sobota, 5 lutego 2022 08:24

Pasja, która doprowadziła do Mistrzostwa Świata. „Czuję szczególne przywiązanie do każdego z nich"[WYWIAD]

Autor Norbert Kwiatkowski
Pasja, która doprowadziła do Mistrzostwa Świata. „Czuję szczególne przywiązanie do każdego z nich"[WYWIAD]

Mikołaj Włodarczyk na co dzień mieszka w Zawadzie k/ Myślenic i śmiało można przyznać, że jest prawdziwym „kozakiem” w tym co robi. Wraz ze swoimi kompanami,  psami rasy husky syberyjski, nie tylko bierze udział w zawodach psich zaprzęgów, ale osiąga w nich znakomite wyniki. Przykładem może być Mistrzostwo Świata z 2018 roku w Szwecji. W tym roku przypada dwudziestolecie jego aktywności sportowej, dlatego z tej okazji porozmawialiśmy m.in. o tym: skąd wzięła się u niego taka nietypowa pasja, jak bliska więź łączy go z każdym z jego czworonożnych podopiecznych, jak organizatorzy zawodów radzą sobie z dużą ilością psów w jednym miejscu oraz czy dumny jest reprezentując swój region i kraj na arenie międzynarodowej.

To już dwadzieścia lat. Kawał czasu… Jak rozpoczęła się pańska przygoda z tak nieoczywistą i mało popularną w Polsce dyscypliną?

Mikołaj Włodarczyk: - Od zawsze byłem miłośnikiem sportów zimowych. Ponad dwadzieścia lat temu - to było w okresie zimowym – pojawił się pomysł, żeby kupić psa. Dla mnie, miłośnika zarówno zwierząt jak i natury – była to bardzo fajna opcja. Długo zastanawialiśmy się w domu, jakiej rasy powinien być to pies, aż w końcu razem z bratem udało nam się znaleźć w jednej z gazet kynologicznych ogłoszenie, że jest do sprzedaży niezwykle piękny szczeniak rasy husky syberyjski . Poczytaliśmy trochę o tej nowej, jak na polskie warunki rasie i stwierdziliśmy, że jeśli mamy go kupić, to będzie trzeba poświęcić mu dużo czasu i energii. Wtedy jeszcze mieszkaliśmy w Krakowie w bloku, dlatego musieliśmy zapewnić naszemu nowemu pupilowi  dużo przestrzeni. Po kilku tygodniach okazało się, ze same spacery nie wystarczą. Na szczęście trafiliśmy wtedy na trenera psów, a dokładniej osobę, która profesjonalnie trenowała psy zaprzęgowe. Okazało się, że pani trener od wielu lat bierze udział w zawodach psich zaprzęgów. Pokazała moim rodzicom i bratu – ja jeszcze byłem wtedy mały – na czym polega ta dyscyplina. Po pierwszym przejeździe spodobało się to nam do tego stopnia, że zdecydowaliśmy się kupić kolejnego husky, by w parze mogły tworzyć zaprzęg. Później, trafiliśmy do klubu sportowego psich zaprzęgów w Wieliczce. Rozpoczęły się regularne treningi, wyjazdy na zawody, początkowo krajowe, później zagraniczne. Jednak brat poszedł na studia, dlatego nie miał już tyle czasu na uprawianie tej dyscypliny. Wtedy ja przejąłem całą zgraję naszych czworonogich podopiecznych. Było oczywiste, że z tak dużą ilością psów (wtedy już 4) ciężko będzie dalej mieszkać w bloku, w Krakowie, dlatego przeprowadziliśmy się na wieś do Zawady.

Na czym właściwie polegają wyścigi psich zaprzęgów? Czy możesz nam w skrócie coś o tym opowiedzieć?

- Wyścigi psich zaprzęgów możemy podzielić na 3 kategorie: sprinty (do 25 km dziennie), średni dystans(40-60 km dziennie)  i długi dystans (powyżej 100 km).  Zawsze  fascynowała mnie prędkość, dlatego wybrałem sprinty. Jest to kategoria, w której całą trasę przebiegają galopem ze średnią prędkością przekraczającą 25 km/godz. Zawody sprinterskie zazwyczaj trwają 2-3 dni, w każdym dniu jeden etap. Zasady są takie same jak w innych sportach zimowych. Dla każdego zawodnika wyznaczona jest konkretna godzina startu – zazwyczaj zawodnicy startują co minutę. Ten kto ma najlepszy łączny czas z 2-3 dni zawodów - wygrywa. Są różnej rangi zawody:  zawody krajowe, zaliczane do Pucharu Polski, Mistrzostwa Polski,  zawody krajowe i zagraniczne, zaliczane do Pucharu Europy, Mistrzostwa Europy, czy Mistrzostwa Świata . Na tych najwyższych rangą obowiązuje limit  miejsc. Dla czołówki europejskich zawodników oczywiście, najważniejsze są Mistrzostwa Europy i Świata. Na takie zawody już nie każdy może pojechać. Większość państw ma swoje kwalifikacje, które wyłaniają najlepszych i dają możliwość reprezentowania kraju w tak prestiżowej imprezie.

Miejscem "parkowania" dla psów na zawodach jest tzw. „stake out”. To na nim psy są pojone, karmione, przygotowywane do startu. Takie miejsce jest niezbędne, bo wyobraźmy sobie, że dwustu zawodników przemieszcza się na start i metę ze swoimi psami na smyczach. :-)

Patrząc na listę twoich sukcesów, których nazbierało się przez wiele lat kariery można powiedzieć tylko jedno: wow! Który z nich uważasz za najważniejszy lub sprawia ci największą satysfakcję?

- Tych nagród jest faktycznie mnóstwo, jednak uważam, że takim najważniejszym jest Mistrzostwo Świata zdobyte w 2018 roku w Szwecji. Było to pierwsze moje mistrzostwo w karierze. Wcześniej zdobywałem na mistrzostwach srebrne i brązowe medale ale nigdy nie udało mi się wywalczyć złota. Były też różne puchary m.in. zwycięstwo w Pucharze Świata, które co roku cyklicznie jest rozgrywane (w ostatnich latach przez pandemię różnie z tym bywało), jednak Mistrzostwo Świata to coś szczególnego. Zdobyłem je w kategorii „czwórek”, (cztery psy podpięte do sań). Jest to, obok kategorii "szóstek", bardzo mocno obsadzona klasa, dlatego tym bardziej mam dużą satysfakcję z tego złota.

Tych sukcesów z całą pewnością nie byłoby bez twoich partnerów, psów husky syberyjski. Czy czujesz z nimi jakąś specjalną więź oraz w jaki sposób je wychowujesz?

-  Obecnie mam 19 psów. W tym sezonie przygotowuję się do startów w klasie sześciu psów. Trenuję 13. Pozostałe pięć psów to "emeryci" i jeden szczeniak. Czuję szczególne przywiązanie do każdego z tych 19-stu psiaków. U mnie nie ma takiej sytuacji, że jeśli jakiś pies zaczyna gorzej biegać to zostaje odsunięty. Nie ma opcji, żebym mógł go komuś sprzedać lub oddać. Dla mnie każdy pies jest częścią rodziny. Na początku startowałem na psach kupowanych od innych zawodników z Niemiec, Czech i Polski. Obecnie wszystkie psy, które trenuję pochodzą z mojego kenelu.. Szczeniaki przyzwyczajam od małego do noszenia szelek - to ich druga skóra. Jednak regularne treningi rozpoczynamy dopiero jak pies osiągnie wiek 12 miesięcy (startować w zawodach mogą w wieku 15 miesięcy).

Zawody w których bierzesz udział odbywają się w całej Europie. W jaki sposób transportujesz swoje psy oraz sprzęt w tak odległe miejsca?

- Psy transportowane są albo w specjalnych, przystosowanych do tego przyczepach, albo w specjalnych boksach w środku samochodu. Psy w nich śpią podczas zawodów, wypoczywają, a w ciągu dnia co 2-3 godziny są wystawiane na zewnątrz na stake out. Np. gdy jechaliśmy na Mistrzostwa Świata do Szwecji to specjalnie pojechałem dłuższą trasą przez Danię, a nie na prom do Gdyni lub Szczecina, ponieważ wiem, jak stresująca mogłaby być dla nich taka podróż promem. W momencie, gdy przygotowujemy auto do wyjazdu na zawody, psy się cieszą, zaczynają szaleć. Dla nich to także przygoda. One uwielbiają to co robią i wiedzą, że coś się szykuje. Sprzęt, żywność dla psów oraz wszystko co niezbędne do wzięcia udziału w zawodach zabieramy ze sobą i przewozimy razem z psami.

Obecnie jesteś zawodnikiem drużyny Orzeł Myślenice. Dodatkowo reprezentujesz nasz kraj na arenie międzynarodowej. Czy w trakcie swoich startów czujesz się ambasadorem nie tylko Polski, ale i regionu w którym mieszkasz i trenujesz?

- Oczywiście, zawsze staram się, aby moja praca  i wyniki sportowe przyczyniały się do rozsławienia Myślenic w kraju i za granicą.Zawodnicy reprezentacji Polski -nie tylko ja, ale i cała ekipa narodowa - staramy się pokazać nasz kraj z jak najlepszej strony. Mimo, że mamy trudności ze znalezieniem profesjonalnych tras treningowych, jesteśmy od wielu  w czołówce europejskiej w tej dyscyplinie. Wielokrotnie zdobyliśmy nie tylko indywidualne tytuły mistrzowskie ale także byliśmy drużynowymi Mistrzami Świata i Europy. Szkoda, że nasze wyniki nie są do końca doceniane w Polsce.

Jestem wdzięczny władzom Miasta i Gminy Myślenice za wieloletnie wsparcie finansowe moich startów. Dużą satysfakcję sprawia mi fakt, że gmina mocno docenia moje wyniki. To wsparcie jest dla mnie bardzo istotne. Nie jest to tani sport, (narty można odłożyć na półkę, a żywe stworzenia trzeba karmić oraz zapewnić opiekę weterynaryjną przez cały rok), dlatego tak ważną rolę odgrywają sponsorzy.

Na sam koniec chciałbym zapytać o twoje cele na najbliższą przyszłość.  Czy masz jakieś marzenie, którego nie udało ci się jeszcze zrealizować?

- Moim marzeniem jest udział w Igrzyskach Olimpijskich. Wiem, że trwają rozmowy by ten sport stał się dyscypliną olimpijską, aczkolwiek zdaje sobie sprawę z problemów logistycznych. Nie jest łatwo znaleźć miejsce dla tak dużej ilości psów. Umieścić gdzieś 2 tys. psów w jednym miejscu,  na dłuższy czas to duży problem. Jeśli kiedyś miałoby się to udać – to z całą pewnością jest to daleka przyszłość. Jednak nie ma co załamywać rąk. W tym roku są Mistrzostwa Świata w Szwecji, do których się intensywnie przygotowuję. Prawdę mówiąc – nie wiem na co liczyć zarówno ze swojej strony, jak i ze strony konkurencji. Od czasu rozpoczęcia pandemii nie było okazji do sprawdzenia przygotowania mojego teamu w konfrontacji z najlepszymi zawodnikami. To może być jedna wielka niewiadoma, ale jestem dobrej myśli.

Autor: Norbert Kwiatkowski Foto: Mikołaj Włodarczyk Sleddog Team

Myślenice - najnowsze informacje