Strefa Czystego Transportu była jednym z tematów, które najmocniej rozpaliły emocje w Krakowie i stały się symbolem sporu o styl rządzenia miastem. Teraz, w przedterminowej kampanii, kandydaci na prezydenta jeden po drugim deklarują, że SCT trzeba zmienić. Najdalej idzie Michał Drewnicki z PiS, który zapowiada jej likwidację.
– Michał Drewnicki zapowiada, że jako prezydent Krakowa będzie dążył do likwidacji Strefy Czystego Transportu.
– Kandydaci w kampanii coraz częściej mówią o zmianach w SCT, choć różnią się co do skali tych zmian.
– KO i Nowa Lewica współtworzyły większość, która przegłosowała obecny kształt strefy.
– W tle są emocje po referendum, zdrowie mieszkańców i kilkumilionowe wpływy z opłat.
We wtorek, 16 czerwca, Michał Drewnicki zabrał głos w sprawie Strefy Czystego Transportu. Konferencja odbyła się w miejscu symbolicznym. Z jednej strony — na granicy Strefy Czystego Transportu. Z drugiej — przy parkingu Park&Ride, który według Drewnickiego pokazuje, jak powinna wyglądać realna alternatywa dla kierowców wjeżdżających do Krakowa. Kandydat PiS na prezydenta Krakowa zadeklarował, że będzie dążył do likwidacji SCT, jeśli pozwolą na to wyniki badań jakości powietrza.
„Najczęściej pojawiającym się pytaniem, które mi zadajecie, jest to dotyczące przyszłości Strefy Czystego Transportu. Dlatego dzisiaj na konferencji prasowej publicznie jednoznacznie odpowiedziałem” – napisał Drewnicki.
Polityk przekonuje, że miasto powinno odejść od logiki zakazów i nakazów.
„Władza musi wreszcie skończyć z polityką zakazów i nakazów, utrudniającą ludziom życie. Zamiast tego należy dać mieszkańcom wybór – niech sami zdecydują i wybiorą” – podkreślił kandydat PiS.
Drewnicki zapowiedział trzy kierunki działania. Po pierwsze: likwidację SCT, jeśli badania potwierdzą spełnianie norm jakości powietrza. Po drugie: ograniczanie strefy „w normach i obszarze do zera” do czasu ewentualnej likwidacji. Po trzecie: inwestowanie w drogi, parkingi, komunikację miejską i infrastrukturę rowerową zamiast nakładania kolejnych ograniczeń na kierowców.
„W odróżnieniu od kandydatki KO nie zmieniam zdania – głosowałem dwa razy przeciwko strefie. Ona jej broniła, a na kampanię wyborczą nagle chce rewidować” – napisał Drewnicki.
SCT wraca w kampanii jak bumerang
Strefa Czystego Transportu od miesięcy jest jednym z najbardziej zapalnych tematów w Krakowie. Obowiązuje od 1 stycznia 2026 roku i obejmuje znaczną część miasta. Zgodnie z zasadami, samochody niespełniające określonych norm emisji mogą wjeżdżać do strefy po uiszczeniu opłaty, przy czym mieszkańcy Krakowa korzystają z szerokich zwolnień.
Spór o SCT nie dotyczy jednak wyłącznie samych spalin. Dla jednych strefa jest narzędziem walki o zdrowie mieszkańców, lepszą jakość powietrza i ograniczenie ruchu najbardziej emisyjnych pojazdów. Dla innych stała się symbolem decyzji podejmowanych ponad głowami mieszkańców, szczególnie tych, którzy dojeżdżają do Krakowa z gmin ościennych.
Nie bez znaczenia są również pieniądze. Już po pierwszym miesiącu działania SCT media informowały, że z opłat za wjazd do strefy do kasy miasta trafiło ponad 4 mln zł. To pokazuje, że strefa nie jest wyłącznie narzędziem transportowym i środowiskowym, ale także źródłem znaczących wpływów do miejskiego budżetu.
Piątkowska chce zmiany, choć KO głosowała za
Zmiany w SCT zapowiada także Monika Piątkowska, kandydatka Koalicji Obywatelskiej i PSL. Jej stanowisko jest jednak inne niż Drewnickiego. Piątkowska nie mówi o pełnej likwidacji strefy, ale o jej radykalnym zawężeniu i przebudowie.
W ostatnich wypowiedziach przekonywała, że obecny model jest zbyt szeroki i wymaga natychmiastowej korekty. Wskazywała, że jedną z pierwszych decyzji po objęciu urzędu byłoby przygotowanie nowej, mniejszej strefy.
Problemem politycznym dla kandydatki KO jest jednak to, że obecny kształt SCT został przegłosowany głosami radnych Koalicji Obywatelskiej i Nowej Lewicy. W głosowaniu nad uchwałą 24 radnych było za, 12 przeciw, a sześciu wstrzymało się od głosu. Projekt poparł klub KO oraz radni Nowej Lewicy. Przeciw było PiS, a większość radnych Krakowa dla Mieszkańców wstrzymała się od głosu.
To właśnie przypominane jest w kampanii i stawia pytanie o wiarygodność polityków i samorządowców KO. Przeciwnicy SCT przypominają, że strefa nie pojawiła się sama, lecz była decyzją polityczną podjętą przez konkretną większość w Radzie Miasta Krakowa.
Lewica i Razem też mówią o reformie
Swoje stanowisko przedstawiła również Daria Gosek-Popiołek, kandydatka Lewicy. Nie postuluje likwidacji SCT, ale mówi o konieczności jej reformy. Wskazuje, że problemem był nie tylko sam zakres strefy, ale też sposób jej przygotowania i połączenie tej decyzji z innymi kosztami ponoszonymi przez mieszkańców, m.in. podwyżkami cen biletów komunikacji miejskiej.
Ten temat porusza też Aleksandra Owca, kandydatka Razem. Ona również nie chce rezygnować z walki o czyste powietrze, ale ostro krytykuje sposób wprowadzenia strefy przez ekipę Aleksandra Miszalskiego. W podcaście Głos24 „Ósma za siedem” mówiła, że „wyłączenie mieszkańców z SCT było pójściem na łatwiznę”. Jej zdaniem SCT stała się symbolem arogancji władzy, bo projekt procedowano zbyt szybko, bez realnego przygotowania mieszkańców i bez odpowiedniej alternatywy w komunikacji publicznej.

Wątek SCT pokazuje także podział po lewej stronie kampanii. Owca uderza w wiarygodność Gosek-Popiołek jako kandydatki Nowej Lewicy, bo to właśnie radni Nowej Lewicy współtworzyli większość, która poparła obecny kształt SCT. Przekonuje, że startując z tego środowiska, posłanka będzie musiała brać odpowiedzialność za politykę zaplecza Miszalskiego, w tym za decyzje radnych Lewicy w sprawach transportu.
Komarewicz ostrzegał wcześniej: „mleko się rozlało”
W kampanijnym sporze warto przypomnieć także wypowiedź Rafała Komarewicza, posła Polski 2050 i byłego przewodniczącego Rady Miasta Krakowa, który mówił o SCT w podcaście Głos24 „Ósma za siedem”. Komarewicz nie zdeklarowal wprawdzie swojego startu w wyborach, ale mocno brany jest pod uwagę przez komentatorów życia politycznego. Posel, który odszedł od Hołowni może mmie problem ze znalezieniem miejsca na którejs z list, więc walka o prezydenturę może być dla niego dobrym rozwiązaniem. Ma też doświadczenie w kampanii, bo w 2024 startował już na prezydenta Krakowa.
Gdy chodzi o SCT Komarewicz przyznawał, że kiedyś był zwolennikiem Swprowadzenia jej w całym Krakowie, ale później zmienił zdanie. Jako rozsądniejsze rozwiązanie wskazywał ograniczony model strefy, wprowadzany etapami. Zwracał też uwagę na problemy z egzekwowaniem przepisów i skutki ekonomiczne dla targowisk, dostawców oraz mieszkańców gmin ościennych.

„Mleko się rozlało” – mówił wtedy Komarewicz, dodając, że piłka jest po stronie Rady Miasta Krakowa i prezydenta. Dziś ta wypowiedź brzmi jak zapowiedź tego, co stało się jednym z głównych tematów przedterminowej kampanii.
Wszyscy chcą zmian. Szkoda, że dopiero teraz
Po referendum SCT stała się dla kandydatów obowiązkowym punktem programu. Jedni chcą jej likwidacji, inni zawężenia do centrum, jeszcze inni reformy i lepszego powiązania z transportem publicznym. Różnice są istotne, ale wspólny mianownik jest jeden: nikt nie chce pozostawić jej w obecnym kształcie.
To politycznie zrozumiałe. Według badań exit poll po referendum Strefa Czystego Transportu była jednym z głównych powodów mobilizacji przeciwników Aleksandra Miszalskiego. W praktyce stała się symbolem szerszego problemu: przekonania części mieszkańców, że ważne decyzje w Krakowie zapadają bez wystarczającego dialogu.
Nie można jednak sprowadzać całej sprawy wyłącznie do politycznej kalkulacji. Kraków nadal zmaga się z problemem jakości powietrza, ruchem samochodowym i zdrowotnymi skutkami zanieczyszczeń. Pytanie nie brzmi więc tylko, czy SCT zlikwidować albo zmniejszyć. Pytanie brzmi, jak pogodzić prawo mieszkańców do swobodnego poruszania się, potrzeby osób dojeżdżających do miasta, wpływy do budżetu i realną walkę o czystsze powietrze.
Na razie w kampanii widać jedno: wszyscy chcą zmian. Szkoda, że tak wielu polityków mówi to dopiero teraz.



















