wtorek, 27 grudnia 2022 14:55

Sucha karma dla mojego psa?

Autor Artykuł sponsorowany
Sucha karma dla mojego psa?

To będzie krótka relacja z tego, jak to się stało, że w moim domu znalazła się sucha karma dla psa. Dla mojego psa. Długo się przygotowywałem do adopcji psa, bo to miał być mój pierwszy własny pies.

Wcześniej mieliśmy spaniela w domu, ale to mama dbała o niego. Ja w zasadzie tylko się z nim bawiłem. Teraz mieszkam już osobno i postanowiłem mieć psa. Dodatkowo postanowiłem, że będzie to najszczęśliwszy pies na świecie. Adoptowałem szczeniaka, który miał wyrosnąć na średniego psa.

Jak się przekonałem do suchej karmy dla psa

Kiedy wziąłem go do domu, pierwszą rzeczą było nakarmienie mojego nowego towarzysza. Byłem przygotowany. Przeczytałem pół internetu i przekonałem się, że wszystko, tylko nie sucha karma dla psa. Że te karmy to kupa popiołu, że zawierają mnóstwo konserwantów, że są szkodliwe itd. Akurat tak się składa, że mam czas i pieniądze, więc postanowiłem, że będę gotował dla psa. Dowiedziałem się, że najlepiej gotować mięso, ryż lub makaron i jakieś warzywo i od tego zacząłem. Młody wcinał z apetytem. Ja jadłem parówki i gotowe dania, bo gotowanie dla psa absolutnie zaspokajało moje potrzeby gotowania. Wszystko było ok do czasu, jak młody zaczął gryźć meble i o zgrozo – ścianę! Wpadłem zaraz na grupy dla psiarzy, żeby zapytać dlaczego. Posypały się rady, że zęby wymienia, że potrzebne gryzaki, albo że ma za mało wapnia. Wyszło z tego wszystkiego, że najlepiej kupować psu surowe kości. Więc kupiłem. Już po pierwsze zgryzionej kości pojawiła się biegunka. Hmm… nie o to nam chodziło. Czytam, pytam i dostaję kolejne sugestie. Wiele osób radzi, żeby nie łączyć surowego z gotowanym, że to błąd, bo przewód pokarmowy mojego psa sobie nie radzi. Więc skąd ten wapń? Kupiłem suplement. Z gotowaniem szło różnie. Jak wyjechaliśmy na działkę, to nagotowałem dużo, żeby był zapas. Było ciepło, połowę musiałem wyrzucić… I wtedy ktoś mnie zapytał, dlaczego nie kupuję gotowej suchej karmy dla psa.

Teraz kupuję tylko suchą karmę dla psa

Lekko zdesperowany pojechałem do pobliskiego miasteczka i w sklepie zoologicznym kupiłem worek karmy. Nie najtańszej, z jagnięciną i ryżem. Kupiłem paczkę 6 kg, żeby wystarczyło do końca urlopu. O dziwo młody podszedł do tej diametralnej zmiany z entuzjazmem i zjadł wszystko, co dostał. Pamiętałem, że ma pić przy suchej karmie więcej wody, więc pilnowałem, żeby miska z wodą zawsze była pełna. Wyglądało to dobrze – pies był szczęśliwy, ja miałem spokojną głowę, że nie muszę kombinować, co gotować, kupować, jak przechować. Zacząłem czytać o różnych suchych karmach dla psów. No jest tego trochę, można się pogubić. Postanowiłem potestować, ostrożnie ale jednak, różne marki i smaki. Być może był to zbieg okoliczności, ale w tym czasie mój pies przestał atakować meble i ściany. Po pół roku podawania mu suchej karmy postanowiłem zrobić pieskowi badania. Wyniki ok, niczego mu nie brakuje. Ja z przyjemnością robię jedzenie dla siebie! Już zawsze będę kupował suchą karmę. No i teraz ostrożniej podchodzę do porad w internecie. Okazało się, że sucha karma dla psa, to nie żadne samo zło, tylko trzeba wybierać te dobrej jakości.

Finanse i Gospodarka

Finanse i Gospodarka - najnowsze informacje