środa, 22 stycznia 2020 14:29

„Pokazałyśmy, że kobiety dają radę” - druhny z Makowa w strażackim kalendarzu

Autor Mirosław Haładyj
„Pokazałyśmy, że kobiety dają radę” - druhny z Makowa w strażackim kalendarzu

Druhny i druhowie z OSP w Makowie Podhalańskim Dolnym już po raz trzeci własnym sumptem wydali kalendarz strażacki z piękniejsza częścią swojej jednostki. Wszystko po to, by zaakcentować obecność kobiet w służbie pożarniczej oraz wesprzeć rodzimą remizę, gdyż całość funduszy pozyskanych ze sprzedaży kalendarza, który jest głównym materiałem promocyjnym projektu, będzie przeznaczona na cele statutowe jednostki.

To wszystko w ramach „Ogólnopolskiego Projektu – Kobiety Straży 2020”. Autorzy projektu zwracają uwagę na rolę kobiet i ich wkład w funkcjonowanie lokalnej straży. Autorem zdjęć jest pasjonat fotografii ratowniczej - Mateusz Wilczek, natomiast pomysłodawcą projektu jest prezes zarządu jednostki OSP Maków Dolny, Mateusz Szklarczyk, który wraz z druhnami zainicjował całą akcję. Idea stworzenia tego wyjątkowego projektu pojawiła się pod koniec 2018 roku. Miał on wtedy wyłącznie zasięg lokalny, natomiast jego kolejna edycja z 2019 roku była już akcją o zasięgu ogólnopolskim. Projekt zyskał poparcie Pierwszej Damy RP Agaty Kornhauser-Dudy, która wraz z Prezydentem odwiedziła remizę OSP Maków Dolny w zeszłym roku w Dniu Kobiet.

Trzecia edycja „Ogólnopolskiego Projektu - Kobiety Straży 2020” będzie równie szeroko promowana. Druhny i druhowie OSP Maków Dolny otrzymali kolejne zaproszenie od Pary Prezydenckiej i niebawem odwiedzą Pałac Prezydencki, gdzie będą rozmawiać o swojej dotychczasowej działalności i możliwościach rozbudowania autorskiego projektu. W tym roku Honorowy Patronat nad projektem objął Minister Sprawiedliwości, Marszałek Województwa Małopolskiego, Prezes ZOSP RP, Starosta Suski, Burmistrz Makowa Podhalańskiego oraz Komendant PSP w Suchej Beskidzkiej. Projekt wspierają również WOŚP, lokalni przedsiębiorcy i patroni medialni, wśród nich, znajduje się redakcja Głosu24.

Publikację makowskich strażaków można nabyć m. in. w: remizie OSP Maków Dolny (ul. Wolności 238 Maków Podhalański, po wcześniejszym kontakcie telefonicznym 602-462-138), Restauracji Kardamon (ul. Kościuszki 2, Maków Podhalański), Barze Bistro (ul. Makowska 14, Sucha Beskidzka) i aukcjach na Allegro.

W związku z premierą nowego kalendarza udało się nam porozmawiać z jego dwiema bohaterkami, paniami Anną Wilczek i Magdaleną Włosiak. Warto w tym miejscu odnotować, że Magda Włosiak zaraz po uzyskaniu pełnoletniości z wyróżnieniem zdała strażacki kurs i obecnie przygotowuje się do matury, a gdy zachodzi taka potrzeba na dźwięk syreny rusza do akcji bojowych. Magdzie w nauce pomaga druhna z jednostki, która jest zarazem jej szkolną nauczycielką, Anna Wilczek. Panie z makowskiej straży zapytaliśmy o to, co je skłoniło do wstąpienia do straży oraz jak wygląda służba w OSP. Porozmawialiśmy też m. in.: na temat zeszłorocznej wizyty prezydenckiej pary.

Jak to się stało, że wstąpiła pani w szeregi ochotniczej straży pożarnej w Makowie Podhalańskim?

– Moja historia jest trochę inna, bo tak naprawdę w straży jestem dopiero od roku, ale już bardzo aktywnie działam. Wszystko zaczęło się od kalendarza, którego obecnie mamy już trzecią edycję. Zdjęcia do pierwszej edycji kalendarza zrobił zaprzyjaźniony z naszym OSP fotograf, były to zdjęcia studyjne. W drugiej edycji nie mógł nam już pomoc, w związku z różnymi zobowiązaniami, gdyż zajmuje się szeroko pojętą fotografia, nie tylko ratowniczą. A taką właśnie zajmuje się mój mąż. Zawsze miał hopla na punkcie zdjęć, a kilka lat temu ukierunkował się na fotografowanie działań ratunkowych. Prezes naszego OSP, Mateusz Szklarczyk, dwa lata temu zadzwonił do niego i zapytał, czy podejmie się zrobienia zdjęć do kalendarza „Kobiety Straży 2019”. Mój mąż przyjął propozycję, pomimo, iż generalnie zajmuje się fotografią reportażową. A tutaj była jednak zupełnie inna sytuacja. Odpowiednie ustawienie dziewczyn, sprawdzenie poprawności umundurowania… i właśnie po to ja tam pojechałam. W czasie sesji przyglądałam się dziewczynom, zaczęłam z nimi rozmawiać, zaczęłam poznawać Mateusza i wszystkich druhów. Jednym słowem wkręciłam się w to. Pomysł, żeby się zapisać był od tego casu w mojej głowie, w końcu prezes naszego OSP zadzwonił do mnie i powiedział: „Weźże się już zapisz, bo i tak realizujesz z nami wszystkie działania i robisz to, co inni, a tak lawirujesz z zapisaniem się”. Po tych słowach, faktycznie oficjalnie dołączyłam do straży, było to w kwietniu ubiegłego roku. Wtedy trwały sukcesy związane z promocją kalendarza, między innymi w ubiegłym roku odwiedziła nas para prezydencka.

Co stało za motywami powstania kalendarza?

– Chcieliśmy przełamać pewne schematy, że strażak to musi być facet, a to nie zawsze tak jest. W dzisiejszych czasach kobiety są już wszędzie i do wykonywania różnych „męskich” czynności też jesteśmy brane pod uwagę i też się liczymy. Na chwilę obecną cały czas cierpliwie czekam na przeszkolenie. Najbliższe ma być na wiosnę, po jego odbyciu będę już pełnoprawnym strażakiem. Warto dodać, że jesteśmy dość małą jednostką, ale cały czas się rozwijamy, w naszej OSP mamy prawie 20 przeszkolonych druhów, samochód strażacki Ford Ranger, zwany Strażakiem Samem oraz nowy samochód ratowniczo-gaśniczy MAN. Z racji zawodu, gdyż jestem nauczycielem, z chwilą wstąpienia do jednostki stałam się również współopiekunem Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej, którą do tej pory opiekowali się sami mężczyźni, pan Łukasz Klimasara i pan Mateusz Szklarczyk. W naszej MDP jest bardzo dużo dziewczyn, wszystkie są chętne do podejmowania różnych działań i angażowania się w działania charytatywne.

Co pani spodobało się w byciu strażakiem?

– W dzisiejszych czasach każdy o coś zabiega, każdy chce coś osiągnąć, nikt nie ma czasu dla siebie, nie ma czasu, żeby się spotkać, a jak ten czas jest, to wszyscy są zmęczeni. I tu jest właśnie fenomen naszej straży w Makowie Dolnym – chcemy przebywać ze sobą i to nie ważne, czy jesteśmy czynnymi druhami, czy jesteśmy druhami czekającymi na szkolenie, czy to jest Młodzieżowa Drużyna Pożarnicza, czy są to dziewczyny ze Strażackiego Koła Gospodyń, czy kobiety, które zupełnie nie są związane z działaniami straży – matki, czy żony naszych strażaków. Wszyscy żyjemy w tej społeczności. I to jest w tym najpiękniejsze. Po prostu możemy liczyć na siebie. Chcemy spędzać czas razem. To jest w dzisiejszych czasach bardzo potrzebne i mówiąc szczerze, rzadkie. W tym wszystkim najważniejszą rolę odgrywa nasz prezes Mateusz Szklarczyk. Bez tego człowieka nasza społeczność nie wyglądałaby tak, jak wygląda. Nie bylibyśmy tak zgrani, bo to on nas mobilizuje i angażuje. Inicjuje też wszystkie spotkania. To właśnie dzięki niemu nasza straż się tak rozwija. To jest naprawdę społecznik z powołania i jest to człowiek na właściwym miejscu. Nie ma, co ukrywać, czasami są takie sytuacje, że jesteśmy zmęczeni po całym dniu pracy. Mimo to przychodzimy, czasem narzekamy, ale jesteśmy razem.

Pani Anno, a jak mąż zareagował na wieść o pani decyzji o wstąpieniu do straży?

– Muszę przyznać, że do tej pory nie jest z tego powodu zadowolony. Jak już wspomniałam, fotografuje głównie działania ratownicze i dokładnie wie jak one wyglądają. Dlatego nie ma się, co dziwić, że nie chce, żebym została pełnoprawnym czynnym członkiem straży. Wie jednak, że już podjęłam taką decyzję i myślę, że się już z nią trochę oswoił. O ile on nie jest z tego zbytnio zadowolony, o tyle dwójka naszych synów, jest zachwycona. Chłopcy są również członkami Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej. Nie ukrywam, że mam wobec męża „niecny” plan. Skoro już będę już jeździła na szkolenia do PSP, chcę, aby mój mąż mi towarzyszył. Jest również członkiem straży szkolenie może zrobić. On na razie nie chce o tym słyszeć, ale myślę, że da się przekonać, żebyśmy wspólnie spędzili trochę czasu i przy okazji zrobili coś pożytecznego. Korzystając z okazji pragnę gorąco pozdrowić moich mężczyzn.

Gdyby ten „niecny” plan się powiódł, bylibyście państwo pierwszą parą małżeńską w straży?

– Nie, w naszej jednostce mamy już małżeństwo czynnych strażaków, są to Patrycja i Grzegorz Możdżeń. Razem przechodzili szkolenie kilka lat temu. Oprócz tego żony i partnerki naszych strażaków są powiązane z jednostką, np. są w Strażackim Kole Gospodyń, w którym oczywiście też zdarza mi się pomagać. Bardzo lubię z nimi gotować, rozmawiać, żartować. To jest bardzo serdeczna organizacja, która również nas, kobiety, zrzesza.

Z tego, co pani mówi, można wnioskować, że jesteście bardzo zgraną grupą. Poszlibyście za sobą w ogień i to dosłownie.

Tak, dokładnie tak. Uwielbiamy to, co robimy i siebie nawzajem. Z pewnością przekłada się to na wszystkie akcje, w których bierzemy udział. Bardzo dobrze się znamy i świetnie rozumiemy. Wiemy, kto ma, jakie możliwości, wiemy, kto jest szybszy i lepszy w danej czynności, a to jest bardzo ważne. Podejrzewam, że gdybyśmy pojedynczo zostali wysłani do jakiegoś zadania w grupie z zupełnie obcymi ludźmi, to współpraca nie byłaby tak efektywna.

Wspomniała pani o tym, że odwiedziła OSP w Makowie Podhalańskim para prezydencka. Czy była pani wtedy przy tym wydarzeniu?

Nie, wtedy jeszcze nie byłam oficjalnie członkiem straży. Mój mąż był wtedy dopuszczony do tego spotkania, jako jeden z niewielu mężczyzn, ponieważ była to specyficzna wizyta. Nasz kalendarz zainteresował parę prezydencką, a dokładniej panią prezydentową, ponieważ został wysłany do niej z życzeniami na początku roku. To właśnie ona zainicjowała spotkanie i tak się stało, że przyjechała do naszej jednostki 8 marca. Była to krótko planowana wizyta i w dodatku pani prezydentowa zażyczyła sobie spotkania z samymi kobietami, więc nasi strażacy byli troszeczkę niepocieszeni, że nie mogą wziąć w pełni udziału w takim zdarzeniu. Oczywiście na początku, podczas powitania pani Agaty Kornhuser-Dudy przez nasz zarząd, łącznie z panami był obecny, ale potem zostali wyproszeni i faktycznie pani prezydent rozmawiała tylko z naszymi kobietami – druhnami, Strażackim Kołem Gospodyń i dziewczynami z MDP. Potem wydarzyła się zupełnie niespodziewana rzecz, bo przyjechał do nas pan prezydent. Właśnie u nas, 8 marca zrobił żonie, jak również nam niespodziankę, pojawiając się z kwiatami i życzeniami. Na tą wizytę nasi panowie zostali już wpuszczeni i wszyscy chwilę porozmawiali. I wtedy panu Mateuszowi Szklarczykowi udało się umówić na rewizytę, która odbyła się w kwietniu. Pojechaliśmy do Warszawy do Pałacu Prezydenckiego i na tym spotkaniu już byłam. Było naprawdę przepięknie, dzieciaki były zachwycone. Spędzenie tych kilku godzin w Pałacu na rozmowie z panią prezydentową było naprawdę mocnym doświadczeniem. Wszyscy poczuliśmy się naprawdę wyjątkowo.

Pani Magdo, jest pani najmłodszą druhną w makowskim OSP. Zaraz po ukończeniu pełnoletniości zaczęła pani zabiegać o uzyskanie uprawnień pełnoprawnego strażaka-ratownika. Dlaczego? Co panią motywowało?

– Chodziło o pomoc i niesienie pomocy innym, bo bardzo lubię pomagać ludziom. Jestem towarzyską osobą. Od małego dziecka planowałam jakieś służby mundurowe. Na początku myślałam o policji, albo straży. Okazało się, że moja ścieżka powiodła mnie bardzie w stronę straży. Może to też kwestia rodzinnych tradycji, ponieważ mój dziadek był strażakiem, mój wujek był strażakiem i tak się w rodzinie stało, że ja też jestem strażakiem.

Zaraz po skończeniu osiemnastu lat zaczęła się pani starać, żeby ukończyć potrzebne kursy na strażaka. Jak na pani pomysł zareagowali rodzice?

– Na samym początku martwili się, czy się do tego nadaję i czy to jest coś odpowiedniego dla mnie. Ale nie jestem w straży przypadkiem. Zaczynałam w Młodzieżowej Drużynie Pożarniczej, przechodziłam szkolenia i później, gdy nadążyła się okazja do wzięcia udziału w kursie w Suchej Beskidzkiej w Państwowej Straży Pożarnej, podjęłam się tego. Zdałam egzamin teoretyczny i to z wyróżnieniem, z czego bardzo się cieszę. Pokazałam, że nie tylko mężczyźni potrafią wskoczyć w mundur bojowy i jechać na akcję.

A propos akcji. Jest pani pełnoprawnym strażakiem od 1,5 roku. Jak pani wspomina pierwszą akcję?

– Pamiętam, że była w domu, uczyłam się akurat, o ile się nie mylę, na sprawdzian z angielskiego. Usłyszałam dźwięk syreny na remizie i jednocześnie odezwał się mój telefon. Rzuciłam wszystko i pobiegłam do naszej jednostki. To była mega adrenalina i duże przeżycie dla mnie. Ale po tym, jak wsiadłam do wozu i ruszyliśmy, to już trochę emocje opadły. Jechaliśmy do pożaru traw, niedaleko zresztą od naszej remizy.

Jak teraz reaguje pani na dźwięk syreny?

– Za każdym razem, kiedy ją słyszę to jest adrenalina, czuć to, kiedy się biegnie do jednostki, ubiera w mundur, wsiada do wozu bojowego i otrzymuje informacje oraz polecenia od przełożonego. Z czasem się to trochę uspokaja, ale mimo to, za każdym razem jest zastrzyk adrenaliny, są emocje, ale pozytywne, mobilizujące.

Czy służba z mężczyznami jest ciężka?

– Na początku miałam obawę, że zostanę przez starszych kolegów zlekceważona, bo jestem dziewczyną i mogę nie podołać zadaniom. Myślę, że udowodniłam wszystkim, że daję radę. Podczas naszych szkoleń i ćwiczeń, gdy mogłam pokazać, co praktyce zademonstrować co potrafię, wszyscy mogli przekonać się, że mundur i akcje ratownicze są nie tylko dla facetów.

Ale nie miała pani taryfy ulgowej?

Nie, nie ma czegoś takiego, wszyscy jesteśmy na równi traktowani.

A czy myślała pani o tym, żeby przejść na zawodowstwo?

– Myślałam nad tym i nawet nadal myślę. Ale przede mną matura w maju i na niej się skupiam, ale na pewno będę się jeszcze nad tym zastanawiać, gdy będę myśleć nas swoją przyszłością.

Na koniec chciałem zapytać, jak się panie czułyście w roli modelek, podczas powstawania kalendarza?

– Pomysł zrodził się spontanicznie na jednym ze spotkań w remizie. Wszystkim się spodobał, ale stanąć później przed obiektywem nie było łatwo. Były wątpliwości i zastanawiałyśmy się, czy coś z tego wyjdzie. Mimo tego, stanęłyśmy przed aparatem i pokazałyśmy, że kobiety dają radę.

Fot.: OSP Maków Podhalański, Mateusz Wilczek Fotografia Ratownicza

Sucha Beskidzka - najnowsze informacje