Muzyka symfoniczna ma w sobie jakąś magię, która dociera do każdej komórki ciała i sprawia, że można zatracić się w danej chwili, ulecieć gdzieś daleko – pod niebiosa. Tak właśnie poczułam się wczoraj podczas niezwykłego koncertu muzyki klasycznej.
W przestrzeni Centrum Kongresowego ICE Kraków wystąpiła Londyn Symphony Orchestra pod batutą sir Simona Rattle. Ta najstarsza londyńska orkiestra została uznana przez magazyn „Gramophone” za jedną z najlepszych na świecie. A osoba samego dyrygenta to już legenda. Londyn Symphony Orchestra prowadzi od 2017 roku. Wcześniej przez 16 lat pracował z Filharmonikami Berlińskimi. Sir Simon Rattle jest dyrygentem wszechstronnym. Doskonale czuje się w repertuarze barokowym jak i współczesnym. Za nagrane pod jego batutą dzieła Strawińskiego, Brahmsa i Mahlera otrzymał nagrody Grammy. Nic dziwnego, że na wczorajszy koncert melomani przybyli tłumnie.


Cały koncert podzielony był na dwie części. Najpierw rozbrzmiała „Muzyka na instrumenty strunowe, perkusję i czelestę” Béli Bartóka. Trochę mroczna - rozbudziła apetyt na coś więcej. Po krótkiej przerwie usłyszałam sięgającą do romantyzmu VI symfonię A-dur Antona Brucknera. Wykonanie koncertu odznaczało się prawdziwą wirtuozerią. Można było całkowicie zatopić się w muzyce i nie myśleć o niczym innym.


Na koniec orkiestra przygotowała małą niespodziankę, którą sir Simon Rattle zapowiedział po polsku. Wykonała ustęp instrumentalny „Tańce góralskie” z „Halki” Stanisława Moniuszki. Publiczność była zachwycona ?

Koncert odbył się w ramach cyklu ICE Classic. Kolejnymi gośćmi będą dyrygent Philippe Herreweghe wraz ze skrzypaczką Isabelle Faust i Orchestre des Champs-Elysées (17 marca) oraz kontratenor Philippe Jaroussky (3 lipca). Naprawdę warto!

Foto: KBF


















