sobota, 8 października 2022 06:21

„Poświęcenie tych ludzi nie pozostanie we mnie bez echa." Wit Czernecki o roli w „Orlętach. Grodno ‘39”

Autor Marzena Gitler
„Poświęcenie tych ludzi nie pozostanie we mnie bez echa." Wit Czernecki o roli w „Orlętach. Grodno ‘39”

Blisko 800 uczniów szkół podstawowych z terenu gminy Myślenice obejrzało film „Orlęta. Grodno ‘39”, opowiadający o inwazji sowieckiej na Polskę z perspektywy nastoletnich uczestników tamtych wydarzeń. Film ma też myślenicki akcent, bo jedną z głównych ról zagrał w nim Wit Czernecki, a jego ojciec i brat role epizodyczne. Jak wyglądała ta filmowa przygoda i jak wpłynęła na młodego aktora? O tym w rozmowie z uczniem myślenickiego liceum, który zagrał Tadka Jusiukiewicza.

Seans dla myślenickich szkół to pomysł burmistrza Jarosława Szlachetki, który chciał dać ośmioklasistom możliwość zobaczenia najnowszej polskiej produkcji wojennej „Orlęta. Grodno ‘39”, będącej świetną lekcją historii dla młodzieży. Gmina Myślenice sfinansowała też w całości koszt biletów dla wszystkich uczniów, którym zaprezentowano dostosowaną do ich wieku wersję filmu (bez drastycznych scen).

Projekcję (odbywającą się w dwóch turach) poprzedziło spotkanie w Kinie Muza w Myślenickim Ośrodku Kultury i Sportu z uczniem miejscowego liceum Witem Czerneckim, jednym z aktorów występujących w „Orlęta Grodno '39” oraz jego bratem Rochem, który zagrał role epizodyczne. W filmie zagrał też ich ojciec – Władysław Czernecki. Spotkanie poprowadził Marek Stoszek, który przyznał, że film zrobił na nim ogromne wrażenie.

Spotkanie przed pokazem filmu „Orlęta Grodno ’39” w Myślenicach. Od lewej Marek Stoszek, Wit Czernecki i Roch Czernecki – fot. UMiG Myślenice

Warto dodać, że Wit Czernecki zadebiutował w filmie już 5 lat temu, w serialu „Szkoła”. Wtedy też na planie występował razem z bratem. Z uczniem klasy maturalnej I LO im. Tadeusza Kościuszki w Myślenicach, który zagrał filmowego bohatera Tadka Jusiukiewicza rozmawiamy o tym jak zaczęła się jego przygoda z filmem, czy udział w „Orlętach” zmienił jego spojrzenie na patriotyzm, jak widzi swoją przyszłość i czy warto brać udział w castingach.

Jak się czułeś na projekcji filmu w Myślenicach, siedząc na scenie przed rówieśnikami. Czy sam skorzystałeś coś na tym spotkaniu? Co mówili ci twoi koledzy po obejrzeniu myślenickiej premiery "Orląt"?

– Jeśli chodzi o moje wrażenia z projekcji w Myślenicach są one raczej pozytywne. Sam byłem tylko na spotkaniu przed seansem, ponieważ odbywało się to w godzinach szkolnych, a nie chciałem opuszczać zajęć, natomiast na samym spotkaniu zostałem z bratem bardzo ciepło przyjęty. Po seansie miałem okazję porozmawiać z widzami. Spotkałem się wtedy z pozytywnymi opiniami na temat produkcji jak i mojego udziału w niej. Na pewno poczułem się doceniony, a także zapewniło mi to swojego rodzaju rozgłos w rodzinnej miejscowości, więc uważam to za wartość dodaną. Z przyjaciółmi wiele rozmawiałem na temat filmu, chłonąc ich opinie, na ogół pozytywne choć nie bez uwag. Uwag o tyle istotnych, że pozwolą mi się rozwinąć w przyszłości, a przynajmniej taką mam nadzieję.

Na planie: Wit Czernecki i Mirosław Pisarek - kaskader - arch. pryw. Wit Czernecki 

Masz już 5 lat doświadczeń grania w produkcjach filmowych. To całkiem sporo jak na tak młodego człowieka. Jak oceniasz ze swojej perspektywy, czy warto się tym zająć? Czy poleciłbyś to komuś, kto się waha czy się zgłosić na casting?

– Uważam, że jest to bardzo ciekawe doświadczenie, które rozwija na wielu płaszczyznach, chociażby tylko pozwala popracować nad pewnością siebie, nad występowaniem przed ludźmi, nad występowaniem przed kamerą. Pozwala też tak naprawdę poznać siebie z bardzo różnych stron, ponieważ przygotowując się do roli potrzebujemy spędzić ze sobą trochę czasu i poznajemy siebie znacznie lepiej, niż bylibyśmy w stanie to zrobić w innej sytuacji. Musimy pomyśleć jak myśli dana postać, więc uważam, że jest to bardzo rozwijające, na wielu płaszczyznach i może przydać się w przyszłości. Poza tym castingi i występowanie w różnego rodzaju produkcjach pozwala zobaczyć, jak wygląda to od drugiej strony. Uczy zwracać uwagę, jak istotna jest rola światła, perspektywy. Jest bardzo ciekawe i bardzo zmienia sposób patrzenia na świat. Uważam więc, że warto zachęcać młodych ludzi, żeby spróbowali swoich możliwości w świecie filmowym czy  teatralny, bo na pewno można więcej zyskać niż stracić.

Czy na planie mogłeś liczyć na jakieś wsparcie?

– Jako osoby niepełnoletnie (gdy grałem w Orlętach Grodno 1939 miałem 16 lat) mieliśmy za każdym razem na planie opiekę psychologiczną, która starała się, żebyśmy się czuli komfortowo w danej sytuacji. Te osoby pomagały nam zrozumieć kontekst historyczny postaci i starały się pomóc nam lepiej zrozumieć, jak te postacie funkcjonują, jak zachowałyby się w danych sytuacjach. Po prostu lepiej je zrozumieć. Wsparcie uzyskiwaliśmy też od starszych, bardziej doświadczonych koleżanek i kolegów - dorosłych aktorów, którzy starali się nam pomóc od strony bardziej technicznej i doradzali w jaki sposób pokazać pewne emocje, czy w jakiś sposób coś zagrać. Nie było sytuacji, żebyśmy byli pozostawieni sami sobie. Zawsze mogliśmy znaleźć w kimś oparcie.

Kadr z filmu. Od lewej: Almira Nawrot, Feliks Matecki, Wit Czernecki - Fb. „Orlęta Grodno ’39”

Czy jak zaczynałeś przygodę z filmem, ile w tej decyzji było ciebie, a ile twoich rodziców? Jak to się zaczęło?

– Zaczęło się od tego, że mój przyjaciel z podstawówki zagrał w takiej produkcji. To był właśnie któryś odcinek „Szkoły”. Nasi rodzice bardzo dobrze się znali. Kiedy, że mój kolega zagrał w takiej produkcji, miał taką szansę, rodzice zapytali się nas (mnie z moim bratem) czy my też byśmy nie chcieli. My z bratem stwierdziliśmy, że z chęcią byśmy skorzystali z takiej propozycji. Jednak gdyby nie to „popchnięcie” ze strony rodziców to jednak nic z tych doświadczeń filmowych by się nie wydarzyło, bo jednak potrzebowaliśmy - zarówno ja jak i mój brat - takiego delikatnego popchnięcia, żeby później już samemu podążać tą ścieżką, więc wiele im zawdzięczamy.

Czy obecnie pracujesz nad swoim warsztatem, masz jakieś dodatkowe lekcje aktorstwa?

– Na ten moment raczej nie, bo skupiam się jednak na nauce. W tym momencie przygotowuję się do matury, ale jeśli pojawiają się jakieś pomniejsze role np. w spektaklach to staram się jednak nie odpuszczać tej okazji. Na pewno będę zapisywał się na zajęcia przygotowujące do egzaminów na uczelnię. Natomiast pierwszą sprawą jest teraz matura.

Na uroczystej premierze film w Warszawie. Od lewej: Kuba Śnioch, Wit Czernecki, Almira Nawrot, Feliks Matecki, Roch Czernecki - fot. Fb. „Orlęta Grodno ’39”

Czy granie ról epizodycznych albo ostatniej roli w „Orlętach” w ogóle się opłacało? Te 20 dni na planie filmowym to przejazdy do różnych miast i nocowanie w różnych hotelach. Przecież praca na planie to duży wysiłek i wyjęty kawałek z życia.

– Na szczęście mieliśmy zapewnione zakwaterowanie i zwrócone koszty podróży, więc nie był to aż tak duży problem. Czy to się opłaca? To wydaje mi się, że każdy musi stwierdzić samodzielnie, ponieważ dla mnie ta praca była przyjemnością, więc troszeczkę inaczej do tego podchodzę. Jestem osobą młodą, która w momencie, gdy nagrywany był film, nie miała zbyt szerokich możliwości pracy. Nie mogłem zdobywać funduszy w inny sposób, więc dla mnie to i tak było bardzo dużo. Byłem bardzo zadowolony z tej możliwości i tak, jak już powiedziałem, nie czułem się, jakbym pracował. Czułem się, jakbym bardzo miło spędzał czas, jak bym się uczył, ale nie w taki sposób jak szkole, gdzie siedzę i chłonę wiedzę statycznie, a raczej była to taka nauka praktyczna i dynamiczna. Według mnie jest to opłacalne, ale nie tylko w sensie materialnym, a bardziej w sensie mentalnym - samorozwoju.

W ostatnim filmie grałeś z bratem i tatą. Jak się pracuje na planie z rodziną?

– Mam z bratem od dłuższego czasu bardzo dobry kontakt. Nasze spotkania na planie zawsze wiązały się z miłą wymianą zdań, jednak nie było ich zbyt wiele. We wcześniejszych produkcjach, chociażby w „Szkole” zdarzało nam się grać odcinki, w których byliśmy razem we dwójkę, ale to nigdy nie było tak, że mieliśmy dużo kontaktu. Były to raczej przyjemne doświadczenia, bo zawsze kiedy byliśmy wspólnie, byliśmy odbierani pozytywnie i choćby ze względu na nasze imiona, zwracaliśmy na siebie pewną uwagę. Natomiast podczas pracy na planie filmu „Orlęta. Grodno 1939” nie mieliśmy zbyt wiele kontaktu. Spotykaliśmy się częściej na przerwach między ujęciami, w wolnych chwilach. Jeśli chodzi o ujęcia nie chciano nas układać w podobnych miejscach razem, ponieważ jesteśmy na tyle podobni, że można by nas było pomylić. Również ze względu na to, że mój bohater Tadek, według scenariusza nie miał żadnego rodzeństwa, więc byłoby to dosyć podejrzane i nierealistyczne, gdyby dwie bardzo podobne do siebie osoby i w podobnym wieku były obecne na ekranie w jednym momencie.

Wit Czernecki, Roch Czernecki – fot. arch. pryw. Wit Czernecki

Jak na twój sukces zareagowali twoi koledzy? Gratulują, czy zdarza się, że spotykasz się z zazdrością czy hejtem? Czy w szkole nie odbierają cię jako swoistego celebrytę?

– Przede wszystkim trzeba podkreślić, że moja rola to nie jest rola pierwszoplanowa, ale mój udział w „Orlętach” spotkał się raczej z pozytywnym odbiorem. Mam wrażenie, że wiele znajomych osób wybrało się na ten film, chociażby ze względu na to, że ja się w nim pojawiłem. Jak już wcześniej mówiłem, nie obyło się też bez jakiejś konstruktywnej, sensownej krytyki, którą przyjąłem do siebie i staram się jakoś rozważać, kontemplować i zmienić coś w przyszłości. Raczej wszyscy są zadowoleni z tego, jak to wyszło i cieszą się moim szczęściem, i moim sukcesem. Nie zdarzyło mi się, żeby ktoś z mojego grona przyjaciół, znajomych odpadł z tego powodu, raczej pojawiają się nowe osoby. Mam grupę swoich najbliższych przyjaciół, z którymi się trzymam bardzo blisko i od dłuższego czasu, więc jakoś w dużym stopniu mnie nie dotknęły skutki tego występu.

W wielu wywiadach mówiłeś, że myślisz o szkole aktorskiej, ale wiadomo - bywa różnie. Jeśli nie film, to co? A jeśli film, to czy raczej właśnie aktorstwo, czy praca po drugiej stronie kamery?

– Myślę, że pierwszej kolejności chciałbym spróbować jednak zostać aktorem czy teatralnym, czy filmowym. Szczerze mówiąc bardziej chyba skłaniam się do filmu. Natomiast nie chcę sobie zamykać żadnej z tych możliwości i jeśli nie film - jako aktor, to myślę, że może spróbowałbym swoich sił w ekipie filmowej, bo uważam, że są to cały czas interesujące mnie tematy. Zresztą są to też naczynia połączone, więc myślę, że mógłbym się tam odnaleźć. Jeśli jednak nie film to może filmoznawstwo czy kierunki połączone ze sztuką, z kulturą, bo to jest coś, co mnie również interesuje.

Wróćmy teraz do samego filmu. Jak byś zachęcił kogoś ze swoich rówieśnik, aby jednak na ten film się wybrał?

– Przede wszystkim jest to film, który opowiada ciekawą historię o początku w II wojny światowej z perspektywy dzieci i to jeszcze w dodatku na Kresach Wschodnich, o których się zbyt wiele nie mówi w tym kontekście historycznym. W bardzo ciekawy sposób pokazane są w nim zależności i pewne różnice między różnymi grupami etnicznymi, które żyły wtedy w Grodnie. Wydaje mi się, że w filmie jest to dosyć dobrze oddane. Wygląda to naprawdę bardzo dobrze, a w wielu momentach, powiedział bym, wręcz świetnie. Gra aktorska, w szczególności aktorów już dorosłych, jak i głównego bohatera, jest na naprawdę bardzo wysokim poziomie i po prostu przyjemnie się to ogląda. Z doświadczeń moich kolegów i koleżanek, którzy mi opowiadali o swoich wrażeniach, wywnioskowałem, że film jest w wielu kwestiach zaskakujący i że warto jest go obejrzeć, bo jest to trochę inne kino niż filmy, które puszczane są na co dzień w Polsce. Jest to też film historyczny, więc na pewno ciekawie jest poznać historię własnego narodu. To jest naprawdę dobry film i myślę, że warto pójść, chociażby dlatego, żeby samemu zweryfikować te recenzje, które pojawiają się gdzieś w Internecie. Uważam, że żeby ocenić film, trzeba samemu go zobaczyć, bo każdy ten odbiór będzie miał inny.

Plakat filmu - fot. Fb. Fb. „Orlęta Grodno ’39”

Zagrałeś w filmie, który dotyczy pewnego fragmentu polskiej historii. Bohaterami są młodzi ludzie, którzy zostali skonfrontowani z czymś czego nigdy wcześniej się nie spodziewali. Czy udział w tym filmie i refleksje nad tym momentem historii jakoś zmieniły twoje podejście do patriotyzmu? My dziś też żyjemy również w takich czasach, których byśmy się w ogóle nie spodziewali. Czy zdecydowałby się pójść do wojska i walczyć, gdybyśmy się znaleźli w takiej sytuacji jak oni?

– Myślę, że na pewno nie pozostałbym bezczynny wobec takiej sytuacji, chociażby ze względu na to, że te postaci, osób młodszych ode mnie, bo tak naprawdę film opowiada historię ludzi młodszych ode mnie o prawie 5 lat, na pewno zainspirowałyby mnie i nie pozwoliłyby pozostać bezczynnym. Ich odwaga i to, w jaki sposób oni patrzyli na kraj sprawiły, że ja sam trochę inaczej ten kraj postrzegam. Również ze względu na to, czego uczę się teraz w szkole, bo w tym momencie jestem na etapie poznawania historii II wojny światowej zarówno na języku polskim, jak i na historii, i czuję, że pojawiają się na nowo znacznie mocniejsze patriotyczne emocje względem naszego kraju, których wcześniej było znacznie mniej. Myślę, że poświęcenie tych ludzi na pewno wywarło na mnie na tyle duży wpływ, że nie pozostanie to bez echa.

fot. Kadr z filmu „Orlęta. Grodno ‘39” - Fb. „Orlęta. Grodno ‘39”

Uroczysta premiera w Warszawie. Od lewej: Wit Czernecki, Jowita Budnik, Filip Gurłacz - fot. Fb. „Orlęta Grodno ’39”

Myślenice - najnowsze informacje