czwartek, 16 maja 2019 13:37

Proszowicki szpital nad krawędzią?

Autor (red)
Proszowicki szpital nad krawędzią?

Od dłuższego czasu dochodzą sygnały o bardzo poważnych problemach proszowickiego szpitala. Zamieszanie związane z negatywną oceną działań poprzedniej dyrekcji rozpalały społeczeństwo Proszowic. Czy rzeczywiście jest tak źle, jak twierdzą niektórzy? O wyjaśnienie poprosiliśmy starostę proszowickiego, Grzegorza Pióro.

Panie starosto, Zarząd Powiatu jest odpowiedzialny za finansowanie i nadzór nad funkcjonowaniem szpitali. Co jest, w Pana ocenie, główną przyczyną trudności, z jakimi musi się zmagać proszowicki szpital?

– Głównym problemem ponad 7 milionowej straty poniesionej przez szpital w ubiegłym roku jest niedostateczne finansowanie. Podwyżki, które są narzucone z góry przez ministerstwo nie są w przez to ministerstwo w 100 procentach rekompensowane. Dyrektor musiał wykonać polecenie, a ministerstwo finansuje tylko kwoty bazowe. Nie liczy pochodnych. To już obciąża dodatkowo szpital.

Kolejną sprawą są zbyt małe ryczałty, jeżeli chodzi o szpitale powiatowe, nie doszacowanie wartościowo pewnych procedur. My ponosimy koszty zdiagnozowania pacjenta, jego obsługi. Natomiast nie możemy wykonać u siebie, na bazie szpitala powiatowego, pewnych zabiegów. W takich wypadkach pacjent jest odsyłany do szpitala klinicznego, gdzie ten zabieg się wykonuje. A szpital kliniczny pobiera za to ponad połowę rekompensaty finansowej przeznaczonej na pacjenta! Dodatkowo, taki pacjent wraca na rekonwalescencję do nas, a środków dodatkowych na to szpital już nie dostaje.

To nie jest najlepsza organizacja i podział środków. My pewnych zabiegów nie możemy wykonywać ponieważ nie jesteśmy do tego przystosowani i prawdopodobnie nigdy szpitale powiatowe nie będą predysponowane do tego, żeby na poziomie klinicznym wykonywać zabiegi.

Co można zrobić w takiej sytuacji?

– Trzeba w każdym szpitalu powiatowym wyodrębnić takie, jeden, dwa wiodące oddziały, które przynosiłyby większe korzyści dla szpitala i wykonywały zabiegi, które są dobrze płatne. Tego jednak też nie przewidzimy, ponieważ to też ulega metamorfozie. Wyceny też się zmieniają.

Dyrektorzy szpitala też widzą, które procedury są dobrze wycenione i idą w tym kierunku i jak już jest rynek wysycony, to NFZ zmienia wycenę tych procedur i trzeba poszukiwać innych możliwości zwiększenia dochodów szpitala.

Jakie działania podejmuje powiat, żeby zapewnić poprawne funkcjonowanie proszowickiego szpitala?

– Cały czas Zarząd Powiatu wygospodarowuje środki na bieżącą działalność szpitala, wspomaga zakupy sprzętu medycznego, jak również inwestycje. W tym roku udzieliliśmy już pożyczki szpitalowi w wysokości 600 tysięcy złotych. Co więcej, Zarząd Powiatu w grudniu ubiegłego roku poręczył skomasowane przez szpital długi, które były rozproszone w wielu bankach. Poręczyliśmy trzy kredyty: 3 mln na komasację, 3 mln kredytu obrotowego i 7 mln kredytu inwestycyjnego.

W tej chwili jesteśmy przed ogłoszeniem przetargu na modernizację budynku głównego szpitala. To kwota około 8 mln złotych. Na razie mamy 1,3 dofinansowania ze środków europejskich dystrybuowanych przez Zarząd Województwa Małopolskiego. Mamy przyrzeczenie, że będą dokładane środki w miarę przesuwania środków z innych programów, oszczędności, kar nakładanych na beneficjentów, którzy już dotychczas uczestniczyli w programie i popełnili jakieś błędy, czy też nienależycie wykonali podpisaną umowę. I te 7 mln czeka.

Trzeba powiedzieć jasno, że te środki i poręczenia to zasługa Powiatu, bo żaden bank szpitalowi, zwłaszcza powiatowemu nie udzieliłby kredytu. Niestety szpital nie jest wiarygodnym partnerem. Poręczenie Powiatu pozwoliło na otrzymanie tych trzech kredytów z jednego banku BGK. Dzięki tym kredytom szpital mógł normalnie funkcjonować.

Co jeszcze Zarząd Powiatu zrobił dla szpitala w ostatnim okresie?

– Zmodernizowaliśmy Izbę Przyjęć w roku ubiegłym. Powiat dofinansował ją kwotą 380 tysięcy. Więc prawie w całości, bo modernizacja kosztowała 400 tysięcy. Wykonano parking za 140 tys.

Udzieliliśmy w ubiegłym roku pożyczki w wysokości 500 tysięcy i umorzyliśmy tą pożyczkę szpitalowi. Wykupiliśmy świadczenia medyczne za nad wykonania za 900 tysięcy. Gdybyśmy tego nie zrobili, należałoby przesuwać pacjentów na rok następny. Wydłużyłyby się kolejki i po prostu mieszkańcy by czekali. Kupiliśmy aparat do USG za 80 tys. Utworzyliśmy też system po protestach lekarzy kontraktowych, co było problemem ogólnopolskim, co wszyscy pamiętamy. Lekarze kontraktowi są na progu swoich karier zawodowych, zakładają rodziny, są świeżo po studiach. Przygotowanie w zawodzie medycznym nie trwa tak naprawdę pięć lat, tylko blisko dziesięć. Oni są na początku specjalizacji i ich zarobki nie są duże. Utworzyliśmy też fundusz stypendialny - w roku 2018 było to 60 tys. W roku 2019 - 50 tysięcy złotych. I ten fundusz zwraca do 90% kosztów podróży, szkoleń i tego typu podobnych spraw. Dotyczy to personelu medycznego, również pielęgniarek, czy dane szkolenie się w zawodzie jest zasadne i przydatne dla funkcjonowania tego oddziału. Te fundusze cieszą się dużym powodzeniem i są wykorzystywane w 100%.

Czy widzi Pan perspektywę poprawy tej sytuacji? Jakie działania podejmuje Pan jako starosta?

– Zarząd powiatu podejmuje od dwóch lat szereg działań mających na celu poprawę sytuacji finansowej szpitala począwszy od wdrożenia planu naprawczego, dokonaniu szeregu oszczędności ale także po działania związane z rozwojem szpitala. A te działania to przede wszystkim inwestycje, których było niemało. Zmodernizowano oddział Intensywnej Opieki Medycznej za dwa miliony złotych z pomocą środków z województwa małopolskiego i unijnych. Zwiększono liczbę łóżek na tym oddziale z 4 do 6. Podniesienie norm zatrudnienia pielęgniarek przez Ministra Zdrowia spowodowało usystematyzowanie i redukcję liczby łóżek na innych oddziałach i dostosowanie ich, do potrzeb społeczeństwa.

Jak wygląda sytuacja na OIOM-ie?

– Tu sytuację zmieniło wprowadzenie tak zwanej sieci szpitali. Wcześniej na OIOM-ach wszystkie zabiegi były płacone w 100%. Były to procedury ratujące życie. Teraz OIOM-y wrzucono do ryczałtu. Z kolei ryczałt był ustalony na poziomie 2015 roku, gdzie nie mieliśmy nadwykonań. Dlatego wprowadzenie zmian nie jest takie łatwe.

A inne oddziały?

– Kolejnym oddziałem, który przynosi straty jest Oddział Ginekologiczno Położniczy i Noworodków. Tu straty są na poziomie ponad dwóch miliony rocznie. Na tym oddziale normy są również bardzo wyśrubowane. Są to procedury dotyczące człowieka przychodzącego na świat, więc to nie dziwi. Niemniej jednak, liczba porodów trzydzieści, trzydzieści kilka miesięcznie nie rekompensuje zatrudnienia tego personelu. Same pobory personelu Oddziału Ginekologiczno-Położniczego stanowią 118% ryczałtu! Ja już nie mówię o innych kosztach. Mimo to, próbujemy tę sytuację jakoś rozwiązać. Jest na przykład propozycja przejęcia zadań oddziału przez województwo małopolskie, przez Oddział Ginekologiczno-Położniczy Szpitala im. Rydygiera. Propozycja taka padła trzy miesiące temu, ale odpowiedzi jeszcze nie mamy i nie wiemy, w którym kierunku to pójdzie. Niezależnie od tego nowa dyrekcja, która jest od lipca 2018 roku, poczyniła na tym oddziale duże oszczędności.

Pojawiły się ostatnio propozycje rozmów - takiego "okrągłego Stołu" dla proszowickiego szpitala. Czy ma Pan wrażenie, że jest to propozycja na pokaz, czy też może to coś zmienić?

– Zwracaliśmy się już wcześniej do posłów naszej ziem. Do posła Kaczmarczyka, profesora Bernackiego o pomoc w Sejmie, w NFZ-cie i na razie nie czuję tej pomocy. Sytuacja szpitala jest jednym z głównych tematów omawianych nie tylko na Komisji Zdrowia ale na wszystkich Komisjach Rady Powiatu Proszowickiego. Jest tematem zajmującym dużą część czasu na sesjach Rady Powiatu. Jeżeli byłaby jakaś konkretna propozycja, to oczywiście tak, będziemy rozmawiać. Ja nie odżegnuję od propozycji "Okrągłego stołu". W tym momencie jednak mam bardzo napięty harmonogram i nie wyobrażam sobie teraz spotkania. Ale pod koniec miesiąca jest to możliwe.

Proszowice - najnowsze informacje