środa, 15 września 2021 19:43

Jak skończyć z piciem w czasie pandemii? "Terapia to nie wstyd, to walka o nowe życie"

Autor Edyta Sowa
Jak skończyć z piciem w czasie pandemii? "Terapia to nie wstyd, to walka o nowe życie"

Jak podaje tegoroczny majowy raport  Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) Europejczyk wypija średnio 11,3 litra czystego alkoholu rocznie. Uwzględniono w nim 52 kraje świata. Jak wyglądamy na tle innych narodów? Plasujemy się po Niemcach, Czechach, Irlandczykach, ale w pierwszej 10-tce. Polacy wypijają rocznie średnio 11,7 litra czystego alkoholu na osobę. Co najmniej raz w miesiącu upija się 35 proc. dorosłych.

A może już czas wytrzeźwieć? I wykorzystać do tego pandemię? To czas dobry jak każdy inny, żeby walczyć z uzależnieniem. Tak przynajmniej wynika z rozmowy z właścicielką jednego z ośrodków terapii uzależnień.

Pandemia zabrała nam już mnóstwo czasu... tygodni, nawet miesięcy, a niebawem będzie już można mówić o latach. Może po części odczuwamy to jako stratę, bo tego czasu nikt nam nie odda. Można jednak popatrzeć na to z innej strony i ten darowany czas po prostu przeznaczyć i poświęcić sobie, zwolnić, przyjrzeć się temu, co nam w sobie przeszkadza, co uwiera, a często są to złe nawyki i uzależnienia.

Wśród nich to alkohol. Ale narkotyki czy hazard też są w ścisłej czołówce demonów, z którymi zmaga się statystyczny Polak. Pora stawić temu czoła, bo rodacy wypijają rocznie średnio 11,7 litra czystego alkoholu na osobę, dodatkowo co najmniej raz w miesiącu upija się 35 proc. dorosłych. Co pijemy? Nadal najbardziej popularne w Polsce jest piwo, tuż za nim wódka, gin, whisky.

Można temu zaradzić na różne sposoby, można się zaszyć stosując zamiennik kiedyś popularnego Esperalu tzn. wszywkę alkoholową, inną mniej inwazyjną, za to wymagająco większej świadomości metodę - zgłaszają się do na oddział dzienny miejscowej Poradni Antyalkoholowej, albo wyjazd na terapię z dala od miejsca zamieszkania. Są oczywiście przeszkody. W pierwszym przypadku odległe terminy, w drugim - koszty, bo za takie wyjazdy trzeba płacić z własnej kieszeni. Mimo to chętnych na wyjazdową terapię nie brakuje. Trudno się dziwić. Taki ośrodek łatwo znaleźć - są praktycznie w całej Polsce, najczęściej blisko natury, ale przede wszystkim pozwalają czuć się bezpiecznie i anonimowo. Tam można skupić się wyłącznie na swoich problemach, będąc wśród innych zmagających się z podobnymi słabościami.

Mira Dec zna to wszystko od drugiej strony, prowadzi bowiem Ośrodek Leczenia Uzależnień w Hoczwi, na południu Polski. I tam organizuje "pobyt sam na sam ze sobą".

Terapia anytalkoholowa/ foto. FB Terapia Bieszczady
Terapia uzależnień/ foto. FB Terapia Bieszczady

Zajmujecie się terapią uzależnień. Jak to wygląda? Pacjenci przyjeżdżają na turnusy o określonej długości?

— Jest to ośrodek otwarty, terapia podstawowa trwa u nas cztery tygodnie. Zajęcia  trwają od poniedziałku do soboty włącznie, koniecznie stały rytm dnia, w tym czas na posiłki. Po tym czasie pacjent z terapeutą indywidualnym decyduje, czy jest gotowy na wyjście, czy też potrzebuje np. dodatkowego tygodnia czy może dwóch. Nasze miejsce to niewielki ośrodek z rodzinnym klimatem. Grupy liczą po 8-10 osób. Pracujemy z pacjentami uzależnionymi od różnych substancji - alkohol, narkotyki, dopalacze, leki oraz uzależnionymi od hazardu i nowoczesnych technologii. Pomagamy też współuzależnionym.

Jak  Ośrodek działał podczas wprowadzenia obostrzeń, bo wiem że funkcjonował na innych zasadach?

— Rzeczywiście - funkcjonowaliśmy w okresie pandemii, ale na nieco zmienionych zasadach. Z zachowaniem reżimu sanitarnego. Wynajęliśmy i otworzyliśmy drugi dom terapeutyczny, który był miejscem kwarantanny dla pacjentów. Były też zajęcia, które  przygotowywały Pacjentów do terapii podstawowej i one prowadzone były online. Oczywiście przestrzegaliśmy wszelkich zasad zarówno zachowania odległości, dezynfekcji, a na początku, kiedy niedostępne były jeszcze testy - zarówno terapeuci jak i personel chodzili w maseczkach. Wszędzie rozstawione były płyny do dezynfekcji, a pomieszczenia, w których przebywali pacjenci były często sprzątane i wietrzone. Było to może bardziej uciążliwe, niż zwykle, ale nikt się nie skarżył. Zwłaszcza że ustrzegliśmy się zakażeń - nikt w Ośrodku nie był chory, ani też nie nie zaraził się wirusem, co nas ogromnie cieszy.   Wracając do organizacji, po okresie tygodnia, gdy nie było żadnych objawów zakażenia koronawirusem, pacjenci przyjeżdżali do Hoczwi i przechodzili już terapię stacjonarną. W okresie covidowym wiele osób potrzebowało indywidualnych konsultacji z terapeutą, zarówno jeśli chodzi o uzależnienie  czy też stany depresyjne np. nieumiejętność radzenia sobie w trudnej pandemicznej sytuacji.

Czy pandemia, taka sytuacja izolacji, zamknięcia, miała według Pani wpływ na ilość chętnych, szukających pomocy?

— Nie zauważyłam, żeby w naszym przypadku covid przyczynił się do większej ilości pacjentów, tu zawsze jest pełno. Ale nie wykluczam, że dopiero sytuacja powrotu ludzi do w miarę normalnej rzeczywistości pokaże, czy potrafią sobie z nią poradzić. Jeśli nie, na pewno  zwiększy się ilość potrzebujących pomocy.

Choć ilość zakażeń rośnie, ale w okresie wakacji nastąpiło przynajmniej chwilowe rozprężenie. Jak przyjęcie na terapię wygląda teraz?

— W obecnej chwili testujemy pacjentów testami antygenowymi przy przyjęciu, terapeuci też się na bieżąco testują. Wiele osób przyjeżdża już zaszczepionych, co daje nam poczucie bezpieczeństwa.

Czy do terapii można się przygotować? Bo nie ulega wątpliwości, że powinien to być to akt dobrej woli.

— Zanim do nas trafi osoba uzależniona staramy się, żeby była ona  świadoma i zmotywowana. Czasami trzeba czasu i pracy z pacjentem -  żeby pokazać mu, że ma problem z uzależnieniem. Trudno pracuje się z pacjentem, który zostaje zmuszony do podjęcia terapii, który robi to nie dla siebie, który nie decyduje o terapii sam. Takiej samej  pracy jak sam pacjent, wymaga i jego rodzina, najbliższe otoczenie,  które często nie wie, co robić. Bliscy chcą na siłę pomagać, uspokajać własne sumienie na zasadzie "przywiozę i wtedy niech się leczy". W trakcie pobytu pacjenta w ośrodku, oddzielnie pracujemy z rodzinami, uczymy jak działa mechanizm uzależnienia, pokazujemy, że to choroba. Uczymy jasno wyznaczać granice, dbać przede wszystkim o siebie. Jeśli osoby najbliższe nie zrozumieją, że aby pomóc uzależnionemu trzeba najpierw zadbać o siebie - trudno jest pomagać ich najbliższym.

Kto przyjeżdża na terapię, pewnie nie ma reguły?

— Rzeczywiście - uzależnienie, jak i każda inna choroba, dotyczy wszystkich. Leczą się lekarze, prawnicy, kierowcy, rolnicy. W okresie pandemii pojawiło się u nas wielu nauczycieli, a także osoby które długo pracowały zdalnie - pracownicy biur, korporacji. Wielu rodziców szukało pomocy dla swoich dzieci, które radziły sobie z samotnością, depresją i brakiem kontaktów z rówieśnikami. Ale cieszy nas to, że  świadomość, że warto pójść na terapię jest coraz większa. Wielu z naszych terapeutów pracuje też cały czas on-line z pacjentami z zagranicy i ich rodzinami. Wielu pacjentów korzystało też z pomocy psychiatrycznej.

Jak prowadzicie terapię uzależnionych? Co jest najważniejsze?

— Staramy się, aby każdy pacjent, który przechodzi indywidualny proces terapeutyczny, był przekonany o słuszności swojej decyzji. Pozwalamy normalnie funkcjonować - można korzystać z telefonu, laptopa, czy kontaktować się z domem.  Ale pokazujemy też, jakie zmiany musi pacjent w swoim życiu poczynić, aby środki psychoaktywne nie były mu do tego potrzebne. Działamy trochę pod wiatr, bo wychodzimy z pacjentami w plener, na wycieczki na koncerty. Ale też, już podczas pobytu u nas, pozwalamy się mierzyć ze światem zewnętrznym. Jesteśmy takim bezpiecznym miejscem, w którym można otwarcie mówić o lękach, obawach, emocjach i nauczyć się je nazywać. Terapeuci pracujący w naszym ośrodku to ludzie nieszczędzący czasu dla innych, to dzięki nim ich formom pracy, zaangażowaniu, innowacjom wprowadzanym do procesu terapeutycznego pacjenci czują się dobrze zaopiekowani i bezpieczni.

Macie też nowe wyzwania i projekty, proszę opowiedzieć.

— W każdej chorobie ważna jest profilaktyka, współdziałamy więc z organizacjami pozarządowymi w tym zakresie, ale wychodzimy też na eventy np. „CieszFanów Rock Festiwal”, żeby uświadamiać młodych ludzi, uczyć ich otwarcie mówić o problemach i emocjach. Zachęcamy do zdrowego trybu życia, a przede wszystkim do zdrowia psychicznego. W tym roku uruchomiliśmy kanał na YT pt. “Rozmowy Uzależnionych” czy “Strefę Świadomych”, jest to idea naszej Terapii Bieszczady, która wychodzi poza ośrodek, skupia ludzi, którzy kiedyś przeszli terapię, radzą sobie i fajnie funkcjonują. Chcemy włączać osoby znane, które staną się motywatorem do działania dla innych. Chcemy pokazywać, że terapia to nie wstyd, że to walka o nowe życie. Chcielibyśmy, aby przyłączały się do nas osoby, które są kreatywne, które inspirują, które działają w mediach społecznościowych, które po prostu chcą pomagać innym ludziom. Marzy nam się, aby Bieszczady stały się miejscem takiej czystej, świadomej wolności.

Czy pacjenci do wracają do Ośrodka?

— Jesteśmy bardzo zadowoleni, kiedy wracają, np. aby się pochwalić, że dają radę, że poukładali sobie życie rodzinne, że sami chcą pomagać innym. Są też niestety inne powroty - kiedy się nie udaje i trzeba kolejny raz przepracować to, co zalega w naszej głowie, znaleźć przyczyny i kolejny raz się podnieść. Zauważamy, że pacjenci, którzy kontynuują terapię, spotykają się, czy to w grupach czy indywidualnie, dużo rzadziej do nas wracają. Ci którzy twierdzą, że terapia to już koniec pracy nad sobą często zderzają się z murem. Bo uzależnienie to bardzo trudna i ciężka choroba.

foto. FB Terapia Bieszczady

Styl Życia

Styl Życia - najnowsze informacje