Przed Sądem Okręgowym w Krakowie ruszyła sprawa, która może stać się jednym z najważniejszych procesów dotyczących odpowiedzialności Kościoła za krzywdy seksualne w Małopolsce. Były ministrant Janusz Szymik pozwał Archidiecezję Krakowską i domaga się 20 mln zł zadośćuczynienia. To nie jest proces karny przeciwko duchownemu, ale cywilna sprawa o odpowiedzialność instytucji.
– Były ministrant z Międzybrodzia Bialskiego pozwał Archidiecezję Krakowską.
– Domaga się 20 mln zł zadośćuczynienia za krzywdy, których miał doznać jako dziecko.
– Sprawa ma mocny krakowski wątek, bo duchowny, który miał go skrzywdzić, w czasie opisywanych zdarzeń należał do archidiecezji krakowskiej.
– W tle wraca pytanie o archiwa, komisję historyczną i odpowiedzialność Kościoła wobec osób skrzywdzonych.
Przed krakowskim sądem rozpoczęła się sprawa z powództwa Janusza Szymika, byłego ministranta z Międzybrodzia Bialskiego. Mężczyzna od lat publicznie mówi o krzywdach, których jako dziecko miał doświadczać ze strony ks. Jana Wodniaka, wieloletniego proboszcza tamtejszej parafii.
Według relacji Szymika do wykorzystywania seksualnego miało dochodzić w latach 1984–1989. To kluczowe dla obecnego procesu, bo diecezja bielsko-żywiecka powstała dopiero 25 marca 1992 r. W czasie opisywanych zdarzeń parafia w Międzybrodziu Bialskim podlegała archidiecezji krakowskiej, której ordynariuszem był kard. Franciszek Macharski. Dopiero później ks. Wodniak został inkardynowany do diecezji bielsko-żywieckiej.
Choć od tamtych wydarzeń minęły dekady, w przypadku osób skrzywdzonych w dzieciństwie trauma często pozostaje na tyle silna, że dopiero po latach są w stanie publicznie opowiedzieć o tym, co je spotkało. Dlatego fakt, że sprawa wraca po tak długim czasie, nie powinien być traktowany jako argument przeciwko wiarygodności osoby pokrzywdzonej.
Janusz Szymik pozwał Archidiecezję Krakowską i domaga się 20 mln zł zadośćuczynienia. Sprawa nie dotyczy więc już wyłącznie pytania o winę konkretnego księdza, ale także tego, czy i w jakim zakresie za krzywdę dziecka może odpowiadać instytucja kościelna, do której duchowny wówczas należał.
Kraków na sali sądowej
Pozew przeciwko Archidiecezji Krakowskiej jest następstwem wcześniejszego wyroku Sądu Okręgowego w Bielsku-Białej. Tamtejszy sąd zasądził na rzecz Janusza Szymika 400 tys. zł od diecezji bielsko-żywieckiej. Jednocześnie w uzasadnieniu wskazano, że w czasie opisywanych zdarzeń ks. Wodniak był jeszcze duchownym archidiecezji krakowskiej. Dlatego sprawa trafiła teraz do Krakowa.
15 czerwca przed Sądem Okręgowym w Krakowie ruszyła rozprawa przeciwko Archidiecezji Krakowskiej. Przesłuchiwani są świadkowie zgłoszeni przez stronę pozywającą. 17 czerwca zeznawać miał m.in. bp Roman Pindel oraz były kanclerz krakowskiej kurii ks. Grzegorz Kotala. Na kolejnej rozprawie na pytania sądu ma odpowiadać były metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz.
Pełnomocnik Janusza Szymika, adw. Jarosław Głuchowski, powiedział Onetowi, że kuria wie o pozwie od co najmniej pół roku, ale nie zaproponowała dotąd ugody. Według jego relacji podczas przesłuchania żony pokrzywdzonego pełnomocnicy kurii mieli pytać, czy wie, jaka jest różnica między gwałtem a czynem lubieżnym. Właśnie ten fragment relacji stał się jednym z najmocniejszych punktów sprawy, bo pokazuje, jak trudny i bolesny może być dla osób skrzywdzonych język sądowej walki o odpowiedzialność instytucji.
Nie tylko jedna sprawa. W tle archiwa i komisja
Sprawa Janusza Szymika nie pojawia się w próżni. W ostatnich miesiącach wokół Archidiecezji Krakowskiej wróciły pytania o dostęp do archiwów, komisję historyczną oraz sposób wyjaśniania zarzutów dotyczących wykorzystywania seksualnego przez duchownych.
Kuria krakowska reagowała już na wcześniejsze publikacje Szymona Piegzy w Onecie. W jednym z oświadczeń zaprzeczała, że kard. Grzegorz Ryś wycofał się z potrzeby powołania komisji. Rzecznik archidiecezji podkreślał, że metropolita krakowski jest przekonany o potrzebie powołania diecezjalnej komisji historycznej, która miałaby wyjaśnić także sprawę zmarłego bp. Jana Szkodonia.
To ważne rozróżnienie. W przypadku osoby zmarłej nie ma już możliwości prowadzenia klasycznego postępowania karnego ani kanonicznego wobec samego duchownego. Nie zamyka to jednak pytań o odpowiedzialność instytucji, dokumenty, wiedzę przełożonych i ewentualne roszczenia cywilne osób, które mówią o krzywdzie.
Dlatego dzisiejszy proces przeciwko Archidiecezji Krakowskiej ma szersze znaczenie. Może stać się jednym z testów tego, czy sprawy z przeszłości będą wyjaśniane jedynie wewnątrz Kościoła, czy także przed sądami powszechnymi.
Sprawa karna w Tarnowie
W Małopolsce toczy się również inna głośna sprawa dotycząca odpowiedzialności kościelnej hierarchii. W Tarnowie przed sądem stanął bp Andrzej Jeż, oskarżony o zbyt późne zawiadomienie organów ścigania o przypadkach wykorzystywania seksualnego małoletnich przez dwóch duchownych z jego diecezji. Biskup nie przyznaje się do winy.
To jednak inny typ postępowania. W Tarnowie chodzi o sprawę karną i odpowiedzialność konkretnego hierarchy. W Krakowie — o proces cywilny przeciwko archidiecezji i roszczenie o zadośćuczynienie za krzywdy z przeszłości.
Obie sprawy łączy jednak jedno: pytanie, czy Kościół jako instytucja potrafi rozliczyć się z dramatami osób skrzywdzonych przez duchownych nie tylko w oświadczeniach, ale także w sądzie, dokumentach i konkretnych decyzjach.
Krakowski proces może być przełomowy
Dla Janusza Szymika to kolejny etap wieloletniej walki o uznanie krzywdy i odpowiedzialności instytucji. Dla Archidiecezji Krakowskiej — sprawdzian, który będzie obserwowany nie tylko przez osoby skrzywdzone, ale także przez wiernych i opinię publiczną.
Ta sprawa może być jednym z pierwszych poważnych wyzwań dla nowego metropolity krakowskiego kard. Grzegorza Rysia, który deklarował potrzebę wyjaśniania przypadków wykorzystywania seksualnego w Kościele. W Krakowie nie chodzi już jednak wyłącznie o wyjaśnienie przeszłości. Na stole leży pozew przeciwko archidiecezji i roszczenie o 20 mln zł zadośćuczynienia.
Na tym etapie sprawa pozostaje w toku. O odpowiedzialności archidiecezji zdecyduje sąd. Już teraz jednak widać, że krakowski proces może stać się jednym z najważniejszych postępowań dotyczących kościelnej odpowiedzialności za wykorzystanie seksualne małoletnich w Małopolsce.



















