy ul. Centralnej 53. Zapowiedź manifestacji jest utrzymana w konfrontacyjnym tonie. Organizatorzy wprost piszą: „Polacy! Albo MY albo ONI!” i ogłaszają: „Mówimy NIE dla „Strefy Czystego Transportu””. W opisie pojawiają się oskarżenia o „dyskryminujące regulacje pod hasłem rzekomej „ekologii”” oraz stwierdzenie, że „SCT to nie ekologia – to ideologia”, która ma uderzać w „wolność i prawo własności”. Padają też argumenty społeczne: według autorów zaproszenia strefa dotyka „najsłabszych: seniorów, rodziny i osoby mniej zamożne” i grozi „wykluczeniem komunikacyjnym” oraz „przymusowymi opłatami”. Jako zachętę zapisali wprost: „Dość milczenia! (…) Nie odpuścimy tej sprawy!”.
Drugi protest, tego samego dnia, zaplanowano w samo południe pod Muzeum Narodowym w Krakowie. Organizatorzy zapowiadają go jako „pokojową manifestację mieszkańców” przeciwko – jak piszą – „wadliwej, niesprawiedliwej i dzielącej miasto uchwale o Strefie Czystego Transportu”. Podkreślają, że „nie stoi za nami żadna partia polityczna” i proszą, by przyszły osoby, które mają poczucie, że „Twojego głosu nie wysłuchano”, „konsultacje były pozorne lub niewystarczające” albo „decyzje podjęto ponad głowami mieszkańców”. Pojawia się też przekaz wspólnotowy: „Pokażmy, że Kraków to wspólnota – a nie strefa podziałów” oraz apel do osób spoza miasta: „Nasze miasto należy do wszystkich Polaków”. Organizatorzy deklarują też: „Nie pozwolimy na reglamentowanie dostępu do stolicy Małopolski”.
Głosy krytyki i wandalizm
Równolegle do zapowiadanych zgromadzeń narasta aktywność w internecie. Jedna z inicjatyw – „Strefa Czystego Transportu w Krakowie – do poprawki” – w podsumowaniu pierwszych dni działania strefy określa SCT jako „strefę wykluczenia komunikacyjnego” i przekonuje, że „w SCT (…) chodziło (…) o budżet” (to opinie autorów wpisu – nie stanowisko miasta). W tych samych materiałach autorzy twierdzą, że „zaczęły się kontrole” i że „są już i pierwsze mandaty”, a strefa – ich zdaniem – nie przyniosła oczekiwanych efektów w ruchu: „Ruch na ulicach nie spadł wcale”. Wątek jakości powietrza interpretują w kontekście zimy („mamy znowu smog”) i napływu dymów z okolicy. Jednocześnie publikują praktyczne wskazówki dla osób, które chcą działać formalnie, bez eskalacji konfliktu: w razie kontroli – jak radzą – „nie awanturujcie się”, bo „strefę wprowadzili politycy, nie Straż Miejska”. Autorzy mocno akcentują też znaczenie statystyk i wpływów: „Pieniądze z abonamentów, oraz z mandatów (…) zasilają budżet miasta. Każda złotówka która do nich trafia, to jest argument na plus przy późniejszej ocenie strefy”. Pada też komentarz o niszczeniu znaków: inicjatywa deklaruje, że „nie zachęca i nie propaguje wandalizmu”, a sprawcy – jeśli zostaną ujęci – mogą stać się „sponsorami wprowadzania SCT”, „generującymi argumenty netto "za"”.
Wątek „zarabiania” na SCT wraca w wielu dyskusjach, ale w przytoczonych materiałach pojawia się też kontrargument ze strony miasta. Cytowany w nich przedstawiciel ZDMK podkreśla, że strefa „nie ma służyć zarabianiu przez miasto”, a według deklaracji prezydenta wpływy ze strefy mają trafić do gmin ościennych na działania związane z poprawą jakości powietrza.
Najbardziej kontrowersje wywołuje działalność profilu „Blade Runners SCT Kraków”, który – według informacji zawartych w materiałach – w krótkim czasie zgromadził ponad 30 tys. obserwujących/reakcji. W postach pojawia się prośba o przesyłanie materiałów o „awariach/uszkodzeniach” oraz wezwania do dokumentowania „kamer, strefomatów czy oznakowania SCT”.
Jednocześnie w cytowanych przykładach przewija się ironiczny, zawoalowany język sugerujący działania wymierzone w infrastrukturę: pojawiają się wpisy o „fotopułapkach”, o tym, że „jedna z fotopułapek (…) „spadła z rowerka””, a także żarty o „jeleniach” i „migracji ptaków”. W innym fragmencie autorzy dopingują uczestników, pisząc: „Ludzie serio kochamy Was! (…) walczcie z nami do końca”, po czym dodają formułkę: „nie zachęcamy do aktów wandalizmu”. W materiałach pojawia się też informacja, że miasto ostrzega, iż każde niszczenie urządzeń będzie ścigane, a sprzęt jest zabezpieczony.
W efekcie widać, że spór o SCT przestaje być wyłącznie dyskusją o parametrach uchwały. Coraz wyraźniej staje się konfliktem o emocje i narrację: jedni próbują nadać mu charakter masowego protestu z ostrymi hasłami, inni budują przekaz „pokojowego sprzeciwu mieszkańców”, a najbardziej radykalna część internetowej mobilizacji porusza się po cienkiej linii między „akcją informacyjną” a aluzjami do działań, które mogą mieć realne konsekwencje prawne i finansowe.
O to jakie są reakcje na wandalizm i ile faktycznie takich działań ujawniono zapytaliśmy rzecznika KMP w Krakowie. – 5 stycznia br. do krakowskiej policji wpłynęło zgłoszenia od przedstawiciela ZDMK dotyczące aktów wandalizmu, które dotyczyły uszkodzenia, niszczenia oraz usuwania znaków informujących o obowiązywaniu Strefy Czystego Transportu. Odnotowano kilkanaście takich zdarzeń na terenie całego Krakowa, dlatego sprawy przekazane zostały zgodnie z właściwością do prowadzenia w miejscowych komisariatach. Sprawy prowadzone są pod kątem art. 85 kodeksu wykroczeń i pozostają w toku, a policjanci będą ustalać sprawców tych wykroczeń – przekazał oficer prasowy krakowskiej komendy policji, kom. Piotr Szpiech. Artykuł mówi, że kto samowolnie ustawia, niszczy, uszkadza, usuwa, włącza lub wyłącza znak, sygnał, urządzenie ostrzegawcze lub zabezpieczające albo zmienia ich położenie, zasłania je lub czyni niewidocznymi, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.
Kontrole, pouczenia i mandaty
Jak przypomina Piotr Szpiech, w związku z wejściem od 1 stycznia br. Strefy Czystego Transportu w Krakowie kierowców obowiązują określone wymagania techniczne dotyczące pojazdów, które wjeżdżają do tej strefy, a kontrole w tym zakresie przeprowadza głównie Straż Miejska, natomiast policjanci wspomagają jedynie strażników miejskich podczas prowadzonych kontroli.
Jak informuje Straż Miejska dotychczas ujawniono 93 wykroczenia związane z naruszeniem zasad wjazdu do SCT. W zdecydowanej większości przypadków kończyło się to pouczeniami: 90 interwencji zakończono w ten sposób, natomiast 3 kierowców ukarano mandatami karnymi. Najwięcej wykroczeń odnotowano w Bronowicach.
Strażnicy kontrolują kierowców przy wjazdach do Krakowa. W miejscach, które nie są wyposażone w infrastrukturę automatycznego odczytu tablic rejestracyjnych, kontrole mają charakter wyrywkowy – funkcjonariusze zatrzymują wybrane pojazdy, aby sprawdzić, czy spełniają warunki wskazane w uchwale Rady Miasta Krakowa ustanawiającej SCT. Straż zapowiada, że dalsze działania będą prowadzone systematycznie w ramach bieżącej służby, tak by nie zakłócać wykonywania pozostałych zadań jednostki.
Równolegle do dyskusji o kontrolach i sankcjach pojawił się też bardzo praktyczny problem w terenie – niszczenie i znikanie oznakowania SCT. Zapytany o incydenty Krzysztof Wojdowski, rzecznik prasowy ZDMK, mówi wprost: „Jeśli chodzi o znaki, to rzeczywiście odnotowaliśmy tego typu sytuację. Na ten moment mamy kilkanaście takich znaków ukradzionych po prostu”. Dodaje, że skala może być większa: „Na pewno ukradzionych było co najmniej kilkanaście, jak nie więcej niż dwadzieścia”. Z wysłanej do Głos24 odpowiedzi wynika, że jest ich już nawet kilkadziesiąt.
Czy te sprawy są zgłaszane? ZDMK deklaruje: „Oczywiście, że zgłosiliśmy te sprawy na Policję celem ścigania”. Zapewnia też o uzupełnianiu braków: „Staramy się na bieżąco uzupełniać te braki w oznakowaniu”.
Pytania dotyczą również kosztów – i tego, czy wandalizm generuje wymierne straty. Wojdowski wskazuje stawkę jednostkową: „Jeden znak to jest 600 zł”, a w szacunku całościowym dodaje: „Szacujemy, że to kilkanaście tysięcy złotych na pewno będzie”.
„Zezwolenia” czy wyłączenia? Warunki, zwolnienia i przypadki graniczne
Wśród najczęstszych pytań mieszkańców pojawia się wątek „zezwoleń” na wjazd do SCT. Krzysztof Wojdowski prostuje, że to sformułowanie wprowadza w błąd: „My nie dajemy żadnych zezwoleń, to nie działa w ten sposób, że to są zezwolenia”. Wyjaśnia, że mechanizm polega na wyłączeniu części osób spod ograniczeń: „mieszkańcy Krakowa, których samochody nie spełniają kryteriów Strefy Czystego Transportu, są wyłączeni z obostrzeń dotyczących tej właśnie strefy czystego transportu”.
Jakie warunki trzeba spełnić, by skorzystać z wyłączenia? Rzecznik ZDMK wskazuje trzy podstawowe kryteria: „być zameldowanym w Krakowie”, „płacić podatki w Krakowie” oraz „być właścicielem (…) samochodu (…) przed 26 czerwca 2025 roku”. Przy okazji podaje szacunek skali: „dotyczy to około między 80 a 100 tysięcy pojazdów”. A o liczbie zgłoszeń dodaje, że wymaga to sprawdzenia na bieżąco, ale „stan na sprzed weekendu to (…) trochę ponad 60 tysięcy takich wniosków”.
W praktyce najwięcej emocji budzą jednak sytuacje „nietypowe”: co zrobić, jeśli ktoś stał się właścicielem auta po dacie granicznej (np. w drodze spadku), albo gdy pojazd jest „na firmę”. W odpowiedzi Wojdowski podkreśla, że ZDMK działa w granicach uchwały: „My realizujemy zapisy uchwały Rady Miasta Krakowa”, a urząd „stara się te zapisy (…) interpretować, żeby one były możliwe z korzyścią dla mieszkańców”. Jednocześnie zaznacza, że „jeśli chodzi o samochody firmowe (…) sprawy są dość jasne” i doprecyzowuje: „z tego wyłączenia tylko podlegają samochody należące do osób, które prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą”.
Na koniec pojawia się jeszcze wątek możliwych zmian prawnych i scenariusza uchylenia uchwały. Rzecznik ZDMK odsyła w tej kwestii do władz miasta i biura prasowego magistratu: „najlepiej jest zadać pytanie do władz miasta”, dodając, że sprawa dotyczy rozstrzygnięcia pierwszej instancji i że „jest kwestia odwoławcza”.
fot. Mateusz Łysik, Facebook



















